Autor:

Alicjaaaaa

Data publikacji:

28.09.2016

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Paradoks

Paradoksalnie przekonałam się do in vitro dopiero wtedy, kiedy dotarło do mnie, że w naszym wypadku nawet ono może nie pomóc. Człowiek, kiedy myśli, że jest zdrowy, nie zdaje sobie sprawy z miliardów rzeczy, które mogą się zdarzyć albo nie zdarzyć. Wydaje mu się, że jest kowalem swojego losu. Dopiero choroba otwiera mu oczy i dostrzega on własne ograniczenia.

Ostatnio, co nie zrobimy badań, to spada na nas kolejny cios. Teraz na przykład wyszło mi wysokie FSH (17,48 U/I) w 3 dc. Z tego, co wyczytałam (wizytę mam dopiero za tydzień), to może świadczyć o wyczerpującej się rezerwie jajnikowej. Kurna, ja nawet trzydziestki jeszcze nie skończyłam!
Za to AMH wyszło prawidłowe (1,86 ng/ml), więc już nic nie wiem…

Mąż też ma hormony do bani, za niski testosteron i takie tam. Nawet nie zdąży ich już poprawić, bo musimy zaczynać już, zaraz, natychmiast. Tak przynajmniej twierdzi gin.
Nie wiem, co będzie… bo jak mu nie wyłapią pod mikroskopem 6 dobrze zbudowanych plemników z morza bardzo źle zbudowanych, to zostanie tylko dawca.

W życiu by mi nie przyszło do głowy, że będę w takiej sytuacji…

Komentarze

  • mam.nadzieje.

    28/09/2016 - 12:09

    Ja w mojej chorobie przekonałam się,że nie wszystko idzie tak jakbyśmy chcieli. Jako nastolatka, bałam się za każdym razem kiedy spóźniał mi się okres, ówczesny narzeczony był przerażony. A teraz? Teraz żałuję i marzę żeby cofnąć czas.

  • NaNa31

    29/09/2016 - 16:09

    Ja np. od czasu jak mnie zdiagnozowano wiedziałam, że będę mieć problemy z zajściem w ciążę, ale nigdy przez myśl by mi nie przeszło, że mój przyszły mąż też będzie miał problemy i to poważniejsze niż ja (tak się dobraliśmy hehe). Także nic.nie idzie jak sobie zaplanowaliśmy ;-) In vitro okazało się jedyną szansą. Nie tracilismy czasu na inseminacje i od raz podeszlismy do procedury. I się udało. W marcu na świat przyjdzie nasz mały cud ;-) powodzenia, 3 maj cie się :-* będę 3mać kciuki :-))

  • avatar
    Alicjaaaaa

    03/10/2016 - 15:10

    Gratulacje! Udało się Wam za pierwszym razem? Jak przeszłaś stymulację? Sama robiłaś zastrzyki? Ja się okropnie boję...

    Starania od czerwca 2012 r.
    Endometrioza + słabe nasienie
    05. 2011 r. - laparoskopia
    10. 2016 r. - IMSI (3 zarodki, 2 podane, nie udało się)
    03. 2017 r. - laparoskopia 2
    05. 2017 r. - IMSI 2 (2 zarodki, 2 podane, 12 dpt beta 312,5 i są 2 serduszka!)
  • NaNa31

    04/10/2016 - 06:10

    Tak za pierwszym, też byliśmy w szoku ;-) nastawialiśmy się na min. 3 podejścia. Nawet nie smiałam marzyc ze za 1.razem nam wyjdzie. Stwierdziliśmy, że pietwszy raż traktujemy jako sprawdzenie organizmu kobiety, jak działa stymulacja i czy w ogóle. A za drugim i trzecim będziemy już
    mieć nadzieję... A tu niespodzianka:-D jak padła decyzja o in vitro od razu przeszłam na dietę o niskim indeksie glikemicznym I bez glutenu (podobno wtedy lepiej pracują jajniki), podczas całej stymulacji piłam 3l wody dziennie I trzymałam dietę, myślę że to też miało wpływ na to ze lepiej się fizycznie czułam. Zastrzyki robił mi mąż, sama w sumie bym mogła, ale chciałam, żeby się zaangażował i rozumiał co się dzieje, że to nie takiej hop siup;-) i mimo wielkiego strachu przed igła przemogl się i dzielnie się spisał