Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy warto?

Dyskusja na temat wszystkiego co dotyczy rodzinnych domów dziecka, rodzin zastępczych, pogotowii rodzinnych i szeroko rozumianej tematyki rodzicielstwa zastępczego.

Moderator: Moderatorzy rodzicielstwo zastępcze

ODPOWIEDZ
Miniula
Posty: 772
Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Miniula »

Bloo w "moim" OA był "program autorski" :lol: Panie o PRIDE może ewentualnie "gdzieś słyszały", bo jak zapytałam to były dość zmieszane.
Nie wiem co teraz robią, bo nie mam kontaktu. Kiedy złożyłam (prawie półtora roku temu) dokumenty do PCPR na RZ to dostałam info, że nadal robią "program autorski".
Jako że najwidoczniej RZ nie są w naszym powiecie potrzebne, moje papiery sobie leżą i czekają na lepsze czasy ;-)
Mój mąż lata temu kończył w tym OA (wtedy jeste OAO) kurs na RZ i nawet chwalił program. Ale potem ekipa się zmieniła i jakoś tak się posypało.
Ja bardzo chętnie zrobiłabym porządny kurs, bo uważam, że on dużo w głowie porządkuje. No cóż...

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...

Miniek już Miniulowy :love:

Nela8



Awatar użytkownika
Pikuś Incognito
Moderator
Posty: 428
Rejestracja: 29 gru 2015 22:11

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Pikuś Incognito »

bloo pisze:Tak więc takie scenariusze się dzieją i zakładanie z góry, że RB na pewno mają gdzieś dzieci i regulacja sytuacji prawnej dziecka na pewno zakończy się adopcją jest jednak życzeniowe. Nie mamy pewności, ze tak się stanie.
Święte słowa. Jest to największa zmora rodziców, decydujących się na adopcję poprzez bycie początkowo rodziną zastępczą.
Jednak sytuacja, gdy dziecko wraca do rodziny biologicznej, nie wynika moim zdaniem z teorii przypadku, ani też ze zwykłego rachunku prawdopodobieństwa.
Kluczową rolę odgrywa tutaj sędzia prowadzący daną sprawę. Jeden wychodzi z założenia, że dla dziecka najlepsza jest rodzina biologiczna (nawet nieco ułomna), inny stara się to dziecko umieścić w zupełnie innym świecie (nawet w pewien sposób pozbawiając je korzeni).
Jako pogotowie rodzinne, mamy do czynienia z różnymi sądami i wiemy czego możemy się po każdym z nich spodziewać. Niedawno przyszło do nas dziecko podlegające pod sąd, który w naszej ocenie, wskazywał na to, że będzie „krótka piłka”, pierwsza rozprawa dająca szansę rodzicom, druga odbierająca prawa rodzicielskie. Byliśmy zatem bardzo zdziwieni, gdy sędzina zaproponowała mamie biologicznej urlopowanie dziecka. Okazało się, że sprawę prowadzi nowa osoba. Akurat w tym przypadku, urlopowaniu sprzeciwiła się opieka społeczna (wskazując, że nadal co jakiś czas w mieszkaniu rodziców mają miejsce interwencje policji). Jednak sytuacja ta pokazuje, jakie znaczenie ma podejście do sprawy sędziego, który ją prowadzi. Pewnie nie jest to regułą, jednak wielokrotnie sędziowie z długim stażem, dają rodzicom biologicznym mniej czasu na „wyjście na prostą”.
Nawet ja, patrząc z kilkuletniej perspektywy, widzę jak bardzo zmieniło się moje postrzeganie rodziców biologicznych. I wcale nie chodzi o to, że stałem się przeciwny powrotom dzieci do swoich rodzin. Jednak widzę, jak trudno jest im zmienić coś w swoim życiu. Wielokrotnie rodzice dzieci, które u nas przebywają, są całkiem sympatyczni (chociaż w większości są to tylko mamy), wspieramy ich – widząc, że chcieliby coś z sobą zrobić. Jednak często należałoby opuścić dom rodziców alkoholików, porzucić toksycznego partnera, zacząć życie od nowa i zamieszkać samotnie z dzieckiem … nie wiadomo gdzie, nie wiadomo za co (najczęściej rodzice nie mają ukończonej szkoły, nawet jak bardzo chcą pracować, to jest to praca dorywcza lub za niewielkie pieniądze). Dom dla samotnej matki rozwiązuje sprawę tylko na chwilę. Prawdę mówiąc, gdybym znalazł się na ich miejscu, prawdopodobnie też nie miałabym siły walczyć o swoje życie. Mam tylko nadzieję, że byłoby mnie stać na to, aby pozwolić „odejść” mojemu dziecku. Ale to tylko „gdybanie”.
Miniula pisze:Wiem natomiast, że te kursy są trochę przeceniane, zaś rodzina zastępcza ma znacznie szerszą wiedzę np. z zakresu prawa rodzinnego niż RA. Bo musi.
Uważam, że w przypadku przekształcania RZ w RA znacznie bardziej niż jakieś kursy sprawdzi się indywidualna pomoc sensownego psychologa, nawet pracującego w OA (o ile pracuje tam sensowny psycholog).
Dużo w tym racji. W wielu przypadkach, szkolenia to pewnego rodzaju „sztuka dla sztuki”, chociaż pozory czasami mylą.
Ja (podobnie jak bloo) kończyłem kurs PRIDE-m. Byłem z niego bardzo zadowolony, mimo że niektóre osoby z mojej grupy uważały, że jest to tylko strata czasu. Zresztą nasz PCPR od kilkunastu miesięcy chce wprowadzić autorską metodę szkolenia (bardziej osadzoną w polskich realiach).
Jednak niezależnie od metody, wydaje mi się, że największe znaczenie (w takiej czy innej formie odbywanego szkolenia) ma poznanie siebie i swojego partnera. Ja spojrzałem na wiele spraw (również na siebie) z zupełnie z innej perspektywy. Moja żona też.
Pewnie, że dobry psycholog jest w stanie wniknąć w zakamarki duszy, co spowoduje, że dana osoba odkryje w sobie coś niezwykłego. Ale tak czy inaczej, muszą pojawić się pewne sformułowania, jak: więź, strata, dyscyplina, zmiany …
Dobry psycholog też ma jakąś koncepcję … jakiś program.
Czy rodzice adopcyjni potrzebują innej wiedzy niż zastępczy? Nie wiem. Wydaje mi się, że nie, chociaż może muszą zmierzyć się w jakiś sposób z własnymi demonami (choćby z niepłodnością), ale w tej kwestii nie chciałbym się wypowiadać, aby nie palnąć jakiegoś głupstwa.
bloo pisze:W przypadku kursów na RZ jest również program skonstruowany pod kątem nienawiązywania więzi z dziećmi
Wydawało mi się, że takie programy już nie istnieją. Dzieci z zaburzeniami określanymi jako RAD,są najgorszą grupą, zarówno dla rodziców adopcyjnych, jak też zastępczych. Myślałem, że dzieci z zaburzeniami nawiązywania więzi, powoli odchodzą do lamusa (w końcu po to powstały rodziny zastępcze, mające zastąpić domy dziecka dla maluchów).

bloo , czy wiesz coś więcej na temat programu, w którym kładzie się nacisk na nienawiązywanie więzi? Jakie argumenty przemawiają za takim postępowaniem?
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com

Awatar użytkownika
bloo
Członek Stowarzyszenia
Posty: 10355
Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: bloo »

Pikuś, informację o kursach autorskich brałam z rozporządzenia:
http://www.mpips.gov.pl/bip/ogloszenia- ... j/#akapit6

o ile się orientuję, to szkolenie oparte na programie SOWA dotyczy nawiązywania relacji bez budowania więzi, ale to jest informacja z drugiej ręki, sama nie przechodziłam tego szkolenia.

Pikuś Incognito pisze: Ja (podobnie jak bloo) kończyłem kurs PRIDE-m. Byłem z niego bardzo zadowolony, mimo że niektóre osoby z mojej grupy uważały, że jest to tylko strata czasu. Zresztą nasz PCPR od kilkunastu miesięcy chce wprowadzić autorską metodę szkolenia (bardziej osadzoną w polskich realiach).
Jednak niezależnie od metody, wydaje mi się, że największe znaczenie (w takiej czy innej formie odbywanego szkolenia) ma poznanie siebie i swojego partnera. Ja spojrzałem na wiele spraw (również na siebie) z zupełnie z innej perspektywy. Moja żona też.
Pewnie, że dobry psycholog jest w stanie wniknąć w zakamarki duszy, co spowoduje, że dana osoba odkryje w sobie coś niezwykłego. Ale tak czy inaczej, muszą pojawić się pewne sformułowania, jak: więź, strata, dyscyplina, zmiany …
Dobry psycholog też ma jakąś koncepcję … jakiś program.
Czy rodzice adopcyjni potrzebują innej wiedzy niż zastępczy? Nie wiem. Wydaje mi się, że nie, chociaż może muszą zmierzyć się w jakiś sposób z własnymi demonami (choćby z niepłodnością), ale w tej kwestii nie chciałbym się wypowiadać, aby nie palnąć jakiegoś głupstwa.

To prawda, że szkolenie PRIDE jest osadzone w realiach bardziej amerykańskich, przynajmniej jeśli idzie o materiały filmowe. Sedno pozostaje jednak sednem, uważam że to jest porządny i adekwatny program.
Co do straty czasu - również spotkałam się z takimi opiniami w swojej grupie, ale... Moim zdaniem należałoby zacząć od przyjrzenia się proporcjom. Fakty są takie, że gros uczestników kursów to nie są rodziny planujące pieczę zastępczą, a rodziny tymczasowe, które mają już konkretne dziecko pod opieką.
Ludzie dopiero rozważający pieczę stanowią mniejszość i to potwierdza moje doświadczenie oraz informacje od organizatorów pieczy.
To zjawisko pociąga za sobą pewien skutek. Jeśli jesteś wujkiem Zosi i masz ją pod opieką od roku, jesteś np. jej rodzicem chrzestnym, znasz się z rodzicami od lat, to poszerzanie repertuaru wychowawczego o metody radzenia sobie z dziećmi z FAS, RAD, czy analizowanie różnych typów więzi jest Ci średnio potrzebne.
Owszem, to jest ogólnie rozwijające i ciekawe poznawczo, o ile kogoś w ogóle interesuje pedagogika. Ale wiele z tych osób twierdzi, że jest to doskonale zbędne i ja je rozumiem.
Ja bym się więc zastanowiła na miejscu PCPRów, czy nie należałoby rozłączyć tych dwóch grup, bo mają inne cele i będą sprawować inne funkcje, więc też innej wiedzy potrzebują.

Co do podobieństw między kursem dla RA i RZ to chyba się nie zgodzę. Nie przechodziłam wprawdzie PRIDE'a adopcyjnego, ale mam materiały tego kursu. Materiał jest inny i cele są inne. W RA uczysz się o więziach po to, aby budować je docelowo u swojego własnego dziecka; w RZ uczysz się modelowania więzi po to, aby docelowi rodzice dziecka mogli je rozwijać. Jeden kurs jest o budowaniu rodziny, drugi o budowaniu umiejętności pożegnań. RZ są uczone również pracy zespołowej pod okiem instytucji, RA tworzą własną prywatność, która zacznie się wraz z przysposobieniem.
No i cały aspekt wychowywania dziecka w prawdzie wobec jego korzeni i prawie do wiedzy o nich, jest pominięty w przypadku kursu na RZ, bo to nie nasza działka. Trochę jest to liźnięte, ale jako że nie my będziemy pracować docelowo z dzieckiem, to nie jest to rozszerzane, zresztą słusznie. Podobnie jest z pożegnaniem wizji dziecka biologicznego - znow nie jest to naszą działką, więc RZ się tego nie uczą i nie rozmawiają na ten temat, dość kluczowy w adopcji przecież.

Awatar użytkownika
Pikuś Incognito
Moderator
Posty: 428
Rejestracja: 29 gru 2015 22:11

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Pikuś Incognito »

bloo pisze:Co do podobieństw między kursem dla RA i RZ to chyba się nie zgodzę. Nie przechodziłam wprawdzie PRIDE'a adopcyjnego, ale mam materiały tego kursu. Materiał jest inny i cele są inne.
Z pewnością programy szkoleń dla rodziców adopcyjnych różnią się od tych dla rodziców zastępczych. Niestety moja wiedza dotycząca szkoleń rodziców adopcyjnych opiera się tylko na tym, co gdzieś usłyszę lub przeczytam. Bloo, z pewnością jest tak jak napisałaś, że w przypadku rodziców adopcyjnych, większą rolę przykłada się do tematu pożegnania z wizją dziecka biologicznego, a na szkoleniach rodziców zastępczych ważniejsza jest umiejętność współpracy z rozmaitymi instytucjami. Prawdopodobnie też, w różnych programach jedne tematy są bardziej podkreślane, inne mniej. Chociaż być może dużo też zależy od osób prowadzących.
Napisałaś o pomijaniu na kursach dla rodzin zastępczych tematu „korzeni”. Akurat u nas ta sprawa była bardzo mocno podkreślana. Nie pamiętam, czy było odrębne spotkanie poświęcone temu tematowi (chyba nie), ale było to wówczas, gdy rysowaliśmy swój genogram. Zostało wtedy uwypuklone to, jak ważne są wspomnienia, relacje dziecka z rodziną biologiczną oraz nasza jego akceptacja, wraz z pochodzeniem i korzeniami. Mieliśmy kiedyś pod opieką dziewczynki, które miały jedną relikwię - był to album ze zdjęciami. Pozwalał im wracać wspomnieniami do okresu, gdy były szczęśliwe. Gdy tylko tego chciały, cofaliśmy się z nimi do ich przeszłości. Nie wiem czy rodzice adopcyjni są otwarci na coś takiego. Z mojego doświadczenia wynika, że raczej chcą zapomnieć o rodzicach biologicznych.
Z kolei jeżeli chodzi o więzi, to ich znaczenie było podkreślane praktycznie na każdym spotkaniu. Nasze trenerki zwracały szczególną uwagę na to, że jako rodzice zastępczy, nie możemy bronić się przed nawiązywaniem bliskich relacji z dziećmi, które mamy pod opieką. Nawiązywanie więzi jest czymś zupełnie naturalnym. Dzieci muszą czuć, że są nasze, nawet jeżeli wiemy, że będą u nas tylko kilka miesięcy. Mamy teraz pod opieką piętnastomiesięczną dziewczynkę. Pojawiła się w naszym domu w drugiej dobie swojego życia. Dla niej jesteśmy rodzicami, a ona dla nas córką. Nie da się wyłączyć emocji, nie da się nawiązać relacji bez budowania więzi (przynajmniej we wczesnym okresie życia dziecka). Próbowałem znaleźć jakieś informacje o programie SOWA (o którym wspomniałaś i za co bardzo dziękuję), ale niczego konkretnego nie znalazłem. Uważam, że trzeba być otwartym na potrzeby dziecka, a ono (chyba niezależnie od wieku) potrzebuje akceptacji, ciepła, miłości. Zresztą my (jako rodzice zastępczy), też pragniemy tego samego – jest to pewnego rodzaju relacja zwrotna. Różnica polega tylko na tym, że w momencie rozstania (gdy dziecko odchodzi do nowej rodziny), to nam jest bardziej przykro. Dzieci (zapoznane wcześniej z nowymi rodzicami) nie czują bólu rozstania. I o to nam właśnie chodzi. Jest to chyba dowód na to, że nauczyliśmy je nawiązywać więzi … a my jakoś sobie zawsze radzimy.
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com

Bebinia
Posty: 74
Rejestracja: 04 mar 2014 13:43

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Bebinia »

bloo pisze: Co do podobieństw między kursem dla RA i RZ to chyba się nie zgodzę. Nie przechodziłam wprawdzie PRIDE'a adopcyjnego, ale mam materiały tego kursu. Materiał jest inny i cele są inne. W RA uczysz się o więziach po to, aby budować je docelowo u swojego własnego dziecka; w RZ uczysz się modelowania więzi po to, aby docelowi rodzice dziecka mogli je rozwijać. Jeden kurs jest o budowaniu rodziny, drugi o budowaniu umiejętności pożegnań. RZ są uczone również pracy zespołowej pod okiem instytucji, RA tworzą własną prywatność, która zacznie się wraz z przysposobieniem.
No i cały aspekt wychowywania dziecka w prawdzie wobec jego korzeni i prawie do wiedzy o nich, jest pominięty w przypadku kursu na RZ, bo to nie nasza działka. Trochę jest to liźnięte, ale jako że nie my będziemy pracować docelowo z dzieckiem, to nie jest to rozszerzane, zresztą słusznie. Podobnie jest z pożegnaniem wizji dziecka biologicznego - znow nie jest to naszą działką, więc RZ się tego nie uczą i nie rozmawiają na ten temat, dość kluczowy w adopcji przecież.
To co piszesz jest bardzo sensowne. Jednak gdy ja robiłam PRIDE, to chodziłam na jeden kurs z przyszłymi rodzinami adopcyjnymi - nie było żadnego podziału na PRIDE dla RZ i PRIDE dla RA, korzystaliśmy z tych samych materiałów, w których było wszystkiego po trochu. Może od tamtej pory to się zmieniło, a może cały czas dopuszczalne są takie kursy łączone i funkcjonują materiały specjalnie dla nich... Nie wiem, ale faktem jest, że z tego połączenia ani przyszłe RZ ani przyszłe RA nie były zadowolone.

Awatar użytkownika
beatusia80
Posty: 31
Rejestracja: 20 sty 2010 01:00

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: beatusia80 »

W 2010 r. robiłam kurs adopcyjny. Był to PRIDE, choć spotkania indywidualne, dostosowane do charakteru ówczesnej pracy męża. W roku 2013 przechodziliśmy PRIDE dla RZ. Oba te programy wg mnie mimo części wspólnych różnią się ogromnie. Prawda jednak jest taka,że wiele zależy od trenerów i od tego na co kładą nacisk. Teoria teorią ;-) Cieszę się,że moje życie poukładało się właśnie tak, że na własnej skórze mogę odczuć te różnice :-D .

Awatar użytkownika
bloo
Członek Stowarzyszenia
Posty: 10355
Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: bloo »

Pikuś Incognito pisze: Napisałaś o pomijaniu na kursach dla rodzin zastępczych tematu „korzeni”. Akurat u nas ta sprawa była bardzo mocno podkreślana. Nie pamiętam, czy było odrębne spotkanie poświęcone temu tematowi (chyba nie), ale było to wówczas, gdy rysowaliśmy swój genogram. Zostało wtedy uwypuklone to, jak ważne są wspomnienia, relacje dziecka z rodziną biologiczną oraz nasza jego akceptacja, wraz z pochodzeniem i korzeniami. Mieliśmy kiedyś pod opieką dziewczynki, które miały jedną relikwię - był to album ze zdjęciami. Pozwalał im wracać wspomnieniami do okresu, gdy były szczęśliwe. Gdy tylko tego chciały, cofaliśmy się z nimi do ich przeszłości.
fakt, napisalam, ale trochę za bardzo się skondensowałam ;) Temat korzeni był i u nas mocno podkreślany, ale w stosunku do adopcyjnego PRIDE'a jest to mimo wszystko liźnięte w tym sensie, że my pracujemy na korzeniach w inny sposób - ostatecznie trafiają do nas dzieciaki, których rodzice nadal są na horyzoncie, więc kwestia dbania o korzenie ma wymiar namacalny i konkretny. W przypadku adopcyjnego PRIDE'a korzenie są traktowane jako depozyt - te korzenie tam są, rodzice są ich dyspozytorami i powiernikami, ale one są poza zasięgiem dzieci do pełnoletności (jeśli dzieciaki są małe ofc). Praca więc idzie w kierunku "dlaczego warto dbać o historię pochodzenia, prawo dziecka do niej, czemu nie wolno zatajać, choć technicznie jest to możliwe w przypadku maluchów". Trochę inne zagadnienia w tym samym temacie

Pikuś pisze: Nie wiem czy rodzice adopcyjni są otwarci na coś takiego. Z mojego doświadczenia wynika, że raczej chcą zapomnieć o rodzicach biologicznych.


nie umiem się odnieść, ale to ciekawe pytanie
Pikuś pisze:Z kolei jeżeli chodzi o więzi, to ich znaczenie było podkreślane praktycznie na każdym spotkaniu. Nasze trenerki zwracały szczególną uwagę na to, że jako rodzice zastępczy, nie możemy bronić się przed nawiązywaniem bliskich relacji z dziećmi, które mamy pod opieką. Nawiązywanie więzi jest czymś zupełnie naturalnym. Dzieci muszą czuć, że są nasze, nawet jeżeli wiemy, że będą u nas tylko kilka miesięcy.


ta, bo teraz jest taki trynd. No i słusznie. Dwie dekady temu w USA trend był odwrotny - dbano, aby dzieciaki nieustannie rotowały w RZ właśnie po to, by nie tworzyć więzi. Serio nie wiem, jaka głębsza idea temu przyświecała poza tym, że była to idea z d..y. Oczywiście nie umiem sobie teraz przypomnieć, kto o tym pisał konkretnie, ale temat był rozwinięty w publikacji antropologicznej z opasłego tomiszcza analizującego praktykę adopcyjną w USA.
Bebinia pisze: Jednak gdy ja robiłam PRIDE, to chodziłam na jeden kurs z przyszłymi rodzinami adopcyjnymi - nie było żadnego podziału na PRIDE dla RZ i PRIDE dla RA, korzystaliśmy z tych samych materiałów, w których było wszystkiego po trochu. Może od tamtej pory to się zmieniło, a może cały czas dopuszczalne są takie kursy łączone i funkcjonują materiały specjalnie dla nich... Nie wiem, ale faktem jest, że z tego połączenia ani przyszłe RZ ani przyszłe RA nie były zadowolone.
wydaje mi się, ze chyba tak już nie jest, bo z ustawy z 2011 wynika rozdzielność kursów?
beatusia80 pisze:Cieszę się,że moje życie poukładało się właśnie tak, że na własnej skórze mogę odczuć te różnice :-D .
no ba :)

Awatar użytkownika
Pikuś Incognito
Moderator
Posty: 428
Rejestracja: 29 gru 2015 22:11

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Pikuś Incognito »

Rozważając ostatnio temat więzi i korzeni, przypomniał mi się pewien film.
Gdybym miał jakiś wpływ na tworzenie programu szkolenia dla rodzin zastępczych, to z pewnością byłby on w nim ujęty.

„Czasem ktoś krzywdzi tak bardzo, że przestaje już boleć”.
„Jestem niewidoczna, niesłyszana, niechciana”.

To tylko dwa zdania wypowiadane przez bohaterkę filmu, które udało mi się zapamiętać. Albo może inaczej … wywarły na mnie największe wrażenie.
Być może ktoś już tutaj odnosił się do tego filmu (bo nie jest to jakaś nowość), ale (nawet gdyby) z pewnością warto go przypomnieć.

https://www.youtube.com/watch?v=V7NmOlc5Mjo

https://www.youtube.com/watch?v=Jxlzexoj3fQ
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com

Awatar użytkownika
bloo
Członek Stowarzyszenia
Posty: 10355
Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: bloo »

oj Pikuś, a ja nad robotą miałam siedzieć ;) Ale nie ma co, odpalam :) Nie widziałam tego filmu nigdy, słyszałam tylko o nim.

Miniula
Posty: 772
Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Miniula »

Filmy niesamowite. Dzięki za wrzucenie linków

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...

Miniek już Miniulowy :love:

Nela8



Mała mi80
Posty: 11
Rejestracja: 05 sie 2016 06:34

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Mała mi80 »

Witam
Jestem tu nowa. Fajnie, że istnieje takie forum. Zaciekawił mnie ten wątek. Wydaje mi się, że to nie do końca jest tak, że "wpychamy się w kolejkę". Często decyzja o RZ a nie RA kierowana jest właśnie rozsądkiem. Przyjmując dziecko do swojego domu, już okaleczone życiowo, z pełną świadomością przyjmujemy i jego bagaż doświadczeń. Dzięki temu, że stajemy się RZ zawsze mamy tą świadomość, że możemy liczyć na pomoc PCPR. Dostęp do psychologa, pedagoga itd . Dzięki nim możemy liczyć na wsparcie w razie problemów w okresie "adaptacji". Podjęcie decyzji o RA często podejmuje się świadomie, kiedy już wszyscy będą do tego gotowi, przygotowani. Niestety prawdą jest, że RA pozostawieni są sami sobie. Dlatego uważam, że nie tyle formalność (RZ) na start, ale świadomość decyzji i odpowiedzialności za drugiego człowieka jest tu priorytetem :)

Awatar użytkownika
Pikuś Incognito
Moderator
Posty: 428
Rejestracja: 29 gru 2015 22:11

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Pikuś Incognito »

Masz rację Mała mi80. Wielokrotnie decyzja o pozostaniu najpierw rodziną zastępczą (nawet jeżeli w zamierzeniu chodzi o przysposobienie) jest bardzo rozsądna. Tak jak napisałaś, poza wsparciem ze strony PCPR-u, jest jeszcze czas, aby decyzję o ewentualnej adopcji podjąć w sposób bardzo świadomy, z uwzględnieniem zdania każdego członka rodziny. Jest jednak jeszcze coś, o czym wielokrotnie się nie mówi (być może większość osób uważa, że nie wypada o tym wspominać). Jest to wsparcie finansowe.
Jednak sytuacja taka powinna dotyczyć dzieci, które z różnych powodów mają niewielkie szanse na szybką adopcję (choćby w związku z przeciągającymi się procedurami związanymi z uregulowaniem sytuacji prawnej, ale przede wszystkim starsze lub z zaburzeniami).
Mała mi80, z tego co napisałaś w temacie „Przedstawmy się”, wynika że myślisz o pozostaniu rodziną zastępczą dla dzieci starszych – powyżej 6 lat. W takim przypadku, są to wielokrotnie dzieci skrzywdzone przez los, mogące mieć rozmaite potrzeby zarówno natury stricte medycznej, jak też dotyczące pomocy psychologa, pedagoga, terapeuty, rehabilitanta. W takiej sytuacji opieka zastępcza jest częstokroć jedyną szansą dla dzieci (na znalezienie rodziny), a pieniądze otrzymane na ich utrzymanie, z pewnością nie zostaną wyrzucone w błoto (i warto z nich skorzystać).

Gdy rozpoczynałem ten wątek, pytanie zawierające myśl o „wpychaniu się w kolejkę”, było jednym z wielu i w zamyśle miało ono dotyczyć sytuacji małych i zdrowych dzieci, które bardzo szybko znalazłyby rodzinę adopcyjną, a uregulowanie ich sytuacji prawnej byłoby kwestią kilku tygodni.
Tak jakoś wyszło, że to zdanie stało się jednym z najczęściej komentowanych tekstów. W związku z tym, nie chciałbym już do tego wracać, tym bardziej, że wcale nie jestem temu przeciwny.
Natomiast stosunkowo mało było odniesień do uczuć rodziców, wybierających takie rozwiązanie. Wielokrotnie podkreślano, że jest to alternatywna droga i każdy ma prawo ją wybrać (w końcu jest zgodna z prawem). Zgoda, jednak nikt (z tego co pamiętam) nie próbował się odnieść do emocji, które targają rodzicami zastępczymi, nim sytuacja prawna dziecka zostanie uregulowana. Co czują, jakie możliwe warianty rozważają, czy są na tyle silni psychicznie, aby zmierzyć się z powrotem dziecka do rodziny biologicznej, jak długo są w stanie żyć w takiej niepewności, jak to wpływa na ich życie psychiczne (jak również codzienne), czy zostawiają jakiś bufor bezpieczeństwa (czy to w swojej psychice, czy może w relacjach z dzieckiem)? Są to sprawy, które nadal mnie nurtują i moim zdaniem są najważniejsze, aby móc sobie odpowiedzieć na postawione w tytule tego wątku pytanie: „czy warto?”
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com

Miniula
Posty: 772
Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Miniula »

Czy warto?
Mojego syna adoptowałam przez AZW. Co to oznaczało? Ano to, że
A. Matka biologiczna znała wszystkie moje dane.
B. Przez 8 miesięcy zajmowałam się dzieckiem, które w każdej chwili mogło wrócić do MB.

Wobec AZW zawsze, także na NB, padały zarzuty o "wpychaniu się bez kolejki", o "drodze na skróty", o "nielegalnej adopcji" aż do "kupowania dziecka".
Miałam problem z paniami z OA, miałam "donos życzliwej osoby" do PCPRu.

Było strasznie ciężko. To były najdłuższe miesiące w moim życiu. Nie potrafię opisać tego co się działo że mną. Masa sprzecznych emocji.
Z jednej strony chęć oddania się dziecku w 100%, chęć przemożna zanurzenia się w macierzyństwo po czubek głowy.
Z drugiej chęć ochrony siebie na wypadek powrotu dziecka do MB.
Z jednej strony walka żeby kochać, z drugiej żeby nie kochać.
Chęć mówienia o sobie "mama" i świadomość, że nie jest się nią w rzeczywistości.
Było strasznie ciężko.

Czy warto? Po stokroć tak. Mój syn był i jest wart wszystkiego.
Sądzę, że z RZ jako wstępem do adopcji jest tak samo.

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...

Miniek już Miniulowy :love:

Nela8



Mała mi80
Posty: 11
Rejestracja: 05 sie 2016 06:34

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Mała mi80 »

Pikuś Incognito dziękuję. To dla mnie ważne słowa. Masz rację. Tak chcemy starsze dziecko. Nie ukrywam, że "wolne prawnie" byłoby dla nas najlepszym rozwiązaniem. Nie jesteśmy gotowi na to by żyć ze świadomością, że mogą zabrać nam dziecko do RB, że musielibyśmy ułatwiać im kontakty mimo, że byłaby to "patologiczna" rodzina. Pewnie jak każdy z nas obawiamy się też tego co może się wydarzyć? Musimy być przygotowani na każdą opcję. Dlaczego RZ? Długo nad tym myśleliśmy bo chodziło nam o to, że jeśli wynikną problemy wychowawcze, konflikt między naszymi biologicznymi dziećmi a przysposobionym, coś z czym nie będziemy mogli sobie poradzić to mogę skorzystać z PCPR-u jako koła ratunkowego. Nie chcę pozwolić na to aby z powodu naszej bezsilności dziecko wracało do placówki ( niestety częste zjawisko). Jeśli już wszyscy stwierdzimy, że jest dobrze, że dziecko w 100 % jest z nami szczęśliwe, że nasza rodzina funkcjonuje jak powinna to chcielibyśmy starać się o adopcję tego dziecka. Co do pieniędzy. Faktycznie są rodziny, które tym się kierują. To jest przykre choć mają do tego prawo. Ja wychodzę z założenia, że nie są to miliony, dla których tylko miałabym zostać RZ. Jesteśmy z mężem aktywni zawodowo. Stąd też decyzja o starszym dziecku. Nie chcielibyśmy rezygnować z naszej pracy. Pikuś Incognito cieszę się, że mam przyjemność czytać Twoje przemyślenia, opinie itp. Są bardzo mądre, warte uwagi :)

Pockahontas
Posty: 2897
Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13

Re: Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy wa

Post autor: Pockahontas »

Mała mi80, przy takim podejściu jakie zaprezentowałaś, jestem jak najbardziej za opcją dojścia do adopcji poprzez rodzicielstwo zastępcze. Powodzenia w realizacji planów!

ODPOWIEDZ

Wróć do „Rodzicielstwo zastępcze”