Autor:

MalaMi87

Data publikacji:

12.12.2016

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Co się dzieje?

Boże mówią, że nie zsyłasz na kogoś więcej niż jest w stanie przeżyć. Tym razem się pomyliłeś. Myślałeś, że dam radę. Ja też tak myślałam. Jest coraz gorzej. Czuje smutek, wściekłość, zawiść, nienawiść. Poza tym jestem pusta. Nie widzę pozytywnych stron mojego życia. Kiedy się zdenerwuje, to aż słyszę szum w moich uszach i nic nie jest w stanie mnie uspokoić. Czuję wściekłość i totalne zagubienie. Myślę, że nie przetrwam tego trudnego czasu. Moje małżeństwo to ruina.

Komentarze

  • avatar
    Samotna92

    13/12/2016 - 06:12

    Rozumiem Cię doskonale. Ciągle nam ktoś mówi- trzymaj się, będzie dobrze.

    Sama nie przyjmuje do wiadomości tych pocieszeń.

    Nikt nas nie zrozumie.

    My chcemy być matkami, tak bardzo, że zapominamy- że jesteśmy żonami. A nasi meżowie, zapominają , że są naszymi mężami- i , że powinni nas wspierać, a nie unikać tematu. Powiem Ci banał. Nie załamuj się. Wykrzycz się. Ja też często pisze na forum jak jest mi źle. Bo tylko my tutaj zrozumiemy siebie :)

    Staramy się od 06.2015 roku
    Ja-hashimoto, niedoczynność tarczycy, przeciwciała aTPO- dużo podwyższone,Mutacja w genie MTHFR - heterozygota.
    04.2016- CLO+PREGNYL- 6 tc
    11.2016r- HSG- oba drożne :)
    02.2017- CLO+PREGNYL- prawy jajnik pęcherzyk 27
  • hope28

    13/12/2016 - 06:12

    Doskonale Cię rozumiem...ile ja razy myślałam i mówiłam ze został tylko rozwód, ile razy się wyprowadzalam do mamy...nie widziałam sensu tego małżeństwa a on mnie nie rozumiał...Mam nadzieję ze minie u Ciebie ten zły czas i kiedyś wyjdzie słońce.Trzymaj się kochana:*

    Leczenie od 2011
    4 x Histeroskopia operacyjna
    2 x IUI:(
    I ICSI 08.2014:( Crio 11.2014 poronienie 7tc:(
    II ICSI 05.2015:( Crio 09.2015:(
    III ICSI 04.2016:( Crio 09.2016 :)
    7tc są dwa serduszka,9tc biję już tylko jedne serduszko.
    Błagam już zostań na zawsz
  • avatar
    marzolena

    13/12/2016 - 07:12

    Tulę Cię mocno... Chyba większość z nas tu na forum rozumie co czujesz.

    10 laparotomii
    (w tym 2xresekcja jajowodów)
    BS BOCIAN dr M.
    2011r.-2016r.; 2xICSI, 1xIVF
    6 transferów, 3 x c.b. :(
    Kariotypy ok
    Histeroskopia ok
    BS ARTEMIDA prof. W.
    ICSI maj 2017r. 3ba :(
    mutacje mthfr obie hetero
    mutacja PAI1 homo
  • avatar
    bez radna

    13/12/2016 - 18:12

    Wiem że to trudne bo mnie tez jeszcze do niedawna nic tak nie wkurzalo jak proba pocieszenia slowami bedzie dobrze, glowa do gory, doczekasz sie. Wtedy z wściekłościa powtarzałam w myslach-gowno bedzie a nie dobrze! Co wy wogole wiecie! A dzis? - nosze pod serduszkiem dwa malenkie szkraby, które kocham nad zycie i ktore sa dla nie najwiekszym cudem tego swiata. Za to wszystkie te osoby ktore kiedys probowaly mnie pocieszac śmieją się ze mnie ciagle docinajac a nie mowilam? :)
    Dzis byc może ciężko Wam w to uwierzyc i jest to naturalne lecz jestem pewna ze w końcu i mam nadzieje w najblizszym czasie to ja będę Wam powtarzać A nie mówiłam? Bo uwierzcie ze wszystko będzie dobrze. Na każdą z nas czeka ta maleńka dzidzia (a na niektóre nawet dwie jak w moim przypadku :) tylko musimy nauczyć się cierpliwości a to nasz największy wróg. Doczekalam sie ja, doczekacie i Wy. Jestem tego pewna i ciagle trzymam za Was kciuki aby to nastąpiło prędzej niż pozniej :*

    12.01.2016-1IUI :(
    05.04.2016-2IUI :(
    27.05.2016-3IUI :(
    08.2016 ICSI (mamy 2 kropeczki ;)

    Mówią że nadzieja umiera ostatnia...
  • avatar
    MalaMi87

    13/12/2016 - 18:12

    Chyba jednak nie wiesz co czuję i przed jakimi wyborami stoję. Jestem po dwoch nieudanych ICSI i zastanawiam się czy podejść do trzeciego, bo wg lekarza mamy marne szanse. Nie każdemu udaje sie in vitro i nie każdy doczeka się "dzidzi"

  • avatar
    atkagfd

    13/12/2016 - 19:12

    MalaMi wspominałaś kiedyś o komórce dawczyni. Czy bierzesz to pod uwagę?

    2 x IUI
    3 IUI odowalna
    pazdziernik 2016 ciąża biochemiczna, 5 tc :(
    luty 2017 ICSI:(
    czerwiec 2017 transfer:(
    4 transfer i jest serce , chwilo trwaj !!!
  • hope28

    13/12/2016 - 20:12

    Masz racje-rzeczywiście nie każdemu udaje się in vitro i nie każdy doczeka się swego dziecka-taka jest prawda i trzeba mieć tego świadomość, tym bardziej po niepowodzeniach.jezeli masz siłę i kasę to może jeszcze spróbuj,niektórym po naprawdę wielu razach się w końcu udaje.jest na tym forum dużo takich historii.ale warto też sobie pomyśleć i porozmawiać z mężem co dalej jeśli się nie uda!?czy może adopcja zarodka czy komórki jajowej,czy może normalna adopcja?czy będziecie potrafili żyć bez dziecka?oczywiście nie wszystko odrazu,trzeba czasu,może odpoczynku.to bardzo ciężkie decyzje.zycie weryfikuje nasze plany i marzenia niestety.lubie czytać twoje wpisy-jesteś super kobietka.

    Leczenie od 2011
    4 x Histeroskopia operacyjna
    2 x IUI:(
    I ICSI 08.2014:( Crio 11.2014 poronienie 7tc:(
    II ICSI 05.2015:( Crio 09.2015:(
    III ICSI 04.2016:( Crio 09.2016 :)
    7tc są dwa serduszka,9tc biję już tylko jedne serduszko.
    Błagam już zostań na zawsz
  • Darka28

    13/12/2016 - 20:12

    U mnie lekarze załamywali ręce, ze wszystko jest ok i nie umieją mi pomoc.Przy super wynikach nie było ciąży i tyle. Za 3 razem lekarz mi tak ,,dowalił" leki ze aż sam nie mógł spać, bo groziło mi odejście z tego świata. Na 15 komórek uzyskaliśmy 6 zarodków. 4 straciliśmy, z jednego mamy córeczkę, a jeden czeka. Popprostu boje się po niego pojechać wiedząc ze to już ostatnia szansa na drugie dziecko a może się nie udać. Do dzisiaj nie znam przyczyny dlaczego nie możemy mieć dziecka ot tak. A większości się wydaje ze jak jedno mamy to dlaczego mu nie ,, robimy" rodzeństwa. Ile osób mi powiedziało ze moje dziecko będzie nieszczęśliwe jak będzie samo. Także jak to sie stało ze mamy córeczkę, dlaczego ten jeden jedyny zarodek okazał się zdolny do przeżycia, tego nikt nie wie. Łącznie było ich 12. 10 obumarło. A jeszcze lekarz mnie pocieszał ze jego znajomym udało się za 10 razem. A ja zadałam pytanie, czy ta Pani jeszcze żyje?

    Darka
  • avatar
    bez radna

    13/12/2016 - 21:12

    Zupełnie nie rozumiem dlaczego usunęłaś mój komentarz. To troche nie ładnie wyrwać "coś" z kontekstu rozmowy. Tak czy innaczej mimo wszystko zycze Ci, Wam powodzenia w dalszych staraniach i za wszystkie trzymam kciuki.

    12.01.2016-1IUI :(
    05.04.2016-2IUI :(
    27.05.2016-3IUI :(
    08.2016 ICSI (mamy 2 kropeczki ;)

    Mówią że nadzieja umiera ostatnia...
  • avatar
    MalaMi87

    14/12/2016 - 08:12

    Usunęłam Twój wpis, ponieważ nie chciałam nakręcać spirali tej niepotrzebnej dyskusji i emocji. Znam Twoją historią i przeglądając swoje wpisy zobaczysz, że zawsze Cię wspierałam i próbowałam skłonić do działania. Czy Ci zazdroszczę, że Ci się udało? Raczej czuję smutek i beznadzieje, że sama jestem w trudnej sytuacji. Wydało mi się niestosowne, że piszesz o cudzie rosnącym pod Twoim sercem pod wpisem o mojej depresji. Poczułam to co Ty, na wieść o ciąży w Twojej rodzinie, kiedy jeszcze w ciąży nie byłaś - i tu odsyłam Cię do Twoich wpisów. Czujesz się szczęśliwa i masz do tego pełne prawo. Masz prawo zapomnieć o trudnym czasie leczenia i po prostu iść dalej. W głębi serca cieszę się z Tobą, ale jednocześnie Twój świat nie jest już moim światem. Kochana ciesz się z tego, że udało Ci się za puerwszym podejściem do ivf i nie licytuj się kto przeżył więcej. Każdy ma za sobą inną historię i trochę inne emocje. Moja sytuacja jest inna, bo mam uszkodzone komórki jajowe i raczej biologicznych dzieci mieć nie będę. Dla mnie ivf to nie ostateczność, to marzenie. Zastanawiam się nad adopcja zarodka lub bezdzietnoscia. Targaja mna różne emocje, a moje małżeństwo na tym cierpi. Staję przed wyborem walki o dziecko lub walki o małżeństwo i po malu dochodzę do ściany. Sama zawsze walczyłam do upadłego ale dotarłam do miejsca, gdzie być może poddanie się będzie dla mnie lepszym rozwiązaniem, bo nie zniszcze do końca swojego małżeństwa.
    Dla obu z nas znajdzie się miejsce na forum.

  • avatar
    bez radna

    14/12/2016 - 09:12

    Napisałam tutaj o swoim cudzie nie po to aby cie jeszcze bardziej zdolowac ale dac nadzieje ze cuda wlasnie sie zdarzają, nawet tam gdzie medycyna jest bezradna choc moj przypadek takim nie byl. Ponadto chyba nie zwrocilas uwagi na to iz moj komentarz byl bardziej odpowiedzia na wpis samotnej chodziło o reakcje na proby pocieszenia z otoczenia niz na twoj o rozpadajacym sie malzenstwie bo to faktycznie moglo by byc nie na miejscu. Rozumiem ze przezywasz teraz ciezkie chwile co jest naturalne i do tego odbija sie rowniez na waszym malzenstwie ale wierze ze po chmurach znowu wyjdzie slonce ktore ujawni nowe nadzieje. Uwazam iz zawsze jest jakies wyjscie tylko sa one zbyt trudne i nie zawsze potrafimy je dostrzec a twoj przypadek rowniez nie jest najgorszym bo dopoki jest jaka kolwiek nadzieja to trzeba ja wykorzystac chocby adopcje zarodka. Choc może warto trochę odpocząć i skupić się na innych rownie waznych sprawach.Musisz sama pomyslec i podjac najlepsza dla was decyzje I uwierz nie latwo mi sie teraz mowi bo mi sie udalo i nic nie rozumiem bo nigdy nie zapomne bolu i uczucia jakie wtedy mi towarzyszyly.
    Pozdrawiam

    12.01.2016-1IUI :(
    05.04.2016-2IUI :(
    27.05.2016-3IUI :(
    08.2016 ICSI (mamy 2 kropeczki ;)

    Mówią że nadzieja umiera ostatnia...
  • avatar
    bloo

    14/12/2016 - 11:12

    narracja "cuda się zdarzają" niektórym pomaga, a w innych rodzi złość. We mnie akurat rodziła złość, więc jestem w stanie zrozumieć poruszenie MałejMi. Bo mnie naprawde nie obchodziło, ile cudów zdarzyło się nieznanym mi osobom, skoro dla mnie tego cudu nie było. Co więcej byłam i jestem osobą twardo stąpającą po ziemi, nie wierzyłam i nie wierzę w cuda jako takie, wierzę w pracę, pot, krew, łzy i cięzką walkę, więc nigdy na cuda nie liczyłam i dla mnie moja druga ciąża była efektem szczęścia, medycyny i wielkiego wysiłku emocjonalnego, a nie żadnym cudem.
    Tak, wiem, są ludzie, którzy uważają swoje ciąże za cud, mają do tego prawo.
    Ale to prawo działą w dwie strony.

    Jest też tak, że czasem jest potrzeba odbicia się od ściany i zdiagnozowania swojej rozpaczy, braku nadziei i ogólnej ch..wości sytuacji. I to trzeba przeżyć, zanurzyć się w tym, tego się nie przyspieszy. Wtedy czytanie kolejnych apeli do boju, zawsze jest szansa, nie poddawaj się! jest jak pojechanie brzytwą po oczach. Kurna, to jest tak trudne, tak maksymalnie trudne, że czasem właśnie trzeba upaść i poleżeć na ziemi. I wtedy na serio nie chce się czytać o relatywizmie i o nowych perspektywach, "bo zawsze jest nadzieja". To jest jak kopanie leżącego niezależnie od dobrych intencji piszącego.

    w ogóle powiem coś jeszcze- jestem obecnie opiekunką zastępczą, to tak w kontekście "zawsze jest jakieś wyjście, tylko niektóre są zbyt trudne i nie zawsze potrafimy je dostrzec". Do tego etapu swojego życia dochodziłam latami i doskonale wiem, że w czasie, w którym walczyłam o drugą ciążę nie było żadnej, najmniejszej przestrzeni na rozważanie adopcji, nie mówiąc o pieczy zastępczej. Ta przestrzeń otworzyła się dopiero po urodzeniu drugiego syna, kiedy poczułam, że jestem spełniona jako matka i wtedy spoko, nagle zobaczyłam, że mam jeszcze potrzebę opiekuńczą, kocham dzieci, mogę się nimi zajmować i w ogóle fajnie będzie.
    Nie piszę o tym w Pamiętnikach, ponieważ zdaję sobie sprawę, że to jest jednak ekstremum, które w żadnym razie nie powinno być oferowane ludziom w traumie niepłodności, jako przysłowiowa "furtka w murze". A przecież mogłabym pisać o tym, że hej, nie udało się in vitro, może pomyślisz o pieczy? Nie napiszę z powodu opisanego wyżej.
    Nie ma rozwiązań uniwersalnych, co więcej są takie, które otwierają się zapadkowo dopiero po zaliczeniu jakiegoś etapu i poczuciu wewnętrznej gotowości. Tak, teraz widzę wyraźnie, że rodzicielstwo adopcyjne nie jest demonem, że jest dla ludzi, że cudze naprawdę można kochać jak włąsne i nawet nie pojawi się kategoria "moje- niemoje". Ale ja to wiem jednak mając to "moje" i 10 lat temu nigdy bym tej refleksji nie mogła doświadczyć i przeżyć, bo nie byłam do tego zdolna. Musiałam poczekać. Niektórzy nie muszą, ale ja akurat byłam z tej drugiej grupy.
    Dlatego nie będę doradzać, czy adopcja komórki, zarodka, bezdzietność, adopcja społęczna, piecza czy cokolwiek innego jest dobrym rozwiązaniem, i czy należy walczyć o otworzenie się na nie, bo uważam, że najwazniejszym sędzią jesteśmy my sami i tylko my wiemy, gdzie jest nasza granica. Nie wolno jej przekraczać, bardzo w to wierzę.

    MałaMi, dobrej rady Ci nie dam. Po prostu wspieram niezależnie od tego, gdzie Cię życie skieruje i co postanowisz. Każda decyzja, jaką podejmiesz godząc się z nią, będzie decyzją dobrą, bo zaakceptowaną przez Was. A tylko Wy się liczycie.

  • avatar
    Miniula

    14/12/2016 - 20:12

    Strasznie to znajome :-(
    Trzymaj się.
    Mogę powiedzieć to, że warto walczyć jeśli to dobry człowiek. Jeśli nie, warto walczyć o siebie.
    Życie przynosi najbardziej nieoczekiwane zdarzenia i sytuacje. Czasem trzeba przestać szarpać i po prostu być.
    Przytulam mocno.

    Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
    Miniek już Miniulowy :love:
    Nela8
  • avatar
    Miniula

    14/12/2016 - 20:12

    Bloo, jak zwykle w punkt. Pozdrawiam.

    Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
    Miniek już Miniulowy :love:
    Nela8
  • avatar
    mysiuniaa86

    22/12/2016 - 21:12

    Prawda jest taka, ze nie kazdy wygrywa, nie kazdy podola temu co nam zycie przynosi. Ja nigdy nie pogodze sie z moim losem, bo niby dlaczego mialabym sie pogodzic? Ludzie mowili kiedys "jak nie bedziesz miec dzieci to macie siebie", potem jak bylo dziecko to "przeciez jest to jedno, czego ty kobieto chcesz". No chce, chce rodzenstwa dla syna, chce szczescia. Dazylam do tego taak dlugo jak mi zdrowie i srodki na to pozwalaly. Nie wstydze sie tego, ze czuje sie wybrakowana, niespelniona i wogole nie tego... zalamanie psychiczne ma wiele postaci. Podziwiam Cie za walke, za to ze sie nie poddajesz, ale czasem i to nie wystarczy. Tak na prawde poki ktos nie zalozy Twoich butow, to nie bedzie wiedzial jak sie czujesz. Nawet osoba w podobnej sytuacji moze miec inny poglad na zycie. MalaMi, nie pisze tego, zeby Cie zdolowac, nie pisze tez bzdur, zeby Cie pocieszyc. Prawda jest taka, ze dziecka (jednego, dwu czy pieciu) nie da sie niczym zastapic. Wydaje mi sie tez, ze z tym nie da sie pogodzic. Czlowiek musi zyc z tym ciezarem, pietnem, czy jakkolwiek by to nazwac. Trzeba zyc MalaMi. I chociaz czasem sie bedziesz usmiechac, bedziesz nawet szczesliwa, to nie wymazesz tego, ze dziecka nie masz. Ja nie wymaze, ze nie mam mojej wymarzonej trojcy (bo 1 zyje ze mna, a 2 czuwa nad nami). Kieruj sie kochana tym co czujesz, jesli chcesz krzyczec to krzycz, jesli chcesz jakis czas plakac, to placz... tez mam chwile gorsze, przed tymi swietami tez mam kryzys, nie mowie juz o nim nikomu, przezywam, wspominam, katuje sie przeszloscia. Taka jestem. Mamy wiele wspolnego. Pozdrawiam i pamietaj, jakiejkolwiek drogi bys nie wybrala, to wiedz, ze jestem z Toba :-)

    Starania od 2008r.
    Laparotomia w 2009r. - endometrioza
    3 X IUI - bez skutku
    IVF - 26 luty 2013 synek Nikodem <3
    24 lipiec 2014 - transfer
    16 wrzesien 2014 Aniolku czuwaj
    07.01.2015 - transfer
    23.01.2015
    Dzis nie ma juz nas. Nastal koniec.