Rodzeństwo adopcyjno-biologiczne (co i jak)

O adopcji na poważnie. Czy adopcja jest lekarstwem na nasze problemy? Dlaczego adoptujemy? Czego się boimy? Może ktoś ma już gotową odpowiedź?

Moderator: Moderatorzy adopcyjne dylematy

Dorunia
Posty: 9261
Rejestracja: 04 kwie 2002 00:00

Post autor: Dorunia »

No, tak i baź tu mądrym.
U nas była scena o fotelik do karmienia i teraz mamy w domu dwa, na szczęscie w jeden wchodzi pupka sześciolatka i fotelik wytrzymuje, a że stół wysoki to i wygodnie na nim :lol:
Daniel, Adaś i Lena - pełnia szczęścia!

Awatar użytkownika
Moon
Posty: 644
Rejestracja: 10 sty 2003 01:00

Post autor: Moon »

a ja coś widziałam tralalalalalal
na wątku "nasi milusińscy"
ale nie powiem
taka będę...... :flowers: :flowers: :flowers: :DDD:
Gośka-mama Pawełka (marzec 2001) i Karolinki (styczeń 2005)

natabocian
Posty: 10965
Rejestracja: 08 gru 2002 01:00

Post autor: natabocian »

Izunia wyciągam dla Ciebie :D
Karolka, Monika i Krzyś - trójka rozbójników :) :) :)

Awatar użytkownika
kasiavirag
Mateczka
Mateczka
Posty: 4121
Rejestracja: 24 lip 2002 00:00

Post autor: kasiavirag »

To ja się tu podczepię1!!! Nareszcie!!!!!

Mój starszy biologiczny synek zaakceptował młodszego adopcyjnego bez mrugnięcia okiem. Pierwszego dnia oczywiście nastapił wyrzut, e tata nie kocha go już tak bardzo tylko kocha małego.
Od tego czasu po wytłumaczeniu mu w czym rzecz (tata zajmuje się małym bo mama jest zmęczona po całym dniu) - nastałczas pokoju i wzajemnej fascynacji bowiem to włąśnie do starszego brata po raz pierwszy uśmiechnął się młodszy (nie do rodziców!)

Ale wczorajz ust starszgo padło pytanie: Nie wiem jak on będzie wyglądał. JAkie będzie miał włoski a jakie oczy. Po czym sam sobie odpowiedział: włoski ciemne oczki ciemne jak tata i ja...
Na to ja: nie wiemy jak będzie wyglądał bo ja małego nie urodziłam tylko go adoptowaliśmy.
Na to starszy: Powiedz prawdę : mnie też adoptowaliście????
Na to ja: Nie, ciebie urodziłam. I mamy zdjęcia ze szpitala.
On: To ja chcę obejrzeć.
Jak oglądał to stwierdził (ZGODNIE Z PRAWDĄ!!!) że mały JEST do niego podobny teraz to i będzie później!


Jak oni w tych ośrodkach to robią??????????????? Że dzieci podobne są do rodziców???????
Kasia, mama (z)mieszana, ale się porobiło...

Awatar użytkownika
Moon
Posty: 644
Rejestracja: 10 sty 2003 01:00

Post autor: Moon »

kasiu, no dzieci są podobne do rodziców, wielkie mi halo - normalna sprawa! :hihi:

Ja isę troszkę na wyrost martwię.
Czy jak będziemy oglądać zdjęcia to te ze szpitala, będą tak samo ekstra jak z IPO? Cały czas sie martwię czy któreś jednak nie bedzie sie czulo mniej kochane, mniej ważne.
Jak już pisałąm ja miałąm z siorą zawsze argument: bo ona jest starsza, ma lepiej / bo ona jest młodsza/ma lepiej. Ale jak dobrze pomyślę, to traktowałyśmy to jako jakaś dziwną kartę przetargowa w naszych niecnych gierkach, ale dobrze wiedziałayśmy, że obie jesteśmy mocno kochane - inaczej ale tak samo. Taki rodzicielski paradoks. Moze tu będzie tak samo po prostu. A martwić się na zapas chyba nie ma sensu -bo wyniki tego martwienia przecież niczego nie zmieniają :)
Gośka-mama Pawełka (marzec 2001) i Karolinki (styczeń 2005)

natabocian
Posty: 10965
Rejestracja: 08 gru 2002 01:00

Post autor: natabocian »

Dziewczyny nie martwcie naprawdę :!: Mnie co prawda nie adoptowano, ale wychowywała mnie inna mama (moja zmarła jak miałam 4 lata) i mam przyrodniego brata. I naprawdę NIGDY mi nawet przez myśl nie przeszło, że brat jest lepiej traktowany, albo mocniej kochany niż my z siostrą. Dzieci są prostrze w obsłudze niż dorośli - w sensie myślą sercem. Jak będziecie kochać dzieci tak samo to one tak to będą odczuwać. A że czasami będą się kłócić kto kogo bardziej kocha to normalka. Moon przecież masz doświadczenie z rodzoną siostrą. po prostu potraktuj to jak kótnie między rodzeństwem.
Karolka, Monika i Krzyś - trójka rozbójników :) :) :)

Awatar użytkownika
Moon
Posty: 644
Rejestracja: 10 sty 2003 01:00

Post autor: Moon »

nata :cmok:
Gośka-mama Pawełka (marzec 2001) i Karolinki (styczeń 2005)

buniek
Posty: 484
Rejestracja: 18 sty 2003 01:00

Post autor: buniek »

heja, może to nie w stu procentach ten temat, ale w Wysokich Obcasach (Wyborczej) z ostatniej soboty, był fajny wywiad z Samsonem i Echelbieigerem (zdaje sie, że to nazwisko brzmi trochę inaczej, ale nie mam akurat gdzie sprawdzić. Wywiad o tym co robić (powinni rodzice), a co nie, kiedy pojawia się drugie dziecko -> czytaj "intruz".
Buniek mąż Pysi, tata Małgosi i Mikiego

Awatar użytkownika
Moon
Posty: 644
Rejestracja: 10 sty 2003 01:00

Post autor: Moon »

wyciągam dla edrybek
Gośka-mama Pawełka (marzec 2001) i Karolinki (styczeń 2005)

Awatar użytkownika
mtmonika
Posty: 325
Rejestracja: 23 mar 2004 01:00

Post autor: mtmonika »

Witajcie!

Pozwalam sobie napisać na tym wątku, ponieważ ostatnio nachodzą mnie różne wątpliwości.
Wiem, że na Bocianie znajdę bratnie dusze, które mi odpowiedzą i pomogą uporać się z własnymi niepewnościami lub wskażą kierunek działania.

Moja obecna sytuacja jest następująca:
Od 4 lat mieszkam razem z moim partnerem. Ja mam dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa, nie są one już takie małe, bo syn ma 12 lat, a córka 11.
Stosunki w naszym domu pomiędzy moimi dziećmi a moim partnerem są takie sobie, to znaczy są różne dla obu ze stron.
Mój partner je jak najbardziej akceptuje, angażuje się w ich wychowanie i zaspakajanie ich potrzeb, lubi ich bardzo (a może i coś więcej).
Natomiast ze strony dzieci to nie wygląda tak różowo. Nie podoba im się to, że jest on wobec nich wymagający (jesli chodzi o wywiązywanie sie z ich obowiązków domowych i szkolnych), uważają, że on nimi "rządzi", a on nie jest ich ojcem, co wiele razy usłyszał (w zasadzie od syna, córka natomiast ma lepsze z nim kontakty, częściej się przytuli i pożartuje).
Wiem, że dzieci nie mają żadnej krzywdy z jego strony i patrzą na to jednostronnie, myśląc że jakby go nie było, to ja bym nie była konsekwenta, nie wymagałabym od nich pomocy w domu i itp itd., że byłoby lepiej.
Szczególnie syn nam daje "popalić". Mamy z nim trudności wychowawcze, gdyż jest dzieckiem nadpobudliwym, ma problemy z koncentracją (problemy w szkole), jest agresywny w stosunku do innych dzieci, traktuje ludzi "z góry", z nikim sie nie liczy, ma słabą motywację do działania. Niestety mozna by powiedzieć porażka, ale ja go i tak bardzo kocham i staram mu się pomagać i dbać o niego jak tylko umiem. Często z nim rozmawiam, tłumaczę, chodzimy na terapie, spotkania z psychologiem, leczymy go u specjalistów. Niestety, to taki trudny typ...

I tu powstaje mój dylemat.
Zawsze planowaliśmy sobie, żę będzi w naszej rodzinie NASZE WSPÓLNE DZIECKO. I to znowu klapa, niestety nie możemy mieć dzieci.
Mój partner jest bardzo zdołowany z tego powodu, bo to niestety po jego stronie jest problem (azoospermia). Niewiele chciał ze mną rozmawiać na temat, po prostu jakby nagle nic wokoło nie było ważne.
I wtedy własnie znalazłam bocian, tu wyczytałam, że jest dla nas szansa przez ICSI, ale tu znowu bariera ... koszty. Nie mamy tyle naraz, żeby startować choćby do jednej szansy. Niestety...
I wtedy mój partner sam zaproponował, że może adopcja? Zdziwiłam się bardzo, ale i zarazem ucieszyłam, że widzi taką możliwość zwiększenia naszej rodzinki.
Wiem, że nie mamy ślubu, wiem że będziemy musieli jeszcze odczekać, wiem, wiem, wiem.
ale ja oczywiście znalazłam jeszcze inny problem, a mianowicie:
- czy zakwalifikują nas mimo, że jesteśmy tak skomplikowaną (oczywiście w moik mniemianiu) rodzina
- i w jaki sposób mogą sie ułozyć relacje pomiędzy nami a dziećmi, dziećmi - a Adoptusiem, a szczególnie pomiędzy moim synem - a Adoptusiem??
Bardzo się tego boję, bo gdy wspominaliśmy wielokrotnie dzieciom, że chcielibyśmy mieć nasze dziecko, oni tego nie akceptowali, stwierdzali "po co", " czy my ci nie wystarczymy". Nie chcą mieć niestety rodzeństwa. A co jeśli to będzie w dodatku adoptowany? BARDZO SIE TEGO BOJĘ !
Nie potrafię się nie liczyć z ich zdaniem, ale też wiem, że oni patrzą na to tylko z punktu własnego interesu (rywalizacja w rodzeństwie), nie biorą pod uwagę moich uczuć i potrzeb macierzyńskim, a tym bardziej mojego partnera.
Czy jeśli udamy sie do OAO wspominać o tym (nie umiałabym ukryś tego i mówić, że dzieci fantastycznie cieszą się na rodzeństwo), może oni też powinni uczęszczać na spotkania ?
Tak wiele obaw...

I co o tym sądziecie?

Pozdrawiam Was ciepło.
Monika

Awatar użytkownika
basik2
Posty: 28
Rejestracja: 29 maja 2004 00:00

Post autor: basik2 »

Madźka pisze:Chciałam podzielić się z Wami pewną historią, która niedawno się wydarzyła a dotyczy właśnie rodzeństwa biologiczno-adopcyjnego (jeszcze przed ostateczną decyzją). Pewne małżeństwo z dójką dzieci w wieku 9 i 11 lat zdecydowało się pomagać chłopcu z Domu dziecka (zmieniłam imię -Marek, lat 12). Spotykają się z nim od lutego br., za zgodą sądu są dla niego rodziną zaprzyjaźnioną, zabierają go do siebie do domu, spędzili z nim miesiąc wakacji i planowali po wakacjach złożyć wniosek o ustanowienie ich rodziną zastępczą. Chłopiec od 3 lat jest w placówce, wcześniej opiekował się nim dziadek, ale zmarł, a jeszcze wcześniej rodzice - alkoholicy. Marek jest dzieckiem zaniedbanym, z licznymi opóźnieniami, a dodatkowo otrzymuje leki przeciwpadaczkowe, bo ma małe ataki.
Hej, hej... chyba już wiecie,że to nasza historia :) :D Chłopiec nazywa się Mateusz i już niedługo bedzie razem z nami. Teraz jest na wakacjach z moim mężem i pozostałymi chłopcami. Ja właśnie dzisiaj wróciłam.
Nie wiem, czy będzie dobrze, podejrzewam,że niekoniecznie ale... warto spróbować :)

Awatar użytkownika
Madźka
Posty: 6235
Rejestracja: 25 paź 2002 00:00

Post autor: Madźka »

basik2 pisze:
Madźka pisze:Chciałam podzielić się z Wami pewną historią, która niedawno się wydarzyła a dotyczy właśnie rodzeństwa biologiczno-adopcyjnego (jeszcze przed ostateczną decyzją). Pewne małżeństwo z dójką dzieci w wieku 9 i 11 lat zdecydowało się pomagać chłopcu z Domu dziecka (zmieniłam imię -Marek, lat 12). Spotykają się z nim od lutego br., za zgodą sądu są dla niego rodziną zaprzyjaźnioną, zabierają go do siebie do domu, spędzili z nim miesiąc wakacji i planowali po wakacjach złożyć wniosek o ustanowienie ich rodziną zastępczą. Chłopiec od 3 lat jest w placówce, wcześniej opiekował się nim dziadek, ale zmarł, a jeszcze wcześniej rodzice - alkoholicy. Marek jest dzieckiem zaniedbanym, z licznymi opóźnieniami, a dodatkowo otrzymuje leki przeciwpadaczkowe, bo ma małe ataki.
Hej, hej... chyba już wiecie,że to nasza historia :) :D Chłopiec nazywa się Mateusz i już niedługo bedzie razem z nami. Teraz jest na wakacjach z moim mężem i pozostałymi chłopcami. Ja właśnie dzisiaj wróciłam.
Nie wiem, czy będzie dobrze, podejrzewam,że niekoniecznie ale... warto spróbować :)
Basik2, mam nadzieję, że się nie gniewasz?

Napisz, jeśli mozesz i chcesz, jak tam "wakacyjne relacje" między chłopcami.
Trzymam kciuki za Was i serdecznie pozdrawiam. :bigok: :cmok:

Awatar użytkownika
kasiavirag
Mateczka
Mateczka
Posty: 4121
Rejestracja: 24 lip 2002 00:00

Post autor: kasiavirag »

Mtmonika, jak rozumiem nie jesteście małżeństwem...
To jest problem.
Najlepiej zadzwon do Madźki (łódzki AOAO lub do publicznego np. Szpitalna w Warszawie i zapytaj co oni na taką sytuację.
Pozdrawiam
Kasia, mama (z)mieszana, ale się porobiło...

Awatar użytkownika
rita25
Posty: 16
Rejestracja: 20 mar 2003 01:00

Post autor: rita25 »

Podejrzewam , że ile rodzin tyle sytuacji. Sama mam tylko jedno dziecko , które urodziłam. Jednak mam bliski kontakt z osobą , która była adoptowana . Jej rodzice adopcyjni mieli juz syna ( 4 letniego ) a ona wkraczając do ich rodziny miała 9 lat. Na początku była sielanka. Dzieci dobrze się rozumiały, bawiły . Źle zaczęło sie dziac gdy syn tych państwa poszedł do liceum...były wyzwiska, wypędzanie z domu, kłótnie , bijatyki, szarpanina, poniżanie. Ania bardzo dużo przeszła. Rodzice jakoś nie mieli wpływu na zachowanie nastolatka. Pomimo tych wszystkich trudności jest szczęśliwa , że miała szansę wychowywać sie w normalnej rodzinie, która zapewniła jej miłość, opieke, wykształcenie i bardzo dobry start w życie dorosłe ( również finansowy ). Jej brat mieszka dziś wiele kilometrów od domu rodzinnego ( miał kłopoty z narkotykami, był uzależniony - może wpływ na to wszystko miała sytuacja z adopcja, a może nie , tego nie wiem) , mało mówi o kontaktach z nim , chyba bardzo ją zranił...

Awatar użytkownika
basik2
Posty: 28
Rejestracja: 29 maja 2004 00:00

Post autor: basik2 »

Madźka pisze:
basik2 pisze:
Madźka pisze:Chciałam podzielić się z Wami pewną historią, która niedawno się wydarzyła a dotyczy właśnie rodzeństwa biologiczno-adopcyjnego (jeszcze przed ostateczną decyzją). Pewne małżeństwo z dójką dzieci w wieku 9 i 11 lat zdecydowało się pomagać chłopcu z Domu dziecka (zmieniłam imię -Marek, lat 12). Spotykają się z nim od lutego br., za zgodą sądu są dla niego rodziną zaprzyjaźnioną, zabierają go do siebie do domu, spędzili z nim miesiąc wakacji i planowali po wakacjach złożyć wniosek o ustanowienie ich rodziną zastępczą. Chłopiec od 3 lat jest w placówce, wcześniej opiekował się nim dziadek, ale zmarł, a jeszcze wcześniej rodzice - alkoholicy. Marek jest dzieckiem zaniedbanym, z licznymi opóźnieniami, a dodatkowo otrzymuje leki przeciwpadaczkowe, bo ma małe ataki.
Hej, hej... chyba już wiecie,że to nasza historia :) :D Chłopiec nazywa się Mateusz i już niedługo bedzie razem z nami. Teraz jest na wakacjach z moim mężem i pozostałymi chłopcami. Ja właśnie dzisiaj wróciłam.
Nie wiem, czy będzie dobrze, podejrzewam,że niekoniecznie ale... warto spróbować :)
Basik2, mam nadzieję, że się nie gniewasz?

Napisz, jeśli mozesz i chcesz, jak tam "wakacyjne relacje" między chłopcami.
Trzymam kciuki za Was i serdecznie pozdrawiam. :bigok: :cmok:

Madźka, czy ty wiesz, że jesteś wielka??? Rozmawiałyśmy chyba tylko dwa razy ale za to tak treściwie,że wystarczyło za całe mnóstwo innych przegadanych godzin. :D Dziękuję :D

Od 17 sierpnia Mateusz jest z nami :) Tego dnia była rozprawa, oficjalnie będzie nasz od 1 września :) Na razie chłopcy porozjeżdżali się w rożne strony Polski: Matuesz jest na koloniach w Gdyni, Maciek na obozie treningowym koło Kłodzka a Bartek w cioci w Stalowej Woli :)
Od środy zbieram całe towarzystwo i chyba pod koniec tygodnia nastąpi przeprowadzka Mateusza :)
Relacje chłopców są różne: czasami boczą się na siebie, czasami bawią się razem ...jak to dzieci.
Mateusz jest najstarszy...może być pewien problem, bo on i dorośleje ... chociaz psychicznie to ciągle jeszcze male dziecko.
Zobaczymy jak będzie po pierwszym tygodniu... nowa szkoła, nowa klasa... lekcje i takie tam... wszystko powiem, jeżeli ktoś zainteresowany :)
Trzymajcie za nas kciuki :)

P.S. Nie gniewam się... za co mam się gniewać? 8O

ODPOWIEDZ

Wróć do „Adopcyjne dylematy”