Bezdzietnosc wbrew woli

Miejsce dla tych z nas którzy świadomie wybrali trzecią ścieżkę wyjścia z niepłodności, rezygnując z leczenia, nie decydując się na adopcje i próbując zaakceptować niezamierzoną bezdzietność.

Moderator: Moderatorzy świadoma bezdzietność

piatek
Posty: 31
Rejestracja: 16 lut 2015 23:28

Re: Bezdzietnosc wbrew woli

Post autor: piatek »

Lolitka
Bardzo mi przykro, ze przez to przechodzisz. Nie pozwol jednak, zeby starania o drugie dziecko nie przyslonily radosci z posiadania synka. Pewnie stwierdzisz, ze nie rozumiem Ciebie, ale ja walczylam wlasnie o to jedno dziecko. Nawet nie myslalam o kolejnych. Moze po prostu podejmij decyzje, wytycz czas i dzialaj.

Jak bylam mlodsza to na pytania o dzieci odpawiadalam, ze ich nie chce, ze chyba nie nadaje sie... Dopiero pozniej dojrzalam do bycia matka, ale niestety nie bylo mi dane. Co do pracy i rodziny, to w czasie ostatnich lat przezylam nascie, jak nie dziesiat "jestem w ciazy", lub "bede babcia" lub "bede ojcem". Nikt z otoczenia nie wie o moich problemach, nawet moi rodzice. Przez lata wiec ignorowalam zaczepki, docinki. Z perpektywy czasu to chyba ciesze sie z tego faktu, bo jest mi latwiej grac role i pokazywac jak ciesze sie za innych. Poza tym nie wiem czemu, ale nie cierpie jak ktos mi wspolczuje. Minusem jest to, ze wszystko przezywam sama, wszystko w sobie dusze. Maz wspieral mnie, ale chcial dziecka glownie dlatego, ze ja go chcialam. Gdy skonczylismy starania, to on po prostu zamknal ten rozdzial i zyje dalej. Widzi, ze czasami strasznie mnie to meczy, ale nie wie co ma z tym zrobic, wiec koniec koncow o tym wcale nie rozmawiamy.

Kiniutek, faktycznie chyba jest najgorzej jak w teorii nie ma zadnych problemow. To jest jak walka z wiatrakami. Ja wlasciwie tak do konca nie wiem co jest u nas problemem. Wiem, ze wyniki meza byly ponizej przecietnej. U mnie podobno wszystko super. Test postkoitalny wyszedl fatalnie, bo nie znaleziono zadnych plemnikow. Poniewaz zdecydowalismy sie na IFV to nie zrobili nam dodatkowych badan. Ale cos jednak bylo nie tak.

Awatar użytkownika
lolitka85
Posty: 306
Rejestracja: 25 gru 2010 23:10

Re: Bezdzietnosc wbrew woli

Post autor: lolitka85 »

piatek poszło pw :-)
2 lata starań, klinika, leczenie, zabiegi, IUI, (bez rezultatów)
V 2011 laparoskopia II/II stopień endomtriozy
VII 2011 starania w OAO o adopcje maluszka
VIII 2011 zamieszkało u mnie SERDUSZKO:)
V 2012 urodził się SYNUŚ:)nasz Wielki Mały CUD
XI 2013 kolejne starania czas zacząć
5 cykli na clo, niestety:(
III/IV laparoskopia - oby powtórzył się scenariusz z 2011 roku

oluska_m
Moderator Dokarmiam bociana ;)
Posty: 9650
Rejestracja: 14 wrz 2012 21:42

Re: Bezdzietnosc wbrew woli

Post autor: oluska_m »

W najbliższy poniedziałek specjalnie dla Was organizujemy konferencje on-line !!! Niebawem udostępnimy link do relacji ze studia. Liczymy na Wasz udział w dyskusji i komentarze na czacie.
A o czym będziemy rozmawiać..? Oczywiście o RAPORCIE :)
Już dziś serdecznie ZAPRASZAMY !!!

2 IVF, 7 transferów

Aniołek 8tc :cry2:

Aniołki Zosia i Maciuś 21tc :cry2:

25.07.2016 przyszło na świat nasze Szczęście :love:


Piotruś



stempniakk
Posty: 15
Rejestracja: 20 paź 2015 19:48

Re: Bezdzietnosc wbrew woli

Post autor: stempniakk »

życie bez dzieci jest takie puste... innym wydaje się wygodne zazdroszczą, można robić co się chce. Są też tacy, którzy twierdzą, że to nie problem jest in vitro i adopcja od i po problemie. Każdy ma co najmniej kilka rad jak rozwiązać ten nasz problem...jest ciężko to znieść zwłaszcza, że wszędzie jak to pisze jedna z pań"ciąża goni ciąże". A u nas nic. Na początku test co miesiąc i ciągła nadzieja, później badania, nawet trudne rozmowy, przykre słowa i zaskakujący wynik, niby problem odkryty jest leczenie długotrwałe i ciągle brak efektu, nawet za namową znajomych wizyta u kogoś kto czyni cuda ale cudu nie ma. Teraz już nie ma testów, nie ma co się łudzić to już za długo trwa.. mineły lata i zostajemy bezdzietni mimo woli.

A adopcja nie jest taka prosta i nie chodzi mi o papierkową robotę, o czekanie ale o przekonanie czy da się radę tak naprawdę być dobrym rodzicem bez wymówek. Czy damy rade razem czy ktoś nie wymięknie. Czekam na tą chwile aż razem dojdziemy do tego z mężem aż on i ja damy rade podjąć ten trud. A tym czasem mija czas.............

kiniutek
Posty: 20
Rejestracja: 15 gru 2010 15:25

Re: Bezdzietnosc wbrew woli

Post autor: kiniutek »

Stempniakk, wiem ze nie ma słow, które sa w stanie pocieszyc gdy dusza krwawi i gdy dopada człowieka niemoc i bezsilnosc. Zycze Ci spokoju w glowie i znalezienia swojego sposobu na siebie, na Was , mimo wszystko. Nasze zycie toczy sie z dziecmi czy bez nich, czy nam sie podoba czy nie. Ja sobie zadaje pytanie czy rzeczywiscie moje zycie jest puste? Gdy dopuszczam do glosu rozum, odpowiedz brzmi nie. Nawet serce czasem dyktuje ze dopoki ja jestem na tym swiecie moje zycie ma sens. To ze nie jestem matka nie przekresla mnie jako kobiete, jako zone, jako corke, jako przyjaciolke, sasiadke, zakupoholiczke. Ról jest wiele, pod warunkiem ze zechcemy siebie zobaczyc w ktorejs z nich. Ja staram sie kazdego dnia. Raz jest lepiej raz gorzej, ale nie poddaje sie.

Proces adopcji tak jak piszesz nie jest sposobem na bezdzietnosc, to ciezka decyzja na całe zycie, decyzja odpowiedzialna i bez odwrotu. Moj maz nie był w stanie tego udzwignac i nie mam do niego pretensji, bo czy moge go winic ze nie chciał byc odpowieziany byc moze za nasz wspolny dramat? a moze za wspolne szczescie. Nie zastanawiam sie co by bylo gdyby adoptował wbrew sobie. Moze frustracja polozyłaby nasze małzenstwo na łopatki a moze by sie odnalazł. Jednak z racji braku 100% przekonania ja nie podjełam ryzyka by go "urobic" na tak.

Czas płynie, ale czas nie jest sedzia naszego zycia, to my nimi jestesmy. Czesto zbyt surowymi. Badz dla siebie dobra i kochaj sie taka jaka jestes, a jestes wyjatkowa , silna i niepowtarzalna. Musisz w to tylko uwierzyc, nie pozwol by inni dyktowali jak ma byc, jak byc powinno i jaki jest stereotyp zwiazku, małzenstwa, rodziny.

Mamy co mamy, zawsze moglobysmy miec mniej, byc mocniej doswiadczonym przez los - o ironio to jest mozliwe, cieszmy sie z tego ze mamy siebie, to juz cos. Zycze CI szkalnki do polowy pełnej, zawsze i w kazdych okolicznosciach.
Przytulam bardzo bardzo mocno
K

Awatar użytkownika
yennefer23
Moderator Członek Stowarzyszenia
Posty: 5733
Rejestracja: 23 lut 2010 01:00

Re: Bezdzietnosc wbrew woli

Post autor: yennefer23 »

stempniakk pisze: A adopcja nie jest taka prosta i nie chodzi mi o papierkową robotę, o czekanie ale o przekonanie czy da się radę tak naprawdę być dobrym rodzicem bez wymówek. Czy damy rade razem czy ktoś nie wymięknie. Czekam na tą chwile aż razem dojdziemy do tego z mężem aż on i ja damy rade podjąć ten trud. A tym czasem mija czas.............
stempniakk nigdy nie wiesz czy bedziesz dobrym rodzicem, czy dziecka biologicznego czy adopcyjnego, do czasu az rodzicem sie nie staniesz, a raczej do czasu az na lozu smierci spojrzysz wstecz i zobaczysz ze jednak nie bylo tak zle jak moglo Ci sie wydawac
kiniutek pisze: Jednak z racji braku 100% przekonania ja nie podjełam ryzyka by go "urobic" na tak.
kiniutek bardzo rozsadnie postapiliscie

dziewczyny, kazdy zna swoje granice, mozliwosci i checi. konsekwentnie nalezy im sie przygladac, a jezeli sie nie zmieniaja, to nie nalezy podejmowac zadnych decyzji na sile
Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno

kiniutek
Posty: 20
Rejestracja: 15 gru 2010 15:25

Re: Bezdzietnosc wbrew woli

Post autor: kiniutek »

Miałam ostatnio dziwne zdarzenie. Otóż okazało się, że koleżanka z pracy jest w ciąży. Żyłyśmy dość blisko ze sobą, tak przynajmniej sadziłam. Wiedziała jak jest u mnie. O ciąży dowiedziałam się od...szefa. Który przypadkiem coś palnął i miał do mnie pretensje ze jako kobieta powinnam zauważyć ze ona jest w ciąży. Jakbym w gębę dostała.
Ta koleżanka wiedziała jak bardzo boli mnie gdy nie powie mi się tego normalnie. Znamy sie 8 lat. Co ciekawe wszyscy w biurze wiedzieli od dawna, mnie wciskała ze przytyła bo strasznie dużo je. Wiec nie przyszło mi do głowy ze moze w ciazy byc, a co wiecej od 8 lat narzekała na swojego 13 letniego syna mowiąc ze jest jej kula u nogi i nie moze sie doczekac az sie od niego uwolni... Do czego zmierzam. Teraz ta kolezanka unika mnie, na moje pytanie dlaczego mi nie powiedziała, twierdzi ze nie było okazji. Widocznie się bała bo uwaza mnie za niezrownowazoną fustratkę? Powiem Wam, ze nie chce mi się jej juz tłumaczyć, ale takie własnie zachowania ludzi powoduja ze ja z moja niepłodnością i bezdzietnoscia czuje sie jak tredowata. Bo oni nie widza we mnei partnera do rozmowy.
Jezeli chce mnie unikac niech unika, przestało mi juz jakis czas temy zalezec na ludziach i proszeniu sie o ichnawet nie wiem jak to nazwac.

piatek
Posty: 31
Rejestracja: 16 lut 2015 23:28

Re: Bezdzietnosc wbrew woli

Post autor: piatek »

Stempniakk, jakbym czytala o sobie. Zgadza sie, nie jest latwo. Ja juz tez sie nie ludze, albo wmawiam sobie, ze tego nie robie, bo ostatnio z nudow szukalam tematu "bezplodnosc i niespodziewana ciaza" haha wiem, smieszne...
Ja osobiscie rozwazam adopcje zwiarzaczka. Oczywiscie nie jest to dziecko, ale zapelni w jakims stopniu ta pustke. No i nie ma to jak wlochata psia morda i merdajacy ogon na trudne chwile ;).

Kiniutek, jestem pewna, ze jest ci bardzo przykro i slusznie, ze starasz sie tym nie przejmowac. Juz sama wiadomosc o ciazy kogos z otoczenia jest jednak trudna dla nas, mimo naszych usmiechow i gratulacji. Mysle, ze ludzie nie bardzo wiedza, jak maja nam przekazac taka wiadomosc i z tego powodu to odwlekaja, ukrywaja i dziwnie sie zachowuja. Co niestety powoduje, ze faktycznie czujemy sie jak tredowate, inne. Bez sensu...

Ja mialam inna sytuacje w pracy. Przed kilkoma miesiacami przyjaciolka z pracy, ktora jako jedyna wiedziala o naszych problemach, staraniach i IVF zaszla w nieplanowana ciaze. Tylko, ze ona powiedziala mi o tym ze lzami w oczach praktycznie zaraz po tym jak dowiedzial sie jej maz. Jestem jej za to bardzo wdzieczna, pomimo, ze przeplakalam pozniej caly wieczor. Teraz staram sie jak moge byc dobra przyjaciolka. Widze jak sie zaokragla, jest radosna, planuje pokoj dla dziecka, wybiera imiona. Sa dni, gdzie jest mi ciezko, ale nic nie mowie, bo to jest jej czas i nie jej wina, ze ja nie moge tego doswiadczyc.

Trzymajcie sie!

kiniutek
Posty: 20
Rejestracja: 15 gru 2010 15:25

Re: Bezdzietnosc wbrew woli

Post autor: kiniutek »

Własnie Piatęk, moja inna przyjaciołka gdy zaszła w ciąże zaprosila mnie na kawe, pogadałymy , popłakałysmy i czuje sie ciocia tych dzieciaków cała soba. A gdy dopada mnie taka sytuacja nie potrafie sie przełamac. Wszystkow moim przypadku zalezy czy ktos zobaczy we mnie człowieka czy tez problemz ktorym nie do konca wiadomo jak sie rozprawic.

stempniakk
Posty: 15
Rejestracja: 20 paź 2015 19:48

Re: Bezdzietnosc wbrew woli

Post autor: stempniakk »

hej wam dziewczyny...
dzięki za obecność fakt, że nie jest się samemu z tym bardzo pomaga :-D
ale łezki mi się pokulały bo to takie ciężkie brzemię

Ogólnie choć optymistką jestem i właściwie nikt nie wie oprócz najbliższych jakie to trudne i z czym się zmagamy z mężem to wasze słowa dodały mi otuchy.
Ja mam nadzieje, że my się wszystkie doczekamy ale myślę też, że teraz w tej sytuacji w jakiej jesteśmy mamy prawo być nie raz złe i oburzone i ma nam prawo czasem być przykro...zwłaszcza przykro jak ktoś zachodzi inny a jeszcze bardziej jak nie chciała.
W mojej pracy zaszło w zeszłym roku w ciąże 15 dziewczyn w tym moja siostra trzeci raz w tym...i było ciężko ale wiecie co najbardziej było mi przykro jak jakaś zaszła i poroniła...tak było mi przykro i jej żal, że nawet siebie nie jest mi tak żal...bo miała nadzieje i straciła ją..
więc jak jakaś zajdzie to życzę sobie, żeby jej się wszystko udało

i mam taką nadzieję, że kiedyś się odnajdę w tym wszystkim...i jakoś to życie się poukłada..

kiniutek
Posty: 20
Rejestracja: 15 gru 2010 15:25

Re: Bezdzietnosc wbrew woli

Post autor: kiniutek »

Ja tez mam nadzieje ze wszystko sie poukłada tak , ze bedzie po prostu dobrze.

Awatar użytkownika
azika
Posty: 1188
Rejestracja: 25 mar 2007 01:00

Re: Bezdzietnosc wbrew woli

Post autor: azika »

Tak sobie to wszystko poczytałam co napisałyście.
Każda z nas ma lepszy lub gorszy dzień, z przewagą pewnie tych gorszych i trudniejszych.

Ja ogólnie też nie za bardzo umiem się zachować na widok kobiety w ciąży, na wieści o nowej ciąży u koleżanki czy w rodzinie, na dziwne pytania "dlaczego wy nie macie', na opowieści o tym jak to dzieci się rodziły, co mężowie robili, jak pomagali i, ze radzą sobie/nie radza z wychowywaniem dzieci.

Za każdym razem czuję się tak jak bym dostała z całej siły "w pysk" od losu.

Staram się nie zazdrościć, bo nie wiem czy ten ktoś jednak chciał mieć to dziecko czy nie.

Trzy razy w życiu zdarzyło mi się pożałować "myśli zazdrosnych", ze przecież "ona już ma a znowu w ciąży" ... jedna poroniła, druga urodziła po wielu miesiącach leżenia z zagrożoną ciążą , trzecia urodziła martwe tuż przed terminem porodu. Byłam zdruzgotana. Nie jestem siłą sprawczą tego co im się przytrafiło ale żyłam i żyję w przekonaniu, ze może moja zazdrość zmieniła coś we wszechświecie i dlatego 2 straciły dzieci a jedna tak cierpiała...

Ostatni byłam na kawie z koleżankami - wszystkie dzieciate - jedne z małymi dziećmi inne z praktycznie dorosłymi - czułam się jak 20te koło u wozu ale próbowałam nadrabiać miną. One świetnie się bawiły, jak miałam ochotę umrzeć. Dwie z nich doskonale wiedzą o moich problemach - nawet nie próbowały zmienić tematu.

Ludzie są bezmyślni, nie tyle może okrutni co totalnie bezmyślni.

My radzimy sobie omijając , na ile się da, miejsca z małymi dziećmi. Ograniczyliśmy do minimum kontakty z "dzietnymi", czyli pozbyliśmy się 90% towarzystwa. Staliśmy się odludkami... a kiedyś dusze towarzystwa.

Oczywiście musimy brać udział w chrztach i komuniach i dostajemy apopleksji i odchorowujemy to miesiącami.

Ja dodatkowo umieram wiedząc, ze to "moja wina" (choć nie moja), ze nie mamy dzieci. Stanęliśmy na głowie by je mieć - nie udało się. Czasami się zastanawiam jak to jest:

nawet tutaj czuję się "inna", bo z tego co czytam większość z Was pragnęła dziecka a mąż :jakby mniej: i wspierał i też chciał ale to Wy byłyście motorem napędowym. U mnie na odwrót - ja chciałam ale to on chciał bardziej. Tyle, ze to moje problemy zdrowotne doprowadziły do bezdzietności.
i poza bezdzietnością zjada mnie poczucie (niezawinionej ) winy, ze to przeze mnie człowiek którego kocham nie ma rodziny...

Jest ciężko... jestem inna i wciąż to czuję.

nawet podczas przydzielania obowiązków w pracy ... no bo przecież ja nie mam dzieci to "znajdę czas" ...
marzenia się nie spełniają
a nadzieja umiera

kiniutek
Posty: 20
Rejestracja: 15 gru 2010 15:25

Re: Bezdzietnosc wbrew woli

Post autor: kiniutek »

Azika, przeczytałam Twój post, bije od niego straszny smutek, ale ubrałas w slowa to co czuje. Tak go odbieram. Każde zdanie jest zdaniem ktore przerabiałam, które przepłakałam i doświadczyłam.
Z moim mężem jest podobnie,on chce bardzo. Nawet teraz wiem ze on chce, ja wiem ze nie jestem w stanie dać mu dziecka, nie wsadze go sobie do brzucha. Nie da rady!
On nie mówi juz na głos ze chce, bo zna ograniczenia losu, nie zdrowia, nie medycyny, tylko losu. Bo to los tak zadecydował.

Ja z kolei ostatnio żyje w takiej umyslowej próżni, tzn. udaje ze tematu nie ma. Gdy kolezanki starajace sie o dziecko pytaja czy my chcemy, kiwa glowe i zmieniam temat. Czasy opowiadania o sobie , buczenia, przerababiania tego na mielonke mam za soba. Wychodze z założenia ze problem o ktorym sie nie mowi nie istnieje. Wiem ze to bzdura, ale nie chce mi sie o tym na glos mówic.

Poza tym, pole odbiorców przez te lata skurczylo sie diametralnie. Ile mozna słuchac o tym samym? Ile mozna słuchac bedzie dobrze.. bla bla bla

Zaczełam sie zadawac z kobietami po 40stce, co maja odchowane dzieci, zakłądam ze w ciaze juz nie zajda a ja nie strace kolezanek:)ot asekuracja porąbanej glowy. Kazdy ratuje się jak moze zeby jakos przetrwac, we względnie dobrym stanie psychicznym.
Ja przestałam chodzic na chrzciny, bo mnie to meczy. Wychodze z załozenia ze beze mnie tez sobie poradza a swiat bedzie sie krecił dalej. MOze to zle, moze dobrze, nie wiem. Czas pokaze. Jednak na chwile obecna troszcze sie o siebie tak jak czuje i potrafie, bo wiem ze cała reszta , szczesliwa dzieciata reszta ma to gdzies.
Jezeli ja o siebie nie zadbam nie zrobi tego nikt.

Awatar użytkownika
azika
Posty: 1188
Rejestracja: 25 mar 2007 01:00

Re: Bezdzietnosc wbrew woli

Post autor: azika »

Kiniutek,

Ty jesteś najważniejsza - więc rób to co dla Ciebie jest dobre.
Nie musisz wiecznie zaspokajać potrzeb innych, nie musisz udawać, ze jest cacy - bo nie jest.
jeśli możesz uniknąć ogromnego stresu jakim jest kontakt z niemowlakami i ich szczęśliwymi rodzicami i dziadkami (którzy w swej euforii strzelają gafy pod Twoim adresem) to unikaj!

Ja jestem "kobieta po 40ce ;) Nie zakładaj z góry, ze to bezpieczna granica wiekowa. Wiele moich koleżanek ma małe dzieci lub zachodzi w ciążę, nawet starsze ode mnie. Caly czas potrafią gderać o dzieciach, zupkach i kupkach i zupełnie nie przejmują się mną 9choc większość wie, ze nie moge mieć dzieci) .. tak, ze ostrożnie. Na pewno mniej tych ciąż niż u 20 czy 3olatek. Ale za kilka lat będziesz słuchac o wnukach.

Jednak z kims spotykać się trzeba bo y człowiek całkiem zdziczał.

Ja swoją miłość wylewam na psa, moze to się komuś wydac porąbane ale moja piesia jest dla mnie odskocznią, mogę ją przytulić, zatroszczyć się o nią, iść do weta (a on interesuje się tematem "jej kupek" he he he) Na siebie nie wydam, będę na NFZ czekać ale dla niej wszystko. No cóż ... czlowiek musi kogoś kochac i o kogoś się troszczyć oraz oczekuje na bezgraniczną bezwarunkowa miłość - a pies naprawde potrafi taką zapewnić. Nikt nigdy nie cieszy się tak na mój widok jak wracam - nawet po 2 minutach :)

My w sumie też unikamy tego "tematu" bo przecież w tej materii zrobiliśmy już wszystko. Juz nic nie da się zrobić a w cuda nie wierzymy. Dzieci miec nie będziemy bo mój organizm nie jest w stanie ich utrzymać i naprawdę nikt nie umie nam pomóc, lekarze rozkładają ręce.

Tak więc czeka nas życie we dwoje, no troje licząc psa na najbliższych kilka lat. A potem znowu we dwoje.

Tak to już w tym życiu jest.

Jedni maja dzieci i nie maja męża/żony. Inni maja meżów / żony a nie mają dzieci.
Podobno jest w tykm jakiś boski plan i logika - ja ich nie widze ale może głupia jestem.

Bo gdzie logika w zsyłaniu dzicka do rodziny patologicznej , w której jest bite i poniżane, katowana a nawet zabijane. A odmawianie dziecka rodzinie , która jest "w miarę normalna i funkcjonalna" i dziecka pragnie.

no ale jak już wspomniałam Ten Na górze podobno wie lepiej ...
marzenia się nie spełniają
a nadzieja umiera

kiniutek
Posty: 20
Rejestracja: 15 gru 2010 15:25

Re: Bezdzietnosc wbrew woli

Post autor: kiniutek »

Podoba mi się Twój realizm, nie owijasz w bawelnę, nie ubarwiasz. Naprawde podoba mi sie to. Ja mam dwa koty i wziełam 2 miesiące temu psa ze schroniska. Mega cięzki, wycofany przypadek, nieszczesliwy i z depresją. Lubie wyzwania i ten pies tym wlasnie jest. Jak zamerda to oszaleje ze szczęścia, kiedy ? nie wiem... Moze za rok pies odzyska radosc a ja razem z nim? Gdy ja brałam to w duchu bebniało mi zdanie ze to nie ja ratuje ja tylko ona ratuje mnie. Czuje sie jej potrzebna, czuje ze moge zmienic jej zycie na lepsze i to poprawia moj dzien, moj miesiac. Czuje ze znacze cos wiecej na tym swiecie.

Masz racje, 40 stki tez potrafia zaskoczyc:) Jednak 50 ki to grupa zbyt zbabciowana:) jeszcze gorsza , hehe.
Takie zycie. Ostatnio jestem swiadkiem samych rozwodow rodzin. KOlega rozwodzi sie po 20 latach, zostawia 2 ke dzieci, dwie inne kolezanki zostaly z dwojka dzieci a kolejny rozwod w trakcie. Gdzie jest logika na tym swiecie? Nie wiem czy kiedykolwiek byla. Tlumacze sobie ze moze nasze zycie nie jest takie zle? Na pewno mamy troche mniej zmarwtein, mniej znajomych i mozemy wiecej pieniedzy wydawac na ubrania:) Ot szukam plusów. Czasem je znadjuje a czasem bol serca koi nowa kiecka. Kazdy ratuje sie jak moze.
Jutro jade nad morze z psiakiem, po raz pierwszy zobaczy Batłyk i zanuzy w nim lapy, cieszy mnie to:) Zycze Wam udanego weekendu:*

ODPOWIEDZ

Wróć do „Zaakceptować bezdzietność”