Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

O adopcji na poważnie. Czy adopcja jest lekarstwem na nasze problemy? Dlaczego adoptujemy? Czego się boimy? Może ktoś ma już gotową odpowiedź?

Moderator: Moderatorzy adopcyjne dylematy

petronela_kot
Posty: 91
Rejestracja: 22 sty 2014 18:22

Re: Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

Post autor: petronela_kot »

Nie uważam, aby 2 wyjazdy 4 dniowe były przesadą, reszta weekendów spędzonych razem.
Nie chodzi o wdzięczność, tylko o kontakt między nami.

Miniula
Posty: 772
Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38

Re: Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

Post autor: Miniula »

Petronela_kot oczekujesz od dziecka, które LATAMI doświadczało odrzucenia, zawodu, krzywdy ze strony dorosłych, że w ciągu kilku-kilkunastu TYGODNI coś zrozumie. No nie. To tak nie działa.
Czy to dziecko wie co to jest zaufanie, miłość, akceptacja? Nie ma o tym pojęcia.
Co więcej, Ty jej pokazujesz, że od Ciebie tego nie dostanie.
Powiedziałam jej, że jeżeli chce do nas jeździć, to musi zmienić stosunek do nas, przestać nas olewać, pyskować i tak denerwować się o pierdoły.
Postawiłaś jej warunek. Dałaś przekaz - nie akceptujemy Cię, nie potrzebujemy Cię, nie kochamy Cię; bądź miła i grzeczna, ładnie się uśmiechaj, to łaskawie POZWOLIMY Ci przyjeżdżać.
Dziwisz się jej reakcji? Ja wcale.
Pokazujesz całą sobą swoje rozczarowanie nią, jej zachowaniem (wiesz, ona nie rozróżnia Twojej niechęci do jej zachowania od niechęci do niej samej, nawet jeśli powiesz to wprost), żądasz, wymagasz, a co dajesz? Tak po prostu DAJESZ, bezinteresownie?
Oceniasz zamiast kochać. I to dziecko wie o tym doskonale.
Problem w tym, że żeby ona się zmieniła, zmienić musisz się Ty. Potrafisz?

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...

Miniek już Miniulowy :love:

Nela8



petronela_kot
Posty: 91
Rejestracja: 22 sty 2014 18:22

Re: Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

Post autor: petronela_kot »

Miniula,

trochę za dużo egzaltacji.
Naturalnie, że jej nie kochamy i w tej kwestii nie mam nic sobie do zarzucenia.

Problem jest trudniejszy - Mała przeniosła na mnie konflikt z byłej RZ, albo ten konflikt wypłynął z niej dopiero teraz albo jest podsycany przez kogoś/coś.Wini mnie za jej problemy życiowe.

Kalka58
Posty: 150
Rejestracja: 19 maja 2011 22:15

Re: Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

Post autor: Kalka58 »

Szczerze, wcale mnie to nie dziwi. Dziwne, że Ty tego nie rozumiesz.

Pockahontas
Posty: 2897
Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13

Re: Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

Post autor: Pockahontas »

petronela_kot pisze:
Problem jest trudniejszy - Mała przeniosła na mnie konflikt z byłej RZ
Być może mała po prostu wie, że dążyłaś do rozwiązania rodziny zastępczej, w której mimo wszystko powstały jednak więzi - bez względu na to jak oceniałaś/oceniasz jej funkcjonowanie. Zachowanie dziecka i chęć kontaktu z byłymi opiekunami świadczy o tęsknocie. Trudno budować relację z nowymi znajomymi, gdy tęskni się za kimś kochanym, zwłaszcza jeśli to właśnie ci znajomi przyczynili się do rozstania.

Awatar użytkownika
bordo
Posty: 1217
Rejestracja: 07 wrz 2006 00:00

Re: Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

Post autor: bordo »

petronela_kot - staram się czytać na bieżąco ale nie mogę dłużej milczeć.
Nie kochasz jej, nie chcesz zapewnić jej stabilności nie wspominając o adopcji o której pisałaś na początku wątku, przyczyniłaś się do rozwalenia całego świata małej. Nie dajesz jej kompletnie nic - masz tylko wobec biednego dziecka same oczekiwania.
Litości !
Kobieto - to dziecko wyraźnie prosi abyście się odczepili od niego i dali mu "przysłowiowy święty spokój".
Zostaw tą małą w spokoju. Od samego początku zachowujesz się jak ten ogrodnika pies. Sama nie dasz jej miłości i drugiemu zabraniasz jej ją dać. Jak widać starszy chłopak już wcześniej wyczuł Twoje intencje i w odpowiednim czasie się od Was odwrócił - odciął.

Gdzie tu są instytucje? Pracownicy DDZ ? Czy oni nie widzą co się dzieje?
[url=http://zpo.ath.cx/zp/i.php?ik=502][img]http://zpo.ath.cx/b/502.png[/img][/url]
Viki i Mati -:)))

Miniula
Posty: 772
Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38

Re: Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

Post autor: Miniula »

petronela_kot mniej egzaltacji ? Nie, no luz kompletny. Krzywdzone jest dziecko , ale nie emocjonujmy się tak .
Tragedia.
Nie wiem czy macie szkolenia na RZ . Jeśli tak, ten kto Wam je dawał dał ciała na całej linii.
Ten kto zamiast podchodzić do dziecka z miłością (nie wynikającą jeszcze z więzi ale z miłością w sensie akceptacji, zrozumienia, życzliwości) podchodzi z oceną, żądaniami, nie powinien mieć z tym (ani innym) dzieckiem nic wspólnego.
Zrobiliście tej małej krzywdę. Przyjmij na klatę, że skrzywdziliście już wcześniej skrzywdzone dziecko.
Biorąc pod uwagę Twoje podejście do sprawy, sądzę że spływa to po Tobie.
Ale po tej dziewczynce niestety nie .

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...

Miniek już Miniulowy :love:

Nela8



Awatar użytkownika
Dorotea86
Posty: 125
Rejestracja: 04 mar 2014 15:19

Re: Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

Post autor: Dorotea86 »

Po przeczytaniu wątku również mam wrażenie, że bardzo mało w tej historii dziecka i jego uczuć oraz potrzeb - indywidualnego podejścia. Za to wiele oczekiwań i chęci równania do wyobrażonej normy bez znajomości tematu zaburzeń więzi oraz potrzeb rozwojowych dziewczynki.

Pockahontas
Posty: 2897
Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13

Re: Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

Post autor: Pockahontas »

A ja myślę tak - to naturalne, że nam, patrzącym z boku na tę historię, włos jeży się na głowie na myśl o tym co się wydarzyło i dzieje się nadal. Osobiście jednak odnoszę wrażenie, że Petronela nie działa ze złą intencją, ale raczej, przepraszam, z bezmyślności. Pewne fakty już miały miejsce i teraz może mogłybyśmy doradzić jej w którą stronę pokierować sprawą, żeby nie skrzywdzić dziecka jeszcze bardziej?

petronela_kot, czy sprawa była omawiana w jakimś ośrodku adopcyjnym? Może mogłabyś skontaktować się z psychologiem z takiego ośrodka i opowiedzieć sytuację, poprosić, by porozmawiał z dzieckiem bez twojej obecności, może potowarzyszł wam podczas kontaktów, coś podpowiedział? Tu już za bardzo nie ma odwrotu, wkroczyłaś z impetem w zycie tego dziecka, a twoja interwencja pozostawi w jego historii trwały i bolesny ślad. Nie jest fajne narzekać teraz na jej niewdzięczność i niechęć, trzeba dziecku pomóc, by choć trochę wyszło z tego wszystkiego obronną ręką.
Jesteś gotowa wycofać się w sytuacji, gdy dziewczynka zadeklaruje, że nie chce kontynuować znajomości?

Przepraszam, że to napiszę. Każdy, kto decyduje się wyrwać dziecko z jego rodzinnego środowiska (obojętne jakie by ono nie było), powinien najpierw zastanowić się co ma mu do zaoferowania w zamian i czy na pewno jest gotowy tę ofertę zrealizować, bez względu na przeszkody, które będą się pojawiać.

Awatar użytkownika
bordo
Posty: 1217
Rejestracja: 07 wrz 2006 00:00

Re: Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

Post autor: bordo »

Pockahontas pisze:petronela_kot, czy sprawa była omawiana w jakimś ośrodku adopcyjnym? Może mogłabyś skontaktować się z psychologiem z takiego ośrodka i opowiedzieć sytuację, poprosić, by porozmawiał z dzieckiem bez twojej obecności, może potowarzyszł wam podczas kontaktów, coś podpowiedział?
Z tego co pisze to raczej nie bo "nie będzie się spowiadać" :
petronela_kot pisze:Obecnie nie mam szkolenia, przestudiowałam wszystko co do formalności i wiem, że to nie takie hop. Szkolenie jak będzie to dopiero pod koniec roku...
petronela_kot pisze:No i ten czas oczekiwania, i kwalifikacja w OA / "spowiadanie" się /naruszanie intymności/prywatności.
petronela_kot pisze:Jeżeli placówka zaopiniuje pozytywnie wnioskowanie tylko o dziewczynkę - to już coś na start dla sądu, i wtedy składam wniosek o RZ.
petronela_kot pisze:W związku z tym, że starszy nie chce aby siostra mieszkała z nami ( młoda cały czas deklaruje, że chce mieszkać z nami pod warunkiem odwiedzania brata) nie będę wnioskowała teraz o RZ dla małej.
petronela_kot pisze:A może ja mam schizofrenię i to w ogóle nie wydarzyło się i bredzę ?
Przepraszam ale może jednak ?
[url=http://zpo.ath.cx/zp/i.php?ik=502][img]http://zpo.ath.cx/b/502.png[/img][/url]
Viki i Mati -:)))

Miniula
Posty: 772
Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38

Re: Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

Post autor: Miniula »

Pockahontas zgodzę się z Tobą, że nam, z boku, "łatwo oceniać".
I też sądzę, że działanie było po prostu nie przemyślane.
Jednak jest coś takiego jak odpowiedzialność za czyny, która powinna cechować dorosłego człowieka.
Dla Petroneli i jej męża jest to na zasadzie - nie wyszło, trudno, idziemy dalej.
Dla dziecka ... no cóż...
Na pewno należy poszukać pomocy dla dziecka i to jak najszybciej.

W świetle tego, co napisała Bordo, osoba bez przeszkolenia, nie sprawdzona przez żadnego psychologa, pedagoga, nie mająca ochoty poddać się weryfikacji, kompletnie niekompetentna, wpierniczyła się w życie dzieci, bo jest "rodziną", rozwaliła istniejący porządek, bo uważała, że wie lepiej, a kiedy pojawiły się problemy, zamiast je konsekwentnie rozwiązywać, poczuła się "pokrzywdzona" i zwinęła się w drugą stronę.
Hmmmmmm...
Pytanie - jak chęć odwiedzania brata (!) może być przeciwwskazaniem do stworzenia dziecku RZ?

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...

Miniek już Miniulowy :love:

Nela8



Awatar użytkownika
bordo
Posty: 1217
Rejestracja: 07 wrz 2006 00:00

Re: Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

Post autor: bordo »

Miniula pisze:osoba bez przeszkolenia, nie sprawdzona przez żadnego psychologa, pedagoga, nie mająca ochoty poddać się weryfikacji, kompletnie niekompetentna, wpierniczyła się w życie dzieci, bo jest "rodziną", rozwaliła istniejący porządek, bo uważała, że wie lepiej, a kiedy pojawiły się problemy, zamiast je konsekwentnie rozwiązywać, poczuła się "pokrzywdzona" i zwinęła się w drugą stronę.
Nawet nie jest rodziną tylko znajomą ich rodziców z przed 20-lat :
petronela_kot pisze:Znałam rodziców tych dzieci,gdy byli jeszcze bezdzietnym małżeństwem,czyli 20 lat temu, jako dziecko bywałam u nich na wsi na wakacjach. Moi rodzice byli "zaprzyjaźnieni" z nimi...do czasu gdy nie pojawiły się problemy w tamtej rodzinie-alkohol, zaniedbanie dzieci... i jakoś nikt z otoczenia nie wiedział co począć z problemami, wszyscy bali się ingerować, zniknęli i niespodziewanie sprawa sama "rozwiązała" się gdy zmarła nagle matka dzieci. Czasami los przejmuje inicjatywę... I tak dzieci trafiły do swej ciotki.
Pockahontas pisze:Jesteś gotowa wycofać się w sytuacji, gdy dziewczynka zadeklaruje, że nie chce kontynuować znajomości?
Z tego co widać to raczej nie jest - czepiła się tego dziecka jak "rzep psiego ogona". Myśli, że za przysłowiowego lizaczka, wycieczkę, dobra zabawkę czy lepszy ciuszek mała będzie jej marionetką i będzie tańczyć tak jak ona zagra.
Dlatego pytałam gdzie są teraz instytucje? Pracownicy DDZ?
Ostatnio zmieniony 17 cze 2015 11:32 przez bordo, łącznie zmieniany 1 raz.
[url=http://zpo.ath.cx/zp/i.php?ik=502][img]http://zpo.ath.cx/b/502.png[/img][/url]
Viki i Mati -:)))

Pockahontas
Posty: 2897
Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13

Re: Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

Post autor: Pockahontas »

Miniula pisze:Pockahontas zgodzę się z Tobą, że nam, z boku, "łatwo oceniać".
I też sądzę, że działanie było po prostu nie przemyślane.
No właśnie chodzi mi o to, że w tak trudnej sytuacji, myśląc o tym dziecku, trzeba się skupić na tym co tu można jeszcze pozytywnego zbudować. Petronela powinna uświadomić sobie swój błąd i trzeba otwierać jej oczy, ale w taki sposób, by nie straciła ochoty (jakkolwiek paskudnie to brzmi) na kontakt z dzieckiem, bo teraz jest jedyną osobą, z którą mała ma możliwość indywidualnego kontaktu. Jeśli Petronela zlinczowana przez nas (lub po prostu zniechęcona bez naszego udziału), wycofa się całkowicie, to krzywda dziecka będzie jeszcze większa - ot, kolejny dorosły, dla którego dziewczynka była tylko kaprysem. W takiej sytuacji uważam, że lepiej już wzmocnić kapryśnego dorosłego niż zamiatać równo wszystko. Przynajmniej do czasu aż wypowie się ktoś bardzo doświadczony i stwierdzi, że ten kontakt szkodzi małej.

Awatar użytkownika
bordo
Posty: 1217
Rejestracja: 07 wrz 2006 00:00

Re: Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

Post autor: bordo »

Pockahontas - rozumiem to wszystko tylko Petronela pisze już tu od 1,5 roku. Pisze, opisuje a nie robi nic kompletnie w/g prawa. Przecież przez 1,5 roku dawno by już mogła skończyć szkolenie, być po badaniach psychologicznych itp. A nadal nie jest. Każda osoba, która pragnie przyjąć dziecko zaczyna od uregulowania sytuacji prawnej ale nie w tym przypadku.
2 Pytanie - czy mała chce utrzymywać z nią kontakt? Bo z tego co mi się zdaje to raczej nie - swoim zachowaniem wyraźnie krzyczy, że nie.
3- sprawa - weźmy hipotetycznie - znajduje się rodzina, która byłaby zainteresowana dziewczynką. I co wtedy? Petronela zaś by walczyła o nią ? Zaś by stała się "detektywem" i z za krzaków obserwowała czy mała nie stoi w brudnej bluzeczce sama na podwórku? Czy rodzice nie mają komornika itp?
Sama nie chce a drugiemu nie da.
Przez półtora roku czytałam, milczałam - powstrzymywałam się od komentarzy ale niestety dłużej nie wytrzymałam.
Jedno jest pewne - temu dziecku trzeba pomóc - ktoś tym się musi w końcu zainteresować.
[url=http://zpo.ath.cx/zp/i.php?ik=502][img]http://zpo.ath.cx/b/502.png[/img][/url]
Viki i Mati -:)))

Pockahontas
Posty: 2897
Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13

Re: Rodzina zastępcza dla dziecka z rodziny...

Post autor: Pockahontas »

bordo pisze: Jedno jest pewne - temu dziecku trzeba pomóc - ktoś tym się musi w końcu zainteresować.
Obawiam się, że w obecnym systemie prawnym, najprościej byłoby przekonac Petronelę, żeby to ona tej pomocy poszukała. W oa może przedstawić się jako rodzina zaprzyjaźniona, nieplanująca wychowywania dziecka, zaniepokojona jego reakcjami. Powinien znaleźć się ktoś kompetentny, kto oceni czy należy podtrzymywać kontakt.
Nie wiem jakie układy są w placówce, w której przebywa dziecko, jednak znając te klimaty, skłaniam się ku twierdzeniu, że dla pracowników każda rodzina nieprezentująca się jako patologiczana, która zechce utrzymywać choćby incydentalny kontakt z wychowankiem, jest mile widziana i oceniana jako szansa dla małej na choćby chwilowe "odsapnięcie" od ośrodka - oczywiście dopóki dziecko po powrocie z takiej wizyty nie zaburza pracy wychowawców. Nie sądzę, by sprawa była głębiej analizowana pod kątem emocjonalnym.
Formalnie, dopóki nie wpłynął wniosek o adopcję lub rz, nie ma podstaw, by oa włączył się w sprawę. Dlatego piszę, że może się to stać na wniosek samej Petroneli. Jeśli nie dzieje się nic w aspekcie prawnym, regulacja kontaktów rodziny zaprzyjaźnionej z dzieckiem pozostaje w gestii dyrekcji placówki, a tu jest jw.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Adopcyjne dylematy”