Autor:

MalaMi87

Data publikacji:

19.11.2015

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

nasze małżeństwo

Dopiero teraz zaczynam dostrzegać jak bardzo sprawa niepłodności odbiła pietno na naszym małżeństwie. W czasie leczenia nie połączylismy sił do walki. Raczej wzajemnie je sobie odbieramy licznymi awanturami i pretensjami. Ostatnio zaczęłam przyglądać się naszym relacjom. Nie ma w nich miłości ani ciepła. Nie jesteśmy dla siebie mili. Raczej pełni żalu, goryczy, zazdrosci i obojętności. Każdy myśli o sobie. Mój mąż stale mnie krytykuje. Mam wrażenie, że cieszy Go jak coś mi się nie udaje. Wczoraj jak wróciłam po 10h w pracy to stwierdził, że nie chce słyszeć, że nie daję z czymś rady, ze nic nie robię. .. Dzisiaj dostałam @ i miałam bardzo silne bóle. Bałam się Mu powiedzieć. Po hsg nie rozmawialiśmy zbyt wiele. Powiedział, że mam się słuchać lekarza i nie wymyślać. Zaproponowałam, żebyśmy poszli na terapię ale nawet nie chciał o tym słuchać. Zastanawiam się czy chce być ze mną mimo, że nie mogę mieć dzieci. Może sam o tym nie wie a podświadomie mnie odpycha? Jeśli nie chce ze mną być, to wolałabym, żeby mi to powiedział prosto z mostu. Szkoda naszego czasu...

Komentarze

  • barbaszek

    19/11/2015 - 19:11

    Nie jestem psychologiem. Myślę, że jesli idziecie razem przez tę drogę, to się kochacie. Smutek i obcość przychodzi, bo jesteście inni, niż w dniu slubu. On Cię widzi inną, bo mu to przekazujesz - przecież jesteś przygnębiona, wyczulona, z poczuciem winy. Niekoniecznie jest Ci obojętny, bo już nie kocha. Może kocha, ale nie wie "jak obsłużyć" nieszczęśliwą kobietę, która czeka na ciepło, ale emanuje rozpaczą, która odpycha. Nie uważam, że jesteś czemuś winna. Myślę, że starania, fiaska, nadzieje, skoki nastrojów (bo hormony, bo @) robią Wam źle.
    Nie znam recepty. Ale niekoniecznie jest tak,że miłość umarła.
    Może poszukajcie idei, która Was zjednoczy, będzie marzeniem, takim w zasięgu ręki.
    Powodzenia!

  • avatar
    aranha35

    19/11/2015 - 22:11

    Moim zdaniem musicie szczerze porozmawiać.Nie wierzę,że On nie myśli i nie przejmuje się tym wszystkim.Nasz związek tez przeszedł burzę z piorunami.Uważałam,że jestem sama z tym wszystkim i oskarżałam go o obojętność.Nie mówiłam o niczym innym jak o in vitro, a on chciał czasem po prostu pogadać, powiedzieć jak minął mu dzień.Po kolejnej kłótni zaczęliśmy szczerze rozmawiać i atmosfera się oczyściła, a ja dowiedziałam się,że on też to przeżywa tylko na swój sposób.Domysły i podejrzenia nic Ci nie pomogą.Wiem,że będzie ciężko zdobyć się na szczerą rozmowę ale moim zdaniem to jedyne wyjście.Myślę,że nie jeden związek przechodzi kryzys w trakcie procedury.Powodzenia i siły!

    enjoylittlethings.pl
  • avatar
    justysia0301

    20/11/2015 - 08:11

    Faceci wbrew tego co o nich myślimy, przeżywają starania bardziej niż my. U nas też przez pierwszy rok były ciągłe kłótnie, pretensje, narzekania i ciągłe robienie sobie na złość. Dużo nam dała rozmowa i mówię to z bólem serca krótka przerwa. Raz pokłóciliśmy się tak, że pojechałam na 5 dni do mamy. Ta rozłąka dała nam bardzo dużo, zrozumieliśmy że każde z nas robiło źle i czas na zmiany. To dało nam kopa do działania, do pracy nad sobą. Ja się zmieniłam i on tak samo :) Teraz patrzymy na siebie troszkę inaczej, więcej się rozumiemy i staramy się kochać mocniej i wspierać. Nie zarzucamy się pretensjami, nie obrażamy o głupoty bo to jest ważne. Poprawiło się między nami ale to ciągle praca nad sobą. Znamy się 8 lat a jednak ciągle się poznajemy w różnych sytuacjach. Wg mnie Twój mąż Cię nie odpycha, kocha Cię nad życie ale nie potrafi sobie poradzić z emocjami, może żalem i czekaniem. To trudny czas dla Ciebie i dla niego. Ważna jest szczera rozmowa, usiądźcie, niech każdy powie co mu nie pasuje, a może nawet lepiej niech napisze na kartce i może spróbujcie przez miesiąc naprawiać te błędy które popełniacie. Może są to malutkie rzeczy które urosły do rangi problemu prowokującego rozstanie. Nie musi się to tak kończyć, jeśli postaracie się dla siebie. Ważne jest, żeby nie myśleć o sobie tylko o tej drugiej osobie. Jak mąż będzie szczęśliwy dzięki Tobie i Ty taka będziesz i odwrotnie :)) Kochana rozmowa, rozmowa i rozmowa. Bądźcie szczerze nawet jeśli miało by to boleć.

    Trzymam kciuki za Was, oby wszystko się ułożyło :)

    Buziaczki i uściski Mała :*

    starania od grudnia 2013...
    słabe owulacje...
    słabe FSH...
    termin na koniec lipca 2016 !
    udało się! :) trzymajcie kciuki ! :)
  • kropek1

    20/11/2015 - 15:11

    to powtórzę za nimi - tylko szczera i spokojna rozmowa może Wam pomóc. Nie chcę się wymądrzać, bo to nie o to chodzi. Chcę Wam jakoś pomóc. Nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszłości. Może łatwiej by Ci było jak by to problem był po jego stronie. Nie wiem, ale pomyśl, czy Ty byś go wtedy zostawiła? Nie sądzę. Jest Wam ciężko, ale powinniście być w tym razem. A teraz postaw się w jego sytuacji. Zauważ, że on nie obwinia Cię za tą długą drogę w dążeniu do celu. Sam mówi (co czytałam też we wcześniejszych Twoich postach), że trzeba zaufać lekarzowi. Tzn. że chce walczyć. Daj mu na nowo szansę dotrzeć do siebie. Jeśli coś się psuje, warto ratować na wczesnym etapie, aby mieć siłę na dalszą walkę. Nie poddawaj się.
    3 - maj się cieplutko.

    kropek
    t.p 18.01.2016r.
    23.01.16r. synek jest na świecie
  • avatar
    mysiuniaa86

    20/11/2015 - 21:11

    Probuj ratowac, jesli jest jeszcze co. Moje malzenstwo to fikcja, zyjemy razem, wychowujemy dziecko, a jednak jestesmy, przynajmniej ja, zmeczeni. Mam juz dosc wypominek, rozmow, klotni. Zniszczyla nas nieplodnosc i ja to widze, moj maz narazie nie. Choc mysle, ze to kwestia czasu. Powiem szczerze, jesli kochasz to walcz i postaraj sie dociec dlaczego on tak robi. Predzej czy pozniej to z niego wydusisz. Oby nie byla to bariera nie do pokonania. Pozdrawiam i trzymam kciuki.

    Starania od 2008r.
    Laparotomia w 2009r. - endometrioza
    3 X IUI - bez skutku
    IVF - 26 luty 2013 synek Nikodem <3
    24 lipiec 2014 - transfer
    16 wrzesien 2014 Aniolku czuwaj
    07.01.2015 - transfer
    23.01.2015
    Dzis nie ma juz nas. Nastal koniec.