Autor:

MalaMi87

Data publikacji:

05.08.2016

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

je ne sais pas!

Zgodnie z prośbą Pana Doktora stawiliśmy się dzisiaj grzecznie na wizytę. Myślałam, że usłyszymy coś konkretnego typu: "Ma Pani beznadziejne komórki jajowe - może by tak pożyczyć jedną od prawdziwej kobiety?", albo: "spróbujmy z nasieniem dawcy!" albo chociaż: "Przepiszę Pani suplementy diety - może pomogą", byłam też gotowa na "nigdy nie będziecie mieć dzieci". Niestety nie ma tak łatwo. Pan Doktor nic nie wie... Po prostu NIE WYSZŁO...

- "na stymulację odpowiadała Pani bardzo dobrze"
- "przecież Pan mówił, że właśnie beznadziejnie..."
- "Gdzie tam! Miałem jedną pacjentkę która szła jednocześnie z Panią i wlałem w Nią 50 ampułek Fostimonu!!!"

szkoda, że tą pacjentką byłam ja...

Potem parę cudownych historii typu:
"jedna pacjentka adoptowała i zaszła w ciążę"
"innej pacjentce ICSI wyszło dopiero za 5 razem a po porodzie zaszła w drugą ciążę naturalnie"

Podsumowując:
- Możemy podchodzić do ICSI do skutku 5, 10, 20 razy???
- Możemy zajść w ciążę naturalnie - jeśli Bóg istnieje
- Możemy nigdy nie mieć dzieci

I na koniec, tak na drogę:
"Zostajecie z tym teraz sami"

Pokrzepiona dzisiejszą wizytą i licznymi porażkami, idąc za radą wszystkich wkoło. Muszę się zmusić do odpoczynku, do niemyślenia, do bezdzietności. Mam o dziecku nie pisać, nie mówić i nie myśleć. Na siłę nauczyć się oddychać mimo że serce pękło mi na 1000 kawałków :(

Komentarze

  • avatar
    Miniula

    05/08/2016 - 20:08

    Nie napiszę niczego odkrywczego. Life is a bitch.
    Dobrze wiem jak to jest.
    Tak. Musisz nauczyć się oddychać, mimo, że kompletnie nie masz na to ochoty.
    Musisz nauczyć się myśleć o sobie "prawdziwa kobieta" oraz "wartościowa kobieta" chociaż czujesz się jak odpad atomowy.
    Musisz nauczyć się żyć bez dotychczasowych marzeń i planów, nauczyć się iść do przodu, chociaż nie masz pomysłu dokąd.
    Wstać rano, zjeść śniadanie, iść do pracy, powiedzieć mężowi "kocham cię", spędzić z nim czas, iść do kina, spotkać się ze znajomymi, jechać na wakacje.
    To wszystko będzie wysiłkiem strasznym. Na początku.
    Potem wejdzie Ci w nawyk.
    Poza tym przecież nie wiesz co przed Tobą.
    Żyj. Życie resztę załatwi samo.

    Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
    Miniek już Miniulowy :love:
    Nela8
  • avatar
    czwojdziak

    06/08/2016 - 04:08

    To są jakieś brednie co oni nam mówią. Tak jak czytam Ciebie to o sobie myślę. Słyszymy to samo. .. 3 kliniki 5 podejść. Ja się duszę. Topie się powietrzem. Siedzę teraz w pociągu do Warszawy i płyną mi łzy. Tak poprostu . Jestem zmęczona i boli mnie moja psychika. Jak Tobie rozpada mi się serce. Niezgrabnie zbieram je do kupy i idę dalej. Zazdroszczę tym , którzy się odrywaja od problemu. Ja żyję od @do @ ups, krew, stymulacja...
    Zaczynam myśleć, że się uzależniłam od ivf. MalaMi będzie ok. Jakby nie było będzie dobrze.

    06.06.2003 Obustronna amputacja jajowodów
    2014-2016 5 IVF Na krótką chwilę dotykaliśmy nieba...
    02.2018 Nowy etap OA.
  • avatar
    MalaMi87

    06/08/2016 - 05:08

    :*

  • Anonim

    06/08/2016 - 13:08

    Tak Mała, moim zdaniem właśnie teraz przyszedł czas na odpoczynek i na życie. Ja może nie przeszłam tyle co większość z forumowiczek Bociana, bo tylko 3 stymulacje bez zarodków, ale teraz wieku 36 lat i po 8 latach starań dopiero widzę jak wiele straciłam, wlasciwie najfajniejsze lata życia. Ale nie żałuję, nauczyłam się pokory, bo nie można mieć wszystkiego. Powiedziałam sobie koniec! Nie poswięcę wszystkiego żeby mieć dziecko. Oczywiście cały czas mam w sercu ogromny żal i poczucie pustki, ale żyję dalej, wychodzę z domu, odnawiam znajomosci. I powoli otwiera się kolejne okno...
    Tobie też życzę dużo siły i miłości, nawet się nie spodziewasz jak z biegiem czasu wszystko stanie się mniej bolesne :*

  • avatar
    atkagfd

    07/08/2016 - 20:08

    Mam nadzieje ze dożyje czasów kiedy skuteczność in vitro bedzie 100% ! Moze zmien klinike? Wiem że już zmieniałaś wcześniej. Spróbuj w Invicta ( mają kilka placówek w Polsce) , tam mają teraz promocje, że konsultacje po nieudanym invitro są darmowe. Wiec nic cie to nie kosztuje, chyba że czas... Przemyśl to kochana, czas leczy rany....

    2 x IUI
    3 IUI odowalna
    pazdziernik 2016 ciąża biochemiczna, 5 tc :(
    luty 2017 ICSI:(
    czerwiec 2017 transfer:(
    4 transfer i jest serce , chwilo trwaj !!!
  • avatar
    bloo

    08/08/2016 - 07:08

    Nie próbowałabym w Invikcie, ale to za moment.
    Moim zdaniem nie ma uniwersalnej strategii - są ludzie potrzebujący ciągłego "do boju!" i potrafiący w tym funkcjonować, a są tacy, którzy muszą odpuścić, przemyśleć, wrócić za jakiś czas, być może do zupełnie nowego rozwiązania. Rozwiązania nie dzielą się na dobre i złe, tylko na takie, które jesteśmy w stanie unieść i na takie, które nam ciążą. Tylko tym bym się kierowała: czego TERAZ potrzebuję? Co mi pomaga, co mnie osłabia?
    We wrześniu rusza ponownie oferta psychologiczna w ośrodkach niepłodności. Bardzo polecam warsztaty w warszawskim invimedzie- są bezpłatne, są świetne i nie trzeba być pacjentem tej kliniki, aby brać w nich udział. Jest też grupa wsparcia- o grupie niewiele wiem (w sensie opinii pacjentów), ale warsztaty zbierają od lat entuzjastyczne recenzje od pacjentów i nie zdarzyło mi się jeszcze polecić ich komuś, kto by potem uznał, że mu nie otworzyły jakiejś klapki.

    Warto też się wspierać Linią Pomocy:
    www.nieplodnoscboli.pl

    pogadanie z konkretnym człowiekiem, którzy przeszedł przez to samo (mniej więcej) co my ma zupełnie inną jakość niż rozmowa z lekarzem czy pacjentem na forum.

    Co do super konkretnych rozwiązań czyli: gdzie i co.

    Wspomniałaś o dawstwie nasienia, komórki, różnych opcjach. Sądzę, że warto włączyć sobie w głowie pytania o to, co jest celem: dziecko? ciąza? dziecko genetyczne? dziecko niespokrewnione genetycznie?
    Na tym etapie walki (nie znoszę słowa "walka", ale inne mi nie przyszło do głowy, możesz zmienić je na inne i lepiej pasujące) często się pojawia poczucie, że walczymy o te dwie kreski i rosnący później brzuch, reszta przyjdzie potem i poukładamy ją sobie w głowie. Z mojego doświadczenia wynika, ze to na ogół nie jest prawdą, nawet jeśli silnie w to wierzymy.
    Życiowo decyzja o dawstwie jest równa decyzji o adopcji w sensie długoterminowych konsekwencji: będziemy się mierzyć z analogicznymi wyzwaniami i one się odsłonią dopiero PO urodzeniu dziecka, więc możemy nie mieć o nich pojęcia PRZED.
    Chciałabym Cię na to uczulić, bo ten moment potrafi być bardzo mieszający w głowie i łatwo wpaść w pułapkę neutralizacji dawstwa z powodu silnego pragnienia bycia nareszcie w ciąży. Ale dawstwa nie da się zneutralizować, ono po prostu wybije później- czasem po porodzie, a czasem wiele lat po nim. Ale wybije.
    Dlatego decyzja o dawstwie powinna być bardzo porządnie przemyślana, szczególnie że lekarz niemal na pewno nie pomoże w uważnej dyskusji o tej opcji i niemal na pewno pójdzie w narrację "to będzie wasze dziecko, a o wszystkim zapomnicie po porodzie, obiecuję".
    Proponuję włożyć tę obietnicę między bajki, jest bez pokrycia.
    Dawstwo może być wspaniałym rozwiązaniem, ale ono ze swojej natury zawiera obecność osoby trzeciej pomiędzy rodzicami i ta obecność wiąże się z kolei z prawami przyszłego dziecka, które kiedyś zacznie o to pytać, zaś rodzice będą musieli odpowiedzieć. Jeśli się tego nie poukłada sobie w głowie i nie przygotuje się na to emocjonalnie - za parę lat będą schody, niektórzy się na nich niestety przewracają.

    Teraz odnośnie tego, gdzie:

    dla ludzi zaczynających leczenie metodą in vitro, szczególnie jeśli są to młodzi ludzie bez poważnych problemów, wybór kliniki sprowadza się tak naprawdę do wyboru chemii pomiędzy nimi i lekarzem, łatwości dojazdu i ładnego wyposażenia kliniki. No i porównania cenników. Reszta to są w gruncie rzeczy didaskalia, ta ciąża i tak się pojawi.
    Ludzie po paru porażkach na koncie, ludzie starsi, ludzie z obciążeniami są w zupełnie innej sytuacji. Oni nie mają czasu i zdrowia na kolejne eksperymenty i kuszące oferty marketingowe typu "pierdylionowa promocja na in vitro".
    In vitro zawsze jest drogie, zawsze obciąża emocjonalnie i zdrowotnie, więc szanse muszą być maksymalizowane, bo nie będziemy próbować wiecznie i czas nam już zaczyna mocno uciekać. Potrzebujemy ogarniętego i prawdziwego specjalisty, za którym stoi z jednej strony potężna wiedza i doświadczenie, a z drugiej strony ma w sobie ciekawość zajęcia sie indywidualnym przypadkiem, który porządnie przeanalizuje i wyciągnie wnioski - bez stosowania ogólnych schematów, za to z uwzględnieniem sytuacji jednostkowej i jej zmiennych.

    O ile świetnych lekarzy jest w Polsce od zarąbania, o tyle analityków jest bardzo mało, a jeszcze mniej jest takich, którzy porozmawiają z pacjentem i wytłumaczą mu, jaka jest bieżąca koncepcja i z czego mogły wynikać dotychczasowe niepowodzenia.
    Świetnymi adresami - moim zdaniem- jest białostocka Artemida, jeśli ktoś szuka porządnych i bardzo dobrych specjalistów, którzy zdobywali wiedzę w pierwszym zespole Szamatowicza i którzy nie są mistrzami w marketingu, tylko w leczeniu i doprowadzeniu do ciąży. Tu na pewno można wymienić prof. Wołczyńskiego i dra Domitrza, z tym że oni nie pogadają z pacjentami. To nie są typy komunikatywnych analityków.
    Bardzo dobre embriologicznie jest łódzkie Salve, ale tu też nie będzie pogawędki i tłumaczenia, oni mają po prostu doskonałą embriolożkę, panią Wójt, i dzięki temu uzyskują fantastyczne wyniki. Jest to też dobra opcja, jeśli na horyzoncie mgliście majaczy możliwość skorzystania z komórki dawczyni.
    Jeśli jednak potrzebne jest kombo czyli doskonała merytoryka i porządna analiza sytuacji indywidualnej, polecałabym tylko i wyłącznie prof. Kuczyńskiego z białostockiego Kriobanku.

    Nie bawiłabym się absolutnie w żadne sieciówki i kliniki rozdęte marketingowo i PRowo, to nie ten etap. Jeśli chcesz dalej ruszać i próbować kolejny raz, brałabym pod uwagę wyłącznie starych wyjadaczy, którzy są słabsi w reklamie niż ich koledzy i koleżanki zatrudniający profesjonalny PR, za to po prostu potrafią leczyć tzw. trudnych pacjentów.

  • avatar
    bloo

    08/08/2016 - 07:08

    dubel

  • avatar
    Tykrokylek

    08/08/2016 - 08:08

    No cóż... Na chwile obecną mogę Ciebie jedynie przytulić i wysłuchać... Bloo pięknie podpowiedziała Ci możliwe dalsze kroki.
    Przytulam...
    Jest mi przykro!

    Tygrysek i ...
    http://picasaweb.google.com/KwiatkowyTygrysek/Magda?authkey=Gv1sRgCOnSppWiprioHA#
    http://tykrokylek.blogspot.com/
  • avatar
    MalaMi87

    08/08/2016 - 11:08

    Bloo dziękuję!

    Twój wpis to najlepszy prezent jaki mogłam dostać:) to właśnie potrzebowałam usłyszeć. Bez mydlenia oczu i pocieszania.
    Wiem, że wielu ludzi podchodzi do dawstwa nie analizując wcześniej konsekwencji takiej decyzji. Dla mnie sprawa jest jasna. To adopcja tylko po prostu we wcześniejszym stadium rozwoju dziecka. Z jednej strony jest łatwiejsza bo poprzedza ją ciąża. Nikt z otoczenia nie zadaje zbędnych pytań. Jestem w wymarzonej ciąży. Poczuje ruchy dziecka w brzuchu i będę karmić piersią. Wow! Jestem pewna, że matka dziecka nie będzie piła w ciąży i odpowiednio o siebie zadba. Na progu nie zjawi się RB żeby poznać swoje biologiczne dziecko. Nikt nie będzie mi robił testów psychologicznych czy nadaję się na matkę. Dziecko nie będzie po przejściach.

    Ale! Muszę iść do lekarza i podejść do transferu. Brać leki a zważywszy na stan mojego zdrowia - ciąża może być zagrożona. Transfer może też nie zaowocować ciążą i to będzie dla mnie stanowić dodatkowe obciążenie psychiczne. I najtrudniejsze - jest duże prawdopodobieństwo że dziecko nigdy nie pozna swoich korzeni co spowoduje spustoszenie w jego psychice i obniży jego poczucie własnej wartości. No i te rozstępy, cellulit i cała reszta mniej przyjemnych symptomów ciąży ;)

    Masz racje. W mojej sytuacji nie ma już miejsca na promocje w komercyjnych klinikach, ani na sympatycznego lekarza który próbuje na chybił trafi. Potrzebuję lelarza, który wyciągnie wnioski z mojego dotychczasowego leczenia i będzie umiał podejść indywidualnie do przypadku. Dodatkowo-najlepszego labu. Nawet jeśli oznacza to pobyt w innym mieście przez cały czas procedury i wyższe koszty leczenia. Mam 29 lat. Moje AMH jest w normie ale organizm jest wykończony fizycznie a ja jestem klebkiem nerwów. To nie sprzyja powodzeniu. Rok czy dwa lata przerwy w leczeniu pozwoli nam na przygotowanie się do dalszego leczenia jeśli się na nie zdecydujemy.
    Nie jestem w tym wszystkim sama i tak samo ważne jest to czego chce mój mąż. Daliśmy sobie trzy miesiące na przemyślenie czego chcemy a potem o tym porozmawiamy.
    Wiem, że dla mnie walka się skończyła. Zmieniam swoje priorytety w zyciu i chodź z całego serca pragnę dziecka, to to pragnienie nie będzie już dominować mojego życia.

  • adelajda16

    04/06/2017 - 21:06

    "O ile świetnych lekarzy jest w Polsce od zarąbania, o tyle analityków jest bardzo mało, a jeszcze mniej jest takich, którzy porozmawiają z pacjentem i wytłumaczą mu(...)"
    świetnych lekarzy w Polsce nie ma "od zarąbania" - to jakiś mit za przeproszeniem. Wiem o czym piszę bo niestety dzięki ich kuracjom mam zniszczone jajniki i przedwczesną menopauzę. Analityków nie spotkałam, ale działających wg tzw standardów na pęczki, z tym, że standaryzacja jest dobra w fabrykach mebli, choć tam również nie, bo liczy się kreatywność ;)I tym sposobem dochodzę do ściany. Strasznie ciężki kawałek chleba ta nasza niepłodność.

    12/2014: ciąża naturalna (8 tc*);
    Mutacja MTHFR, kariotypy ok, pwcj, niedoczynność tarczycy;
    2016 r. SALVE KD: 2*IVF - beta: 0;
    leczenie immuno;
    08/2017: ciąża naturalna (11 tc*) - trisomia chromosmu 9;