Autor:

MalaMi87

Data publikacji:

28.04.2016

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Bo Ty nie wiesz co to znaczy chorować

Czasami słowa bolą bardziej niż przemoc fizyczna. To z jaką siłą w nas uderzą zależy od tego ko je wypowiada i jak ważna jest dla nas ta osoba.

Wczoraj napisała do mamy moja ciotka (żona jej zmarłego brata i moja chrzestna). Ogólnie podła baba, która od czasu jak mama zachorowała przestała się do nas odzywać, a każde wiadomości o poprawie zdrowia mamy wywołują u niej wyraźne rozdrażnienie... Ów kochana cioteczka stwierdziła, że ma trochę czasu wolnego, a my mamy duży dom więc może do nas przyjechać. Wybrała oczywiście najlepszy moment czyli - czas w którym podchodzimy do ivf... Oczywiście nie wie o tym fakcie, ale czuje pismo nosem, że nie możemy mieć dzieci. Dlatego przy każdej okazji wysyła stosy zdjęć i filmików ze swoimi wnukami zarówno do mnie jak i do mamy.
Mama z radością (???) przyjęła wproszenie się ciotki, a na każdą moją próbę rozmowy na ten temat zaczyna płakać, że jest chora na raka, Jej brat nie żyje, a ja jestem okrutna i samolubna.

Nie umiem Jej powiedzieć wprost, jak bardzo Jej choroba wpłynęła na moje życie i ile dla Niej poświęciłam. Mój mąż odrzucił bardzo dobrą posadę w Austrii. Zadłużyliśmy się na dom, zrezygnowaliśmy z prywatności i zamieszkaliśmy z Nią. Jeżdżę z Nią po lekarzach, opiekuję się kiedy ma gorsze dni. Biorę wolne i opiekę i zostaję z Nią w domu kiedy potrzeba. W zeszłym roku cały urlop jaki wzięłam to właśnie na opiekę nad mamą. Sprzątam, piorę, gotuję, jeżdżę po recepty i leki. Godzinami sadzę kwiaty w ogrodzie, bo to sprawia Jej przyjemność. Nie oczekuję hymnów pochwalnych, ani słowa dziękuję, to normalne, że to robię, to przecież moja mama. Zabolało mnie natomiast to, że ważniejsza jest dla Niej ciotka, która się na Nią wypięła, a ja jestem ta najgorsza. A najbardziej zabolały mnie słowa mamy "Bo Ty nie wiesz co to znaczy chorować".

Czyli leczenie niepłodności to taka zabawa/hobby/widzimisię???

Powiedziała to moja własna matka,która mieszkała już ze nami jak podchodziliśmy do pierwszego ivf. Widziała wszystkie zastrzyki i moją rozpacz po nieudanym podejściu. Jeśli Ona tak myśli, to czego wymagać od innych ludzi?

Jest mi smutno.

Komentarze

  • avatar
    czwojdziak

    29/04/2016 - 02:04

    Bardzo dobrze wiem jak się poczulaś, kiedy to usłyszałaś od swojej mamy. Kilka dni temu miałam coś podobnego.
    Będąc w pracy na zakończenie zmiany poprosiłam mamę, która akurat przyszła, żeby umywalka mi podłogę w sklepie, bo nie chce się przesilać( tam jest 60 m2). Usłyszałam wtedy, że ona będąc w ciąży pracowała do 8 miesiąca i się nie oszczedzała. Zapytałam ją ile dzieci poroniła? Ile czasu starała się o mnie i brata. Zrozumiała swój nietakt ale słowa już padły i cofnąć się ich nie da. Jak teraz to piszę to jest 4 rano ja nie śpię, bo ból brzucha jest okropny. Znam ten rodzaj bólu. .. @ idzie - czyli znów nie będę mamą. I paradoksalnie bardziej teraz odczuwam serce niż brzuch.

    Trzymaj się. Bo jednak w naszej chorobie zrozumie Cię tylko ten kto ma to samo.

    06.06.2003 Obustronna amputacja jajowodów
    2014-2016 5 IVF Na krótką chwilę dotykaliśmy nieba...
    02.2018 Nowy etap OA.
  • avatar
    atkagfd

    29/04/2016 - 08:04

    To prawda tylko niepłodni są w stanie zrozumieć co czujemy.
    Troche widać to na poczekalni w klinice. Siedzisz na korytarzu na przeciw ciebie kilka nieznanych ci kobiet ( par) patrzysz na nie bo wiesz po co przyszły. Patrzysz z takim zrozumieniem, widzisz te ból i cierpienie w oczach......
    3maj się, sciskam mocno !

    2 x IUI
    3 IUI odowalna
    pazdziernik 2016 ciąża biochemiczna, 5 tc :(
    luty 2017 ICSI:(
    czerwiec 2017 transfer:(
    4 transfer i jest serce , chwilo trwaj !!!
  • marta555

    29/04/2016 - 08:04

    Jejku bardzo to przykre ze właśnie najbliższe nam osoby nie potrafią zrozumieć naszego bólu i cierpienia. Sama wiem jak slowa potrafią zranić i nie da sie na to uodpornic. Ktos mi cos powie a potem pol dnia płaczu i przeżywam i myślę. Ja ostatnio rozmawiam z mamą i pyta co bym chciała dostać na zbliżające się urodziny A ja jej na to ze nie wiem w sumie to wszystko mam. I zaczęłam się chwalić co dostanę od męża na urodziny. Jak podchodzilismy do in vitro Maz obiecał mi ze jak się nie uda kupimy psa żebym w końcu nie była sama bo maz ciągle pracuje ciągle go nie ma a ja tak bardzo kocham psy. No i teraz te urodziny są okazja żeby spełnić jego obietnice. Powiedziałam mamie a ta z tekstem ze wy lepiej zróbcie sobie dziecko A nie psa bierzecie. Jedna pani cala swoją miłość przelała na psa i swoich dzieci miec nie mogła lekarze udowodnili ze cały instynkt skierowała na psa i się psychiką zablokowała i dziecka nie miała. Mama mnie bardzo przerazila raz ze tak powiedziała było mi smutno i płakałam A dwa dało też do myślenia czy to ma znaczenie z tymi zwierzakami.

  • avatar
    MalaMi87

    29/04/2016 - 09:04

    Co za bzdura. To jak nie możesz miec dzieci to nie możesz miec też psa?? Bo będziesz go kochać za bardzo? Wg tej teorii mają jedno dziecko nie możesz miec drugiego, bo kochasz pierwsze i ta miłość blokuje Ci psychikę? Ale że blokuje psychikę w czasie seksu??? Nie zdziwiłabym się jakby w Polsce niepłodność została w końcu uznana za chorobę psychiczną. Niech nas odizolują od społeczeństwa i zamkną w jakimś zakładzie. Albo jeszcze lepiej spalą na stosie... :(
    Czytałyście nowe formularze które trzeba wypełnić żeby podejść do ivf? Muszę zażyczyć czy trafiają mi się przypadkowe kontakty seksualne i czy przyjmuje narkotyki lub dopalacze i czy jestem chora psychicznie.

  • avatar
    czwojdziak

    29/04/2016 - 09:04

    MalaMi87 ja chyba po tych wszystkich przejściach to normalna psychicznie nie jestem już ;)
    w moim przypadku pytanie na miejscu, bo jak można być normalnym waląc głową w mur.
    Jak można nie dostać załamania nerwowego jak ministerstwo zamyka program refundacji?
    jak można być normalnym zadłużając się na ciężkie pieniądze,żeby mieć dziecko...
    Te wszystkie starania robią ze mnie osobę chorą psychicznie na punkcie walki o dziecko...

    06.06.2003 Obustronna amputacja jajowodów
    2014-2016 5 IVF Na krótką chwilę dotykaliśmy nieba...
    02.2018 Nowy etap OA.
  • avatar
    MalaMi87

    29/04/2016 - 10:04

    To ze masz przeżycia związane z leczeniem nie oznacza, że masz nierówno pod sufitem przecież! Pytania są tendencyjne wskazujące na to, że same jestesmy winne za naszą chorobę i miałyśmy problemy psychiczne przed rozpoczęciem leczenia.

  • avatar
    Ann1984r

    29/04/2016 - 12:04

    Myśle ze to nie o to chodzi, Wiem zabrzmi słabo, ale... Invitro to duże obciążenie dla organizmu, w związku z tym gdyby czysto teoretycznie któraś z nas zażyła narkotyki czy dopalacze przez zabiegiem i coś sie w trakcie wydarzyło, zdejmuje to odpowiedzialność lekarza ze taki stan rzeczy. To samo przy chorobie psychicznej, to nie chodzi o to ze ktoś chce z nas zrobić wariatów, ale jeśli ktoś ma zdiagnozowana chorobę psychiczna i zatai taka informacje w ankiecie to chroni to lekarza przed konsekwencjami.

  • avatar
    MalaMi87

    29/04/2016 - 12:04

    A ja juz widzę ludzi z lepszej zmiany którzy wpisują nas w tabelki: Pijaczka, narkomanka, wariatka

  • marta555

    29/04/2016 - 14:04

    Powiem Ci ze mnie to przerazilo bo ta kobieta chciała mieć dziecko A nie mogła i cała swą miłość przelała na psa i jej się głową zablokowała i lekarze kazali jej pozbyć się psa tak też zrobiła ale dziecka mimo to nie miała. Ja czasami sama łapie się na tym że z moją głową nie jest w porządku i czasami wydaje mi sie ze zwariowalam bo normalna osoba się tak nie zachowuje żeby tak przeżywać i reagować płaczem zarówno na źle rzeczy w moim życiu jak i te dobre. Po poronieniu chodziłam do psychologa mimo iż pani psycholog uważała ze nie ma potrzeby bo świetnie sobie z tym sama radze. I raz mówię tej pani że ja chyba oszalam i nie jestem normalna. A ta na to ze właśnie jestem normalna bo jestem świadoma ze moje zachowanie odbiega od normy ze np. Płacze ze czuje się gorszą zazdrosna itd. Ale w mojej sytuacji to jest normalne j moge sobie na to pozwolic. I też doskonale wiem co wywołuje takie uczucia we mnie ze to brak ciazy. Takze jestem swiadomoa skad sie to bierze i zdaje sobie sprawe ze z sytuacji dlatego nie zwariowalam i to nie jest żadna choroba psychiczna bo tak by było gdybym uważała ze moje zachowanie jest ok. Natomiast ta walka o dziecko mnie zrujnowala psychicznie i nie ma co ukrywać. Nigdy nie będę ta sama dziewczyna. Zmieniłam się bardzo na źle. Wycofana, bez znajomych w swoim świecie. Byle co płacze bo tak mi ciężko. I moja głowa tylko myśli i codziennie o jednym. Niepłodność wywołała duże zmiany w mojej psychice. Czasami się boje ze właśnie przez moja głowę nie mogę zajść. Cały czas tylko nerwy stres.

  • avatar
    bloo

    29/04/2016 - 15:04

    mnie bardziej przeraża, że ktoś bierze poważnie takie historie- bo co to znaczy, ze "zbadano"? Kto zbadał, gdzie są te badania, jak to zmierzono? Przenicowano jej mózg i znaleziono obszar odpowiedzialny za więź z psem i blokadę jajowodów? Come on, nie przyjmuj bezkrytycznie opowieści typu amerykańscy naukowcy siódmej wody po kisielu.
    Poza tym sama to przeczytaj na zimno: kazali się jej pozbyć psa, a dziecka i tak nie miała.
    Pomijam już wiarygodność tej fascynującej opowiastki, ale doprawdy wielkie mecyje: pozbycie się chomika nie cofnie azoospermii! No cuda niewidy! ;)

    Dwie rzeczy są dla mnie w tej historii ważne.
    Pierwsza: zawsze szukamy uzasadnienia dla tego, co nas spotyka, bo mamy jako gatunek zakorzenioną potrzebę sprawiedliwości zdarzeń. Dążymy do poukładania sobie logiki naszego życia i stąd się bierze cała racjonalizacja: mąż ode mnie odszedł, bo nie gotowałam pierogów, które lubił (nie, mąż odszedł, bo był świnią i zamiast porozmawiać o pierogach wybrał zdradę); ona urodziła chore dziecko, bo paliła papierosy w ciązy (papierosy w ciązy rzecz obiektywnie niefajna, ale związku z dziedzicznością nie miały); nie mogę zajść w ciążę, bo się blokuję psychicznie.
    Druga rzecz związana z pierwszą: kiedy wyłapujesz tę logikę (ona może nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością, najczęściej nie ma, ale chodzi o nasze poczucie, ze zrozumieliśmy mechanizm) to masz poczucie, że odzyskujesz kontrolę nad sytuacją. A to przywraca pion i daje wrażenie, że odtąd będziemy mogli unikać złych zdarzeń, bo już wiemy, jak im zapobiec. I tak kolejnemu mężowi będziemy gotować pierogi na śniadanie, obiad i kolację (a on da w długą i tak, bo np. mamy tendencję do wybierania złych partnerów życiowych); w następnej ciąży nie zapalimy ani jednego papierosa (i urodzimy zdrowe dziecko, co utrwali w nas niesłuszne przekonanie, że zespół downa wywołuje nikotyna, niejednej rodzinie z dzieckiem z ZD w ten sposób napsujemy krwi i przysporzymy cierpienia), a w przypadku niepłodności...
    No właśnie, z niepłodnością to totalnie nie zadziała. A mimo to setki kobiet i mężczyzn i tak będą próbować "zwolnić blokady", bo łatwiej jest uwierzyć, ze płodność zależy ode mnie, niż zaakceptować, ze właśnie zupełnie nie zależy.
    Ta strategia początkowo ma pewne plusy - odzyskujemy poczucie, ze poznaliśmy schemat. I skoro już go znamy to rany gościa! Co rok prorok. W dłuższej perspektywie ta strategia będzie mieć dwa możliwe zakończenia:

    1. naprawdę zajdziemy w ciążę, bo organizm nam puści, po fafnastym cyklu zaskoczy, statystyka okaże się łaskawa. Wtedy pójdziemy w świat głosząc dobrą nowinę innym i doprowadzając do rozpaczy pary z kryptozoospermią mówiąc im radośnie "wyluzujcie, a wtedy się uda!"

    2. nie zajdziemy w ciążę i wtedy będziemy mieć poczucie ciągłej frustracji, stoczenia beznadziejnej walki (nie da się powiedzieć "od dziś się nie blokuję"), a finalnie utrwalimy w sobie przekonanie, ze jesteśmy tak bardzo do niczego, że nawet nad własną głową nie mamy władzy.

    ja bym wiec powiedziała raczej, że tak, żal, rozpacz i złość są normalne. Zazdrość jest normalna. Nie ma co szukać złotego środka likwidującego zmarszczki i smutek za jednym zamachem, bo on nie istnieje. Niepłodność to jest taki etap życia, na którym wydarza się wiele trudnych emocji i trzeba je przyjąć, przeżyć i pamiętać, że dalej też jest życie. Poza tym shit happens. Zdarzają się choroby, wypadki i zdrady. Może paść też na nas. Nie dlatego, że nie wykazaliśmy się sprytem, mądrością i nie ubiegliśmy wypadków - dlatego, że życie zakłada przypadkowość, losowość i statystykę.

  • marta555

    29/04/2016 - 16:04

    Dobrze napisane dlatego w pewnym momencie odpuściłam i przestałam się martwić tym ze ciągle się martwię tylko pozwoliłam sobie na te wszystkie źle uczucia bo jak je wywalam z siebie to mi lżej. A dodam jeszcze ze na początku myślałam sobie tak ze denerwuje się tym ze nie mogę zajść i Nie mogę zajść bo się denerwuje i takie błędne koło. A jeszcze wracając do tematu moja znajoma z roku w lipcu chwalila się jakich to prochów nie próbowała kosztowała chyba wszystkich możliwych rodzajów narkotyków za miesiąc rodzi póki co i na szczescie dziecko jest zdrowe więc żadna regulaa tak samo z tym ze otylym trudniej zajść. Mi lekarz kazała zrzucić parę kilo co prawda nie mam nadwagi ale przybyło mi ostatnio parę kg i mi samej z nimi zle. Mam dużo znajomych które są bardzo bardzo otyle i każda zaszła w ciążę i każda wpadkę zaliczyła.

  • FasOla87

    29/04/2016 - 18:04

    Smutne to bardzo... Nie wiadomo jak sie w takiej sytuacji zachowac. Ale coraz bardziej przekonuje sie, ze nieplodnosc moze zrozumiec tylko osoba z nieplodnoscia. Nie ma sensu szukac zrozumienia u kogos kto ma dzieci. Chocby nie wiem jak nas kochal. Olej ciotkę, przygotuj kilka trafnych ripost i nie daj sobie wejsc na głowe. Ściskam mocno!

    2016.02 pierwsze IVF, tylko punkcja
    2016.05 drugie IVF, samoistna owulacja przed punkcją
    2017.04 in vitro z kd, 2017.06 :(
    2018.05 in vitro z kd :(
    2018.10 naturalny cud :)
  • AgataTofik

    30/04/2016 - 12:04

    napisać tylko, ze to jest bardzo smutne. Nie wiem dlaczego ludzie są tacy i nie chcą nawet próbować zrozumieć problemów jakie dotyczą ich najbliższych tylko dlatego, ze są rożne od ich problemów i wydaje im sie, ze nie ma ważniejszych....
    Mam nadzieje, zaświeci u Was słoneczko mimo wszystko.
    Trzymaj sie!