Autor:

Alicjaaaaa

Data publikacji:

19.02.2017

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Jestem wściekła!

Widziałam się wczoraj z dzieciatą koleżanką. Jej synek ma niecałe pół roku i jest słodkim bobasem. Ona wciąż karmi go piersią. Co powiedziała koleżanka?
„Jak ja ci zazdroszczę! Możesz jeść, co chcesz! Pić, co chcesz! Masz tyle wolnego czasu!”.
Ot, standardowy tekst na wkurzenie niepłodnych. Nigdy bym nie pomyślała, że tak mnie dotknie. Tymczasem siedziałam tam i czułam się, jakbym dostała w ryj.

Mogłabym powiedzieć milion rzeczy. Na przykład, że ja zazdroszczę jej, bo nie musi od pięciu lat rozkładać nóg przed coraz to nowymi lekarzami. Bo nie wydała już na nich fortuny. Bo nie rzygała jak kot po narkozie przy okazji laparoskopii, z której to zresztą obudziła się przedwcześnie i czuła, jak jej zakładają szwy, ale nie mogła się ruszyć. Bo nie rozregulowała jej się potem miesiączka. Bo nie ryczała po nocach, że zawsze już zostanie sama. Bo nie stawała przed dylematami moralnymi, które przedtem wydawały jej się abstrakcją. Bo nie kłuli jej brzucha igłami przez kilkanaście dni. Bo nie przeżyła bólu, straty i ogromnego rozczarowania, kiedy okazało się, że żaden z jej trzech zarodków nie rozwinął się w ciążę. Bo nie musiała dopuszczać do siebie myśli, że być może jej dziecko nie będzie z nią spokrewnione genetycznie. Bo nie czytała o koszmarze FAS i RAD i nie musiała się zastanawiać, co by było, gdyby sama się z nimi zetknęła. Bo nie stoi przed perspektywą, że za 2 tygodnie będą ją znowu kroić podczas laparoskopii, a potem kłuć w poraniony brzuch.

Mogłabym to wszystko powiedzieć, ale wykrztusiłam tylko „chętnie bym się z tobą zamieniła”, co jestem pewna, zostało odebrane jako brak empatii.

A ja się pytam, kto tu wykazuje się brakiem empatii?! Koleżanka zna sytuację. Nie zwierzam się jej ze szczegółów, nikomu się nie zwierzam, ale wie, co jest grane. Jak można mówić takie rzeczy osobie, która od pięciu lat walczy o dziecko?!

A wiecie, co jest najlepsze? Powiedziałam o swoich uczuciach mężowi, a on stwierdził: „oj tam, ona nie miała nic złego na myśli. Jesteś przewrażliwiona”. On, facet, który przechodził przez to wszystko, co ja… O nie, przepraszam. To nie jego kroili, to nie jego kłuli, to nie on był poddawany punkcji, transferowi i to nie on zastanawiał się godzinami, czy może się napić herbaty miętowej i czy to przypadkiem nie zaszkodzi „dzidziulkom” w brzuchu, które pewnie i tak już wtedy były martwe. On tylko musiał zapełnić słoiczek w pokoju z gołymi babami. Cóż za traumatyczne doświadczenie!

A wystarczyłoby, żeby powiedział „kochanie, ludzie są głupi, więc mówią głupie rzeczy” i mnie przytulił.

Komentarze

  • avatar
    atkagfd

    19/02/2017 - 12:02

    Kochana sciskam cie mocno, wiem jak to jest słyszeć rożne teksty sama nie raz ich doświadczyłam. Ludzie sa dziwni, jeżeli ktoś sie orientuje o naszej sytuacji i coś palnie przykrego na ten temat to wtedy jest mi przykro podwójnie. Ostatnio kolezanka która zrobiła syna w kilka miesięcy powiedziała mi że ona nie wie czy by sie poddała in vitro bo ona uważa że coś jest komuś przeznaczone a coś nie.....Sataralam sie jej wytlumaczyc moj stan ale ona tego nie rozumie bo nie przezyla.
    Moj mąż też dużo rzeczy nie rozumie w moim zachowaniu , czasem chciałabym żeby był bardziej empatyczny i potrafił mnie bardziej zrozumieć. Jego niepłodność tak nie zmieniła jak mnie ale to nie on dostaje co miesiąc okres, nie on bierze leki kilka razy dziennie i poddaje sie tym wszystkim zabiegom......
    Nic, oby W KOŃCU zaświeciło słońce :)

    2 x IUI
    3 IUI odowalna
    pazdziernik 2016 ciąża biochemiczna, 5 tc :(
    luty 2017 ICSI:(
    czerwiec 2017 transfer:(
    4 transfer i jest serce , chwilo trwaj !!!
  • avatar
    Alicjaaaaa

    20/02/2017 - 08:02

    No właśnie to jest główne źródło nieporozumień u nas w domu. Ja jestem wystarczająco znerwicowana tym, co się dzieje, a dodatkowo denerwuje mnie fakt, że czasem czuję się z tym sama. Bo to ja czytam, zdobywam informacje, interesuję się. On by nawet nie wiedział, jak wyglądają i na czym polegają poszczególne etapy in vitro, gdybym mu nie powiedziała. Po prostu zrobiłby to, co każe lekarz i nie zagłębiał się w szczegóły. Najchętniej to by w ogóle uciekł od tematu. Ileż razy słyszałam "czy możemy porozmawiać o czymś innym?", kiedy podejmowałam temat niepłodności. A ja muszę o tym gadać! Z koleżankami nie pogadam, przynajmniej nie na zadowalajacym mnie poziomie. One żyją w innym świecie, gdzie taki problem nie istnieje. Chyba że w telewizji, jak pokazują kolejną demonstrację. Wtedy każda coś powie. Ale tak to i ja się kiedyś wypowiadałam na tematy, o których nie miałam pojęcia. I teraz mi wstyd.

    Starania od czerwca 2012 r.
    Endometrioza + słabe nasienie
    05. 2011 r. - laparoskopia
    10. 2016 r. - IMSI (3 zarodki, 2 podane, nie udało się)
    03. 2017 r. - laparoskopia 2
    05. 2017 r. - IMSI 2 (2 zarodki, 2 podane, 12 dpt beta 312,5 i są 2 serduszka!)
  • avatar
    Miniula

    20/02/2017 - 13:02

    Następnym razem powiedz to swojej koleżance. Poważnie. Na zimno i spokojnie powiedz, że chętnie przejdziesz na dietę jeśli tylko taka cena będzie za macierzyństwo, bo masz serdecznie dość leczenia, bólu fizycznego i psychicznego, masz dość operacji, zastrzyków, czekania. I o wiele chętniej wydawałabyś pieniądze na rzeczy dla dziecka niż na leczenie niepłodności. Jeśli nie będziemy mówić wprost, ludzie sami nie pomyślą.
    Nie bój się, nie wstydź. Nie masz czego.
    Przytulam tymczasem.

    Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
    Miniek już Miniulowy :love:
    Nela8
  • rduszka

    20/02/2017 - 19:02

    Ja dokładnie tak robię. Mówię.
    Mina zazwyczaj bezcenna;)

    A tak poważnie. Od kiedy przestałam ukrywać, że nie mogę mieć dziecka i że to jest bardzo ciężkie i bolesne doświadczenie, znajomi mniej "atakują" mnie nowinkami o swoich dzieciach.

    Ostatnio od słowa do słowa koleżanka zapytała mnie na co bym wydała 50tyś zł, jakbym tak miała. Ja bez zastanowienia : na dziecko! na leczenie...

    Myślę, że wtedy pojęła jakie to jest dla mnie ważne.
    Powodzenia!

  • AgataTofik

    22/02/2017 - 09:02

    Doskonale Cie rozumiem. Matko ile ja takich sytuacji przezylam! A potem wyplakiwalam sie w poduszke...
    Ale od jakiegos czasu chyba od 1 podejscia do ivf jezyk zrobil mi sie bardzo ciety. Tyle uslyszalam na swoj temat na temat dziecka, ktore nawet jeszcze nie istnialo, ze wpadlam w druga skrajnosc i sie nie patyczkuje z nikim. Lepiej mi samej niz z ludzmi, ktorzy nie chca wlozyc odrobimy wysilku w zrozumienie.
    I mowie glosno.
    Duzo sil Ci zycze :*

  • avatar
    Alicjaaaaa

    22/02/2017 - 13:02

    Tylko że ja niespecjalnie ukrywam. To znaczy, jak pyta jakiś dalszy znajomy "a wy kiedy?", to odpowiadam wymijająco (ale chyba przestanę, bo żeby pytać o takie coś po 5 latach od ślubu to też trzeba nie mieć wyobraźni). Bliscy znajomi wiedzą o endometriozie i laparoskopiach, znają niektóre fakty (oprócz wyników męża, bo sobie nie życzył). O in vitro nie wiedzą, bo by mnie wyklęli. A i tak zdarza im się palnąć różne teksty...
    Ja bym teoretycznie mogła odpowiedzieć coś tak, żeby im w pięty poszło. Tylko że ten temat jest dla mnie tak bolesny, że nie umiałabym tego zrobić bez złych emocji, a nie chcę się kłócić. Może po jakimś czasie nabiera się dystansu, ale dla mnie to jeszcze nie ten czas. Jestem kłębkiem nerwów.

    Starania od czerwca 2012 r.
    Endometrioza + słabe nasienie
    05. 2011 r. - laparoskopia
    10. 2016 r. - IMSI (3 zarodki, 2 podane, nie udało się)
    03. 2017 r. - laparoskopia 2
    05. 2017 r. - IMSI 2 (2 zarodki, 2 podane, 12 dpt beta 312,5 i są 2 serduszka!)
  • rduszka

    24/02/2017 - 21:02

    "żeby pytać o takie coś po 5 latach od ślubu to też trzeba nie mieć wyobraźni" cudowne masz to zdanie:) idealne na ciążowe zaczepki! ;) spróbuj kiedyś, mina i zakłopotanie pytającego - bezcenne:)
    Powodzenia!