Czy adopcja rozwiązuje problemy?

Archiwum forum "Adopcyjne dylematy"

Moderatorzy: Moderatorzy grupa wdrożeniowa, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Aska
Posty: 1853
Rejestracja: 24 mar 2002 01:00

Post autor: Aska »

Myślę, że każdemu na czym innym zależy w życiu i każdemu czego innego żal: jednym ciąży, drugim karmienia piersią, innym genów, jeszcze innym utraconego czasu zanim poznali dziecko.
I myślę, że nie ma w tym nic złego. Zawsze się do czegoś tęskni, byle nie za bardzo :wink:
Ja się z tym wszystkim zmagałam dojrzewając do adopcji. Trwało to bardzo długo, bo jakieś dwa lata ale dzięki temu łatwiej mi było potem pójść na kolejne kompromisy, jak np. ten, by dziecko było starsze (tatuś chciał jak najszybciej zacząć grać z synkiem w piłkę :wink: )
Potem bez wahania wkroczyłam z Adasiem w świat matek i wcale nie czułam się "inną matką". No może czasami przemknęła mi myśl co sobie o mnie myślą sąsiedzi, jak słyszą mój wrzask ale ponieważ oni też nie wychowują bezstresowo dziecka, to mi przeszło :wink: Do dzisiaj zmagam się tylko z jednym ale widzę, że stopniowo ten problem-nieproblem zanika: gdy mówię "mój synku", to nachodzi mnie myśl o jego biologicznej mamie i czy mam prawo tak o nim mówić. Z drugiej strony, gdy przytulam i całuję Adasia, to też czasem o niej pomyślę, że nie może tego robić a być może tęskni za tym. To są takie moje adopcyjne dylematy.
A jeśli chodzi o rodzinę to u nas jest cukierkowo ale to pewnie dlatego, że Adaś jest jedynym dzieckiem. Tak więc jest rozpieszczany do granic... niemożliwości :wink:

Awatar użytkownika
janek
Posty: 24
Rejestracja: 16 gru 2002 01:00

Post autor: janek »

Przyznam się że moim problemem było to że nie karmiłam piersia zwłaszcza że moja córcia często przytulała się do piersi. Ale dla tych wszystkich mam które są w "ciąży" przypomnę, że mozna ten problem rozwiązac farmakologicznie. Dowiedziałam się o tym Tu na Bocianie( szkoda ,że po fakcie)

Poza tym, wyobrazam sobie wielkie oczy sasiadek, gdyby któras latem zobaczyła jak karmię. Mam znajomą mamę adopcyjną ,której zasugerowano, że nie ma jednak instynktu maciezyńskiego, bo nie karmi piersia. żałosne....

Awatar użytkownika
slonko
Posty: 39
Rejestracja: 27 mar 2003 01:00

Post autor: slonko »

Ja także zdecydowałam sie na adopcję. Myślałam ze dylematy tesknoty za nat. ciążą mnie nie dotyczą. Bliska koleżanka zostanie jednak mama i na tę wiadomość serdecznie obojga przyszłych rodziców obcałowałam, lecz gdy przyszłam do domu wszystko mi nie pasowało:niby bałagan, niby mąż coś nie tak, czepiałam sie wszystkiego i wszystkich.Dopiero mąz uświado mił mi:acha wiesz o Anecie....ja tesknię za tym ze nie przeżył tego wszystkiego co daje ciąża, nie kupował mi testów (choć mażyłam sobie aby kiedyś to on 1 zobaczył wynik), nie mógł chwalić sie że "zasiał", teraz nie szaleje z planami przygotowania pokoju, a rozmowy o naszym życiu za kilka miesięcy(trwający proces adopcji) go nie zajmują tak jak bym chciała. Może to to, że nasza ciąza jest bez objawowa?.
Zawdzięczam mu wiele, bo to, że jesteśmy wciąz razem, że dotarliśmy do tego etapu, że zawsze i wszystko razem...lecz czy będziemy spełnieni? Tak wiele chciałabym mu dać. Chciałabym aby to on wziął 1 raz dziecko na ręce, aby kiedyś powiedziało tata póżniej mama... tak bardzo zasługuje na to czego nat. nie mogę mu dać.

Dorunia
Posty: 9261
Rejestracja: 04 kwie 2002 00:00

Post autor: Dorunia »

Moja ciąża - tydzien w domu, tydzień w szpitalu, badania po między, nie dotykaj brzuszka bo wzbudzisz skurcze, ręce precz od dziecka, tatuś nie mógł słuchać dzidziusia, tona leków po niektórych fiksowałam (źle dobrali, lekarz prowadzący mało nie podusił), zagrożenie porodu od dnia zapłodnienia (jak to lekarz żartował w szpitalu, pani organizm traktuje ciąże jak intruza) ciągłe instrukcje - spać tak, jeść, pić to, sierpień 6 miesiąc ciąży upał, nie wolno chodzić po schodach siedzieć w domu, poród w 36 tygodniu ciąży - ogólnie uznany za cud - że zostało dziecko poczęte i donoszone. Potem 3 lata leczenie z diagnozą "pierwszy cud nie powtarzalny, koniec kropka", czy czułam rozczarowanie, czy było mi źle, chyba byłam gotowa na to wcześniej 5 lat podjeliśmy już decyzję o adopcji, diagnoza byłą zamknięciem pewnego etapu, otwarceim nowej drogi, chyba nawet poczuliśmy ulgę, że wreszcie koniec - badań, nadziej na dwie kreski, ciągłe go życia w oczekiwaniu na.... Dziś wszystko wydaje się mglistym wspomnienie, ale jak sięgam głębiej to zostało jedno, czułąm się jak opakowanie do dziecka, które nie może miec uczuć, potrzeb i woli. Jestem szczęśliwa że mam syna, ale wiem że każda droga do macierzyństwa ma swoje blaski i cienie, wiem że jedyne co dla mnie jest ważne to dawać miłość, słyszeć mama, czuć ciepło na swym policzku buziaka dziacka, patrzeć jak rosną. Jedengo czego mi ząl to czasu który nam został zabrany, czasu gdy mogłam już dawać ciepło i miłość, czasu gdy mogłąm chronić i bronić mojego synka przed swiatem, ale to nic, nadrabiamy. Jak pojawi się kolejne maleństwo w naszym domu też będziemy nadrabiać stracony czas.
Daniel, Adaś i Lena - pełnia szczęścia!

Awatar użytkownika
Agna
Posty: 3014
Rejestracja: 21 lut 2002 01:00

Post autor: Agna »

Mnie też żal tego czasu, kiedy byliśmy z szymkiem oddzielnie. Teraz byliśmy na kilku zajęciach szkoły rodzenia i słyszeliśmy np. o "obumieraniu niektórych połączeń nerwowych jeśli się dziecko przez pierwszych kilka miesięcy nie nosi i niewiele przytula" albo o okresie okołoporodowym w aspekcie dziecka - o tym jak się rozwija, jak ważny to okres...

Oczywiście naokoło nas siedziały niemal same pierworódki, więc oczywiście wykład był dla nich, na przyszłość, świetny, ale ja w którymś momencie nie wytrzymałam, popłakałam się i wyszłam na chwilę (pod jakimś pretekstem kataru, czy siusiu ;)).

Bo nas wtedy z Szymkiem nie było. I tego już nie zmienimy. Oczywiście potem dostał wszystkiego ze zdwojoną dawką, no i wiem, że tak miało być, tak było najlepiej, jak mogło być, ale żal, taka niespełniona tęsknota mi pozostała. Właśnie nie za ciążą, ale za tymi 160 dniami, które spędziliśmy osobno. :(
Mama Jasia :), Małgosi :), Szymka :) i Martusi :)
www.agna01.neostrada.pl
Obrazek

Awatar użytkownika
Vred
Posty: 206
Rejestracja: 03 maja 2004 00:00

Post autor: Vred »

Żal było wielu rzeczy i spraw. I dzieci. Przede wszystkim dzieci.
Było? Jest! Tylko przybladło. Blednie z każdym dniem, ale to jak z asymptotą - nigdy nie osiągnie zera.

Blednie zwłaszcza kiedy Ł. podbiega do mnie, uderza łapkami o nogę, tuli się i zanosząc się od smiechu turla twarzą po moim udzie.

Kiedy M., z wyżyn starszobraterskiego doświadczenia, patrzy z pobłażaniem na Ł. i woła: - Tata! - Słucham Cię, M.! - Ej, ej, tata, ej, ej!
To znaczy wszystko. A najbardziej, że jesteśmy.

Najmniej blednie - prawda, Agna - żal za 6. miesiącami bez Ł. i 2. latami bez M.
I - znowu prawda, Agna - potrafi jescze zdrowo zaboleć. Zdrowo.
Vred & Synowie

Awatar użytkownika
hanula
Posty: 3037
Rejestracja: 14 lip 2004 00:00

Post autor: hanula »

Masz racje Vred na koniec zal przede wszystkim dzieci.

Jak sobie pomysle, ze 6 lat temu wlasnie 1 listopada wieczorem odeszly mi wody... Gupia cieszylam sie, ze pewno juz nie zdazymy i jednak moje dziecko nie bedzie mialo tak glupiej daty urodzenia. Ale przeciez ono powinno przyjsc na swiat dopiero za miesiac... potem byl 2 listopada, pozniej 3... Szymon urodzil sie dopiero 6!!! Boze jak ja sie balam o niego, o mnie... Jak zalowalam tysiaca rzeczy... I ten bol... Najdluzsze noce mojego zycia...

Mysle, ze tak naprawde to nie chce byc w ciazy. Zbyt wiele mam teraz do stracenia.
Ale bedzie mi zal, bardzo zal tych kilku lat. Pierwszego usmiechu, pierwszego zeba, pierwszego slowa. Tych kilku lat przytulan...

Zycie napisze jednak dalszy ciag i w tym trzeba mu wlasnie pomoc. Zamknac zal do wielkiej skrzyni, wyniesc na strych i zajac sie dzieckiem. Intensywnie, by nie bylo juz czasu otwierac wieka! Moze czasami przez przypadek... Ale wlasciwie po co?

Lepiej udawac konia na dywanie i z dzielnym rycerzem na grzbiecie gonic Wawelskiego Smoka.

Pozdrawiam Wszystkich

Awatar użytkownika
Vred
Posty: 206
Rejestracja: 03 maja 2004 00:00

Post autor: Vred »

Rany, jak Ty masz rację.
Tylko że teraz jeszcze nie wiem, czy to żal za wielki, czy skrzynia za mała.
Czy strych za wysoko.
Do wszystkiego trzeba dojrzeć. Chyba jestem na dobrej drodze. Ale potrzebuję trochę czasu, trochę zimniej wody i cztery szybkie w pysk.
A teraz... cóż, faktycznie, dywan - to jest to.
Z końskim pozdrowieniem :) -
Vred & Synowie

Awatar użytkownika
joania
Posty: 286
Rejestracja: 20 lut 2003 01:00

Post autor: joania »

Wiecie, dla mnie odpowiedż jest prosta, przemyślałąm to sobie:

moim problemem byłą w większym stopniu bezdzietność, niż niepłodność, więc
adopcja rozwiązała problem. Po prostu.

I tego wszystkim życzę.

Co do niepłodnośći; już sama nie wiem .... teraz tak trzeźwo to widzę:
że to nie taki wielki probelm.. (o rany, na wątku o leczeniu by mni zabili, choć przez to przeszłam z derpresją włącznie :wink: )

W każdym razie moim problem jest teraz brak czasu oraz podanie syropu, żeby go mała nie wypluła itd. Co będzie dalej, czas pokaże.

Awatar użytkownika
Jewka
Posty: 2084
Rejestracja: 12 maja 2003 00:00

Post autor: Jewka »

Joania! Jak bardzo chciałabym mieć już Twoje problemy! :wink:
Szczególnie ten dotyczący syropu. Bo na brak czasu cierpię notorycznie.
Przynajmniej coś pozostanie takie samo, gdy zostanę mamą. 8O :wink:

Awatar użytkownika
Gość

Post autor: Gość »

Emily pisze: To chyba wynika - przynajmniej w moim pryzpadku - z checi posiadania kontroli nad tym, co dzieje sie ze mna i moimi bliskimi... Do furii doprowadza mnie mysl o tych wszystkich matkach, ktore tak malo dbaja o dzieci, ktore nosza w sobie.... Jeszcze gorzej czuje sie, kiedy mysle, ze biologiczna matka dziecka, ktore kiedys moze stanie sie moim, bedzie pila, palila, zle sie odzywiala, narazala "moje" dziecko na wiele jeszcze innych niekorzystnych czynnikow... Dopiero po dluzszej chwili, kiedy odetchne, uspokoje sie, probuje sie pogodzic z faktem, ze nie mam nad wszystkim kontroli... Moj maz smieje sie ze mnie, ze najchetniej otoczylabym matke naszego przyszlego dziecka scisla opieka i zorganizowala pobranie podczas porodu krwi pepowinowej, zeby Malenstwo mialo ta specyfincza "polise ubezpieczeniowa"... Ma racje, ze sie smieje - a ja musze sobie jakos radzic z uczuciem bezradnosci.

O Boziu, to jednak nie jest takie nienormalen!!! A ja już myślałam, że tylko ja mam takie schizy!! :roll:
Dzięki Emily!!

Awatar użytkownika
ewax
Posty: 14
Rejestracja: 13 cze 2005 00:00

Post autor: ewax »

hej my jeszcze nie adoptowaliśmy, ale jak tylko będzie to możliwe to zdecydujemy się. Wierzę, że Bóg chce mi dać dziecko w ten sposób. Dla tej właśnie małej istotki my mamy być mamą i tatą a ono ma być naszym ukochanym dzieckiem. Myślę, że po adopcji cierpienie, które jest w tej chwili gdy widzę kobietę w ciązy, albo matulkie, urocze dziecko minie. Na pewno zaraz po adobcji potrzeba czasu zanim oswoimy się z tą nową sytuacją, ale gdy jest to jedyna szansa na bycie mamą to trzeba z niej skorzystać. Pozdrawiam :D

Awatar użytkownika
Gość

Post autor: Gość »

A tak a propos cierpienia z powodu bezpłodności (bo to bez- a niepłodność w moim przypadku) mój ból z tego powodu był tak wielki, ze poprosiłam księdza, ktory udzielał nam ślubu aby zmieniona została treść przysiegi małżeńskiej w miejscu w którym mowa o potomstwie i ślubowaliśmy sobie słowa zamiast "potomstwo" "dzieci, którymi Bóg nas obdarzy". Niby niewiele, ale jak słyszałam slowo "potomstwo" łzy lały mi się strumieniami. Do tego stopnia, że przy protokole w USC jak padło pyatnie o nazwisko "ptomstwa" to zaniemówiłam (a to mi się rzadko zdarza :wink: ) Efekt jest taki, że nazwisko będzie tylko męża, a nie jak chciałam nasze oba :?
Następna rzecz nie do przejścia to bratanek męża - ma ponad 2 lata, a ja go nawet nie widziałam! Nawet na chrzest nie pojechałam, bo nie byłam w stanie, a jak się przypadkiem stało tak, ze był u teściów jak przyjechałam na Wielkanoc, to... uciekłam :oops: Mam nadzieję, że jak rozpoczniemy procedurę, będzie lepiej. A jak przytulę mojego maluszka, to w ogóle nie będę pamiętać o tamtych chwilach i tamtym bólu. A z tego co widze po postach, to są na to ooogrooomne szanse :D

Awatar użytkownika
haniaaa
Posty: 860
Rejestracja: 02 cze 2003 00:00

Post autor: haniaaa »

Jeszcze nie wiem, czy adopcja rozwiazuje problemy, ale wiem, że poznanie Oli i jej pokochanie przewróciło mój świat do góry nogami. Przewróciło i przewartościowało. Chcę być Jej mamą. I tylko Jej. I nasza rodzina ma się składać z naszej trójki, już nawet nie myślę o staraniach. Ona jest moją córką nawet bardziej niż były moimi dziećmi kropeczki, które traciłam. A problemy z niepłodnością? Jakie problemy? Teraz martwię się tylko o Nią. I wiecie, nawet był taki moment, że odczułam ulgę, że coś mnie tam w środku, w jajniku pobolewa, a ja mogę na to machnąć ręką, bo przecież jajnik mi już do niczego niepotrzebny. 8)
Najszczęśliwsza mama Olusi (IV 2005 r.) i Zuzi (X 2006 r.)

Awatar użytkownika
malinna
Posty: 40
Rejestracja: 14 gru 2004 01:00

Post autor: malinna »

Hej, hej

Sama też dobrze wiem jak trudno pogodzić się z myślą, że nie będzie się biologiczną mamą, muszę przyznać, że u mnie potęguje to wszystko jeszcze fakt, że ja mogę mieć bioloiczne dzieciątko, ale wspólnie z moim mężykiem nie możemy :(
Jest taka myśl we mnie, że ja mogłabym czuć dziecko pod sercem i świadomie z tego rezygnuję dlatego, że kocham mojego męża i widać taka jest nam droga pisana - i te wszystkie uczucia jak się wymieszają we mnie to powodują taką plątaninę, myśli, strachów, radości, rozpaczy i sama jeszcze nie wiem czego...

Wmawiam sobie, że kobieta w ciąży mnie nie wzrusza, ale wiem, że sama siebie oszukuję. Kilka dni temu koleżanka z działu powiedziała mi że rozpoczynają z mężem starania o dziecko jak tylko wrócą z urlopu i powiedziała mi "więć nie zdziw się jak w przyszłym miesiącu będę w ciąży" (same wiemy jak to jest z tym zachodzeniem) - oby im się udało, ale sądzę, że trochę delikatności nie zawadzi w rozmowie z osobą, która nie ma takiej możliwości...

Do czego zmierzam, nie wiem jak zniosę jej ewentualną ciążę przez tyle miesięcy biurko w biurko :?: jak o tym pomyślę jakaś straszna gula rośnie mi w gardle...

Boże, ale jestem okropna :cry: :cry: :cry:

Zablokowany

Wróć do „Archiwum - Adopcyjne dylematy”