Miłość przychodzi powoli

Temat: 
Adopcja Dziecka

Jedne z listów z książki "Rodzice potrzebni od zaraz"

Dlaczego adoptowaliśmy dziecko? Czy naprawdę adoptowaliśmy?

To drugie pytanie stawiamy sobie teraz po roku adopcji, bo tak naprawdę Kubuś tak wrósł w naszą rodzinę, że nie uzmysławiamy sobie, iż nie był nasz od chwili poczęcia.

Stwierdzenia znajomych, że będziemy mieli jeszcze „własne" dziecko - są wręcz obraźliwe. Jak można mieć bardziej własne od własnego?

Długo czyniliśmy starania, aby mieć dziecko (prawie dzie­więć lat), z zazdrością patrzyliśmy na dzieci rodzące się w na­szej rodzinie.

Zawsze myśleliśmy, że zdecydujemy się kiedyś na adopcję, ale najtrudniej było powiedzieć - to już teraz. Z biegiem lat wmówiliśmy sobie, że bez dzieci nie jest nam źle (był to pewnego rodzaju mechanizm obronny).

Pan Bóg wiedział oczywiście, że zawsze mamy problemy z podejmowaniem decyzji, więc postawił nas pewnego dnia przed możliwością adoptowania niechcianego dziecka, które miało się właśnie urodzić. Nie udało nam się wziąć tego dziecka ponieważ adopcja jest zagadnieniem trochę bardziej skomplikowanym i to nie tylko z powodów prawnych, jednakże mieliśmy przedsmak ' tego, jak można czekać na dziecko.

Od tej pory sprawy naszej adopcji potoczyły się błyskawicznie; w ciągu tygodnia skompletowaliśmy wszystkie niezbędne dokumenty.

W jaki sposób trafiliśmy do Ośrodka Adopcyjnego?

Wokół problemów związanych z adopcją narosło wiele mi­tów. Adopcja w naszym kraju kojarzy się z latami oczekiwania, z ludźmi z urzędów, którzy robią zbyt drobiazgowe i nietaktowne wywiady środowiskowe (przesłuchania), a także z nietolerancją środowiska.

Komu zależy na tworzeniu tej aury?

Oboje z mężem obawialiśmy się wszystkich tych problemów, stąd trudności w podjęciu decyzji. Jesteśmy praktykującymi ka­tolikami, dość blisko związanymi z Kościołem, dlatego najpierw udaliśmy się do poradni rodzinnej działającej na terenie naszej parafii.

Jak się później okazało był to najwłaściwszy kierunek działania. Skierowano nas oczywiści do ośrodka katolickiego, gdzie spotkaliśmy wielu wspaniałych, oddanych sprawie ludzi, dla których liczy się przede wszystkim człowiek.

Ku naszemu zdziwieniu nie było tu bezdusznej biurokracji, która tak nas gnębi w świeckich instytucjach. Po złożeniu papierów (które, jak już wspomniałam, przy dobrych chęciach można skom­pletować w tydzień, ustalono z nami grafik dziewięciu spotkań.

Spotkania te byty prowadzone przez psychologów; miały służyć wzajemnemu poznaniu się malej grupy ludzi pragnących adoptować dziecko (w celu ewentualnego wspomagania się w przyszłości), miały też za zadanie umożliwić ludziom z Ośrodka

poznanie przyszłych rodziców, a także pomóc nam lepiej zrozu­mieć samych siebie.

Od chwili złożenia dokumentów w Ośrodku Adopcyjnym minęło trochę ponad dziewięć miesięcy i już byliśmy szczęśli­wymi rodzicami.

Podczas oczekiwania powiedzieliśmy sobie, że przyjmiemy pierwsze dziecko, jakie nam Pan Bóg ofiaruje. Dokładnie w dziewiątą rocznicę ślubu kościelnego odbyta się w Sądzie spra­wa o przysposobienie Kubusia. Był to najpiękniejszy prezent z okazji rocznicy ślubu, jaki można otrzymać.

Kubuś miał trochę ponad półtora miesiąca i ku naszemu miłemu zdziwieniu byt zupełnie zdrowy.

Pierwsze spotkanie wywołało w nas mieszane uczucia; naj­pierw zdziwiliśmy się, że dziecko w tym wieku jest aż tak malut­kie i oboje baliśmy się wziąć go na ręce, obawiając się, że zro­bimy mu krzywdę. Po jakimś czasie przyznaliśmy się sobie, że wtedy wydal nam się jakiś obcy i niezbyt ładny, mimo że byt bardzo proporcjonalny i urzekająco maleńki.

Muszę przyznać, że nasza miłość do Kubusia nie była miłością od pierwszego wejrzenia; ona pojawiła się później i wzmacniała się z każdym dniem. Dzisiaj myślę, że kochamy go tak jak wszyscy dobrzy rodzice kochają swoje dzieci.

Od początku staraliśmy się robić wszystko razem przy dziecku, chociaż przy pierwszych kąpielach byliśmy tak zdener­wowani, że często się kłóciliśmy.

Powszechne jest twierdzenie, że dziecko łączy, ale my nie do końca się z tym zgadzamy. Już od pierwszych dni mąż zarzucał mi, że mniej mu poświęcam uwagi, jestem mniej czuła, bardziej draż­liwa; a ja po prostu byłam wykończona psychicznie i fizycznie.

Przez pierwsze tygodnie schudłam kilka kilogramów, bezu­stannie biegałam po schodach z butelkami mleka, które podawałam na każde żądanie dziecka. Przez kilka pierwszych dni Kubuś był bardzo wygłodniały i ciągle jadł.

Dziecko po przewiezieniu ze szpitala miało mocno zaciśnięte piąstki (chociaż w szpitalu miało rozłożone dłonie). Jednakże już po kilku dniach wyraźnie zaczęto za mną śledzić wzrokiem.

Znajomi uważali, że przesadnie przejmuję się dzieckiem, ale teraz myślę, że taka troskliwa opieka była mu bardzo potrzebna. O chorobie sierocej mówi się w odniesieniu do nieco star­szych dzieci, ale ja myślę, że półtoramiesięczny Kubuś już miał jej symptomy. Do szóstego miesiąca właściwie wcale się nie uśmiechał, zaczepiany przez znajomych tylko patrzył na nich z uwagą. Wszyscy pogodziliśmy się, że Kuba nie jest typem wesołka.

Teraz nasz Kuba ma rok i 4 miesiące, jest bardzo pogodnym i ufnym dzieckiem, sam zaczepia ludzi i budzi ogólną sympatię. Pewnego razu, będąc w kościele, ze zdumieniem stwierdzi­lam, że Kubuś z rozpromienioną buzią siedzi na rękach u nie­znajomego pana (trochę zakłopotanego tą sytuacje. Mąż, który obserwował synka opowiedział mi potem, jak Kubuś wymownie pokazał panu, który mu się spodobał, że ma go wziąć na ręce. Jest to tak zwane „ cygańskie dziecko ", które nigdy się nas nie pilnuje, bo wie, że zawsze po nie wrócimy.

Przy wychowywaniu dziecka towarzyszą nam wieczne roz­terki; czy dobrze to robimy? Czy nie popełniamy zbyt wielu błędów? O otwartości Kubusia myślimy jednak, że nie jest to tylko sprawa genetyki, jest to w dużej mierze nasza zasługą.

Znajomi, którzy nas spotykają z Kubusiem, mówią, że jest do nas podobny. Być może jest to sprawa mimiki, którą dziecko świetnie naśladuje (a może następuje powolne zjawisko mimi­kry?) Może ktoś chce nam zrobić przyjemność, mówiąc o podo­bieństwie i tu trafia w dziesiątkę, bo tego nam właśnie brakuje.

Jeżeli chodzi o stosunek otoczenia do naszej adopcji, to są­dzimy, że na razie jest bardzo pozytywny.

Mieszkamy w malej miejscowości, w której wszyscy się znają, dlatego nawet nie próbowaliśmy w jakiś sposób ukrywać tego faktu. Nasze naturalne traktowanie tej sprawy sprawiło, że w taki sam sposób zaczęto ją traktować otoczenie. Najbliżsi są­siedzi oraz rodzina i przyjaciele byli bardzo zadowoleni, że wreszcie mamy dziecko i przez pierwsze tygodnie bezustannie ktoś nas odwiedzał.

Kubuś jest najmłodszy w naszej, dość dużej rodzinie i wszy­scy oczywiście go rozpieszczają. Nikt w rodzinie nie myśli o nim jako dziecku adoptowanym, mówi się np. „ będziesz taki jak dziadek" i to jest zupełnie normalne.

Zawsze myśleliśmy, że rodzicielstwo jest tylko wielkim obo­wiązkiem pełnym wyrzeczeń, teraz doświadczamy tego, że jest to też wielka przyjemność. Chwile, w których dziecko się do nas przytula są rekompensatą wszystkich trudów i chcielibyśmy je przedłużać w nieskończoność.

Często porównujemy z mężem nasze małżeństwo sprzed półtora roku z obecnym i jednogłośnie stwierdzamy, że teraz jesteśmy o wiele szczęśliwsi, mimo że mamy mniej czasu dla siebie.

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika admin

Re: Miłość przychodzi powoli

Zastanawiam się czy tytuł książki był celowo zmieniony, bo przeciż jest inny: "Potrzebuję rodziców od zaraz". Często wykorzystuję fragmenty tej książki na zajęciach ze studentami i z rodzicami adopcyjnymi. Pozdrawiam serdecznie. Madźka

Portret użytkownika Dorunia

Re: Miłość przychodzi powoli

Nie, celowo nie zmieniłam tytułu, po prostu nie mam w tej chwili tej książki, a miałam skany listów w niej zamieszczonych.

Książkę ofiarowałam parze która stoi przed podjęciem decyzji. Przepraszam za nie dokładnie podanie tytułu książki. Choć chyba nie jest ona powszechnie w księgarniach dostępna, więc mam nadzieję że nie wprowadziłam nikogo w błąd. Jeszcze raz przepraszam.

Daniel, Adaś i Lena - pełnia szczęścia!

Portret użytkownika annamaria

Re: Miłość przychodzi powoli

A gdzie jest dostępna? Pod tym listem moge podpisać się obiema rękami!!!

ANia

Portret użytkownika annamaria

Re: Miłość przychodzi powoli

A gdzie jest dostępna? Pod tym listem moge podpisać się obiema rękami!!!

ANia

Portret użytkownika annamaria

Re: Miłość przychodzi powoli

A gdzie jest dostępna? Pod tym listem moge podpisać się obiema rękami!!!

ANia

Portret użytkownika Dorunia

Re: Miłość przychodzi powoli

Ja osobiście zakupiłam ją w naszym OAO, za nie wielką kwotę. Nawet nie mogę sprawdzić przez kogo dokładnie została wydana. Wiem że są to listy pisane do tego własnie ośrodka. Tylko tyle

Daniel, Adaś i Lena - pełnia szczęścia!

Portret użytkownika admin

Re: Miłość przychodzi powoli

Książka "Potrzebuję rodziców od zaraz" została wyadna w 1999 roku z okazji 10 - lecia Archidiecezjalnego Ośrodka Adopcyjno Opiekunczego w Łodzi, przez Archidiecezjalne Wydawnictwo Łódzkie. Oprócz krótkiej części o pracy Ośrodka zawiera listy od rodzin - o ich drodze do adopcji, o oczekiwaniu i początkach z dzieckiem. Można ją dostać w ksiegarniach katolickich i w niektórych Ośrodkach. Kosztuje od 6-8 zł.

Polecam też: "Rozmowy w kręgu rodzin adopcyjnych" z Katolickiego Osrodka Adopcyjno Opiekuńczego w Warszawie. Pozdrawiam Madźka.