Adoptowałem i jest mi źle

radości i sukcesy ale również problemy, z którymi rodziny adopcyjne mogą się spotkać już po adopcji

Moderator: Moderatorzy po adopcji

ODPOWIEDZ
Pockahontas
Posty: 2895
Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13

Re: Adoptowałem i jest mi źle

Post autor: Pockahontas »

Wysłałam pv.

Awatar użytkownika
Gość

Re: Adoptowałem i jest mi źle

Post autor: Gość »

Może w tej sprawie zapytaj naszego eksperta?

Awatar użytkownika
Szymon84
Posty: 5
Rejestracja: 18 mar 2017 22:05

Re: Adoptowałem i jest mi źle

Post autor: Szymon84 »

magda21 pisze:Szkolenia to teoria, z resztą bardzo, bardzo przydatna . Natomiast nie przygotuje na wszelkie ewentualności . Poza tym każdy rodzic adopcyjny przechodzi długi cykl szkoleń i testów .
Otóż to. Tylko i aż teoria.

Na szkoleniu można rozwiać wiele wątpliwości, sporo się dowiedzieć.
Ale nie wszystko jesteśmy w stanie omówić. Niektóre przypadki/sytuacje są nie do przewidzenia przez co po pewnym czasie mogą pojawić się problemy i wątpliwości.

Droga do adopcji powinna być odpowiednio długa. Myślę, że nawet dłuższa niż teraz, bo czasem te kilka godzin szkoleń więcej potrafi odpowiedzieć na inne, równie istotne pytania.

Awatar użytkownika
Go30
Moderator Członek Stowarzyszenia Mateczka
Posty: 4108
Rejestracja: 21 sie 2009 00:00

Re: Adoptowałem i jest mi źle

Post autor: Go30 »

Zostały już ostatnie dni na rozliczenie PIT-ów. Pamiętajcie o Naszym Bocianie przy przekazywaniu 1% =ooo*
Dla ułatwienia mamy dla Was program do rozliczania :arrow: 1% DLA BOCIANA
09.2013 serduszkowa córeczka
01.2017 zaczynamy po raz drugi

Talusia
Posty: 4
Rejestracja: 09 lis 2018 12:38

Re: Adoptowałem i jest mi źle

Post autor: Talusia »

Gość pisze: Nata, bądźmy sprawiedliwe, ani Ty ani ja, ani wiele z obecnych tu dziewczyn nie zna i nie pozna macierzyństwa biologicznego, więc nie możemy porównać... Ja sobie myślę, że mamy ado tak bardzo chcą żeby ich macierzyństwo było PRAWDZIWE, że same w sobie budują takie przekonanie, że jest to "identyczne". Nie wierzę w to. Z powodów, o których pisałam nie raz - gdyby było to to samo, a nawet porównywalne, to nie byłoby tylu klinik leczenia niepłodności, ludzie nie wydawaliby fortun żeby mieć dzieci biolo, niepłodność nie byłaby w zasadzie problemem, bo ludzie po prostu decydowaliby się na adopcję... A jednak adopcja jest najczęściej wynikiem braku możliwości urodzenia dziecka... Czyli jednak NIE JEST tym samym. Dziecko ado może być kochane nad życie. Ale ile z nas tutaj na Bocianie nie wolałoby mieć dziecka biolo? Nie, nie wierzę, że dziecko biologiczne i adoptowane kocha się tak samo. Nawet dzieci biologiczne, jeśli ma się więcej niż jedno, to każde kocha się inaczej! Dodatkowo dziecko 4-letnie nie jest małym rozkosznym szkrabem, ale potrafi nieźle dać w kość :?

Nie wypowiem się na temat autora wątku. Nie wiem co i dlaczego... Ale wydaje mi się, że często ludzie, którzy adoptują, stawiają sobie bardzo wysokie wymagania, mają bardzo wygórowane oczekiwania w stosunku do swoich uczuć, poglądów. I nie sprostanie tym oczekiwaniom powoduje ogromną frustrację. Rodzic biologiczny nie musi spełniać ŻADNYCH wymogów poza płodnością, która od niego nie zależy, nie jest jego zasługą. Rodzić adopcyjny musi udowodnić, że zasługuje na dziecko. Musi być lepiej przygotowany, bardziej tolerancyjny, bardziej otwarty, bardziej rozumiejący, itd. I czasami chyba ta maszyna się przegrzewa :(

Więc uważam, że tak, że rodzice adopcyjni powinni dać sobie prawo do bycia niedoskonałymi, a co za tym idzie do kochania "nie-swoich" dzieci w sposób niedoskonały. I na spokojnie podjeść, czasem zadaniowo. Nie można kochać na zawołanie, nie można się zmusić do miłości. A niestety, nie każde dziecko można kochać :(

filipkarol, pozdrawiam ciepło i życzę spokojnego rozwiązania problemu. Nie poddawaj się, ale nie wymagaj od siebie zbyt wiele. Powodzenia, trzymam kciuki.
Gość pisze:Nata, bądźmy sprawiedliwe, ani Ty ani ja, ani wiele z obecnych tu dziewczyn nie zna i nie pozna macierzyństwa biologicznego, więc nie możemy porównać... Ja sobie myślę, że mamy ado tak bardzo chcą żeby ich macierzyństwo było PRAWDZIWE, że same w sobie budują takie przekonanie, że jest to "identyczne". Nie wierzę w to. Z powodów, o których pisałam nie raz - gdyby było to to samo, a nawet porównywalne, to nie byłoby tylu klinik leczenia niepłodności, ludzie nie wydawaliby fortun żeby mieć dzieci biolo, niepłodność nie byłaby w zasadzie problemem, bo ludzie po prostu decydowaliby się na adopcję... A jednak adopcja jest najczęściej wynikiem braku możliwości urodzenia dziecka... Czyli jednak NIE JEST tym samym. Dziecko ado może być kochane nad życie. Ale ile z nas tutaj na Bocianie nie wolałoby mieć dziecka biolo? Nie, nie wierzę, że dziecko biologiczne i adoptowane kocha się tak samo. Nawet dzieci biologiczne, jeśli ma się więcej niż jedno, to każde kocha się inaczej! Dodatkowo dziecko 4-letnie nie jest małym rozkosznym szkrabem, ale potrafi nieźle dać w kość :?

Nie wypowiem się na temat autora wątku. Nie wiem co i dlaczego... Ale wydaje mi się, że często ludzie, którzy adoptują, stawiają sobie bardzo wysokie wymagania, mają bardzo wygórowane oczekiwania w stosunku do swoich uczuć, poglądów. I nie sprostanie tym oczekiwaniom powoduje ogromną frustrację. Rodzic biologiczny nie musi spełniać ŻADNYCH wymogów poza płodnością, która od niego nie zależy, nie jest jego zasługą. Rodzić adopcyjny musi udowodnić, że zasługuje na dziecko. Musi być lepiej przygotowany, bardziej tolerancyjny, bardziej otwarty, bardziej rozumiejący, itd. I czasami chyba ta maszyna się przegrzewa :(

Więc uważam, że tak, że rodzice adopcyjni powinni dać sobie prawo do bycia niedoskonałymi, a co za tym idzie do kochania "nie-swoich" dzieci w sposób niedoskonały. I na spokojnie podjeść, czasem zadaniowo. Nie można kochać na zawołanie, nie można się zmusić do miłości. A niestety, nie każde dziecko można kochać :(

filipkarol, pozdrawiam ciepło i życzę spokojnego rozwiązania problemu. Nie poddawaj się, ale nie wymagaj od siebie zbyt wiele. Powodzenia, trzymam kciuki.
Mam dwójkę dzieci biologicznych i jedno adoptowane. Każde kocham inaczej, każde tak samo mocno. Szczęściem młodego jest to, że wiem jak kocha się biologiczne i wiem, że kocham go tak samo mocno. Bałam się, że nie będę się budzić w nocy jak zapłacze, że nie będę miała odruchów matczynych - nic się nie sprawdziło.
Oczywiście czasem dopadają mnie wątpliwości, że może za dużo wzięłam na siebie, że starsze są odstawione na boczny tor (czasami) bo młody jest tak angażujący. Co to będzie jak będzie duży??
Dużo lęków, ale miłość jest taka sama.
Pozdrawiam serdecznie

ODPOWIEDZ

Wróć do „Po adopcji”