Autor:

MalaMi87

Data publikacji:

13.07.2015

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

czym zajmują się wasi mężowie w poczekalni?

Atmosfera w poczekalni kliniki leczenia niepłodności jest lekko mówiąc "przytlaczajaca". Jak Wasi mężowie sobie z tym radzą?? Mój szuka zawsze ofert wakacyjnych. Dlatego jak słyszę o wakacjach to od razu dostaję nerwa i chcę uciekać :)

Komentarze

  • AgataTofik

    13/07/2015 - 10:07

    Ja to bym chciała, żeby wyszukiwał takich ofert :D i żeby mieć kasę, żeby je zrealizować :(
    Na razie nie zauważyłam, żeby miał problemy z poczekalnią. Raczej uspakaja mnie.

  • avatar
    MalaMi87

    13/07/2015 - 10:07

    Mój tak palcem po mapie :)

  • AgataTofik

    13/07/2015 - 12:07

    palcem po mapie, ale coś w głowie zostaje :P
    ja mojemu muszę sugerować :P

  • avatar
    nynyny

    13/07/2015 - 13:07

    No właśnie, mój na początku przezywał każdą wizytę w klinice, trochę bal się, że spotka kogoś znajomego, że "się wyda" - podczas gdy ja byłam podekscytowana i zmobilizowana do działania.
    Z czasem to się zmieniło - ja każdą wizytę musiałam "odchorować", a on biedny musiał mnie wspierać, niemal siłą tam zaciągać..

    Czas w poczekalni spędzaliśmy razem, bo zawsze też razem wchodziliśmy na wizytę.

    2014-2015 -> 3 pełne procedury, 5 x ET, 7 zarodków, aż w końcu...
    02.2016 r. urodziła się nasza Kruszynka :love:

    05.2017 r. - crio :-)
    01.2018 r. urodził się Klusek :love:
  • AgataTofik

    13/07/2015 - 13:07

    U nas właśnie też tak jest. Ale od początku. Ja jestem cienias.
    Ale mój M. jest dzielny.

    Na wizyty też zawsze idziemy razem.

  • avatar
    merynos

    18/07/2015 - 13:07

    Mój siedzi, gada ze mną, pokazuje mi śmieszne obrazki w telefonie/internecie. Ale nie na każdą wizytę chodzimy razem. Czasowo to niemożliwe

    Starania od 2010
    4 IUI :(
    2015 2x pełna procedura stymulacja i ICSI jednego zarodka :(
    2016 trzecia stymulacja - crio - :) TP 27.12.16

    Mój bocianowy blog - zapraszam: http://www.nasz-bocian.pl/blog/62353
  • Efa83

    21/07/2015 - 07:07

    a ja się zastanawiam , dlaczego właśnie ta atmosfera jest taka przytłaczająca??? Przecież niepłodność to nie rzeżączka!!! A tu wszyscy głowy pospuszczane i najchętniej chcieliby stać się niewidzialnymi. A za drzwiami właśnie może powstaje życie! Mój mąż po wizytach stwierdza, że te poczekalnie "są okropne". Według mnie należałoby pomyśleć, co zrobić żeby tak nie było!

    Leczenie od 06.2013, 09.2015 ICSI (4 zarodki)03.2016 potwierdzony mozaicyzm,
    06.2016 ICSI w Warszawie (3 zarodki,wszystkie nieprawidłowe)
    30.09.2016 transfer ICSI z KD 2 zarodki,12.10. beta 235,14.03.Poród cc w 26tc,syn,01.04.Śpij Mały Książę
  • avatar
    MalaMi87

    23/07/2015 - 09:07

    Niestety w Polsce nieplodnosc jest powodem do wstydu. Moj maz tez sie na poczatku martwil, ze zobaczy Go ktos znajomu. Dodatkowo dochodzi stres zwiazany z wizyta, smutek innych ludzi w poczekalni (zdarza się że komuś nie wytrzymuja nerwy i placze). No i patrzenie spode lba na tych, ktorym sie udalo.

  • avatar
    MalaMi87

    23/07/2015 - 09:07

    Ja do tej pory tez przezywalam bardzo wizyty i potem w drodze do domu plakalam. Nie ulatwial sytuacji moj lekarz dla ktorego bylam kolejnym numerkiem i jego ulubiona odpowiedzia byla "nie umiem pani odpowiedziec na to pytanie".

  • avatar
    bloo

    27/07/2015 - 08:07

    Efa, bardzo trafnie oceniłaś: niepłodność to nie rzeżączka. Ale to nie zmienia faktu, że ludzie się wstydzą. Ponieważ właśnie siedzę nad raportami z tegorocznego monitoringu ośrodków leczenia niepłodności mogę powiedzieć, że większość poczekalni tak wygląda. Co dość przewrotne: im większy i bardziej komfortowy ośrodek tym większa anonimowość i oddalenie; im mniejszy ośrodek i w typie "wszyscyśmy stłoczeni w kupie" tym więcej interakcji między pacjentami, nie da się wzajemnie ignorować jesli na siebie wpadamy ;)
    Zauważyłam też, że interakcje w poczekalniach nawiązują się tam, gdzie ośrodek dał temu przestrzeń. Większość ośrodków ma zwykłe poczekalnie, niekiedy wyposażone w kanapy i to nie działa. Ale byłam w jednym ośrodku, który poza poczekalniami wyodrębnił dla pacjentów kącik, znajdują się tam kanapy zwrócone do siebie, stolik, atmosfera jest bardzo domowa, to jest poddasze w drewnie. Urządzone trochę jak salon telewizyjny w prywatnym domu. I tam ludzie gadają ze sobą.

    podsumowując- moim zdaniem zjawisko jest trochę nierozwiązywalne, dużo ludzi chce tej anonimowości i boi się nawiązać kontakt. Ale z drugiej strony dobrze byłoby jednak jakoś ludzi zachęcać do rozmów, to naprawdę im pomaga.
    Wiele razy już po zakończeniu swojego leczenia bywałam w różnych ośrodkach, na ogół w sprawach stowarzyszenia, trzeba było ustalić jakiś patronat merytoryczny albo przedłożyć interwencje pacjentów, różne sprawy. Zawsze korzystałam z wolnego czasu i po prostu siadałam w poczekalni robiąc sobie kawę, biorąc materiały wyłożone na stolikach, przeglądając te materiały i przyglądając się ludziom.
    Nigdy, ale to nigdy nie zdarzyło mi się, aby ktoś do mnie zagadał. Niekiedy aranżowałam nawet sytuacje potencjalne interaktywne- upuszczałam materiały komentując głośno swoją niezdarność, zastanawiałam się na głos, którą kawę wybrać i czy automat jest płatny, czyniłam głośne uwagi nad materiałami dając szansę innym osobom w poczekalni na komentarz- nic, null, zero.
    "Testy" robiłam w paru ośrodkach katowickich, w dwóch warszawskich, w dwóch łódzkich, i w Białymstoku.

  • avatar
    bloo

    27/07/2015 - 09:07

    Efa, a tak w ogóle to ja Cię muszę trochę zmobilizować :) Widzę, że jesteś bardzo aktywna i temat zachęcania i aktywizowania pacjentów lezy Ci na sercu. Próbowałaś skrzykiwać dziewczyny do organizacji grupy wsparcia. To ja mam pomysł: może napisz nam tekst o swoich doświadczeniach i przemyśleniach? Właśnie o tych poczekalniach, o swoich obserwacjach odnośnie rezerwy pacjentek, które się boją, chcą być anonimowe, zamykają się w skorupie? I o tym, że warto wychodzić do świata, szukać pomocy we własnym gronie, dawać sobie wsparcie? Twój głos jest cenny, chętnie byśmy opublikowali taki tekst na głównej i na FB dając też informację o Twojej inicjatywie odnośnie takiej grupy pacjenckiej. Co ty na to?
    pisz proszę bezpośrednio do mnie:
    anna.krawczak@nasz-bocian.pl