Autor:

MalaMi87

Data publikacji:

24.05.2016

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Mój świat

Patrzę na swoje koleżanki z pracy i myślę sobie, że pochodzimy z dwóch różnych światów. Słucham ich i próbuję zatopić się, wyobrazić sobie, że też mam takie beztroskie życie usłane słodkimi problemami i radościami życia codziennego. Próbuję nieśmiało pukać do ich świata. Jak mocno nad sobą pracuję, to mogę przyznać, że wybór dobrego tuszu do rzęs jest wyzwaniem. Postaram się nawet wyglądać jak człowiek i przesuwam w kąt swoje ukochane, szare, bezkształtne swetry. Mogę poczuć, że zależy mi tak jak im. Walczę o swoją uwagę w pracy. Tłumaczę samej sobie, że robię to co zawsze chciałam robić, w pięknym miejscu z fajnymi ludźmi. Usiłuję zmusić się do zaangażowania. Bywają chwile, że mi się uda. W większości dni jednak, zapadam się w sobie. Nie mogę przestać myśleć o tym wszystkim przez co przeszliśmy przez ostatni rok. Tyle chorób i nieszczęścia. Moje małżeństwo kuleje i dycha ostatkiem sił. Wcale mnie nie obchodzi moja praca, ludzie wkoło i ich problemy. Chciałabym się zamknąć w domu i nie wychodzić. Nie chcę uczyć się nowych rzeczy i robić kariery. Mam to w nosie. Chciałabym być matką. Po prostu to jest ten czas, właśnie teraz, kiedy powinnam mieć dziecko.
Patrzę i zastanawiam się, kiedy Ci piękni ludzie, z tego pięknego biura, żyjący w pięknym świecie zauważą, że mają wśród siebie intruza. Kogoś bardzo zranionego, zagubionego i nieszczęśliwego. Kogoś dla kogo każdy dzień i wstanie z łóżka to walka. Co wtedy? Czy mogą wyrzucić tego Ktosia za drzwi? Cały czas czuję, ze nadejdzie ten moment kiedy ktoś to zauważy. Ale Ty tu przecież nie pasujesz...

Komentarze

  • NaNa31

    24/05/2016 - 08:05

    Mala nawet nie wiesz jak Cię dobrze rozumiem! Łapię się na tym, że patrzę na swoje życie i widzę, że nie jestem już tą samą wesołą, beztroską uśmiechniętą dziewczyną, którą byłam jakieś dwa lata temu... Tzn. wszyscy myślą, że jestem jeszcze bardziej szczęśliwa... bo uśmiech mi z twarzy nie schodzi, ooeessuu jaką ja jestem dobrą aktorką (and The Oscar goes to .... Nana31! Thank you thank you..) a wyjście do pracy, to wyjście jak na czerwony dywan - najmodniejsze ubrania, perfekcyjny make-up, manicure, perfekcyjne włosy (ogólnie wszystko do zrzygania perfekcyjne) no i oczywiście uśmiech przylepiony cały czas - nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, że moja dusza jest złamana i krzyczy.
    O ironio, jestem tak przebojowa w pracy, że nawet awansowałam 2 miesiące temu i byłam... załamana, bo już chcieliśmy zaczynać procedurę,a tu szok - awans, więc ani urlopu ani zwolnienia (przecież nie wypada). I tak sobie żyję uśmiecham się do wszystkich, a w głowie smutek i milion myśli - takie rozdwojenie jaźni... W niedzielę kończę 31 lat;/ (każdy kolejny rok to jak wyrok dla mnie) i tego dnia będę sama, bo mąż cały weekend w pracy - po prostu super... dobrze, że choć moje czworonożne szczęście zawsze jest przy mnie...
    Wiem, ze to mało pocieszajace, ale tak sobie myślę, że Ci wszyscy szczęśliwi ludzie u Ciebie w pracy, są tacy szczęśliwi? Uwierz mi po mnie nigdy byś nie odgadła, że moja psychika już dawno legła w gruzach... ;/

  • avatar
    MalaMi87

    24/05/2016 - 10:05

    Też się nad tym zastanawiam. Może życie to jeden wielki teatr. Ubierasz się i wychodzisz na scenę, żeby po całym dniu wczołgać się do domu i zakopać pod kołdrą. Może każdy ma swoje troski i tylko udajemy, że dla nas zawsze świeci słońce. Ale czy aż tyle co ja?? Pewnie niektórzy mniej, a inni więcej. Być może jedni są bardziej wrażliwi od innych i przeżywają swoje problemy bardziej. Nie wiem.

    A Ty jesteś pewna, że to dobry pomysł odwlekać procedurę przez awans? Nie wiadomo jak długo jeszcze leczenie będzie legalne...

  • NaNa31

    24/05/2016 - 11:05

    odwlekałam ile dałam rady ( bo jednak idą za tym większe pieniądze, a się przydadzą na kolejne podejścia), dziś kontaktowałam się ze swoim lekarzem i ma oddzwonić i wyznaczyć termin i zaczynamy, a w międzyczasie wizyta w banku... ;/
    PS. my już się zabezpieczyliśmy na wypadek delegalizacji in-vitro... mamy wybraną klinikę w Wilnie, cenowo ok, odległość dla nas taka sama jak do naszej obecnej, więc jesteśmy zdeterminowani zrobić na złość dla rządu i mieć dziecko z in-vitro :D żadna kaczka nie będzie rządzić moją macicą;)

  • avatar
    czwojdziak

    24/05/2016 - 14:05

    I ja mam tak jak wy. Ale jak sobie przeczytałam to zdanie o kaczce to się oplułam że śmiechu. Dawno się tak nie śmiałam. Dziękuję.

    06.06.2003 Obustronna amputacja jajowodów
    2014-2016 5 IVF Na krótką chwilę dotykaliśmy nieba...
    02.2018 Nowy etap OA.
  • avatar
    kinga27.30

    24/05/2016 - 16:05

    Mówią, że życie to nie teatr - gówno prawda. W naszym przypadku jest teatrem, każda z nas codziennie gra na nowo swoją rolę: cudownej żony, przykładnej pracownicy, namiętnej kochanki - wewnątrz będąc rozrywaną przy każdym porannym przebudzeniu przez ból, jaki niesie ze sobą niepłodność. Codziennie stawiamy czoła temu bólowi, mając nadzieję, że osłabnie - wieczorem jednak wczołgujemy się w swój świat ostatkiem sił.
    I pewnie nie będę jedyna, mówiąc, że też tak mam, zresztą wielokrotnie pisałam o tym "swoim świecie". Każda z nas ma taki "swój świat" - ludzie z zewnątrz go nie zrozumieją, nawet nie próbują.
    Trzymaj się Kochana - życzę Ci siły :*

    2014.06. - start
    2016.02.10 - 9tc Aniołek :*
    nied. tarczycy, hiperprolaktynemia, PAI-1 4G + Czynnik V R2 heterozygoty, NK: 24%, CD4/CD8: 2,90, AMH:3,5
    3xCLO, Ovitrelle, Doxtinex, Euthyrox
    HSG - drożne
    Histeroskopia z biopsją - zły obraz