Autor:

MalaMi87

Data publikacji:

03.01.2016

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

jak powiedzieć o in vitro?

Przebyliśmy z teściami długą drogę. Od suchej akceptacji, przez jawną niechęć do relacji pełnej życzliwości i sympatii. Po prawie ośmiu latach wypracowaliśmy dobre relacje. Wiem, że marzą o wnuku. Kiedyś wspominali o tym często. Od pewnego czasu przestali. Jest pomiędzy nami jakby cicha umowa o której nikt nigdy nie wspomniał, że nie poruszamy tematu dziecka. Nie mówiliśmy im, że się staramy, ani że nam nie wychodzi i się leczymy. Z jednej strony chcielibyśmy powiedzieć, z drugiej boimy się ich reakcji (są bardzo pobożni). Boimy się, że ta wiadomość popsuje nasze relacje. Na pewno spytają się o przyczynę. Jak dowiedzą się, że to po mojej stronie jest problem mogą powrócić dawne urazy.

Komentarze

  • avatar
    bloo

    03/01/2016 - 23:01

    na pewno na to pytanie:

    "Na pewno spytają się o przyczynę. Jak dowiedzą się, że to po mojej stronie jest problem mogą powrócić dawne urazy."

    nie musisz ani nawet nie powinnaś udzielac odpowiedzi. Niepłodność jest problemem pary, więc informacja, że X ma azoospermię, a jego żona jest zdrowa nie ma dla nich żadnego znaczenia, bo a) to nie dla swoich jajników i jajowodów się pobrali b) chcą mieć dzieci właśnie ze sobą, a nie z jurnym nieznajomym/płodną obcą c) do jakich decyzji by nie doszli, i tak dziecko będzie ich wspólne, bo problem jest wspólny.
    Wtajemniczanie otoczenia, po czyjej stronie leży ów osławiony problem jest równie nienaturalne jak opisywanie, po której stronie jelita umiejscowił się guz- sorry, ale to są detale, które nie powinny interesować nikogo poza pacjentem i lekarzem.
    Dla otoczenia ważny jest skutek- boli mnie brzuch, więc nie przyniosę węgla z piwnicy/ jestem bezdzietna i jest mi z tego powodu smutno, więc bądź przy mnie.

    ważne jest w ogóle czuć w głębi siebie, że zawsze to my decydujemy, na jakie pytania odpowiemy, a na jakie nie. To jest nasza decyzja i nasze prawo, wynika to z naszych granic i tego, gdzie je postawiliśmy.

  • AgataTofik

    04/01/2016 - 07:01

    z doświadczenia wiem, że ci na prawdę wierzący są bardzo wyrozumiali i tolerancyjni. Najgorsi są ci, którzy stoją w kościele w pierwszym rzędzie i całują księdza i ojca rydzyka po rękach.
    Spotkałam się z akceptacją dziadków mojego męża, którzy też są wierzący a z pogardą osób bardzo działających w kościele i jego przeróżnych formacjach.
    Więc może nie będzie tak źle?
    Bloo ma rację. Nie musicie wchodzić w szczegóły.
    Po prostu "mamy" problem i się leczymy. MY.
    Powodzenia!

  • najna33

    04/01/2016 - 07:01

    Na pewno dziewczyny mają rację, ale jest ryzyko że będą drążyć, podpytywac, mamusia będzie wydzwaniac do synka , nie dając Wam spokoju, to oczywiscie czarny scenariusz, znasz ich najlepiej wiec pewnie jesteś w stanie ocenić ryzyko i ewentualnie kolejny stres. Ze spokojem podejdź do tematu, nic na siłę.

  • AgataTofik

    04/01/2016 - 08:01

    Racja.
    Ale ja bym wtedy odpowiedziała coś w tym stylu: "Mamo, nie ma czy moja wina, czy jej/jego. Mamy problem oboje, ponieważ żeby mieć dziecko musimy być oboje."
    Może podziała.

  • avatar
    MalaMi87

    04/01/2016 - 12:01

    Wiem, że trzeba sobie wyznaczyć granicę i być asertywnym ale to czasami bardzo trudne. W ogniu pytań możemy się złamać. O teścia się nie martwię, bardziej o teściową. Nie miała w życiu większych problemów i dla niej wszystko jest białe albo czarne.
    Jak ich znam będą nam szukać lekarza i dzwonić z poradami.
    Mimo wszystko chciałabym im powiedzieć, że się staramy, bo razem zawsze raźniej.