Autor:

MalaMi87

Data publikacji:

30.04.2016

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

ale to już...?

Został dokładnie miesiąc do kolejnego podejścia. Dzisiaj dopadło mnie to razem z całym bagażem emocji które towarzyszyły poprzedniej porażce.
Boję się kolejnego razu. Boję się czy zareaguję na stymulację. Czy będą jakieś komórki jajowe i czy uda się zrobić chociaż jeden transfer. Boję się tego, że dopadnie mnie bolesna prawda tego, że nie możemy mieć dzieci. Przeraża mnie, że nie mam żadnych pozytywnych myśli i emocji dot. kolejnej procedury. Nie stosuję żadnej diety i zachowuję się jakby mnie ten temat nie dotyczył. Może wcale go nie przepracowałam tylko stosuję metodę wyparcia i jest ze mną gorzej niż źle?
Czuję się z tym wszystkim samotna.

Zabrzmi to okropnie ale może lepszy efekt dałoby zainwestowanie tych pieniędzy w kuchnię? Przynajmniej byłyby jakieś wymierne skutki...

Komentarze

  • AgataTofik

    30/04/2016 - 12:04

    Myśle, ze kuchnia może poczekać :)
    Ja jestem aktualnie po 2 stymulacji. I wiesz, zanim zaczęliśmy miałam tez milion watpliwości. Ale jak juz szcześliwie po 3 miesiącach udało sie zacząć zdałam sobie sprawę, ze byłam bardziej zmęczona czekaniem, zastanawianiem sie co to będzie. Tak wiec wydaje mi sie, ze większość Twoich obaw zniknie albo przynajmniej zamieni sie z innymi. Głowa do góry! Wykorzystaj ta szanse najlepiej jak potrafisz. Przecież tyle możesz zrobić w walce o szczęście! Jeszcze tylko albo aż tyle. Ja trzymam kciuki, bo z własnego doświadczenia wiem, ze juz nie żałuje drugiego podejścia. Zmieniło sie móje postrzeganie pewnych spraw. Zmienione leki, protokół i na razie lepszy efekt. Jest nadzieja.
    Trzymaj sie!

  • NaNa31

    30/04/2016 - 13:04

    U nas teraz dyskusja kiedy rozpocząć procedurę. Boimy sie nieprzewidywalnego rządu i zapowiadanych zmian. Nie wiem. Nic nie wiem. Nie moge wyłączyć myślenia:/ myślalam że zrzucę to co mam do zrzucenia i zaczniemy, ale do rządowych zmian nie zdążę i teraz nie wiem co robić. Mąż się martwi, stara się pocieszyć ale to nic nie daje.
    Ale Kochana dasz radę jesteś dzielna! Czasem są gorsze, czasem lepsza dni... został miesiąc, myślę, że nastawienie się zmieni do TEGO czasu:-)
    Ostatnio powiedziałam to samo o kuchni do męża! Więc albo że mną też jest źle albo te odczucia są całkiem normalne...;-)
    Ps. Nie wiem czemu ale czytając Twoje wpisy i jeszcze jednej dziewczyny;-) mam przeczucie, że Wasze historie będą miały szczęśliwe zakończenie :-) Naprawdę dziwne odczucie, ale jestem o Was wyjątkowo spokojna ;-)

    Per aspera ad astra! - dewiza Wyższej Szkoły Oficerskiej we Wrocławiu. Ojciec, wojskowy, powtarza mi zawsze to motto jak zaczynam się łamać;-) Więc przekazuję te słowa do Ciebie. Przez trudy/cierpienia do gwiazd

  • FasOla87

    01/05/2016 - 07:05

    Póki walczysz, wygrywasz! Druga próba i u mnie przynosi lepsze rezultaty, a przeciez jestem przypadkiem beznadziejnym! Zmiana leków, inny protokół. Chyba naprawde pierwszy raz jest po to żeby lekarz obczaił nasz organizm. Za pierwszym razem robi wszystko po omacku, za drugim juz jest wszystko skrojone na Twoja miare. Ja to widze bardzo wyraznie, moj lekarz za kazdym razem porownuje aktualne postepy z tymi poprzednimi. I np zdecydowal przetrzymac pecherzyki troche dluzej bo ostatnio tylko jeden byl dojrzaly. Teraz mam tylko 3 pecherzyki i trzeba sie bardzo postarac zeby wszystkie byly dojrzale. Takze MalaMi87, zdecydowanie za wczesnie na czarne mysli. Odganiaj je od siebie, jak przychodza po prostu swiadomie zmieniaj je, zrob cos, cokolwiek innego. Ja tez nie stosuje zadnej diety, zadnej akupunktury, nic. I najwazniejsze, póki probujesz jest szansa. Nie bedzie jej jesli nic nie zrobisz. Wybór chyba prosty? Ściskam mocno!!!

    2016.02 pierwsze IVF, tylko punkcja
    2016.05 drugie IVF, samoistna owulacja przed punkcją
    2017.04 in vitro z kd, 2017.06 :(
    2018.05 in vitro z kd :(
    2018.10 naturalny cud :)