Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Miejsce do wymiany doświadczeń dorosłych osób, które w dzieciństwie adoptowano.

Moderator: Moderatorzy dorośli adoptowani

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
bloo
Członek Stowarzyszenia
Posty: 10355
Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: bloo »

omilka pisze:
Ja nie uważam, że Rafaello narzeka, ale odniosłam wrażenie, ze to mu się zarzuca.
nie miałam intencji wywołać takiego wrażenia (jesli do mnie się odnosisz ofc ;) ), moim zarzutem było formułowanie agresywnych wypowiedzi wobec współpiszących. Poza tym zgadzam się z tym, co Ty i Terrina napisałyście.

Awatar użytkownika
Gość

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Gość »

bloo cieszę się, że się ze mną zgadzasz. Najbardziej zaś chciałabym wiedzieć, co na to Rafaello?

-- 12 Maj 2012 22:15 --
rafaello89 pisze:Witam,nie wiem za bardzo, gdzie pisać, to forum wydawało mi się odpowiednie, bo jestem w swoim widzeniu "pół-adoptowany" dzięki - jak mi to od dawna wpajano - "cudownej" procedurze o nazwie inseminacja nasieniem dawcy.. Dodam, że moja matka i społeczny ojciec widzą to inaczej, ich zdaniem to że mnie "tak strasznie chcieli i kochali", a potem wychowali usprawiedliwia wszystko i oznacza, ze genetyka jest bez znaczenia, bo to był tylko "jeden mały plemnik".. :evil: tak jakby ten plemnik był stworzony w laboratorum i oderwany od konkretnego człowieka. Co za cholerna hipokryzja.. Kazdy powstał z plemnika i komórki, nie ma innej opcji, wiec kazdy ma KONKRETNYCH biologicznych rodziców, nawet jeśli wychował go ktoś inny.
Dla mnie genetyka ma znaczenie i to zasadnicze. Nie wiem nic o połowie mojego pochodzenia, gdzieś tam są moi krewni czyli ludzie, z którymi wiąże mnie coś tak "nieważnego" jak geny czy częściowo wygląd (bo nie jestem podobny do matki). Czy ktoś wie jak można znaleźć informacje o dawcy?Nie chce nikomu mieszac w zyciu i nic od niego nie chcę, rozumiem, że oddał spermę i zainkasował kasę w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku wobec społeczeństwa i z chęci "niesienia pomocy" - chodzi o MOJĄ swiadomosc wlasnego pochodzenia i korzeni, nic poza tym.
p.s. nie chciałbym, zeby ktos wysnul wniosek, ze lepiej nic nie mowic - przynajmniej za to ich szanuje. Szkoda tylko, że ściemniali przed resztą rodziny. Zawsze było jakoś krzywo..
Przeczytaj książkę:"Córka kochanki" A.M.Homes (Świat Książki 2010) mottem książki jest:
"Są dwa sposoby przejścia przez życie. Jeden, jakby nic nie było cudem, i drugi, jakby cudem było wszystko" z Alberta Einstejna cytat.
Mam nadzieję, że lektura książki przyniesie ci ulgę.
Bardzo ci tego życzę.

Awatar użytkownika
Gość

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Gość »

bloo znasz procedury, gubisz w nich człowieka
taką mam bolesną obawę......przy całłym szacunku dla twojej wiedzy i twoich szczytnych wizji.........one ciągle wizjami pozostają ....."a pospolitość skrzeczy".........

Raffaello na tym forum odpowiedzi na swoje , w końcu przecież zasadne pytania, odpowiedzi nie znalazł.
Bardzo mi z tego powodu przykro

Awatar użytkownika
bloo
Członek Stowarzyszenia
Posty: 10355
Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: bloo »

terrina pisze:
bloo znasz procedury, gubisz w nich człowieka
taką mam bolesną obawę......przy całłym szacunku dla twojej wiedzy i twoich szczytnych wizji.........one ciągle wizjami pozostają ....."a pospolitość skrzeczy".........

ja tej obawy nie podzielam :) Człowiek w procedurze nigdy nie jest sam, stoją za nim przyszłe dzieci, jego rodzina, otoczenie, także inne strony procesu tj. rodzice biologiczni czy genetyczni (jeśli korzysta z dawstwa lub adopcji społecznej).
Znikanie wielopiętrowości interesów nie doprowadza nas do dobra jednostek, a jedynie do nawarstwiania hipokryzji.
Nie ma żadnego powodu, aby nie mówić o złożoności problemu, to nie jest wymierzone ani w procedurę, ani w rodziców.
Pospolitość skrzeczy dlatego, bo pozwalamy jej na to. Prosty przykład- spójrz, ile ogloszeń o poszukiwaniu pary do mediów, która opowie o swojej drodze leczenia, dawały moderatorki. Odzew zerowy, nikomu się nie chce ruszyć czterech liter. Za to ile potem jest oburzenia w wątkach, że szanowni posłowie znów wymyślili durnotę, i że kto im na to pozwala, no kto?!
Jak się bylejakość sieje, to się zbiera bylejakie owoce.

Awatar użytkownika
Gość

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Gość »

Bloo, i tak trzymaj, a ja ciągle czekam na wieści od Rafaello, jakoś strasznie mnie jego opowieść poruszyła
[treść wymoderowano jako niezgodną z tematem]

ja już by tak sobie ze spokojem o konsekwencjach tego o co dziś walczysz, za lat dwadzieścia nie nadążam......... Mam nadzieję, że ty masz jakąś wizję przyszłości, którą dziś tworzysz?

A tak już zupełnie poważnie, fundujesz jakimś dzieciom jakąś przyszłość...........takiemu kolejnemu pokoleniu Rafaello..........a pomyślałaś o tym, by ktoś te dzieci później wspomógł profesjonalnie, gdy (być może "agresywnie" jak Rafaello, będą chciały sobie z tym, co im teraz fundujesz, poradziły............... Sama napisałaś, że w Polsce, jak na razie" wszystko dozwolone, bo nie zabronione. MOże jednak warto najpierw o "prawo" zawalczyć i pomyśleć o tym, że oprócz "teraz zadowolonych rodziców" te dzieci kiedyś dorosną i też będą pytać "skąd się wziąłem" (nie tylko o technikę poczęcia będą pytać...........ale przede wszystkim o to kim w związku z tym jestem.............

Awatar użytkownika
bloo
Członek Stowarzyszenia
Posty: 10355
Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: bloo »

terrina pisze:
A tak już zupełnie poważnie, fundujesz jakimś dzieciom jakąś przyszłość...........takiemu kolejnemu pokoleniu Rafaello..........a pomyślałaś o tym, by ktoś te dzieci później wspomógł profesjonalnie, gdy (być może "agresywnie" jak Rafaello, będą chciały sobie z tym, co im teraz fundujesz, poradziły............... Sama napisałaś, że w Polsce, jak na razie" wszystko dozwolone, bo nie zabronione. MOże jednak warto najpierw o "prawo" zawalczyć i pomyśleć o tym, że oprócz "teraz zadowolonych rodziców" te dzieci kiedyś dorosną i też będą pytać "skąd się wziąłem" (nie tylko o technikę poczęcia będą pytać...........ale przede wszystkim o to kim w związku z tym jestem.............
wiesz, to zabrzmialo, jakbyś czyniła mnie współodpowiedzialną za sytuację w Polsce. Rozumiem, że to nie była Twoja intencja, ale ja mimo to zaoponuję głośno. Uważam, że to niebezpieczne zbliżać się do granicy poczucia omnipotencji- ani ja tej omnipotencji nie mam, ani Ty i w ogóle nikt.

Nie jestem osobą "załatwiającą sprawy dawstwa w Polsce", więc pytanie o to, czy pomyślałam o tym, aby dzieciom ktoś pomagał profesjonalnie, brzmi tak, jakby był to mój obowiązek i moja odpowiedzialność.
Tymczasem ja nie jestem ani lekarką, ani psycholożką, ani matką dzieci urodzonych dzięki dawstwu. Jestem pacjentką taką jak Ty, forumowiczką i działaczką społeczną, co oznacza, że nie tworzę prawodawstwa.
Obie możemy równie dużo i równie mało, zalezy jak popatrzeć.
Możemy na przykład mówić głośno i to jest całkiem sporo.

Tak więc ja nikomu nic nie funduję, poza osobistymi dziećmi i teraźniejszością, jaką im tworzę. Ale też to one mnie rozliczą, nikt inny.

Natomiast pytanie o to, czy nie warto "najpierw" brzmi tak, jakby w ogóle było jakieś najpierw. Tymczasem nie ma zadnego "najpierw". Dawstwo się dzieje i dziać będzie niezaleznie od tego, czy prawo powstanie i w jakim kierunku to nowe prawo pójdzie- jawności, anonimowości, centralnych rejestrów, samowolki itd.
To nie jest proces, który można zatrzymać, bo taką mamy koncepcję, a następnie pozałatwiać przepisy i uruchomić go od nowa.
Trudność polega na tym (jak w każdej innej dziedzinie życia społecznego), że jednocześnie trzeba edukować, walczyć o prawo, rozumieć rodziny, rozumieć dzieci, rozumieć dawców, wspierać leczenie, pokazywać zakresy odpowiedzialności, upominać się o zapomniane interesy, zachowywać racjonalny ogląd sytuacji, patrzeć na skutki długofalowe negocjując je z działaniami bieżącymi- i jeszcze dobrze byloby przy tym pozostać przy zdrowych zmysłach.
To są dzialania wielokierunkowe, które muszą się dziać w tym samym czasie. Bo mówimy o życiu, a nie o modelu teoretycznym.

Ja oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie piszę w tym momencie o atrakcyjnej wizji, tylko niestety alternatywa nie istnieje.
Nie da się wstrzymać narodzin dzieci z zespołem Downa do czasu, w którym uznamy, że stworzyliśmy już właściwe zaplecze psychologiczno- medyczno- socjalne dla rodzin dzieci z zespołem Downa. Z dawstwem jest dokładnie tak samo.
Natomiast imputowanie mi, że nie myślę o dzieciach, a poprzestaję w swoim myśleniu na "zadowolonych rodzinach" w zasadzie powinno mnie obrazić, ale ponieważ niełatwo się obrażam, to jedynie mnie zasmuca.
Gdybyśmy ja i inni o tym nie myśleli to jak sądzisz, powstałaby kampania Powiedzieć i Rozmawiać?



a.

Awatar użytkownika
Rysieczka
Posty: 982
Rejestracja: 03 kwie 2010 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Rysieczka »

bloo pisze:Gdybyśmy ja i inni o tym nie myśleli to jak sądzisz, powstałaby kampania Powiedzieć i Rozmawiać?
I to jest duży krok naprzód, mam nadzieję, że krok milowy. Bo jak do tej pory rodziny takie jak nasza (powstałe dzięki dawstwu) były zdane tylko na swoje rozeznanie i wyczucie.

Ludzie popełniali błędy, działając w najlepszej wierze, pozbawieni jakiejkolwiek fachowej pomocy, rozeznania w temacie, brnęli w różne absurdy i piętrowe kłamstwa, zamiatając to i owo pod dywan. Zaplątani we wstyd, poczucie winy, bezradność.

Przykład angielski pokazuje, że nawet w sytuacji gdy prawodawstwo kuleje, a społeczeństwo nie dorasta do tolerancji, są osoby, ktorym uznaje się stworzyć szczęśliwą rodzinę, w której dominują prawda, zrozumienie i wzajemny szacunek. Chociaż stworzenie takiej rodziny w obecnych warunkach jest bardzo dużym wyzwaniem. Dawstwo nie jest rozwiazaniem dla każdego.

Awatar użytkownika
Gość

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Gość »

Bloo przepraszam, jeśli napisałam coś, co mogłaś zinterpretować jako krytykę ciebie lub twoich działań, bo nie taka była moja intencja.
Podziwiam twoją jasność sytuacji w tej materii, bo ja takiej nie mam i to miał wyrażać mój post.

Awatar użytkownika
Monek
Dokarmiam bociana ;)
Posty: 35819
Rejestracja: 05 wrz 2004 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Monek »

terrina, ze zdziwieniem przeczytałam Twoje zarzuty względem Bloo. Odniose sie do mojego największego zdziwienia jedynie, bo sama Bloo juz odpowiedziała na Twój post. Otóż moje największe zdziwienie wywołała opinia jakoby stanowisko Bloo (i jej działania, bo jako jedna z niestety nielicznych osób na forum rownież działa) nie uwzglednialo interesu dzieci poczetych dzięki dawstwu. terrina, jestem tak tym zaskoczona, ze zachodze w głowę, z czego, z jakich wypowiedzi albo działań Bloo wysnulas takie wnioski? Ja widzę coś zupełnie innego i jest to dla mnie wręcz uderzające, ze Bloo na pierwszym miejscu stawia interes i prawa dzieci poczetych dzięki dawstwu, jako najsłabszych i najbardziej bezbronnych uczestników procesu. To często spotyka sie to z brakiem zrozumienia ze strony niektórych dawców, biorcow oraz klinik. Rożne zarzuty juz czytałam i słyszałam pod adresem Bloo, ale z takim, jak Twoj jeszcze sie nie spotkałam. Będę wdzięczna, jeśli jakoś rozwiniesz, uzasadnisz swoją myśl, bo może czegoś nie dostrzegam?
1.06.07. - pożegnałam mojego Aniołka
9dpt zobaczyłam dwie krechy.
26.03.09. o 13:06 urodził sie mój sliczny synek.
10dpt w chmurach zobaczyłam dwie krechy.
25.09.11. o 4:36 i 4:37 urodziły sie moje sliczne, malutkie córeczki.

Awatar użytkownika
anolis
Posty: 268
Rejestracja: 13 kwie 2011 17:55

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: anolis »

Ja moge tylko napisac, ze zgadzam sie z tym, co odpowiedzialy Bloo, Rysieczka i Monek. Czytajac Twoj post Terrina, jeszcze przed moderacja, mialam wrazenie jakbys pisala go jedna reka, jednoczesnie ogladajac film, i ze w miedzy czasie zapomnialas na co dokladnie Bloo odpowiadasz.
Ja, jako -mam nadzieje!- przyszla mama dziecka urodzonego dzieki dawstwu, widze w Bloo jedna z niewielu osob ktore zdaja sobie sprawe, ze problem tego typu nieplodnosci nie konczy sie na pozytywnym tescie ciazowym. I ze to wlasnie nasze dzieci placa za milczenie na temat dawstwa, ktore za czesto jest ukazywane w klinikach jako magiczne lekarstwo na nieplodnosc, a nie specyficzny rodzaj adopcji.

Bloo ma niesamowita cierpliwosc i energie, ja na jej miejscu pewnie juz dawno stracilabym motywacje do odpowiadania na forum.
Moze dzieki "Powiedziec i Rozmawiac" kilka rodzin uniknie bledow, ktore popelnili rodzice Rafaello.

Awatar użytkownika
Gość

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Gość »

Monek pisze:terrina, ze zdziwieniem przeczytałam Twoje zarzuty względem Bloo. Odniose sie do mojego największego zdziwienia jedynie, bo sama Bloo juz odpowiedziała na Twój post. Otóż moje największe zdziwienie wywołała opinia jakoby stanowisko Bloo (i jej działania, bo jako jedna z niestety nielicznych osób na forum rownież działa) nie uwzglednialo interesu dzieci poczetych dzięki dawstwu. terrina, jestem tak tym zaskoczona, ze zachodze w głowę, z czego, z jakich wypowiedzi albo działań Bloo wysnulas takie wnioski? Ja widzę coś zupełnie innego i jest to dla mnie wręcz uderzające, ze Bloo na pierwszym miejscu stawia interes i prawa dzieci poczetych dzięki dawstwu, jako najsłabszych i najbardziej bezbronnych uczestników procesu. To często spotyka sie to z brakiem zrozumienia ze strony niektórych dawców, biorcow oraz klinik. Rożne zarzuty juz czytałam i słyszałam pod adresem Bloo, ale z takim, jak Twoj jeszcze sie nie spotkałam. Będę wdzięczna, jeśli jakoś rozwiniesz, uzasadnisz swoją myśl, bo może czegoś nie dostrzegam?
to myślę, nie jest kwestia dostrzeżenia albo niedostrzeżenia.
Wątek założył Rafaello.....poszukując odpowiedzi na pytanie, które jest dla niego humusem jego życia.
POmyślałam sobie: "jak nienawidzę psychoanalizy i dziadka Freuda, bo wiele krzywdy skrzywdzonym dzieciom wyrządził", to też w jednej sprawie miał rację, napisał "Totem i tabu".............. Totem.....bardzo ważne w tej dyskusji słowo, którego nie użył Rafaello. I potem pomyślałam o artykule profesor Eugenia Scabini z katolickiego uniwersytetu w Mediolania......"nie ma racji bytu żadna interwencja psychologiczno-społeczna, jeśli nie jest <chroniona> przez prawo w danym kraju"
I o pewnych mądrych słowach JAna Pawła II
Kto chce niech moderuje......

-- 01 lip 2012 01:09 --

Bo jak do słowa "totem" si e odwołamy to sprawa dawstwa i biorstwa i mrożaczków to już również o "tabu" się zahaczy...........
jak ktoś się doczyta co to totem, a co tabu...to niech się odezwie........najbardziej dla Rafaello.............to on zaczął...............

Awatar użytkownika
Monek
Dokarmiam bociana ;)
Posty: 35819
Rejestracja: 05 wrz 2004 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Monek »

terrina, wyjątkowo nie lubię takiego stylu prowadzenia dyskusji, jaki właśnie zaprezentowalas. Liczylam na to, ze uargumentujesz swoje stanowisko, a nie rzucisz kilka cytatow i haseł okraszonych licznymi wielokropkami i przerzucisz ten ciężar na uczestników rozmowy. Zeby nie było watpliwosci dodam, ze nie masz obowiązku dostarczać tutaj jakichkolwiek argumentów, ale należy to jasno wyartykulowac.
1.06.07. - pożegnałam mojego Aniołka
9dpt zobaczyłam dwie krechy.
26.03.09. o 13:06 urodził sie mój sliczny synek.
10dpt w chmurach zobaczyłam dwie krechy.
25.09.11. o 4:36 i 4:37 urodziły sie moje sliczne, malutkie córeczki.

Awatar użytkownika
Gość

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Gość »

Monek, przepraszam za wielokropki.
Rozwijając zaś moje krystalizujące się przemyślenia powiem tak.
Chyba w 1989 r. przyjęto konwencję o ochronie praw dziecka. (ponoć projekt tej konwencji przygotowano w Polsce). Jak ktoś sprawdzi, to Polska podpisała ją w (sama muszę sprawdzić) w 1991 r. Przesyłane są kolejne raporty o realizacji konwencji w Polsce.(http://biurose.sejm.gov.pl/teksty/i-684.htm#2) a raczej o jej nierealizowaniu.

Zgadzam się z Bloo, że jest to bardzo skomplikowana tematyka.Wzbudza też bardzo intensywne emocje.

Gdyby na takiej bazie spróbować zobaczyć problematykę poruszaną przez Rafaello, to mnie osobiście nasuwa się wiele pytań i wątpliwości.
Bo oprócz respektowania praw takich osób jak Rafaello do znajomości swojego genetycznego pochodzenia (tak to zdaje się ujęto w konwencji), to jeszcze pomyślałam o tym, że z tą wiedzą jakoś takie osoby muszą sobie też poradzić, by dalej żyć (w społeczeństwie, które według mnie nie jest tolerancyjne).
Mam nadzieję, że teraz wyartykułowałam jaśniej moje wątpliwości.

Awatar użytkownika
Monek
Dokarmiam bociana ;)
Posty: 35819
Rejestracja: 05 wrz 2004 00:00

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Monek »

terrina, dziękuje za doprecyzowanie. Niestety, ciagle nie pojmuje związku miedzy tym, co napisalas w poprzednim poście, a zarzutami, jakie sformulowalas pod adresem Bloo.
1.06.07. - pożegnałam mojego Aniołka
9dpt zobaczyłam dwie krechy.
26.03.09. o 13:06 urodził sie mój sliczny synek.
10dpt w chmurach zobaczyłam dwie krechy.
25.09.11. o 4:36 i 4:37 urodziły sie moje sliczne, malutkie córeczki.

Awatar użytkownika
Gość

Re: Poszukiwania biol.ojca-dawcy

Post autor: Gość »

terrina pisze:Bloo przepraszam, jeśli napisałam coś, co mogłaś zinterpretować jako krytykę ciebie lub twoich działań, bo nie taka była moja intencja.
Podziwiam twoją jasność sytuacji w tej materii, bo ja takiej nie mam i to miał wyrażać mój post.
mam nadzieję, że teraz zrozumiesz.
Nie obarczam Bloo żadną odpowiedzialnością ani też jej nic nie zarzucam. Owszem sformułowałam zdanie niefortunnie, mam nadzieję, że więcej nie muszę tego wyjaśniać?

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dorośli adoptowani”