Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Miejsce do wymiany doświadczeń dorosłych osób, które w dzieciństwie adoptowano.

Moderator: Moderatorzy dorośli adoptowani

Awatar użytkownika
bloo
Członek Stowarzyszenia
Posty: 10355
Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: bloo »

Mam taką refleksję poboczną, ze jest to jeden z najciekawszych i najbardziej wchodzących "w głąb" wątków na Bocianie. Bardzo się cieszę, że jest :)

A w temacie: między adopcją prenatalną i społeczną jest oczywiście wiele różnic i wiele podobieństw, można pisać o nich długo, ale gdzieś tam finalnie dojdzie się do prostej konkluzji, że ostatecznie to podmiot sytuacji (dziecko i rodzic) zawsze decyduje, co wyciągnie z tego doświadczenia pozytywnego, a co negatywnego.
I choć sama werbalizacja złości jest ważna i - dla mnie przynajmniej- głos Rafaello jest właśnie dlatego cenny, to pojawia się też pytanie "no dobrze, i co dalej?".
Tak, matka biologiczna oddała cię do adopcji, a rodzice adopcyjni przysposobili, ale co dalej, 30letnia kobieto?
Tak, dawca oddał nasienie, rodzice podeszli do inseminacji z nasieniem dawcy, ale co dalej, 30letni mężczyzno?
Co z tym planujesz zrobić? Jak sobie to poukładasz? Po jakie narzędzia sięgniesz?
Bo ok, wszyscy rozumiemy, że godzenie się z sytuacją zakłada przejście przez parę etapów i etap buntu oraz gniewu jest naturalny, nie ma sensu tego oceniać, to są zrozumiałe emocje. Ale dalej są jeszcze etapy godzenia się i spokoju, wiążące się z osobistym przepracowaniem danej sytuacji dla siebie samego, które złość blokuje. I wtedy rykoszetem obrywa nie matka, nie ojciec, nie rodzice biologiczni, społeczni ani dawcy, ale samo dziecko, dorosłe czy nie.

I jeszcze o prawach dziecka.
Długo uważałam, że w każdym rodzaju rodziny na miejscu pierwszym musi być rozpatrywane prawo dziecka, bo to ono jest najbardziej bezbronnym członkiem procesu. Oczywiście nadal ma to stanowisko wiele racji i nie neguję go, ale dość niedawno pewien profesor etyki zajmujący się kwestiami rozrodu wspomaganego medycznie, a szczególnie dawstwem, zadał mi inne pytanie: czy nie uważam, że priorytetowe powinno być dobro rodziny? Bo jeśli rodzina jest poukładana i szczęsliwa, to korzystają na tym zarówno rodzice jak i dzieci. I wtedy niczyj interes nie jest przedkładany nad interes pozostałych, po prostu rodzina jest systemem i dobro jest systemowe.

W każdej rodzinie, również tej super płodnej, decyzja o poczęciu zapada poza wolą dziecka. Bach, jest ciąża. Mogła powstać podczas pijackiej imprezy, podczas nieprzemyślanego seksu, podczas gwałtu małżeńskiego i każda z tych sytuacji jest trudna.
Ale jeśli rodzice decydują się ciążę donosić to otwierają nowy etap i wartością staje się życie oraz rodzina, a nie okoliczności poczęcia, bo ileż, na Boga, można dyskutować o tym, czy wolałabym się począć podczas nocy poślubnej, szampana i kawioru, zamiast na tylnym siedzeniu fiata 126p albo w wyniku "łagodzenia" małżeńskiej kłótni? I dlaczego ma to wpływać na moją samoocenę? Choć jeden racjonalny argument?
W tym sensie ludzie niepłodni, czy to korzystający z dawstwa czy rodzice adopcyjni, robią dokładnie to samo, co inni ludzie mający dzieci: decydują o tym, że będą mieć dziecko.
Ocenianie kobiety podchodzącej do in vitro z komórką dawczyni albo mężczyzny, który wraz z żoną podchodzi do inseminacji nasienia dawcy, jest tym samym, co ocenianie kobiety, która zachodzi w ciążę z Iksińskim w sanatorium, a mogłaby z Igrekowskim, który wykłada na uniwersytecie.
No mogłaby, ale żadna sytuacja nie jest idealna i każdej można zarzucić egoizm lub niesprostanie oczekiwaniom dorosłego dziecka, które w momencie poczęcia jest komórką i plemnikiem, sorry, nie ma mocy decyzyjnej i taka jest sytuacja paru miliardów ludzi na świecie, nikt tu nie jest wyjątkiem.

Wszyscy jesteśmy napędzani egoizmem ewolucyjnym, sorry Batory.

Awatar użytkownika
Gość

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Gość »

bloo pisze:I choć sama werbalizacja złości jest ważna i - dla mnie przynajmniej- głos Rafaello jest właśnie dlatego cenny, to pojawia się też pytanie "no dobrze, i co dalej?".
dokładnie w sumie dlatego zdecydowałam się tu napisać, bo dla mnie osobiście ten głos był bardzo ważny. Szkoda tyko, że autor widzi wszystko na czarno a nie widzi jak jego sytuacja, jego walka i to, że zdecydował się to wszystko opisać, niosą za sobą coś dobrego.

A co do egoizmu owszem egoizm napędzany ewolucją no mogę się zgodzić ale nie uważam aby słowa rodzicielstwo i egoizm można było wrzucać do jednego wora.

Awatar użytkownika
bloo
Członek Stowarzyszenia
Posty: 10355
Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: bloo »

moim zdaniem można wrzucać do jednego wora z zastrzeżeniem, że jest to jedna z tysiąca prawd o rodzicielstwie, równoważna innym. Nakręcanie się akurat na tę prawdę i pomijanie innych prawd (bo miłość, bo altruizm, bo poświęcenie, bo radość, bo chęć dzielenia się, bo chęć współodczuwania, bo...) jest takim samym zafałszowywaniem obrazu co mówienie "rodzicielstwo to ofiara".
Rodzicielstwo ma wiele imion, wiele twarzy, osobiście średnio raz w tygodniu mam ochotę wysłać swoje dzieci rakietą w kosmos, codziennie jestem za nie wdzięczna, parę razy dziennie się na nie wkurzam, parę razy dziennie się z nimi śmieję i tak dalej, i tak dalej.
W ogóle jest to wielką sztuką, aby widzieć świat syntetycznie i analitycznie w tym samym czasie :)

Awatar użytkownika
Rysieczka
Posty: 982
Rejestracja: 03 kwie 2010 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Rysieczka »

omilka pisze:
Eire pisze:
omilka pisze:Ale czy to nie jest tak egoizm rodziców przeciw egoizmowi dziecka?
też się nad tym zastanawiałam ale posiadanie dziecka nie jest egoizmem czy nazwałabyś tak swoje macierzyństwo?
Może i jest, rozmyślałam o uczuciach dziecka w każdym momencie adopcji. Ale ona już była na świecie, więc mój egoizm wychodził naprzeciw jej potrzebie "bycia zaopiekowaną".

Obawiam się, że podążając tym torem rozumowania niebawem dojdziemy do dziwacznego wniosku, że każde powołanie na świat dziecka wynika z egoizmu. :roll: No chyba, że rozumujemy w kategorii: adopcja: altruizm i poświęcenie, biologiczne rodzicielstwo: egoizm, spełnianie zachcianek :roll: .



A przecież każde dziecko rodzi się z potrzebą 'bycia zaopiekowanym'. I naprzeciwko tej potrzebie wychodzi potrzeba 'zaopiekowania się' ze strony rodzica. I fajnie jest, gdy te potrzeby się wzajemnie uzupełniają. Niezależnie od tego, jak powstała dana rodzina.

Nie widzę tu rozumowania egoistycznego żadnej ze stron, ale raczej taką atawistyczną współzależność, dzięki której nasz gatunek przetrwał na tej planecie.


Rodzicielstwo z dawstwa, podobnie jak adopcyjne, jest obciążone pewnym dodatkowym ciężarem inności (a może wartością dodaną - zależnie, jak to postrzegamy) chociaż to może niezbyt precyzyjne określenie - bywa, że staje się ono coraz bardziej uważne, świadome.

Dodam tylko, że głos rafaello89, jako syna poczętego dzięki AID jest głosem ważnym, ale nie jedynym, jaki słyszałam.
Podobnie jak Eire, dostrzegam w nim przestrogę dla naszej rodziny, ale nie oczywisty scenariusz na przyszłość.

Uważam, że niezależnie od formy rodzicielstwa, jaką wybierzemy, lub jaką wybierze dla nas los :wink: , nie mamy gwarancji że wychowamy nasze dziecko na szczęśliwego człowieka.
Ostatnio zmieniony 03 wrz 2012 11:42 przez Rysieczka, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Gość

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Gość »

bloo pisze: Nakręcanie się akurat na tę prawdę i pomijanie innych prawd (bo miłość, bo altruizm, bo poświęcenie, bo radość, bo chęć dzielenia się, bo chęć współodczuwania, bo...) jest takim samym zafałszowywaniem obrazu co mówienie "rodzicielstwo to ofiara".
nie do końca się zgadzam bo chodziło o to czy chęć posiadania dziecka z dawstwa jest egoizmem moim zdaniem nie jest tak samo jak nie jest w momencie gdy dziecko jest poczęte w sypialni i nie chodzi mi to o poświęcenie i altruizm chodzi mi o to, że dzieci nie ma się dla siebie ale po to aby je wychować, przekazać im system swoich wartości i puścić w świat. Dla mnie taka jest idea rodzicielstwa ale pewnie brak dzieci może spowodować opinie, że nic o tym nie wiem.
Rysieczka pisze:Uważam, że niezależnie od formy rodzicielstwa, jaką wybierzemy, lub jaką wybierze dla nas los :wink: , nie mamy gwarancji że wychowamy nasze dziecko na szczęśliwego człowieka.
dokładnie o to mi chodzi!

Awatar użytkownika
bloo
Członek Stowarzyszenia
Posty: 10355
Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: bloo »

Rysieczka pisze:

Obawiam się, że podążając tym torem rozumowania niebawem dojdziemy do dziwacznego wniosku, że każde powołanie na świat dziecka wynika z egoizmu. :roll: No chyba, że rozumujemy w kategorii: adopcja: altruizm i poświęcenie, biologiczne rodzicielstwo: egoizm, spełnianie zachcianek :roll: .
to nie jest dziwaczny wniosek. "Egoizm ewolucyjny" jest terminem antropologicznym, on nie jest nacechowany ani pozytywnie ani negatywnie. To, że dla części ludzi słowo "egoizm" kojarzy się z czymś złym wynika z potocznego rozumienia tego słowa w jego najbardziej popularnym użyciu ("spełnianie zachcianek), ale tak w ogóle jest to również pojęcie z dziedziny ewolucji, antropologii czy psychologii ewolucyjnej, i w nim nie ma niczego piętnującego, jest stwierdzenie faktu: nasze działania, jako gatunku ludzkiego, są nakierowane na przetrwanie i zabezpieczenie interesów tego gatunku. To żaden powód do wstydu, tak jesteśmy ukształtowani i dzięki temu trwamy.
Adopcja społeczna, adopcja prenatalna, rodzicielstwo biologiczne- to wszystko są działania mieszczące się w pojęciu "egoizmu ewolucyjnego".
Rodzic biologiczny przekazuje geny, rodzic społeczny przekazuje memy. Każdy z nich zaspokaja swoją potrzebę przekazania milości, zapewnienia opieki, czucia się potrzebnym. Każdy coś zyskuje, nie mówiąc o tym, że zyskuje dziecko.
Altruizm również jest rodzajem egoizmu, szerzej piszą o tym ewolucjoniści kulturowi wskazując, dlaczego strategie altruistyczne opłacają się różnym gatunkom, w tym gatunkowi ludzkiemu.

To, co staram się przekazać to to, aby wyzwolić się z presji etykiet w takich dyskusjach. Zamiast upierać się, że nie jesteśmy egoistami zdrowiej (i poprawniej) jest powiedzieć "tak, jesteśmy egoistami, no i? Ktoś z ludzi nie jest egoistą?".
W tym nurcie mieści się np. zarzucanie ludziom niepłodnym, że mają czelność podchodzić do ivf czy iui zamiast podejść do adopcji społecznej. Ja nie wiem, jaka jest ewolucyjna różnica między człowiekiem płodzącym swoje dziecko bez pomocy medycyny i tym, który płodzi je z pomocą medycyny- obaj realizują wszak cel "spłodzenie dziecka". Nic ich nie różni, obaj są dokładnie tak samo egoistyczni ewolucyjnie. Zawsze tu warto zadać pytanie kontrujące "a ty, moja płodna koleżanko? ile dzieci zaadoptowałaś?".
Rodzic spoleczny natomiast nie "poświeca się" ani "nie składa ofiary", a również realizuje egoizm ewolucyjny- przecież przysposabia dziecko, przekazuje mu swoje memy, swoje wartości, swoje wychowanie, czyni je swoim przedłużeniem gatunkowym i nie ma tu znaczenia, ze DNA dziecka jest inne.

Tak więc uważam, ze warto się przyjrzeć różnym etykietom i raczej je odbrązawiać zamiast się ich bać czy traktować je jako piętnujące.

Awatar użytkownika
Gość

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Gość »

omilka pisze:Gdzieś tam wykasowano słowa egoizm pisane w odniesieniu do Rafaello. Ale czy to nie jest tak egoizm rodziców przeciw egoizmowi dziecka? Przecież rodzice nie bardzo mysleli o uczuciach tego dziecka - dorosłego realizując swoje marzenia.

Co do adoptowanych, ich życie też nie jest takie słodkie, pomijając fakt, że mają prawo dowiedzieć się kim byli ich rodzice. Np.nikt adoptowany nie ma prawa niczego się dowiedzieć o swoim adoptowanym rodzeństwie. W dodatku zanim ktoś ich pokochał, najpierw ich ktoś odrzucił.
Omilko, to jest właśnie wpisane w "naturę" adopcji, by być zaadoptowanym, najpierw, jakaś matka i jakiś ojciec, którzy to dziecko "spłodzili, uznali, że nie chcą, nie potrafią, nie mogą tego dziecka wychować. Podejmują się tego inni rodzice ( adopcyjni). Czy taka sama jest natura adopcji prenatalnej? To już byłoby pytanie do bloo. W zasadzie pytanie do wszystkich... bo każdy może mieć na ten temat swoje przemyślenia.

-- 04 wrz 2012 22:03 --
bloo pisze:Adopcja społeczna, adopcja prenatalna, rodzicielstwo biologiczne- to wszystko są działania mieszczące się w pojęciu "egoizmu ewolucyjnego.Rodzic biologiczny przekazuje geny, rodzic społeczny przekazuje memy. Każdy z nich zaspokaja swoją potrzebę przekazania milości, zapewnienia opieki, czucia się potrzebnym. Każdy coś zyskuje, nie mówiąc o tym, że zyskuje dziecko.
mogłabyś przybliżyć, co oznacza termin "memy". Może wtedy jakoś resztę twojego postu zrozumiem. Dzięki.

Awatar użytkownika
bloo
Członek Stowarzyszenia
Posty: 10355
Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: bloo »

memy są uważane za podstawowe jednostki transmisji kulturowej tak jak geny są najmniejszymi jednostkami transmisji genetycznej.
Obrazowo mówiąc: jeśli rodzę dziecko to przekazuję mu swoje geny (ma np. kolor moich oczu). Jeśli je wychowuję przekazuję mu również swoje memy: swoje wartości, wzorce, tradycję rodzinną i tak dalej.

Awatar użytkownika
Gość

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Gość »

bloo pisze:memy są uważane za podstawowe jednostki transmisji kulturowej tak jak geny są najmniejszymi jednostkami transmisji genetycznej.
Obrazowo mówiąc: jeśli rodzę dziecko to przekazuję mu swoje geny (ma np. kolor moich oczu). Jeśli je wychowuję przekazuję mu również swoje memy: swoje wartości, wzorce, tradycję rodzinną i tak dalej.
dzięki, intrygujące. Poszukam dalej, bo widzę, że warto.
to mi się łaczy z czymś już znanym. Zobaczymy, co z tej "syntezy" wyjdzie :lol:
bo ja w samą transmisję kulturową nie bardzo wierze........ przypomnę sobie teorię i moje "przebiegi myślowe" na ten temat. Jak mi się ponownie w głowie poukłada, to napiszę.

Awatar użytkownika
bloo
Członek Stowarzyszenia
Posty: 10355
Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: bloo »

teorię memetyczną stworzył Dawkins wiele lat temu, obecnie jest to już mainstream, bardzo ciekawie ją uzasadnia, polecam.

Awatar użytkownika
Gość

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Gość »

poczytam, a tobie dziś już polecam koncepcję rozwoju linearnego versus cyrkularnego.
A moja cudna Ewcia (słowiańska jak chyba żadna Ewa przed nią) w wieku lat dziesięciu i nie pamiętam od ilu w domu dziecka) kiedyś, prz naszej rytualnej wieczornej herbatce miała takie przebiegi myślowe:
"Wie Pani, bo moja mama była z domu dziecka...." ojej, i mój tata też był w domu dziecka"..... "i ja też jestem w domu dziecka"....chwila ciszy...."czy to znaczy, że.........?".
Przerwałam jej bolesny tok odkrywania dziedziczenia kulturowego słowami; "Nie serduszko, to nie znaczy, że jak dorośniesz i kiedyś urodzisz dziecko, to oddasz je do domu dziecka". To znaczy, jedynie, że będzie ci dużo trudniej je wychować, ale ty jesteś bardzo dzielna i ja wieżę, że sobie z tym poradzisz, tak, jak radziłaś sobie ze wszystkim do tej pory. Bo w przeciwieństwie do twojej mamy, Ty umiesz postawić na swoim. Jesteś od niej INNA".
Bloo, żadna moja "domodzieckowa" córka nie oddała swojego dziecka do domu dziecka (ani dobrowolnie, ani nikt jej siłą tego dziecka tam nie odprowadził", a różnie w ich życiu bywało.
To takie przemyślenia a propos dziedziczenia kulturowego.
Po coś w życiu człowieka jest kryzys tożsamości i poddanie rewizji tego, co z domu wyniusł.

-- 05 wrz 2012 00:00 --

Erik Hamburger Erikson też ją ciekawie uzasadnia
jego książki są już prawie wszystkie dostępne po polsku.
Media rodzina je wydała (oprócz tych mniej ważnych)

-- 05 wrz 2012 00:01 --

I to by się miało bardzo do tematu tego wątku

Awatar użytkownika
bloo
Członek Stowarzyszenia
Posty: 10355
Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: bloo »

ann5 pisze: Bloo, żadna moja "domodzieckowa" córka nie oddała swojego dziecka do domu dziecka (ani dobrowolnie, ani nikt jej siłą tego dziecka tam nie odprowadził", a różnie w ich życiu bywało.
To takie przemyślenia a propos dziedziczenia kulturowego.
rozumiem, ale to ma się nijak do memów i memetyki. Wspomniałam o memach w kontekście "egoizmu ewolucyjnego" aby pokazać, że nie istnieje coś takiego jak rodzicielstwo czysto altruistyczne i takie rzeczy to tylko w Erze, albo w łzawych opowiastkach z Życia na Gorąco, gdzie lansuje się perełki typu "adoptowali, bo się poświęcili". Taki był kontekst.
Każdy z nas ma interes w byciu rodzicem i to jest całkowicie w porządku, tutaj obowiązuje system naczyń połączonych: np. daję miłość, dostaję miłość. Czuję się potrzebna, realizuję się jako rodzic i tak dalej.
Poza tym dziedzictwo kulturowe to nie tylko dom rodzinny, ale też szkoła, otoczenie, media i to wszystko, co składa się na naszą wspólną współczesność, doświadczenia pokoleniowe itp.

Tak więc oddzielanie grubą kreską różnych rodzajów rodzicielstwa i koncentrowanie się na tym, czy jest biologiczne, czy społeczne, czy z własną komórką czy z cudzą, jest zubażaniem obrazu- tak uważam. Ten obraz jest o wiele szerszy oraz głębszy.

Awatar użytkownika
Gość

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Gość »

Bloo, to doczytam, bo chyba intuicyjnie się z tobą zgadzam. No bobra jestem dzisiaj leniwa doczytam jutro, a dzisiaj sie podzieliłam moimi wyobrażeniami, że się domyslam, o co chodzi.
Czasami nie chce mi się być ambitną -:(.
Przyznaję się do własnych słabości.
Ale generalnie rzecz biorąc, zgadzam się z Tobą, że wątek pobudza do myślenia (nawet tak barzo zmęczonych jak ja dzisiaj )

-- 05 wrz 2012 00:25 --



-- 05 wrz 2012 00:51 --

http://pl.shvoong.com/books/1912668-ric ... -gen-memy/
samolubny gen, to to miałoby być?

-- 05 wrz 2012 01:05 --

bloo, odwołujesz się do koncepcji z 1976 roku, o której dawno temu zapomniałam?
A propo' na wątku założonym przez rafaello to brzmi jak sarkazam, przepraszam za szczerość.

Awatar użytkownika
Rysieczka
Posty: 982
Rejestracja: 03 kwie 2010 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Rysieczka »

Ciekawa dyskusja :)
bloo pisze:Wspomniałam o memach w kontekście "egoizmu ewolucyjnego" aby pokazać, że nie istnieje coś takiego jak rodzicielstwo czysto altruistyczne i takie rzeczy to tylko w Erze, albo w łzawych opowiastkach z Życia na Gorąco, gdzie lansuje się perełki typu "adoptowali, bo się poświęcili".
Ale z drugiej strony: skąd biorą się w naszym kręgu kulturowym takie wszechpotężne archetypy jak postać Matki Polki?
Powiązanie rodzicielstwa, macierzyństwa z misją, poświęceniem, zatraceniem siebie?
To jest mocno wdrukowane w nasze postrzeganie świata. Przekazywane z pokolenia na pokolenie, obraz matki Polki straszy nas i obezwładnia już w lekturach szkolnych. A w brukowcach znajdujemy kolejne, jakoś tam upgradowane odsłony tegoż archetypu. Nawet z gazetek typu "Twój Maluszek" gdzieś ten archetyp wyziera.

Chcąc nie chcąc wszystko wartościujemy, każdy po swojemu. Dodatkowo, wartościujemy w cieniu kulturowych archetypów.

A rodzicielstwo to dziedzina poddawana szczególnie mocnym ocenom, wartościowaniu, budząca emocje.
Silne emocje plus chęć do wartościowania?
Plus poczucie, że jest się samemu ciągle poddawanym ocenie, wartościowanym?

Trudno do tego podejść analitycznie i obiektywnie. Naprawdę trudno. Ale próbujmy :mrgreen: Taki dystans czasem pomaga w lajfie :mrgreen:
Ostatnio zmieniony 05 wrz 2012 09:19 przez Rysieczka, łącznie zmieniany 1 raz.

MadlenaGemini
Posty: 758
Rejestracja: 29 kwie 2009 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: MadlenaGemini »

rafaello ja nie twierdze ze to ze nie wiesz kim byl dawca nie moze przeszkadzac, ale ja ten problem widze inaczej - wg mnei szukasz "producenta" plemnika ktory dawno pewnie o sprawie zapomnial, tracisz na to czas, zdrowie zycie poswiecasz relacje z matka. po co ci to czlowieku? miales wielkie szczescie jakkolwiek o tym myslisz teraz, ze miales rodzine, rodzicow od samego poczatku az do teraz kiedy juz jestes dorosly. troche mnie ponioslo bo niedawno maz mojej kolezanki zmarl na raka, ot powiesz historia jakich wiele. pewnie tak, to co chce ci powiedziec przy tej oakzji to to ze oni maja dwie coreczki. jedna jest starsza pamieta ojca, druga malutka zobaczy go wylacznie na zdjeciach. wybacz ale ona tego ojca nigdy miala nie bedzie i mysle ze ona jest w gorszej sytuacji. ty ojca miales nawet jesli "tylko" Cie wychowywal i kochal. docen to chlopie bo Twoje zycie nie jest takie zle. dopoki sam go nie schrzanisz.

wg mne rodzice majac dziecko z nasienia dawcy czy tez z komorki dawczyni, albo adoptowanego zarodka nie mysla tymi kategoriami, kochaja swoje dziecko bezwarunkowo. dlatego pewnie ci nie powiedzieli, dla nich stracilo to znaczenie w momencie podjecia decyzji, kochali Cie i juz, a to ze w rodzinie jak piszesz trafial sie ktos zlosliwy? nie twierdze ze to nie byl blad ze nie wiedziales powinienes byl wiedziec od samego poczatku i powinni nauczyc cie z tym zyc i inaczej do tego podejsc. to zaden wstyd. mysle ze sytuacja ich przerosla, nie mieli zlych intencji.
czerwiec 2011 IVF-ICSI (Invimed)
12.02.2012 Synek
"Nienarodzone dzieci nie odchodza. One tylko zmieniaja datę swojego przyjścia!"

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dorośli adoptowani”