CZEKANIE NA :telefon:

Archiwum forum "Moja adopcyjna droga"

Moderatorzy: Moderatorzy grupa wdrożeniowa, Moderatorzy

Jak długoczekaliście na telefon (od dnia kwalifikacji lub zakończenia szkolenia - w zależności co było później)

do tygodnia
8
9%
do miesiąca
13
15%
do trzech miesięcy
21
24%
do pół roku
12
14%
do roku
16
18%
więcej
17
20%
 
Liczba głosów: 87

Awatar użytkownika
kasiavirag
Mateczka
Mateczka
Posty: 4121
Rejestracja: 24 lip 2002 00:00

CZEKANIE NA :telefon:

Post autor: kasiavirag »

Ostatnio coś niecierpliwość na bocianie wykwita. Mam propozycję: mamy, tatusiowie już szczęśliwie odnalezieni! jak sobie radziliście z czekaniem na :telefon: i jakie "zapełniacze" czasu polecacie????



to ja powiem, że wykupiłam bezterminowy karnet na basen i odmierzam czas na zgubione kilogramy :hihi: :hihi: :hihi:
proszę o propozycje!!!!!
Kasia, mama (z)mieszana, ale się porobiło...

Awatar użytkownika
Licia
Posty: 1095
Rejestracja: 17 wrz 2002 00:00

Post autor: Licia »

wakacje - koniecznie z parami, które nie mają dzieci, nie planują, wręcz wzdrygają się na samą myśl o takich zobowiązaniach. Doskonale robią wakacje pod żaglami!!!!
No i z innej beczki - zakupy, zakupy, przygotowywanie pokoiku dziecięcego, malowanie ścian, łóżeczka, układanie ubranek wg rozmiarów, kolorów etc etc - nigdy potem już na to czasu nei będzie;-)
Lidka, mama Stasia i Basi

Awatar użytkownika
Wioleta
Posty: 5485
Rejestracja: 24 sty 2003 01:00

Post autor: Wioleta »

Ja sobie założyłam, że TEN :telefon: zadzwoni za 12 miesięcy ale zadzwonił po niecałych 6, więc nie czekałam na telefon tylko na te 12 miesięcy - pokrętne ale trochę pomogło.
Chociaż :wink: urlop "zachomikowałam" i tym sposobem byłam z synkiem w domu prawie miesiąc dłużej :lol:
Szczęśliwa mama [url=http://szipszop.pl/tickers/2151.gif]JJ[/url] i [url=http://szipszop.pl/tickers/16861.gif]Kini[/url]

Awatar użytkownika
ksieciu
Posty: 1906
Rejestracja: 21 sty 2003 01:00

Post autor: ksieciu »

My czekalismy 7 tygodni od kwalifikacji ( 26.05 kwalifikacja a 7.07 telefon, 16.07 pierwsze spotkanie).
Wlasciwie to nic szczegolnego nie robilismy. Raz w tygodniu na zmiane dzwonilismy do Pani prowadzacej, w pracy staralam sie zakonczyc wszystkie rozpoczete zadania i poprzekazywac jak najwiecej wspolpracownikom (w planach mialam dluzszy urlop :lol: )
Odwiedzalismy znajomych, wiedzac ze minie jakis czas zanim sie wybierzemy znowu, a moja najwieksza grupa wsparcia był Bocian a scislej jedna bocianowiczka - Licia (dziekuje kochana :flowers: :cmok: :kiss: ) codzienne rozmowy z nia dodawaly mi sily i stawialy do pionu gdy zaczynalam watpic i sie zalamywac. To byly ciezkie poniedzialki :wink: zarowno dla mnie jak i dla niej :twisted:
Teraz juz tego nie pamietam, wlasciwie zapomnialam w dniu poznania mojego cudownego synka.
ZYCIE STALO SIE PIEKNIEJSZE :lov2:


Aga mama 'Małego Księcia' :)
[img]http://vik.strefa.pl/emoty/ico/calvin.gif[/img]Adas - 29.04.2003r.
[img]http://vik.strefa.pl/emoty/ico/atomowka1.gif[/img] Patrysia - 26.01.2006r.

Awatar użytkownika
Licia
Posty: 1095
Rejestracja: 17 wrz 2002 00:00

Post autor: Licia »

O kurczę, Aga, ale się zarumieniłam :!:

Fakt faktem, dwa miesiące później na GG to ja męczyłam Księciu straszliwie - SZCZEGÓLNIE w poniedziałki, ale to nie znaczy, że tylko wtedy...
Mam zresztą zapis tych rozmów w archiwum GG - fajna pamiątka... a oto, co napisałam kilkanaście minut przed TYM telefonem, 15 września:

"Ja (15-09-2003 13:02)
no i nie zadzwonili... buuu, to mogę zabierać się "spokojnie" do pracy... i poczekac do listopada..."

taaaa, to się nazywa kobieca intuicja :wink:
Lidka, mama Stasia i Basi

Awatar użytkownika
kala
Posty: 2263
Rejestracja: 15 kwie 2003 00:00

Post autor: kala »

Ja totalnie wariowałam. W lutym wiedziałam, że teraz jestesmy już brani pod uwagę- w tym czasie prałam ubranka, które dostałlam od siostry, w pracy starałam się być na bieżąco bo może lada chwila.... W maju dowiedzialam się, że w czerwcu będzie rozwiązanie. Czerwiec mijał, szefowej powiedziałam, że po wakacjach raczej już nie wróce. Kończył się lipiec- najgorszy miesiąc w oczekiwaniu bo siedziałam w domu i gapiłam się w telefon i nic. Miałam załamkę oj i to dużą. Wściekłam się i rozkręciłam łóżeczko i powiedziałam, że w poniedziałek jedziemy w góry. Jak wróciliśmy to okazało się, że mamy synka.
Czekanie było straszne właśnie od momentu gdy wiedzieliśmy, że teraz już my. No i te myśli czy jest już na świecie czy wszystko jest w porządku, czy jest zdrowy, czy ktoś go przytula.
No i teraz jest tak samo :? Chyba najgorsze są właśnie otatnie miesiące czekania, nie szkolenie, nie kwlifikacja ale czekanie i czekanie.
Marzenia się spełniają: Wojtek (2002) i Inga (2004)

Awatar użytkownika
joanna17
Posty: 2161
Rejestracja: 22 sty 2003 01:00

Post autor: joanna17 »

A ja dorzucę coś nieco z innej beczki - czego unikac czekając.
Przecieków! Ja miałąm informacje o "stanie dzieciowym" na naszym oddziale preadopcyjnym od tych forumowiczek, które wcześniej niż ja odnalazły tam swoje dzieci. I wychodziło mi to bokiem! Wiedziałam ilu jest chłopców i w jakim wieku. No i robiłam wyliczanki - kiedy minie 6 tyg., kiedy mogą zadzwonić...A odkąd byliśmy po kwalifikacji i padło z ust pani prowadzącej, ze to może być juz za chwilę, to wogóle...A te wyliczanki są dobijające. Po tym jak "potencjalny nasz synek" miał ze 7 tygodni zaczynałam dostawać obłędu - czemu nie zdwonią...jak już miał ze 3 miesiące, to zaczęło się: czemu tak długo? pewnie jest chory? na co? itd.
Koniec końców i tak się okazało, ze przecieki były nieco błędne, a w kazdym razie niepełne, bo według przeciekó mojego synka na oddziale nie było, a był :D

Dziś wiem, że lepiej nic nie wiedziec i oszczędzić sobie dodatkowych stresów.

A recepta na czekanie? He, he...ja też z tych co jak pamiętacie jęczały starsznie, a oprócz tego robiłam zakupy, pisałam pamiętnik dla mojego synka, czytałam i ślęczałam na Bocianie. No i miałaam szczęście w nieszczęściu - choróbsko bratanka męża i nazsego psa...bardzo czasochłonne przynajmniej, ale takiej opcji nikomu nie życzę.

I też dziś już nie pamiętam, że tak trudno było czekać i wiem, że musiałam tyle czekać, bo dopiero teraz mogę mieć najcudowniejszego synka na świecie.

:cmok: dla tych co jeszcze te cudowne chwile mają przed sobą.
Mama Martusi (zwanej Starą Kozą) i Mateusza (zwanego Dudkiem)

Awatar użytkownika
kala
Posty: 2263
Rejestracja: 15 kwie 2003 00:00

Post autor: kala »

To prawda, że przecieki doprowadzają nas potem do obłędu (jesli sie nie potwierdzą), ale też dodają nam nadzieji. No bo jakbym np. wczoraj usłyszała- przykro mi ale jeszcze nie bierzemuy państwa pod uwagę- to bym się naprawdę załamała. A tak wiem, że już o nas myślą jako rodzicach, zresztą nasza teczka leżała na biurku. Wiem też o chorym dziecku i daje mi to czas na myślenie co zrobimy gdy do nas zadzwonią i to będzie ona (zwłaszcz że zapytano mnie czy bysmy przyjeli to dziecko), oswajam sie z myślą że może będzie miała problemy zdrowotne.
Zresztą sami chcemy tych wiadomości i dlatego dzwonimy do OA z pytaniem: czy są dzieci czy możemy czegoś się spodziewać?
Ja teraz jestem nareszcie spokojniejsza.....
Marzenia się spełniają: Wojtek (2002) i Inga (2004)

Awatar użytkownika
siwaczka
Posty: 3285
Rejestracja: 14 lis 2002 01:00

Post autor: siwaczka »

My remontowalismy dom. Starą drewnianą chałupę stawialismy na nogi. Z perspektywy czasu, mogę napisać, że to ta stara drewniana chałupa, mnie stawiała na nogi. Codziennie nowe wyzwania. Drapanie tynków, zrywanie podłóg, zrzucanie dachu ... dzieło niszczenia. Tego mi trzeba było ... niszczyć, niszczyć, niszczyć. Wyładować złe emocje. A potem tworzyć. Budować ściany, malować ściany, wstawiać okna, myć okna, dach już nie był moim udziałem ... No i przetrwałam :wink: Dom stanął, dzieci już w nim biegają i chyba już mi się nic więcej nie chce ....
Nooo może kiedyś mi się zachce :P
... a ja tańczyć chcę ...

Dorunia
Posty: 9261
Rejestracja: 04 kwie 2002 00:00

Post autor: Dorunia »

My w końcowym etapie czekania trafilśmy na zabiegany czas, święta - nowy rok, sprzątałam jak szalona, wymyłam miejsca które normalnie mi do głowy nie przychodzą np. przesunałam lodówkę by umyć podłogę, prałam, sprzątałam jak bym się wściekła, nigdy nie miałam aż takich porządków na święta, potem gotowałam, piekłam (no i dobrze, bo narobiłam zapasów i mrożonek było sporo na zapas, jak się Adaś pojawił to mogłam się zająć dziećmi, a nie kuchnią)
Daniel, Adaś i Lena - pełnia szczęścia!

Awatar użytkownika
masza
Posty: 307
Rejestracja: 23 lut 2003 01:00

Post autor: masza »

KSIĘCIU ! Twój synek Adaś urodził się w tym samym dniu , w którym zamieszkały z nami nasze dzieci ! Więc 29-go kwietnia będzie święto i u was i u nas :D A jeśli chodzi o TEN TELEFON - w czwartek kwalifikacja a w piątek telefon! Ale niestety ! tak mnie nosiło , że nie było nas w domu, pojechaliśmy kupić meble do pokoju dziecinnego . Więc poraz drugi zadzwoniono do nas w poniedziałek :telefon: :piwo: Nie mogłam przeżałować tych trzech dni . Za to pokoik dzieci był już urządzony na tip top :lol: Kasiu ! Fajny temat , oczywiście dla tych , co wspominają - tak jak ja :cmok:
mama Kasi i Marcina

AGA
Członek Stowarzyszenia
Posty: 3190
Rejestracja: 20 lut 2002 01:00

Post autor: AGA »

My czekaliśmy niecały mc od kwalifikacji do TEGO Telefonu, więc czas nam się nie dłużył. Przed kwalifikacją przy końcu procedury wyjechaliśmy jeszcze na 2-tygodniowy urlop ze świadomością, że to ostatni taki leniwy urlop we dwoje i trzeba to jeszcze wykorzystać. Oprócz tego żyliśmy normalnie, tak jak do tej pory czyli na luzie, bez większych obowiązków, z jakimiś dodatkowymi zajęciami, rozrywkami, przyjemnościami - w końcu już niedługo miało się wszystko zmienić i choć to oczywiście na nasze ogromne życzenie, to jednak towarzyszył nam sentyment przy rozstawaniu się z dotychczasowym beztroskim stylem życia. "Czuliśmy", zwłaszcza mój mąż, że nie będziemy długo czekać po kwalifikacji, więc zaczęliśmy robić większe zakupy dla dziecka, ale tylko te większe - wszelkie ubranka, butelki, kosmetyki i całe mnóstwo innych bardzo potrzebnych/przyjemnych rzeczy zostawiliśmy na później, kiedy już poznamy nasze dziecko. I wtedy było mi na prawdę łatwiej kupować te niemowlęce cudeńka wiedząc, że są one dla naszej Małgoni a nie "hipotetycznego-naszego-dziecka".

Awatar użytkownika
Asior
Posty: 30
Rejestracja: 28 lut 2004 01:00

Post autor: Asior »

Od czasu naszej kwalifikacji minęło 10 msc.,a od zgłoszenia się do osrodka 16.Czekanie jest dla mnie czasami nie do zniesienia.Najgorsze ,że nie mogę się jakoś przygotować-myśle o kupowaniu ubranek i innych rzeczy.Nie wiem jakie będzie moje dzieciątko.Dzięki Bogu idzie wiosna i biorę się za budowanie domu...trzymam piecze ,załatwiam papiery ,robotników itp. Jednak cały czas trwam w jakiejś takiej próżni i to jest dla mnie najgorsze, a telefon ciągle nie dzwoni i z tego co wiem jeszcze trochę poczekam

Awatar użytkownika
Agna
Posty: 3014
Rejestracja: 21 lut 2002 01:00

Post autor: Agna »

Asior - co tam moje czekanie - prawie 1,5 miesiąca - do Twojego... chylę czoła... I chyba mnie to dzisiaj na nogi postawi :?
Mama Jasia :), Małgosi :), Szymka :) i Martusi :)
www.agna01.neostrada.pl
[url=http://www.zielona.poczekalnia.prv.pl][img]http://193.243.146.13/astley/bar.gif[/img][/url]

Awatar użytkownika
kasiavirag
Mateczka
Mateczka
Posty: 4121
Rejestracja: 24 lip 2002 00:00

Post autor: kasiavirag »

Agna, a może ten basen ... z nami...
sobota i niedziela tyż....

:D :) :o :) :D
Kasia, mama (z)mieszana, ale się porobiło...

Zablokowany

Wróć do „Archiwum - Moja adopcyjna droga”