Dorosłe adoptowane dziecko

Miejsce do wymiany doświadczeń dorosłych osób, które w dzieciństwie adoptowano.

Moderator: Moderatorzy dorośli adoptowani

Basia_bu
Posty: 3
Rejestracja: 12 paź 2016 12:22

Dorosłe adoptowane dziecko

Post autor: Basia_bu »

Dzień dobry. Od dłuzszego czasu śledzę to Forum, w końcu postanowiłam zabrać głos, ponieważ bagaż doświadczeń staje się z dnia na dzień coraz cięższy. Kilkanaście lat temu związałam się z mężczyzna, który ma adoptowaną córkę. Dziewczynkę adoptował z byłą żoną, kiedy mała miała niecałe 2 latka. Kiedy ja poznałam mojego obecnego partnera, był juz po rodzwodzie, a córka miała 18 lat i usamodzielniała się. Prawdę mówiac nie zdawałam sobie wtedy sprawy z rangli problemów, jakie moga wiązać się z życiem z adoptowaną osobą. Wobec wielu z nich coraz częściej i ja, i mój partner pozostajemy bezradni. Oboje się spalamy, z tym, że ja się buntuję i staram się dystansować od problemów, jakie ściąga na nas Ola, a mój partner popada w depresję, ponieważ bardzo kocha córkę. Nie wiem, czy to jest domena wszystkich adoptowanych dzieci, czy Ola jest specyficzna, ale możemy być niemal pewni, że o ile istnieja trzy wyjscia z jakiejś sytuacji (dobre, średnie i złe), to Ola wykreuje czwarte, niespodziewane, najgorsze. Dziewczyna ma obecnie 30 lat i wciąż prowadzi zycie zbuntowanej nastolatki. Swoje pierwsze dziecko... sprzedała poznanemu przez Internet mężczyźnie (!!) - o czym dowiedzieliśmy się kilka dni po fakcie (mieszkała kilkaset kilometrów od nas, w innym kraju). Postawiliśmy na nogi policję w obu krajach i udało się odnaleźć Łukaszka całego i zdrowego. Chłopczyk został jej odebrany i przekazany do adopcji. Ola utrzymuje kontakty z nami wyłącznie wtedy, kiedy jesteśmy jej do czegos potrzebni. W tej chwili przydajemy się bardzo, ponieważ kilkuletnie stabilne życie przy kolejnym partnerze znudziło się jej. Postanowiła więc spakować siebie oraz swoje trzyletnie córeczki-bliźniaczki i przenieść się do domu poznanego w Internecie Pakistańczyka, z którym miała zamiar wziąć fikcyjny ślub. O sprawie dowiedzielismy się już po fakcie, kiedy niespodziewanie Ola oświadczyła, że nie ma się gdzie podziać, ponieważ Pakistańczyk wyrzucił ja wraz z dziećmi na ulicę. Po kilku zaliczonych domach samotnej matki, z których wyrzucano ja nieodmiennie za zachowanie (nie bierze używek, ale też nie pracuje, jest kłótliwa, wulgarna i nie szanuje żadnych zasad), wylądowała w moim mieszkaniu. Na cale długie dwa miesiące. I tu szybko okazało się, że Ola potrafi wysycać energię jak nikt inny. Kiedy nie ma akurat problemów - kreuje je. Podczas pobytu u nas poznała przez Internet mężczyznę lekko niedorozwiniętego umysłowo, natychmiast się w nim zakochała, spotkała kilka razy, a po 7 tygodniach błagała nas, zebyśmy zawieźli ja do kliniki na usunięcie ciąży. Kiedy jej czteroletnie córeczki zamieszkały z nami, wciąż używały smoczki, moczyły się w dzień i w nocy, a na dystanse dłuższe niż 500 metrów Ola woziła je w spacerówce, ponieważ wyły i kładły się na chodniku. Ola ma nad soba i dziećmi kontrolę z opieki społecznej - i znów błagała nas o pomoc, ponieważ istnieje groźba odebrania jej dzieci. Próbowałam rozmawiać z Olą, wyjaśniać, ustalać coś - wszystko na nic. Ola dostosowuje się jedynie w obliczu wielkiego zagrożenia. Kiedy ono mija, zaczyna robić swoje, nie licząc sie z nikim. Z racji zawodu miałam do czynienia z różnymi rodzinami, kóre były nieporadne społecznie - ale wystarczyło z nimi troche popracować, pokazać alternatywne zachowania i wtedy instynkt nakazywał im trzymanie sie pewnych ustaleń. Ola jest na to wszystko głucha. Nie wiem, jak z nia pracować i nie wiem, czy w ogóle jest sens. Pewnie gdyby nie mój partner, darowałabym sobie wszelkie kontakty z Olą oraz jej dziećmi. Niekiedy jej zachowanie wydaje mi się cyniczne: potrafiła np.podrzucić nam na 3 tygodnie dziewczynki (pod pozorem tego, ze skupia się na szukaniu pracy, co było wierutna bzdurą), nie dając nawet jednej zapasowej pary majtek czy skarpet na przebranie. Kiedy, po pracy, w biegu organizowałam dzieciom garderobę, biegając od sklepu do sklepu, kibicowała smsami: wiedziałam, że dacie sobie rade! A kiedy dziewczyny wracały do niej do domu, wszystkie ciuszki oddała mi z tekstem, ze "ona tego nie potrzebuje".
Ja rozumiem wszelkie traumy, ale jak długo mozna ta zadręczać siebie, dzieci, otoczenie? Może to niesprawiedliwe, co powiem, ale mam wrażenie, że styl życia jest zapisany w genach. Ola dostała szansę rozwoju, nauki, ale zrezygnowała z tego. Ukończyła jedynie gimnazjum, chociaż jest bystra. Mogła wybrać profil i szkołę - znudziło ja to. Jeśli w jej otoczeniu nie ma osób poruszających się na granicy prawa - szuka ich na odległość, przez Internet. Przepraszam, że to powiem, ale przykład Oli utwierdził mnie, że adoptowanie dziecka to ruletka. Z większym prawdopodobieństwem przegranej.

Awatar użytkownika
diar
Mateczka
Mateczka
Posty: 521
Rejestracja: 29 gru 2009 01:00

Re: Dorosłe adoptowane dziecko

Post autor: diar »

Straszne to co opisałaś. Również boję się tej "genetycznej" niewiadomej mojego dziecka...
Mama cudnego chłopczyka.

Basia_bu
Posty: 3
Rejestracja: 12 paź 2016 12:22

Re: Dorosłe adoptowane dziecko

Post autor: Basia_bu »

diar, najgorsze jest to, że chciałoby się chronić dzieci Oli - ale, to na dobrą sprawę - ochrona ich przed matką? Więc co zatem: chronić? Przecież matka ich nie odrzuca. Tylko jest mega narcystyczna.

Awatar użytkownika
Dorotea86
Posty: 125
Rejestracja: 04 mar 2014 15:19

Re: Dorosłe adoptowane dziecko

Post autor: Dorotea86 »

A udział wychowania w kształtowaniu osobowości dziecka, nastolatka?

Rozumiem, że łatwiej otworzyć pojemny worek pt. "geny". Szczególnie, gdy nie jesteśmy zadowoleni z efektów.


Myśleliście o zasięgnięciu rady terapeuty? Z tego, co piszesz Wasza rodzina przechodzi kryzys i w tym wszystkim nie widzicie rozwiązań dla siebie. Może warto poszukać pomocy i się ratować?

Pockahontas
Posty: 2895
Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13

Re: Dorosłe adoptowane dziecko

Post autor: Pockahontas »

Dorotea86 pisze:
Rozumiem, że łatwiej otworzyć pojemny worek pt. "geny". Szczególnie, gdy nie jesteśmy zadowoleni z efektów.

Nie wiem czy łatwiej czy trudniej i nie mnie to oceniać, ale troszkę oskarżająco to zabrzmiało. Autorka postu nie wychowywała kobiety, o której pisze, więc zadowolenie czy jego brak z efektu nie mają nic wspólnego z jej umiejętnościami pedagogicznymi.
Zdobycze współczesnej genetyki pozwalają sądzić, że jednak wyposażenie genetyczne w dużym stopniu kształtuje człowieka. Podkreślam - kształtuje, nie determinuje. Być może jest to wniosek niepopularny w środowiskach oa i bardzo niewygodny dla kandydatów na rodziców lub początkujących rodziców adopcyjnych. Dzisiaj już nie sposób jednak go pominąć. I absolutnie nie dyskredytuję tą wypowiedzią roli wychowania i dobrych wzorców.
Dorotea86 pisze:
Myśleliście o zasięgnięciu rady terapeuty? Z tego, co piszesz Wasza rodzina przechodzi kryzys i w tym wszystkim nie widzicie rozwiązań dla siebie. Może warto poszukać pomocy i się ratować?
Kobieta, której historię poznaliśmy jest 30-letnią dorosłą osobą. Musiałaby sama chcieć terapii, zgłosić się na nią, a jeszcze wcześniej zauważyć, że cokolwiek w jej życiu nie gra. Z opisu wygląda na to, że na po prostu takiej potrzeby nie widzi.
Poza wszystkim, 30-letnia kobieta wraz z dwoma córkami oraz jej ojciec i jego żona (macocha kobiety) nie stanowią jednego systemu rodzinnego w rozumieniu współczesnej terapii systemowej - nie żyją pod jednym dachem, nie współzależą od siebie finansowo, nie mają codziennych regularnych kontaktów. Jeśli już, terapię rodzinną mogłaby podjąć Ola wraz z córkami, a niezależnie autorka z mężem - małżeńską.
I nie wiem czy należy odpowiedzialnością za ratowanie rodziny obarczać Basia_bu - ona poznała dorosłą już wtedy dziewczynę, za którą w żaden sposób prawnie ani moralnie nie odpowiadała. To, że podjęłą wysiłek by ją zaakceptować, być w jakimś stopniu obecna w życiu jej i jej dzieci, to jest ogromnie dużo.
Basia_bu pisze:diar, najgorsze jest to, że chciałoby się chronić dzieci Oli - ale, to na dobrą sprawę - ochrona ich przed matką? Więc co zatem: chronić? Przecież matka ich nie odrzuca. Tylko jest mega narcystyczna.
A może podjąć współpracę z odpowiedzialnym za nią pracownikiem socjalnym, kuratorem? Tak by dzieci miały nad sobą coś jak parasol ochronny w tych chwilach, gdy mama nie daje rady, zawodzi - osoby, które pomogą, na które można liczyć, a które wypełnią te braki, których mama wypełnić nie potrafi?

Awatar użytkownika
Dorotea86
Posty: 125
Rejestracja: 04 mar 2014 15:19

Re: Dorosłe adoptowane dziecko

Post autor: Dorotea86 »

Nie chciałam nikogo oskarżać. Tak jak piszesz Pockahontas, przychodzimy na świat z pewnym wyposażeniem, które w przypadku adopcji jest często mało znane. Zwłaszcza, w przypadku adopcji sprzed 30 lat.

Miałam na myśli pomoc sobie i poszukanie wsparcia fachowego dla siebie, Basia_bu pisze o swoich spostrzeżeniach i trudnościach - to ona szuka pomocy. Widać, że bardzo ją porusza obecna sytuacja.

matula
Posty: 386
Rejestracja: 16 lip 2013 16:10

Re: Dorosłe adoptowane dziecko

Post autor: matula »

Nie wierzę w geny, natomiast wierzę, że młodej kobiecie, adoptowanej w wieku 2 lat zabrakło do tego czasu osoby znaczącej, która pozwoliłaby jej rozwinąć w sposób właściwy sferę emocjonalną. . Tego jej będzie zawsze brakowało w związku z tym żadne przemowy do dorosłej kobiety nie będą skuteczne. Jej postępowanie wiąże się z zaburzeniami przywiązania we wczesnym dzieciństwie. Można się również zastanowić, czy przypadkiem nie byłą ofiarą FAS.

Być może zaburzenie przywiązania przerodziło się w borderline, co niestety nie jest rzadkie. Żadna terapia polegająca na przemawianiu nie będzie skuteczna.

Watek nastolatek niestety umarł, jednak mamy swoje kontakty i wiemy jak różnie przebiega dorastanie adoptowanych córek po przejściach.

Pockahontas
Posty: 2895
Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13

Re: Dorosłe adoptowane dziecko

Post autor: Pockahontas »

matula pisze:Nie wierzę w geny, natomiast wierzę, że młodej kobiecie, adoptowanej w wieku 2 lat zabrakło do tego czasu osoby znaczącej, która pozwoliłaby jej rozwinąć w sposób właściwy sferę emocjonalną.
Matula, a ja wierzę w jedno i drugie. No nie jest tak, że w niczym nie jesteśmy podobni do naszych przodków. I nie mówię tu o słynnym "genie alkoholizmu" :cool: , raczej o profilu osobowości. Oczywiście osobowość kształtuje się także w oparciu o doświadczenia i w kontakcie ze środowiskiem, jednak cechy charakteru i temperamentu w dużym stopniu są dziedziczone.

matula
Posty: 386
Rejestracja: 16 lip 2013 16:10

Re: Dorosłe adoptowane dziecko

Post autor: matula »

Ja porównuję córkę z jej matką biologiczną; jej profil jest na fejsbuku i córka nawiązała krótki kontakt. Sporo danych znamy z akt.

Oczywiście nie mogę wyprzeć roli genów, ale obydwoje rodzice mojej córki to osoby o nieciekawej przeszłości. Córka posiada wiele różnych talentów (co zdziwiło nawet mb) i przypuszczam, że gdyby się wychowała w stabilnej rodzinie biologicznej mogła by je lepiej wykorzystać, bo miałaby w sobie znacznie większą odwagę do działania i większe zaufanie do własnych działań.

Pierwsze dwa lata w zaniedbaniu i placówce nie mogły minąć bez śladu, jakkolwiek jest ona bardzo młoda i ciągle się zmienia.

Pockahontas
Posty: 2895
Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13

Re: Dorosłe adoptowane dziecko

Post autor: Pockahontas »

matula pisze:
Pierwsze dwa lata w zaniedbaniu i placówce nie mogły minąć bez śladu, jakkolwiek jest ona bardzo młoda i ciągle się zmienia.
Jasne, nigdy nie neguję w życiu człowieka roli traumy i wczesnego opuszczenia. Myślę wręcz, że jest to doświadczenie jednak w większym stopniu determinujące choćby osiągniecie dojrzałości i stabilności emocjonalnej aniżeli uwarunkowania genetyczne. Chodziło mi tylko o to, że geny także istnieją i nie sposób całkowicie pominąć ich rolę w patrzeniu na człowieka. Dlatego nie bulwersują mnie jakoś szczególnie wpisy osób, skarżących się na genetykę adoptowanych dzieci, choć oczywiście, fajnie by było widzieć w "efektach" adopcji cały zespół uwarunkowań, a więc poza genetycznymi, także emocjonalnych, społecznych, a nawet zdrowotnych.

izabelam
Posty: 155
Rejestracja: 08 gru 2010 23:27

Re: Dorosłe adoptowane dziecko

Post autor: izabelam »

natomiast wierzę, że młodej kobiecie, adoptowanej w wieku 2 lat zabrakło do tego czasu osoby znaczącej, która pozwoliłaby jej rozwinąć w sposób właściwy sferę emocjonalną.
Mogło tak być. Ale mogło być też tak, że to co zadziało się do 2 roku życia Oli miało na nią taki wpływ, że zawyrokowało na późniejszym ukształtowaniu osobowości zaburzonej. Wszystkie Oli zasoby w postaci genów i rodziców adopcyjnych mogły nie wystarczyć w opozycji do genów właśnie i przeżyć z okresu przed ukształtowaniem mowy. Tutaj jest niestety dowolność interpretacyjna.

Chciałam napisać Basia_bu, cieszy mnie, że dzieci Oli maja oparcie w Was. Jeżeli wytrzymacie napięcie, to jak najdłużej wspierajcie opieką Oli dzieci. Dla nich może mieć to kluczowe znaczenie w późniejszym życiu.
iza

Awatar użytkownika
Sonia14
Posty: 121
Rejestracja: 19 paź 2016 12:36

Re: Dorosłe adoptowane dziecko

Post autor: Sonia14 »

Basia_bu pisze:Kiedy ja poznałam mojego obecnego partnera, był juz po rodzwodzie, a córka miała 18 lat i usamodzielniała się. Przepraszam, że to powiem, ale przykład Oli utwierdził mnie, że adoptowanie dziecka to ruletka. Z większym prawdopodobieństwem przegranej.
a ile był po rozwodzie?, bo jeżeli już mając nawet te 15 lat zaczęło się w domu sypać, to się odbiło też na niej, " głupi wiek ", a tu nagle rodzice się rozwodzą. Nie wiemy czemu nastąpił rozwód , ja bym tu szukała przyczyny

i wiadomo, że adoptowanie to ruletka , ale to samo się dzieje z biologicznymi dziećmi, więc to żaden argument
Czym byłby świat bez miłości...

matula
Posty: 386
Rejestracja: 16 lip 2013 16:10

Re: Dorosłe adoptowane dziecko

Post autor: matula »

Złe pożycie rodziców może się odbić na dziecku, ale nie w taki sposób, że Ola żyje "tu i teraz", nie potrafi przewidzieć skutków swoich czynów oraz nie panuje nad emocjami, mając 30 lat.

Pockahontas
Posty: 2895
Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13

Re: Dorosłe adoptowane dziecko

Post autor: Pockahontas »

Sonia14 pisze: to samo się dzieje z biologicznymi dziećmi, więc to żaden argument
Oj, nie tak całkiem to samo. Myślę, że opisane przez Basię sytuacje to już jednak pewne ekstremum, więc ciężko mówić, że w zasadzie każde dziecko tak ma. Nie każde. Oczywiście takie zachowania i emocje prezentują nie tylko dzieci adoptowane, biologiczne także, ale tylko te, które mają za sobą zerwanie więzi we wczesnym dzieciństwie albo doświadczyły obojętności i braku opieki ze strony rodziców, przemocy. Z tym że doświadczenie odrzucenia i zaniedbania jest elementem życia większości dzieci adoptowanych, stąd traumę i wynikające z niej problemy w życiu dorosłym często utożsamia się z adopcją. I nie dlatego iż fakt bycia adoptowanym predysponuje do zmian emocjonalnych i osobowościowych, predysponuje do nich to co wydarzyło się przed adopcją.
matula pisze:Złe pożycie rodziców może się odbić na dziecku, ale nie w taki sposób, że Ola żyje "tu i teraz", nie potrafi przewidzieć skutków swoich czynów oraz nie panuje nad emocjami, mając 30 lat.
Otóż to. W takim wypadku należy jednak szukać głębiej.

Awatar użytkownika
Sonia14
Posty: 121
Rejestracja: 19 paź 2016 12:36

Re: Dorosłe adoptowane dziecko

Post autor: Sonia14 »

a czy ja napisałam, że każde dziecko tak ma ;)

po prostu nie zwalajmy problemów tylko na to, że była adopcja, bo jak napisałam wcześniej u biologicznych dzieci też może się to zdarzyć

tu prędzej bym stwierdziła, że to może być jakaś choroba psychiczna i już wtedy tak, geny, to wtedy zgoda, adopcja to ruletka jeśli nie wiemy nic o matce, a nawet jak wiemy, to w ilu procentach dziecko takie zachowanie będzie wykazywało

ważne, że kobieta ma pomoc, oparcie i nie jest w tym sama

ale tak samo dalej jej dzieci są ruletką, a jednak biologiczne, oby wszystko się ułożyło
Czym byłby świat bez miłości...

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dorośli adoptowani”