ADOPCJA - ostatnia deska ratunku czy alternatywa

Archiwum forum "Adopcyjne dylematy"

Moderatorzy: Moderatorzy grupa wdrożeniowa, Moderatorzy

Zablokowany

Wybraliśmy adopcję bo:

wyczerpaliśmy już wszystkie metody leczenia
69
30%
nie chcieliśmy lub nie mogliśmy podjąć leczenia
76
33%
metody medyczne były niezgodne z wyznawaną przez nas religią
31
13%
mieliśmy już dziecko pochodzące z własnej ciąży
21
9%
inne ( proszę o propozycje)
35
15%
 
Liczba głosów: 232

Awatar użytkownika
Mietek
Posty: 337
Rejestracja: 22 kwie 2002 00:00

ADOPCJA - ostatnia deska ratunku czy alternatywa

Post autor: Mietek »

Spotkałem się na forum z wypowiedziami na temat adopcji w takim oto kontekście: jeżeli już nic mi nie pomoże (leczenie) to chyba zdecyduję się na adopcję.

Chciałbym, aby osoby, które wybrały adopcję opowiedziały krótko jak to było z dochodzeniem do adopcji w ich przypadku. Nie oceniajmy przy tym swoich wyborów, nie polemizujmy co jest lepsze, a co nam się nie podoba. Opowiedzmy swoją historię. Kierujmy swoje słowa do ludzi, którzy jeszcze nie wiedzą jak sobie poradzić ze swoim problemem, do tych, którzy się wachają, do tych którzy może za jakiś czas dopiero odkryją Bociana i to co zaraz tu napiszemy.

Moja historia:
Po kilku latach bezdzietnego małżeństwa zrobiliśmy badania, które wykluczyły możliwość posiadania potomstwa powstałego z naszych komórek. Kilka lat trwał szok. Nie podejmowaliśmy prób rozwiązania medycznego naszego problemu ponieważ wiązałoby się to z daleko idącą ingerencją medyczną. Nasze dziecko dziedziczyłoby geny tylko jednego z nas. Przeciwko medycynie zadecydowały względy etyczne, religijne i finansowe. Po kilku latach ( w sumie 11) zdecydowaliśmy się na adopcję. Nasza córka niedługo skończy rok. Jesteśmy szczęśliwi.
Ostatnio zmieniony 17 lut 2004 02:16 przez Mietek, łącznie zmieniany 2 razy.
Mietek - obrońca pryncypiów i przypalonych garnków

Awatar użytkownika
chica4
Posty: 2259
Rejestracja: 16 lis 2002 01:00

Post autor: chica4 »

Pol roku po naszym poznaniu mialam operacje, ktora zdecydowala o naszych dalszych losach. Juz wtedy wiedzielismy, ze adopcja bedzie jedynym rozwiazaniem, by nie ryzykowac zycia i zdrowia dziecka i mojego. Pierwszy moment-szok, potem stopniowe godzenie sie z sytuacja. Nie bylo zadnego leczenia, bo problemem nie jest nieplodnosc. Do oao poszlismy jeszcze przed slubem na wstepna rozmowe. Na kolejna udalismy sie dopiero po 6,5 r gdy dojrzelismy calkowicie pod kazdym wzgledem do tej decyzji. Na Ole czekalismy 11 miesiecy. Ola dzisiaj skonczyla 4 miesiace, jest z nami od 9 dnia swojego zycia. Jestesmy szczesliwi :D :D :D
Ostatnio zmieniony 16 lut 2004 23:31 przez chica4, łącznie zmieniany 1 raz.
Chica i Chic- szczęśliwi rodzice Oleńki:-) (ur. 16.10.03r, z nami od 24.10.03r.):-) http://foto.onet.pl/0,18279706,710070,user.html

Lena29
Posty: 1743
Rejestracja: 30 kwie 2003 00:00

Post autor: Lena29 »

Nigdy nie myślałam o adopcji jako alternatywie .
Poza laparoskpią i dwoma cyklami z Clo , leczenia z mojej strony nie było .
Decyzję podjelismy nagle bez wcześniejszych powaznych rozmów .
Rozmyslanie pewnie wyszłoby nam na gorsze znając nasze charaktery .

Jesteśmy w 6 miesiącu ciązy adopcyjnej i tacy szczęsliwi jak nigdy przedtem .

Awatar użytkownika
A-Aggga
Posty: 399
Rejestracja: 30 sty 2003 01:00

Post autor: A-Aggga »

My jeszcze zanim byliśmy małżeństwem marząc sobie o przyszłości mówiliśmy o dzieciach: miało byc najpierw biologiczne, a potem adoptowane. Dlatego gdy okazało się, że nie możemy mieć dzieci biologicznych adopcja była dla nas czymś naturalnym i oczywistym.
To nie znaczy, że nie było bólu. Był. I ból. I żal. I łzy. Było pytanie: "Dlaczego my?" Ale nie było pytania czy powinniśmy adoptować dziecko.
...
Dziś... czekamy. :D
Uśmiech [url=http://www.nasz-bocian.pl/modules.php?name=Forums&file=viewtopic&t=16650&postdays=0&postorder=asc&start=0]WIKTORII[/url] kryje w sobie tajemnice Szczęścia...:)

Awatar użytkownika
Moon
Posty: 644
Rejestracja: 10 sty 2003 01:00

Post autor: Moon »

U nas podobnie jak u chicki - nie jest to kwestia niepłodności.
Ponad rok temu przeszłam discectomię -operacje kręgosłupa, po której ciąża moze być zagrożeniem dla mojej sprawności.
Operacja nałożyła się na nasze plany o drugim dziecku (mam 3 letniego synka), więc trzeba było pomyśleć:
- zostajemy rodzicami jedynaka
-ryzykujemy moje zdrowie
- zostajemy rodzicami co najmniej dwójki, a może większej gromadki :)

No trzecie jest bezapelacyjnie najlepsze.

Decyzje podjęliśmy w sumie bez problemu, nie ma i nie było "rozrywania szat". Zresztą temat "adopcja" pojawiał sie w naszym domu już dużo wcześniej, nawet zanim bylismy rodzicami Pawła.

Z wizytą w ośrodku czekaliśmy na rezultaty moje rehabilitacji. Czy bede na tyle silna by wychować kolejne dziecko/dzieci. Ta motywacja w mojej naprawde ciężkiej pracy nad soba była niezwykle silna. Kiedy po miesiącu byłam na wizycie kontrolnej (m-cu rehabilitacji), to pół oddziału przyszło oglądać jak się "uruchomiłam". "Ależ pani jest zdeterminowana" - takie słowa słyszałam od lekarzy. Fakt -byłam i jestem :)

Podobnie jak u Mietka, dużą rolę w naszym zyciu odgrywa wiara i czuję, ze jest nam łatwiej przyjmować przeciwności losu. Nie pytaliśmy "dlaczego" tylko "po co?" i bardzo sie wsłuchiwaliśmy w "odpowiedź". Wierzę głeboko, ze ją otrzymaliśmy.

Od 9 grudnia jesteśmy w szcześliwej ciąży adopcyjnej (i inaczej jak w pierwszej, biologicznej, jesteśmy w niej równo - i ja i mąż -a to odświadczenie nie do przecenienia)

Na pewno nie jest to dla nas ostatnia deska ratunku. Alternatywa -chyba tak. Szczęśliwa alternatywa :)
Gośka-mama Pawełka (marzec 2001) i Karolinki (styczeń 2005)

Awatar użytkownika
Lesnikowska
Posty: 251
Rejestracja: 02 gru 2003 01:00

Post autor: Lesnikowska »

temat adopcji przewijał sie w moim życiu od małego, jeździłam na obozy z dziećmi z domów dziecka i już wtedy mówiłam mamie i tacie, że chcialabym kiedyś adoptować dziecko.
Jak poznałam mojego męża, temat ten wracał, ale bardzo sporadycznie i ogólnie, nigdy nie rozwijaliśmy tego tematu. Planowaliśmy swoje, biologiczne. Po 3 latach małżeństawa okazało się , że nie możemy mieć biologicznych dzieci, i nie jest to kwestia czasu , czy rozwoju medycyny. W pierwszej chwili był szok, ale wiedziałam tak naprawde co będzie dalej.
Potrzebowaliśmy tylko czasu, żeby zgłosic się do ośrodka, ( nie mieliśmy 5 lat stażu małżeńskiego). Poszliśmy trochę wcześniej i zostaliśmy przyjęci.
Nic nie dzieję się bez przyczyny, te obozy, spotkania z tymi dziećmi itp. Myślę, że Pan Bóg przygotowywał mnie, potem i mojego męża do podjęcia tej decyzji od bardzo dawna, musiała ona tylko w nas dojrzeć.

Jesteśmy bardzo szczęśli , że podjeliśmy ją zgodnie i jesteśmy z tego bardzo dumni i szczęśliwi.
Jestem a odopcyjnej ciąży od 6 maja 2003 raku. 23 lutego mamy kwalifikacje , a potem tylko czekamy na spotkanie z naszym słoneczkiem.

Magda

Awatar użytkownika
nataku
Posty: 3123
Rejestracja: 01 kwie 2003 00:00

Post autor: nataku »

U nas było inaczej.
Wzięliśmy ślub i było ok.
Poszlismy do lekarza, z pytaniem czy wszysko jest ok. Lekarz zaczął karmić mnie tabletkami, później miałam hsg, jedno powikłanie po lekach, 2 laparoskopie, sterydy przez 5 miesięcy.
Po dwóch latach okazało się, że ja byłam leczona, a problem był po stronie męża. Mąż miał operację.
Później było ICSI - powikłane z hiperstymulacją, przekłuwaniem otrzewnej, spuszczaniem płynów i spadkiem białka.
Po 1,5 roku następne ICSI CRIO - powikłane z ciążą pozamaciczną i kolejną operacją.
Nie mamy siły na dalsze leczenie.

Do adopcji "dojrzeliśmy", a zrozumienie że nadeszła odpowiednia chwila przyszło po spotkaniu z rodzicami adopcyjnymi w Serwantce. Pomyśleliśmy jeszcze 2 miesiące, przegadaliśmy sprawę i poszliśmy do AOAO.

Mietku obie drogi do adopcji są dobre, jeżeli decyzja jest dojrzała :D :D :D .
Mama Kubusia i Kacperka - zdecydowanie fajnych chłopaków łobuziaków

Awatar użytkownika
Mietek
Posty: 337
Rejestracja: 22 kwie 2002 00:00

Post autor: Mietek »

Dziękuję za podjęcie tematu.
Jeszcze raz proszę nie oceniajmy siebie na wzajem i nie recenzujmy swoich wypowiedzi na tym wątku. Opowiedzmy tylko swoją historię.
Kazdy ma prawo powiedzieć co było w jego przypadku, nawet te osoby, które jeszcze nie podjęły ostatecznej decyzji o adopcji, a chciałyby również podzielić się z nami swoimi przeżyciami.
Mietek - obrońca pryncypiów i przypalonych garnków

Awatar użytkownika
zuzola
Posty: 3237
Rejestracja: 06 gru 2003 01:00

Post autor: zuzola »

Bardzo fajny temat! Na Bociana trafiłam, będąc już szczęśliwą mamą. Zuza ma już 17 miesiąc, z nami jest od czerwca.Czytając wątek "Adopcja" trochę żałowałam, że nie znałam go wcześniej- tyle dobrych rad i w ogóle... Może bym się tak Madźki nie bała... :D
Czytam również wątki dotyczące leczenia. Serdecznie życzę wszystkim dziewczynom spełnienia ich marzeń. Nie chcę uogólniac ani nikogo urazić- moje odczucia są tylko moimi, każdy może mieć inne zdanie- zastanawiam się tylko, czy to nie jest samonapędzający się mechanizm- kolejne próby, niepowodzenie, inni juz przez to przeszli, mnie moze tez nastepnym razem się uda... Ja mam za soba trzy nieudane ciąże, poronienia w I trymestrze, przyczyna nie zdiagnozowana. Każdą stratę bardzo przeżyłam. Z poczucia obowiązku(?) chciałam próbować nadal. Wtedy mój Mąż spytał, po co to robimy? Przecież jeśli chcemy mieć dziecko, a Ono nie chce się pojawić TAK, to może spróbujmy INACZEJ? Dla mnie moje doświadczenia stanowiły chyba szczyt - nie znałam wtedy Bociana i nie wiedziałam, ze to co przeżyłam jest chlebem powszednim dla innych. Znając siebie, czytając niektóre posty uznałabym się za tchórza, który rozczula sie nad sobą. Pewnie leczyłabym się nadal...Cieszę się, że nie podejmowałam kolejnych prób. Adopcja była najmądrzejszą decyzją w Naszym życiu. Bardzo dziwi mnie fakt, że podobno co piata para nie mogąca w sposób biologiczny posiadać dzieci decyduje się na adopcję... A co z pozostałymi?!! 8O Szanuję każdą decyzję, niektórych po prostu po ludzku nie rozumiem... Zuzia jest najcudowniejszym darem, o jakim mogłam marzyć. Moje małżeństwo jest inne, lepsze :) Swiat weselszy, a Bóg bliższy. Nie komplikujmy tego, co jest proste.
Kasia

Awatar użytkownika
Madźka
Posty: 6235
Rejestracja: 25 paź 2002 00:00

Post autor: Madźka »

Kasiu, Piotrku :cmok:

Awatar użytkownika
kasiavirag
Mateczka
Mateczka
Posty: 4121
Rejestracja: 24 lip 2002 00:00

Post autor: kasiavirag »

Powiem wprost: gdybym mogła urodzić kolejne dziecko pewnie nie pomyślałabym o adopcji. Inaczej niż mój mąż.

Kiedy zdecydowaliśmy się na drugie dziecko (mały miał 2 lata) "przez skórę " czułam, że nie będzie tak różówo jak poprzednim, bezproblemowym razem.

Leczenia trwało w sumie 2 lata. Nieudane ICSI, leczenie mnie i męża. Szczęśliwie obdarzono nas po równo przyczynami niepłodności. I to wewnętrzne rozdarcie moralne. Od lekarza biegłam do kościoła itd.
I tylko co jakiś czas pojawia ło się obok pytania "dlaczego my?" inne, myślę, że o wiele sensowniejsze "po co?", w jakim celu?.
Dzisiaj z rozbawieniem myślę o swojej "głuchocie" i "ślepocie", bo przecież w tej chwili wiadomo po co? Osierocone dziecko potrzebuje na bardziej niż my jego. A nam zaplanowano inną drogę do wielodzietnego rodzicielstwa.
Mówiąc szczerze, rok temu myślałam o adopcji jako o ostatnim "wyjściu" jakie nam pozostało. W tej chwili sądzę, że to droga do bogatszego życia i nowych, równie dobrych doświadczeń. i nie jest to już ostatecznośc ale całkiem sensowana alternatywa.

i jeszcze jedno, nagle okazało się, że wokół nas jest sporo rodzin adopcyjnych! do tej pory tego nie zauważaliśmy.
Kasia, mama (z)mieszana, ale się porobiło...

Awatar użytkownika
ksieciu
Posty: 1906
Rejestracja: 21 sty 2003 01:00

Post autor: ksieciu »

Ciesze sie Mietku, ze wywolales taki temat :wink:

U Nas tez decyzja o adopcji byla w pelni naturalna. Jeszcze zanim sie pobralismy i zaczelismy myslec o powiekszeniu rodziny mowilismy o adopcji (chyba cos czulismy przez skore :? ) Potem studia i wreszcie stabilizacja nastala, wiec postanowilismy nadac naszemu zyciu inny lepszy wymiar :wink:
Ale po 1,5 roku staran okazalo sie, ze bez wiekszej walki sie nie obejdzie. Leczylismy sie obydwoje. Byly lzy, niesmak, zlosc az w koncu bezradnosc i wyczerpanie. Kazda kolejna bitwa konczyla sie porazka. Ale brnelismy w nia z miesiaca na miesiac majac coraz mniej sil... :( I tak minelo 5 lat.
Wszystkie naturane metody i wspomaganie hormonalne wykorzystalismy.
Podjelismy wiec decyzje o adopcji. Ale zanim zglosilismy sie do osrodka postanowilismy jeszcze wykorzystac metode inseminacji (choc juz ona nie byla do konca zgodna z naszymi przekonaniami). Ale i ta proba zakonczyla sie porazka :evil: Nigdy nie zaszlam w ciaze. To byl koniec naszej walki z natura. Powiedzielismy stop :!:
Do in-vitro w ogole nie podchodzilismy. To byla ta nasza wyznaczona granica staran.
Po tygodniu od nieudanej inseminacji zglosilismy sie do osrodka.
To byl 12 marzec. Zaczynala sie powoli wiosna :P
Od tego momentu stalismy sie innymi ludzmi. Nabralismy nadziei i jakos tak swiat wydawal nam sie lepszy, ladniejszy - wydaje mi sie ze ta pierwsza wizyta dodala nam skrzydel, zaczelismy patrzec na swiat przez rozowe okulary. Stalismy sie optymistami, zadna przeszkoda nie byla w stanie nas zatrzymac z obranej juz drogi.
Ostatniego kwietnia bylismy juz po wszystkich spotkaniach. Narysowalismy drzewa, zlozylismy brakujace dokumenty i czekalismy. W maju w 'Dniu Matki' dostalismy kwalifikacje :P
Potem zostalo juz tylko czekanie na Nasz skarb.
Po 7 tygodniach zadzwonil telefon :telefon: i zostalismy rodzicami najwspanialszego synka pod sloncem.

Z perspektywy czasu wiem, ze ta Nasza decyzja byla chyba najlepsza decyzja, jaka moglismy podjac. Te lata leczenia i czekania przygotowaly Nas na rodzicielstwo i wyzwolily ogromne poklady milosci do Nasze dziecka. Teraz dziwie sie osoba, ktore walcza ale szanuje ich decyzje, bo adopcja jest trudna decyzja i nie kazdego na nia stac.

Pozdrawiamy - rodzinka Ksieciow :cmok:
[img]http://vik.strefa.pl/emoty/ico/calvin.gif[/img]Adas - 29.04.2003r.
[img]http://vik.strefa.pl/emoty/ico/atomowka1.gif[/img] Patrysia - 26.01.2006r.

Awatar użytkownika
Caren
Posty: 104
Rejestracja: 20 mar 2003 01:00

Post autor: Caren »

A u nas było jeszcze inaczej :)
Jestem teraz w drugim związku, wspólnie z moim wspaniałym mężem od 5 lat wychowujemy mojego syna Julka (ma 12 lat). Małżeństwem jesteśmy od 2,5 lat ale już od początku wiedzielismy, że coś jest nie tak. Rok leczenia w klinice nie przyniósł rezultatów, ze względu na moją niecierpliwość (latka lecą :wink: ) zupełnie spontanicznie podjęliśmy decyzję o adopcji. Dla mnie było to naturalne bo wychowywała mnie nie ta mama, która mnie urodziła!
I, choć mam już 33 lata to kocham Ją najbardziej w świecie.

A że nasze losy tak bardzo podobnie się układają? Hm, coś w tym jest.

Tak więc reasumując: My, małżeństwo ze stażem 2,5 rocznym i synem 12 letnim oczekujemy od stycznia b.r. na dwoje małych dzieci, które już zajęły nasze serca!

Awatar użytkownika
joanna17
Posty: 2161
Rejestracja: 22 sty 2003 01:00

Post autor: joanna17 »

Jezszcze kiedy planowaliśmy Marcelkę (naszą biologiczną, 5-letnią córę), rozmawialiśmy o adopcji, bo ja myślałam od zawsze, że chciałabym dać miłość komuś, komu jej brak. Ale najpierw "nasze" dziecko. Udało się. Za pierwszym podejściem. Urodziłam cudowną córkę, a poniewaz przy tej okazji komuś zabrakło wyobraźni czy Bóg jeden wie czego jeszcze, więcej dzieci nie urodzę. Oczywiście, że leżąc na stole operacyjnym dwa tygodnie po porodzie przeżywałam dramat, że już nigdy...I mój mąż usiłujący dodać mi otuchy: co sie martwisz, jak nam się zacznie nudzić, to sobie adoptujemy (a Marcelka już zdążyła objawić na ile będzie absorbująca). Przeżyłam, zajęliśmy się wychowywaniem wyjątkowo absorbującego dziecka i poza kilkoma teoretycznymi rozmowami (może kiedyś...), temat adopcji się nie pojawił.
Marta rosła, a ja zaczęłam tęsknić za jeszcze jednym dzieckiem. Ale wtedy ta adopcja, kiedyś tak naturalna, była dla mnie za trudna Niejedną noc przepłakakałam z żalu za dzieckiem, którego nie mogę mieć.
Musiało minąć sporo czasu odkąd zapragnęłam dziecka (prawie 2 lata), żebym poczuła się gotowa do adopcji. Pozostała kwestia uczuć mojego męża, który był gotowy to dla mnie zrobić (bo sam był usatysfakcjonowany jednym dzieckiem), ale ja wiedziałam, że dopóki on nie zapragnie tego dla siebie i dla tego dziecka - nie ma o czym mówić. I stało się. Od 12.06.2003 czekamy na nasze drugie dziecko. I jestem nieprawdopodobnie szczęśliwa z tego powodu.

Awatar użytkownika
kala
Posty: 2263
Rejestracja: 15 kwie 2003 00:00

Post autor: kala »

Pół roku przed ślubem w dzień wyjazdu na wakacje mój miły odebrał wyniki - był płacz, żal, złość cały nasz wyjazd przepłakaliśmy oboje i wtedy ja powiedziałam a może tak ma być może mamy adoptować jakieś maleństwo, to była myśl która bardzo nam zapadła w sercu szczególnie mojemu mężowi. Podjeliśmy leczenie- lekarz nie był fachowcem to i nadzieji nie mieliśmy. 1,5 roku po ślubie coś przebąknełam, że można by pójść pogadać do OA jak to wygląda. Jednak jak mieliśmy pójść to bardzo się bałam i w rezultacie mąż mnie tam zaciągnął. W katolockim OA zdziwili się, że już chcemy adoptować dziecko, że jeszcze nie mieli tak młodej pary ( ja 23 mąż 22) ale przyjeli nas chętnie. Ogarnęła nas dziwna euforia i radość. Jednak czuliśmy presję, że nie zrobiliśmy wszystkiego by mieć swoje dziecko, szczególnie ja słuchałam tego od koleżanki w pracy. Dostaliśmy adres innego lekarza i pojechaliśmy padło ICS- my że nie , no to lekarz zaproponował inseminację nasieniem dawcy- :?: Zastanawialiśmy się. mój mąż mnie namawiał, chciał żebym mogła być w ciąży i urodzić dziecko z moimi genami. Podjeliśmy decyzję, wszystko było super, ale się nie udało, wtedy powiedziałam, że nie chcę tego już nigdy przechodzić.
Po roku od pierwszej wizyty w OA pojawił się nasz synek, nasze największe szczęście. Teraz czekamy na następne.
Marzenia się spełniają: Wojtek (2002) i Inga (2004)

Zablokowany

Wróć do „Archiwum - Adopcyjne dylematy”