Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy warto?

Dyskusja na temat wszystkiego co dotyczy rodzinnych domów dziecka, rodzin zastępczych, pogotowii rodzinnych i szeroko rozumianej tematyki rodzicielstwa zastępczego.

Moderator: Moderatorzy rodzicielstwo zastępcze

ODPOWIEDZ
izabelam
Posty: 155
Rejestracja: 08 gru 2010 23:27

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: izabelam »

A ja chciałabym spojrzec na temat z drugiej strony.

Założeniem RZ nie jest odbierać dzieci RB, ale opieka nad dziećmi do możliwości powrotu dziecka do RB.

Jeżeli RZ zakłada z góry adopcje, to nie spełnia podstawowego założenia bycia RZ.

Nawet w tak "oczywistym" przypadku jak zrzeczenia się praw do dziecka po porodzie, rodzic ma czas na rozmyślenie się. Gdy opiekę nad jego dzieckiem przejmuje rodzina zastępcza,która chce zaadoptowac dziecko, to decyzja może być obciążona dodatkowymi emocjami: oni już pokochali moje dziecko...
Inne powody umieszczeń dzieci w RZ są bardziej skomplikowane. Dlatego o odebraniu praw do dzieci decyduje sąd , który nie jest emocjonalnie związany z sytuacją dziecka. Więc teoretycznie nie można z góry założyć , że RZ zostanie RA dla tego dziecka.

Moim zdaniem, dopóki Rodzicielstwo Zastępcze nie będzie spełniało swojej roli, dopóty nie będzie postrzegane jako partner przez instytucje wspierające rodzinę w kryzysie. A przez RB będzie postrzegane jako zagrożenie. Bycie RZ jest bardzo trudnym, również emocjonalnie zadaniem. Ciężko podźwignąć się po rozstaniu z dzieckiem, z którym nawiązujemy więzi. U mnie jest tak,że im więcej wysiłku musiałam włożyć w dane relacje z dzieckiem, tym trudniej mi się z nim rozstać. Bo muszę oddać dziecko: RB, co do których nie jestem pewna , czy zapewnią dziecku wszystko, to co moim zdaniem powinno od nich dostać, czy go nie skrzywdzą kolejny raz, lub oddac do RA , która bagatelizuje problemy dziecka, czy do RZ, która nie szanuje RB przyjętego dziecka.

Ja takie rozstania przepracowuję. Alę niektóre RZ włączają mechanizmy obronne i np. nie współpracują z RB, by odzyskali swoje dzieci, z nadzieją ,że je adoptują.

Uprościłam oczywiście ten schemat.

Uważam ,że RZ, która zakłada adopcję konkretnego dziecka z góry, mija się z założeniami rodzicielstwa zastępczego. To taki sztuczny twór, który z założenia ma przyspieszyć styczność RA z dzieckiem.Natomiast jest tworzony nie z myślą o dziecku, ale dlatego, że nie ma miejsc w istniejących juz rodzinach zastępczych, a gdzieś te dzieci umieścic trzeba.Więc w moim odczuciu są wynikiem działań pozornych instytucji.

A jeżeli chodzi o założenie RZ na próbę, to nawet zwierzaka ze schroniska nie dadzą wam do wypróbowania, a co dopiero dziecko.
iza

Pockahontas
Posty: 2897
Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Pockahontas »

izabelam, ale poprzedniczka pisała o sytuacji, gdy dziecko jest wolne prawnie i czeka na adopcję, jednak ponieważ jest dzieckiem starszym i może "zaprezentować" rózne trudne zachowania już po umieszczeniu w rodzinie, kandydaci na rodziców wolą zaczekać z ostateczną decyzją aż będą pewni, że podołają na resztę życia. Ponieważ adopcje dzieci starszych są obarczone większym ryzykiem jeśli chodzi o tworzenie więzi, takie podejście wydaje mi się rozsądne z punktu widzenia obu stron - dziecka i rodziców. Nalezy wziąć pod uwagę, że także dziecko, zwłaszcza gdy jest starsze, powinno mieć prawo zrezygnować z pobytu w rodzinie, jeśli jej nie zaakceptuje. Rz otwiera drogę do wycofania się z ewentualnej nieudanej relacji bez spustoszenia jakie powoduje rozwiązanie adopcji.

izabelam
Posty: 155
Rejestracja: 08 gru 2010 23:27

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: izabelam »

Pockahontas, rozumiem założenia takiej próby.

Jednak to , co nazywasz większym,lub mniejszym spustoszeniem, to po prostu uczucie odrzucenia. Myślisz, że to uczucie jest większe, czy mniejsze w zależności od tego czy porzuca je RA czy RZ.
Wszystkie dzieci opuszczające nasze pogotowie czują się porzucane przez nas. Obojetnie gdzie trafiają. Tyle,że nikt tego tak nie nazywa. Zwykle mówimy po prostu o ciężkich chwilach...
Ja osobiście nie chciałabym,żeby ktoś RZ kojarzył z próbowaniem. RZ jest po to by zająć się dzieckiem , gdy jego rodzina jest w kryzysie, lub gdy zostało porzucone, a nie usprawiedliwieniem nieudanej adopcji.
iza

Pockahontas
Posty: 2897
Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Pockahontas »

izabelam, rozumiem twój tok myślenia, przynajmniej tak mi się wydaje ;-) Ale tym dzieckiem i tak ktoś musi się zaopiekować.
izabelam pisze:Myślisz, że to uczucie jest większe, czy mniejsze w zależności od tego czy porzuca je RA czy RZ.
Nie to miałam na myśli, uczucia będą podobne, choć konieczność rozstania z "ciocią" może być jednak łatwiejsza niż z kimś, kto pozwolił nazywać się mamą, obiecał, że to na zawsze. Ale. Miałam na myśli perspektywę dziecka, które rodziny nie akceptuje. Gdy od razu ustanawia się ra, dziecko zostaje w pułapce, jedyne co może zrobić, chcąc odejść, to rozsadzić taką rodzinę od środka swoimi zachowaniami. Jeśli jest najpierw w rz i nawet boi się wprost powiedzieć, że nie chce w niej zostać, jest spora szansa, że podczas wizyt wyłapie to koordynator lub psycholog. Dużo łatwiej pomóc wtedy dziecku niż w sytuacji gdyby było adoptowane. Z moich doświadczeń wynika, że źle dobrane ra reanimuje się wręcz na siłę (dyskusyjne czy tak trzeba czy nie i nie chcę teraz w to wchodzić), natomiast w przypadku nieudanego doboru rz do dziecka, o wiele łatwiej jest "posprzątać".

izabelam
Posty: 155
Rejestracja: 08 gru 2010 23:27

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: izabelam »

natomiast w przypadku nieudanego doboru rz do dziecka, o wiele łatwiej jest "posprzątać".
Tak myślisz? To ciekawe.

Ja mam zupełnie inne zdanie.
iza

Pockahontas
Posty: 2897
Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Pockahontas »

izabelam pisze:
natomiast w przypadku nieudanego doboru rz do dziecka, o wiele łatwiej jest "posprzątać".
Tak myślisz? To ciekawe.

Ja mam zupełnie inne zdanie.
To może rozwiniesz? ;-)

izabelam
Posty: 155
Rejestracja: 08 gru 2010 23:27

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: izabelam »

To może rozwiniesz? ;-)
Osobiście miałam tylko jedną tzw "zwrotkę", "tylko" pare miesięcy. Wolałabym,żeby wypowiedziały się rodziny które opiekowały sie "zwrotkami" dłużej, bo moje zdanie będzie bardzo nieobiektywne.

Myślę,że w ten sposób zaczyna sie problem z przywiązaniem. tzw RAD z czegos sie bierze
iza

Pockahontas
Posty: 2897
Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Pockahontas »

izabelam, jednak ja pisałam o sytuacji gdy po prostu nie wyszło i dla dobra dzieca i rodziny lepiej jest dany układ zakończyć. Oczywiście, że zerwane więzi zawsze niszczą dziecko, temu nie przeczę, ale mam wrażenie, że to jednak trochę inny, choć pokrewny temat.
Miałam do czynienia z dziećmi oddanym po nieudanej adopcji. W przypadku jednej z dziewczynek, jestem przekonana, że stało się lepiej dla niej (wcześniej była pod opieką mocno zaburzonej matki adopcyjnej). Fakt, że jej historia nie potoczyła się szczęśliwie... Znam też dziecko, które nie zaklimatyzowało się w ra, a zostało w niej umieszczone mimo wysyłania pewnych sygnałów, że relacja nie układa się tak jak powinna. Adopcja została rozwiązana. Myślę, że dla tego dziecka byłoby łatwiej, gdyby była to rz - nie byłoby zamieszania z powrotem do wcześniejszego nazwiska choćby, nie mówiąc już o doświadczenia powtórnego opuszczenia domu, który miał być na zawsze, płynącej z tej historii nauce, iż kolejna mama też może odejść. Może gdyby mieli szansę przed decyzją o przysposobieniu "zaprosić" dziecko do domu jako ciocia i wujek w formie rz, owszem, byłaby to trauma ale nie aż tak wielka?
Chcę tylko napisać, że są różne odcienie szarości. Absolutnie nie uważam, że droga do adopcji przez rz powinna być jakimś standardem, po prostu widzę w tej drodze jedną z wielu opcji w sytuacji dzieci starszych i po traumie, która w razie niepowodzenia, być może pozwoli zmniejszyć rozmiar strat.

Mała mi80
Posty: 11
Rejestracja: 05 sie 2016 06:34

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Mała mi80 »

izabelam Dlaczego RZ? cyt "Długo nad tym myśleliśmy bo chodziło nam o to, że jeśli wynikną problemy wychowawcze, konflikt między naszymi biologicznymi dziećmi a przysposobionym, coś z czym nie będziemy mogli sobie poradzić to mogę skorzystać z PCPR-u jako koła ratunkowego. Nie chcę pozwolić na to aby z powodu naszej bezsilności dziecko wracało do placówki ( niestety częste zjawisko)." "Koło ratunkowe" w myśl wsparcia psychologicznego itp. Czy motywacja nie jest silna? Pockahontas dziękuję za zrozumienie :)

Awatar użytkownika
bloo
Członek Stowarzyszenia
Posty: 10355
Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: bloo »

Odnośnie próby:
To nie jest szczęsliwe określenie i konotuje się źle, ale będę go bronić, bo do tego sprowadza się każda zmiana życiowa, nawet jeśli nie lubimy o niej myśleć w kategoriach próby, ponieważ nie jest to poprawne politycznie i społecznie. Rodzicielstwo biologiczne też jest próbą i nie ma co malować trawy na zielono. 80 tysięcy sierot społecznych wzięło się stąd, że ta próba nie poszła pomyślnie.
Małżeństwo jest również próbą, choćby każdy nowożeniec zaklinał się- i szczerze wierzył - że jest to układ dożywotni. Świetnie, jeśli się takim okaże i będzie służyć dwóm stronom, ale zdarza się, że kończy się to inaczej.
RA i RZ różnią się o tyle, że poprzedza je możliwość podjęcia racjonalnej decyzji, co często zakłóca nam ogląd takiej sytuacji. To znaczy wierzymy, że nasza decyzja jest racjonalna i świadoma, najczęściej zresztą ta wiara jest szczera. Ale to wcale nie oznacza, że rzeczywistość jej nie zweryfikuje negatywnie, bo może się tak stać.
W przypadku adopcji ta próba jest o tyle bardziej próbą niż w sytuacji RZ, że kandydaci na RA są teoretykami ćwiczącymi na sucho do momentu, w którym pierwszy raz widzą dziecko. Aż do tej chwili mogą sobie co najwyżej projektować własne emocje i reakcje, ale to nadal pozostaje symulacją.
Jasne, że w wielu przypadkach, być może w większości, ta symulacja się pokryje z przyszłością i rodzice rozpoznają swoje dziecko. Nie zmienia to faktu, że aż do momentu spotkania adopcja i więź adopcyjna pozostaje abstrakcją, a świadoma decyzja oznacza tylko tyle, że świadomie decydujemy się na tę próbę nie wiedząc do końca, co przyniesie życie i jak naprawdę zareagujemy.
RZ mają inaczej o tyle, że większość z nas odbywa praktyki w zawodowych rodzinach zastępczych, więc zanim samemu zostanie się RZ otrzymuje się "dotknięcie praktyki". Dzieci nie są oddzielone od nas symboliczną szybą w postaci relacji osób trzecich na temat dzieci - my je poznajemy, dotykamy, przykrawamy wyobrażenia do konkretnej sytuacji. Dla mnie praktyki były najmocniejszym elementem szkolenia, który zadziałał na coś zupełnie innego niż sam teoretyczny kurs, skądinąd bardzo dobry kurs.
Gdybym miała zostać RA nie miałabym tej szansy, którą dało mi szkolenie na RZ i dla mnie akurat ta różnica była doniosła, bo urealniła mi pieczę (na tyle na ile jest to możliwe jeszcze przed zostaniem RZ).
Co nie zmienia faktu, że nadal jest to próba nie w rozumieniu testowania dziecka, a testowania samej siebie. I myślę, że to jest nieuniknione.
Człowiek zakładający, że w jego przypadku próba się nie zadzieje, ponieważ on "na pewno, na zawsze, na 100% i wie to z góry jeszcze przed przyjęciem dziecka" jest fantastą lub hipokrytą. Jeśli akurat w jego przypadku naprawdę wydarzy się to "na zawsze" to doskonale, ale to wcale nie oznacza, że nie przeszedł próby. Jasne, że przeszedł, tyle że jej wynik okazał się wynikiem na "tak".
Ale to nie jest jedyny możliwy wynik równania.

Awatar użytkownika
Pikuś Incognito
Moderator
Posty: 428
Rejestracja: 29 gru 2015 22:11

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Pikuś Incognito »

Cieszę się Miniula, że napisałaś o tym co czułaś w okresie, gdy Wasz Miniek jeszcze nie do końca był Miniulowy. Ja mogę najwyżej domyślać się tego, jakie są odczucia rodziców, którzy wybrali rodzicielstwo zastępcze, jako drogę do adopcji.
Mieliśmy do tej pory trzy takie sytuacje, w których rodzice zostali rodziną zastępczą, mając motywacje adopcyjne. W każdej z nich wydawało nam się, że dalsza współpraca z rodzicami biologicznymi nie ma większego sensu. W pierwszym przypadku wszystko trwało około 4 miesięcy – odebranie praw rodzicielskich na pierwszej rozprawie, wniosek o ustanowienie rodziną adopcyjną i sprawa zamknięta. W dwóch kolejnych sytuacjach, wydawało nam się, że sprawa potoczy się jeszcze szybciej (przynajmniej mając na uwadze zainteresowanie rodziców biologicznych dzieckiem, jak też ich starania w kierunku powrotu dziecka do nich). Niestety w obu przypadkach, wszystko wlecze się już grubo ponad rok. Na dobrą sprawę, nie ma przesłanek ku temu, aby dziecko wróciło do mamy biologicznej. Raz na jakiś czas zadzwoni, albo próbuje się spotkać, czasami dochodzi do odwiedzin (w końcu nie ma jeszcze odebranych praw rodzicielskich).
Rodzice zastępczy nie mają zbyt wielkiego wyboru. Ich dziecko rozmawia więc co jakiś czas przez telefon z kimś, kogo nawet nie chce nazwać ciocią, albo spotyka się na placu zabaw z zupełnie obcą sobie osobą, która uważa, że powinno jej się rzucić w ramiona.
Nie śmiem pytać tych rodziców zastępczych, co zrobiliby, gdyby mieli jeszcze raz podjąć taką decyzję. Wiem, że (mając przed sobą swoje-nieswoje dziecko), powiedzieliby że postąpiliby dokładnie tak samo. Jeżeli więc w końcu dojdzie do adopcji, to tym bardziej powiedzą: „tak, było warto.” Ale czy na pewno? Nasi rodzice zastępczy mieli wybór – poczekać w kolejce ośrodka adopcyjnego. Być może kilka lat (choćby ze względu na staż małżeński, albo posiadane już własne dziecko biologiczne). Wychodzi jednak na to, że te kilka lat szybko mija, niestety czasami w towarzystwie rodzica biologicznego. Ja też się uczę … myślę, że następnym razem, raczej nie będę namawiał potencjalnych rodziców zastępczych do wybrania takiej drogi (a przynajmniej przedstawię im całą skalę zagrożeń).

Mała mi80, dziękuję za miłe słowa. Jednak to, o czym piszę, to tylko pewne przemyślenia i zasady, którymi się kieruję, będąc rodzicem zastępczym. Nie ma chyba jakiejś złotej reguły dotyczącej rodzicielstwa zastępczego. Przykładem może być polemika między Izabelam a Pockahontas
Szanuję poglądy jednej i drugiej, a każde wypowiadane przez nie zdanie, warte jest rozważenia – zwłaszcza jeżeli ma się na daną sprawę nieco inne spojrzenie.

Tak więc, nieco okrężną drogą, spróbuję się włączyć do ich rozmowy (chociaż może trochę po czasie).
W pełni zgadzam się z izabelam, że rodzicielstwo zastępcze w naszym kraju nie do końca potrafi sprostać pokładanym w nim nadziejom. Ideą rodzicielstwa zastępczego jest przygotowanie do odejścia - albo do powrotu do rodziny biologicznej, albo do przysposobienia. Niestety na szkoleniach jest bardzo mało rodzin (przynajmniej u nas), które chciałyby zostać rodziną zawodową. W większości przypadków każda ma już na oku jakieś dziecko, chce (czasami musi) zaopiekować się kimś z rodziny, albo zwyczajnie traktuje ten kurs jako krótszą drogę do adopcji.
Nawet rodzice chcący opiekować się dziećmi zawodowo (potocznie zwani długoterminowymi), albo RDD, wielokrotnie nie są gotowi na rozstania, nie potrafią zrozumieć rodziców, którzy są pogotowiem rodzinnym i rozstania mają wkalkulowane w swoją działalność.
Rodzice, którzy chcą poprzez kurs na rodzinę zastępczą przyspieszyć proces przysposobienia, nie są lubiani przez OA i PCPR-y, chociaż ta druga instytucja, chętnie z nich korzysta, gdy pobyt dziecka w pogotowiu rodzinnym się przedłuża. Wówczas rodzice zastępczy z motywacją adopcji, są „w cenie”. Osobiście bardzo się cieszę, że ktoś taki jest, natomiast uważam, że tacy rodzice nie są zupełnie przygotowywani emocjonalnie do takiej roli. Być może dlatego, że oficjalnie PCPR traktuje takie osoby jako „persona non grata”.
Też mam podobne doświadczenia jak izabelam. W rodzicach zastępczych włączają się mechanizmy obronne, które powodują, że współpraca z RB przestaje się układać. I dotyczy to nie tylko rodzin z motywacją adopcyjną. Chociaż z drugiej strony …, jeżeli przez kilkanaście miesięcy pobytu dziecka w pogotowiu rodzinnym, RB nie potrafią poczynić często nawet najmniejszego kroku, to trudno o jakikolwiek optymizm i wspieranie ich w późniejszym okresie.

Z kolei, jeżeli chodzi o adopcję poprzez rodzicielstwo zastępcze, dzieci starszych, to tutaj jestem jak najbardziej „za” i nie nazwałbym tego „rodzicielstwem na próbę”. Zdarzają się „zwrotki”, również miało to kilka razy miejsce w naszym PCPR-e. Jednak nigdy nie było przypadku, aby odbyło się to bez walki. Mało kto, potrafi przyznać, że nie dał rady, że popełnił błędy (chociaż często wcale ich nie popełnił). Wielokrotnie bywa, że dziecko zastępcze zostaje oddane, gdy rodzina jest już w „rozsypce”. Nie wiadomo wówczas, kto potrzebuje większej pomocy psychologicznej, rodzina czy dziecko, które jest oddawane.
Dzieci starsze są dużo bardziej doświadczone przez życie, niż maluchy. Wielokrotnie mają one problemy behawioralne, emocjonalne, psychiczne, o których niewiele wiadomo, a które mogą spowodować, że nowi rodzice sobie zwyczajnie nie poradzą. Rodzice zastępczy i adopcyjni przechodzą kursy, są sprawdzani w rozmaity sposób, czy nadają się do tej roli. A dzieci? Nikt nie sprawdza, czy i jakie mają problemy i czy nadają się do adopcji? Nadzieja tylko w dotychczasowej rodzinie zastępczej (lub placówce, w której dziecko przebywa), że przekaże pełną wiedzę rodzicom adopcyjnym, że w razie potrzeby wcześniej skieruje dziecko na odpowiednią terapię.
Wielokrotnie dochodzi też do sytuacji, że nawet same dzieci (będąc na przykład w DD) chcą być adoptowane i nie mogą się tego doczekać. Jednak po czasie okazuje się, że wyobrażenia obu stron są zupełnie inne. To zupełnie tak jak z młodymi małżonkami, gdy przychodzi proza życia. Starsze dzieci mają już swój światopogląd, swoje potrzeby. Może być tak, że zrobią wszystko, aby wrócić tam, skąd przyszły... i z pewnością dopną swego.
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com

izabelam
Posty: 155
Rejestracja: 08 gru 2010 23:27

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: izabelam »

jeżeli przez kilkanaście miesięcy pobytu dziecka w pogotowiu rodzinnym, RB nie potrafią poczynić często nawet najmniejszego kroku, to trudno o jakikolwiek optymizm i wspieranie ich w późniejszym okresie.
Długo myślałam w ten sam sposób,że mam wspierać RB, żeby dzieci tam wróciły. Teraz uważam,że nie ja jestem od tego. Od tego są asystenci rodzin i pracownicy socjalni. Ja jestem od opieki nad dzieckiem. I na tą moja role nie powinna wpływać decyzja RB , czy robia cos ze swoim życiem, czy nie. Nie moja sprawa. To jest przekraczanie granic. Mnie dotyczą jedynie relacje dziecko-RB.

Wielokrotnie bywa, że dziecko zastępcze zostaje oddane, gdy rodzina jest już w „rozsypce”

Też uważam,że to są tragedie rodzin i dzieci. Dlatego właśnie nie rozumiem "rodzicielstwa na próbe". Ci , którzy oddaja dzieci ( o których ja słyszałam, z którymi rozmawiałam) nie zakładali żadnej próby. Chcieli" na zawsze". Nie dostali żadnego wsparcia, nie zostali odpowiednio przygotowani. To instytucja uważa,że można "wsadzic" dziecko do rodziny i zobaczyc co wyjdzie. Jak sie nie uda, to przenieść. I wszystko można zwalić na dziecko- bo trudne. Albo na filozoficzne- wszystko jest względne.
Z tym się nie zgadzam.

To zupełnie tak jak z młodymi małżonkami, gdy przychodzi proza życia.
Ładne porównanie. I do nas , rodziców należy ( moim zdaniem), żeby nasze dzieci polubiły właśnie prozę życia.
iza

Awatar użytkownika
Pikuś Incognito
Moderator
Posty: 428
Rejestracja: 29 gru 2015 22:11

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Pikuś Incognito »

Pewnie masz rację izabelam, że jako pogotowia rodzinne powinniśmy robić tylko to co do nas należy, czyli zaopiekować się dziećmi i umożliwiać im kontakty z rodzicami biologicznymi. Tak samo mówią inne znane nam pogotowia. Jednak ciężko nam to zaakceptować. W większości przypadków, rodzicami dzieci, które zostały u nas umieszczone, są bardzo młode osoby, albo takie, które czują się zagubione. Dla nich, kurator sądowy, asystent rodziny, pracownik socjalny – kojarzy się z urzędnikiem, któremu nie można ufać.
Nie wiem z czego to wynika (prawdopodobnie z tego, że opiekujemy się ich dzieckiem), ale potrafią się przed nami otworzyć, mimo że informujemy ich, że sporządzamy co jakiś czas notatkę do PCPR-u, w której umieszczamy nasze uwagi dotyczące zarówno spotkań, jak też telefonów i SMS-ów. Mamy biologiczne są najczęściej w wieku naszych córek, co z pewnością ma wpływ na ich postrzeganie. Staramy się im pomagać (choćby pisząc im wzorce pism do różnych instytucji – które na dobrą sprawę wystarczy podpisać). Często wydaje nam się, że potrafią się wyrwać ze środowiska, w którym się znajdują, dlatego staramy się je wspierać. Być może wchodzimy w kompetencje innych osób, jednak efektem ubocznym, są często informacje, o których nikt inny nie wie. Zdarzają nam się również zwierzenia, które zostawiamy tylko dla siebie.

Jeżeli chodzi o termin „rodzicielstwo na próbę”, to chyba powstał on w powyższych komentarzach i jako taki, nie odnosi się do jakichś konkretnych sytuacji. Wydaje mi się, że każda rodzina, która chce wziąć w opiekę jakieś dziecko, myśli że to będzie „na zawsze”. Czy wentyl bezpieczeństwa w postaci rodziny zastępczej (a nie adopcyjnej) jest czymś złym?
Mimo wszystko, uważam że rodzice zastępczy mogą liczyć na dużo większe wsparcie instytucjonalne niż adopcyjni.

Odniosę się też do „prozy życia”. Rodzice zastępczy, których spotykamy na grupach wsparcia organizowanych przez PCPR, największe zastrzeżenia mają do bałaganiarstwa i braku higieny.
Czy przypadkiem nie chcemy na siłę nauczyć dzieci naszej prozy życia. Może czasami warto odpuścić. Może lepiej jest pokazać dzieciom, że my też nie jesteśmy doskonali, że też miewamy bałagan, że czasami też nie mamy ochoty się umyć … że po prostu jesteśmy normalni.
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com

izabelam
Posty: 155
Rejestracja: 08 gru 2010 23:27

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: izabelam »

Napisałeś,że może mam rację.

Nie chodzi mi o rację. To są moje osobiste doświadczenia i przemyslenia, bardzo nieobiektywne.
Jeżeli chodzi o termin „rodzicielstwo na próbę”, to chyba powstał on w powyższych komentarzach i jako taki, nie odnosi się do jakichś konkretnych sytuacji
Dla mnie" rodzicielstwo na próbę" dotyczy każdej sytuacji, która ma takie założenie. Uwierz mi , że bardzo chciałabym się mylić.
Dla nich, kurator sądowy, asystent rodziny, pracownik socjalny – kojarzy się z urzędnikiem, któremu nie można ufać.
To czynnik ludzki. Doskonale wiesz,że wśród RZ są tez tylko ludzie...
Być może wchodzimy w kompetencje innych osób, jednak efektem ubocznym, są często informacje, o których nikt inny nie wie. Zdarzają nam się również zwierzenia, które zostawiamy tylko dla siebie.
Poznałam kuratorów sądowych, asystentów rodzin, pracowników socjalnych, którzy nie szkodzą "dobrą radą". Cierpliwie czekaja i pokazuja konsekwencje. To RB musi chciec najpierw. Takie "informacje,zwierzenia, o których nikt nie wie" daja moc. Ale to nie my mamy się wzmacniać dzięki RB. To oni maja byc silni, żeby zająć się swoim dzieckiem. "Dobre rady" uzależniają.Po za tym wieje hipokryzją , gdy z jednej strony wspieramy , wysłuchujemy tajemnic, z drugiej piszemy sprawozdania do sądu.
Jedną z zasad asystentów rodzin jest: nigdy nie wykorzystać informacji zdobytych od RB przeciwko nim. Gdy ja usłyszę od RB,że nie chodzi na terapie uzależnień od momentu, gdy wypisali mu zaświadczenie o uczestnictwie, bo sam poradzi sobie z nałogiem, od razu zgłaszam to do sądu. Znamy przecież konsekwencje dla dzieci takiego powrotu. Asystent nie może ujawnić w sądzie tak zdobytej informacji. Trudna praca. Ale RB wie,że może mu powiedzieć wszystko i sam , na własnych błedach poznać konsekwencje swojego postępowania. Jedyna droga,żeby się czegoś nauczyć.

Odbiegłam od tematu za bardzo. Przepraszam.
iza

Mała mi80
Posty: 11
Rejestracja: 05 sie 2016 06:34

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Mała mi80 »

Iza (pozwolę sobie po imieniu :) ) . Cyt "Dla mnie" rodzicielstwo na próbę" dotyczy każdej sytuacji, która ma takie założenie. " Miałabym prośbę, abyś czasem była ostrożna w używaniu tego określenia bowiem dla niektórych mimo wszystko, może to być bardzo krzywdzące. Życie pisze naprawdę różne scenariusze.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Rodzicielstwo zastępcze”