Autor:

MalaMi87

Data publikacji:

24.09.2015

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

samotna pacjentka

W związku z tym, że mój małżonek siedzi poza granicami naszego pięknego kraju i kontakt ze mną jest dla Niego trudnością od czasu kiedy beta osiagnela w poniedziałek dramatyczbie niski wynik, postanowiłam wybrać do źródła wiedzy poczęcia - do lekarza. Nie ułatwia mi życia fakt, że ani nikt nie chce ze mną rozmawiać o problemie niepłodności, ani ja sama nie wiem jak o nim rozmawiać z innymi. Nagle po nieudanej IUI okazało sie, że problemem nie jest moja głowa, tylko faktycznie COŚ JEST NIE TAK. Matka moja kochana chodzi i głośno zastanawia się, kto w rodzinie nie miał dzieci. Skąd pomysł, że nieplodnosc jest dziedziczna... ??? Od reszty ludzi nie odvieram telefonów.

U lekarza same kobiety w ciąży z mężemi i ja. W gabinecie puściły mi nerwy i prawie się poryczalam. W ramach spowiedzi powiedziałam lekarzowi, ze ja już nie wierzę że mogę kiedykolwiek zajsc w ciążę i że chciałabym tylko wiedzieć DLACZEGO. Lekarz solidnie mną potrzasnal. Po co się lecze jeżeli nie wierze w powodzenie. Po co to wszystko? Jestem zdtowa więc mam szanse na dziecko, a moj brak wiary wynika z niskiej samooceny. Odwlekanie decyzji o in vitro niszczy moje życie i małżeństwo. Muszę przestać myśleć o dziecku i zająć się życiem. Dziecko będzie albo nie. Nigdy nikt nie da 100% powodzenia leczenia.

Żal mi siebie ale jednocześnie jestem na siebie wściekła. To wszystko prawda. Czuję się gorsza od wszystkich. Szczerze wierzę, że wszystkie dziewczynu z forum wreszcie zajda w ciążę. Nie wierzę tylko w siebie.

Komentarze

  • Efa83

    24/09/2015 - 14:09

    Coraz bardziej przeraża mnie to, że każda z nas jest tu na forum inna, a spotyka nas to samo. Z takimi samymi emocjami się borykamy i takie same reakcje innych ludzi nas ranią. Ja teraz dokładnie przeżywam to samo.Po pierwszym nieudanym in vitro w mojej głowie pojawiają się takie myśli - że ja już nie jestem niepłodna, ale pewnie bezpłodna; że mąż powinien wziąć ze mną rozwód nawet i kościelny, bo ja mu nigdy nie dam dziecka; że cholera wszyscy mają dzieci, tylko Ja Nie!! I po co to wszystko, jak i tak nie wierzę w powodzenie następnych prób. I tak jak Ty, Ja wczoraj miałam podobną rozmowę z moją mama, która w ramach "pocieszenia" zaczęła wyliczać, że ciotki mojej babci też dzieci nie miały. Ale przecież to żadne pocieszenie.
    Trzymaj się mała! A to, że ci mówią - "Za często myślisz o dziecko", "Lub za bardzo się starasz" po prostu skwituj, żeby się zamknęli. U mnie też tak mówili, aż do czasu, gdy zaczęliśmy się leczyć. Nagle się urwały dywagacje na temat produkcji dzieci. A Ty skoro nie masz męża na miejscu i nie bardzo wierzysz w powodzenie, spróbuj pogadać z dobrą psycholog. Powiem z doświadczenia - pomaga.

    Leczenie od 06.2013, 09.2015 ICSI (4 zarodki)03.2016 potwierdzony mozaicyzm,
    06.2016 ICSI w Warszawie (3 zarodki,wszystkie nieprawidłowe)
    30.09.2016 transfer ICSI z KD 2 zarodki,12.10. beta 235,14.03.Poród cc w 26tc,syn,01.04.Śpij Mały Książę