zazdroszcze wam

Pod tym adresem znajdziecie dawne forum Bociana

Moderatorzy: Moderatorzy grupa wdrożeniowa, Moderatorzy

Zablokowany
Krzysiek
Posty: 1541
Rejestracja: 16 sty 2002 01:00

Post autor: Krzysiek »

zazdroszcze wam, którzy znacie powód swojej bezpłodnosci, bo daje wam to w pewnym sensie wybór.My z żoną mamy takie wyniki badan do których nie ma zastrzezeń,a walczymy o dziecko od wielu lat nawet in-vitro....i nic. Zazdroszcze tym, którzy mają możliwość adopcji, bo nasze waruknki mieszkaniowe nie odpowiadają minimum jakie jest potrzebne,a pieniądze na domek "zjadły " kliniki . Zazdroszczę parom ,które w jaki kolwiek sposób maja szansę na dziecko swoje czy też nie, bo to tez jest wybór. Zazdroszczę wreszcie tych wrazliwych żon-drodzy panowie-które siedzą w internecie by znalesć jakiejś informacjie , by pomogły im w życiowym problemie bezpłodności. Widzę, ze sa sałym sercem i dusza zaangazowane w walkę z bezpłodnością, podczas gdy moja zona nawet nie umie włączyć komputera, nawet, gdy ja do tego namawiam . W DUCHU LICZE, ZE MOŻE KTOŚ ŻUCI WE MNIE PROMYKIEM NADZIEJI
(Dodano: 2001-12-04 22:37:03, Autor: togom)

Odpowiedzi:
  • To, ze twoja zona nie lubi siedziec przy komuterze nie oznacza przeciez, ze nie szuka rozwiazania waszego problemu. Sam napisales, ze przeszliscie wiele badan, a wiadomo przeciez, ze to glownie kobieta poddawana jest badaniom.
    Moj maz, podobnie jak twoja zona, nie lubi siedzenia przy komputerze i nie jest specjalnie zachwycony, gdy ja godzinami zegluje po wszystkim, co ma cokolwiek wspolnego z plodnoscia, dziecmi, zdrowiem kobiety itp. Ale nie oznacza to wcale, ze sie nie angazuje w nasz problem. Po prostu - troche inaczej do niego podchodzi. I cale szczescie, bo dzieki temu daje mi poczucie spokoju i bezpieczenstwa.
    Co do powodu nieplodnosci - mysle, ze ogromna wiekszosc nas wszystkich nie zna tak naprawde do konca tego powodu. Tzn. ja np. widze u siebie pewne objawy, ktore powinno sie wyleczyc: czesc cykli bezowulacyjnych, brak sluzu plodnego. I co z tego, ze to widze? Na razie nie odkryto jeszcze przyczyny. A nie chce zadnej inseminacji ani inv. dopoki nie zostanie do konca wyjasnione, co ze mna jest.
    Jesli zas chodzi o adopcje - nam rowniez sytuacja mieszkaniowa i finansowa nie pozwolilaby na razie na ten krok. Nie przejmujemy sie tym zbytnio. Wierzymy, ze bedziemy mieli wlasnego berbecia. Mam przyklad z wlasnej rodziny, ze wszystko jest mozliwe.
    Trzydziesci pare lat temu moja mama przezyla straszny dramat: podczas porodu zmarlo jej pierwsze dziecko. W wyniku uzycia tzw. glebokich kleszczy nastapilo rozerwanie macicy i uszkodzenie czesci narzadow rodnych. Lekarz po cichu powiedzial tacie, ze z takimi uszkodzeniami mama nigdy w zyciu nie bedzie w ciazy. Ja przyszlam na swiat 4 lata po tej ponurej zapowiedzi. Zapewne wiele osob zna mase podobnych historii. Wiec nie ma co sie zalamywac, kazdy z nas ma szanse.
    Pozdawiam, zycze powodzenia.
    (Dodano: 2001-12-05 00:37:40, Autor: hania)
  • Droga Haniu!zazdroszczę Ci twojego optymizmu.Ja posiadałem go przez 10 lat.Teraz jednak, gdy zona przekracza 35 rok życia- wiek często uważany przez lekarzy za ostatni dzwonek-czuje coraz więcej goryczy. Najgorsze co człowieka może spotkac w życiu to niemoc,bezsilność.
    jeszcze raz dziękuje za słowa optymizmu
    (Dodano: 2001-12-05 20:58:22, Autor: togom)
  • nie zazdrosc tylko walcz. Wiem ze to boli ale nie poddawajcie sie. Twoja zona napewno gorzej przez to przechodzi niz Ty moze potrzebne sa Wam wakacje i zapomnienie na czas jakis o problemie zeby pozniej z nowymi silami wrocic do walko. Najwazniejsze jest nie tracic nadziei. Strata nadziei zawsze laczy sie z rezygnacja i obojetnoscia. Nie porzucajcie jej i nie oskarzajcie sie wzajamnie w dojce sila a samotnie gorzej. Zycze jak najwiecej wytrwalosci. Pozdrowienia Monika
    (Dodano: 2001-12-05 22:19:40, Autor: figlik)
  • Nie ma co zazdrościć, tylko wziąć się do działania!!! Jeszcze parę lat i nie tylko na ciążę ale i na adopcję będzie za późno. Może właśnie powinniście dać sobie spokój ze staraniem się o własne dziecko i skierować swoje wysiłki w kierunku poprawy własnego bytu, by móc się zakwalifikować do adopcji (o ile o niej rzeczywiście myślicie)?
    Nie wiem jakie są Wasze warunki, ale my mamy małe M-3 i gdy przestanę pracować, by zająć się dzieckiem, będziemy żyli w trójkę za jedyne 1500,- PLN a jednak idziemy do ośrodka. Myśl o założeniu rodziny jest dla mnie motywacją do działania. Dlatego zaczynam też zastanawiać się nad zdobyciem nowych kwalifikacji a dzięki nim być może dodatkowego źródła przychodów.
    Jeśli chodzi o Twoją żonę, to prawdopodobnie ona jest już po prostu tym wszystkim zmęczona. Ja ją rozumiem. Odkąd udaje mi się coraz rzadziej myśleć o niepłodności i podchodzić do tego problemu coraz mniej emocjonalnie, to czuję, że ... wracam do normalności. Być może Twoja żona dąży właśnie do tego...
    (Dodano: 2001-12-05 22:33:37, Autor: Aśka)
  • jest tu na jednym z forum para, która starała się o dziecko x lat. Mieli x inseminacji i 6 in vitro. udało się za 7 RAZEM. Dziś nasz tatuś napisał, że poród w każdej chwili, 39 tydzień. Córa ok. Jak myślisz, ile razy ta para miała podebne myśli co Wy. Dodam, że oboje maja więcej niż 35 lat. malgosik.
    (Dodano: 2001-12-05 22:54:35, Autor: malgosik)
  • Jest więcej takich jak Wy, którzy nie wiedzą. Na przykład ja i mój mąż - wyniki dobre, a dziecka nie ma (nawet po IVF). O moim in vitro pisałam tutaj - 18 oocytów i tylko 1 zarodek, po 6 dniach (!), doszłam do wniosku, że taka nasza uroda i dzieci własnych już nie będziemy mieć. Poniekąd było mi z tą pewnością dobrze - zero stresów związanych ze "staraniem się", ale też przyszło przygnębienie, rozpacz, że wszystko co przeszliśmy na nic i nigdy nie poczuję ruchu mojego dziecka we mnie... itd, itp. Na szczęście są tu dziewczyny, które dodały mi sił i zmieniły moje zdanie na ten temat. Już wiem, że muszę jeszcze raz spróbować :smile: I chyba mi z tym lepiej.
    A co do drugiej połówki - mąż twierdzi, że wystarczy mu tyle wiedzy na ten temat ile ja mu przekażę - więc nie siedzi w internecie w poszukiwaniu informacji i nie udziela się na Forach, ale to nie znaczy, że nie bierze udziału w WALCE.
    [A`propos: (tutaj słowo do Ewy) mój mąż bardzo się ucieszył z Twojego maila, który mi wysłałaś na priv`a - on woli kolejną próbę (choćby kosztowała 10 tys.) niż zapisać się do ośrodka adopcyjnego :wink:]
    Lepsza jest jednak ta głupia nadzieja niż beznadzieja. Uszy do góry i pomyśl jak zmienić Waszą sytuację.
    (Dodano: 2001-12-06 10:55:31, Autor: Ola)
  • Będzie ostro, więc jeżeli nie chcesz,TOGOM to raczej nie czytaj...

    Przede wszystkim, jak masz na imię?
    Może być zmyślone, bo z "robotami", o jakiejś dziwacznej nazwie konstrukcyjnej nie bardzo chcę rozmawiać.
    Po drugie: Ty zazdrościsz, czy "zawiścisz"?
    Bo to dwa zupełnie różne uczucia.
    Zazdrość jest konstruktywna; podpatrując innych można zrobić podobnie,ale"po swojemu"
    Zawiść to furia, gorycz i bezproduktywna agresja.

    A najgorsze będzie to co Ci teraz napiszę.
    To prawie pewność, że w tej chwili nienawidzisz swojej żony ( i siebie też).
    Za co? Nie wiem..........
    Może za to,że TO ONA nie jest w ciąży i nie spełnia Twoich oczekiwań,
    Może wstydzisz się, że ludzie CIEBIE posądzają o brak męskości ( "co to za chłop, co nie może ..........", znasz to ze swojej głowy?)
    A może wcale nie chcesz z nią być i czujesz, że Wasze małżeństwo to nieporozumienie, ale nie stać Cię (Was) z jakiegoś powodu na rozstanie. Brniecie więc w pseudo-leczenie.
    A tak, można leczyć się całe lata, wydawać pieniądze, ale tak naprawdę jest parę psychologicznych powodów dla których każdy człowiek może bać się mieć dziecko. To nie jest uświadomione i często korzenie siegają dzieciństwa. Człowiek leczy się latami i nie może doczekać się dziecka bo nie jest po prostu do tego gotowy i to nic złego. Ale,kiedy się leczy,to czuje się przed sobą, rodziną i społeczeństwem usprawiedliwiony.
    Przecież robi wszystko, co w jego mocy, nawet na chleb mu brakuje!)
    Wracając do poprzedniego wątku;jeśli dziecko ma urodzić się po to, żeby ratować małżeństwo,to mała szansa, że
    Wam się uda.
    Natury nie da się oszukać, a dziecko nie służy do rozwiązywania problemów dorosłych.
    Przeczytaj uważnie motto "Bociana".
    Może Twoja żona jest niedobrą osobą, która Cię krzywdzi,upokarza, męczy, albo dręcz?
    Takiej kobiecie nie oddaje się tego co najcennniejsze,czyli życia zawartego w plemnikach.
    A może to Ty jesteś wstrętny, upokarzasz ją i nie kochasz jej, chociaż wprost jej tego nie mówisz? Pogardzasz nią wobec obcych ludzi, za to, że nie wie co to komputer? A musi, żebyś ją kochał?
    A może pod tym kryje się Twoja rozpacz, bo ona boi się mieć dziecko, a wygląda to tak ,jakby nie chciała i nie robiła nic w tym kierunku?
    A może była w dzieciństwie bita przez swoja matkę, może nie była wystarczająco kochana, może musiała opiekować sie ponad swoje siły młodszymi dziećmi? może nie była dzieckiem, kiedy był na to czas? Dziecko nie może mieć dziecka, bo samo potrzebuje opieki.
    Kiedy ty jej okazujesz, że jej nie kochasz, wtedy ona nie da Tobie, tego co ma najcenniejsze; dojrzałego jajeczka, które otworzy się na Twój plemnik.
    A może lata leczenia tak Was od siebie oddaliły, że teraz pozostał tylko żal i nie wiecie jak to zmienić, żeby było tak, jak wtedy kiedy się kochaliście?

    Takiej niepłodności ( zresztą tak naprawdę żadnej!)nie powinno leczyć się wyłącznie w gabinecie ginekologicznym. Każda niepłodność wymaga zajęcia się także emocjami i przeżyciami,zrozumienia głębokich ,wypartych powodów rodzących ten opór organizmu,który mimo starań lekarzy i postępu medycyny uniemożliwia poczęcie.
    Nawet najlepszy lekarz nie dokona cudu, jeżeli człowiek z ukrytych dla siebie powodów nie może w tym momencie zostać rodzicem.
    Terapia to odkrywa, daje szansę na przeżycie tego co boli przez lata, jest schowane i hamuje naturalną zdolnoćć do dania życia. Ta ukryta destrukcyjna siła jest wymierzona przeciwko sobie.Także przeciwko związkowi. Usunięcie jej daje ulgę i przywraca utraconą być może już w dzieciństwie, bez naszej winy i woli równowagę.
    Wtedy możemy żyć w zgodzie ze sobą.
    Kochać, kogo chcemy i mieć dzieci, albo nie jeśli taka nasza wola.

    Jak chcesz,to pomyśl o tym co napisałam,
    jak nie chcesz to potraktuj mnie z taką pogardą, jak traktujesz żonę.
    Aha! I chwilowo nie pozdrawiam, bo nie wiem co zrobisz, a nie jestem osobą, która jak się na nią pluje, to mówi że " deszcz pada".
    Bogda psycholog, psychoterapeutka, która leczy niepłodność taką, jak Wasza i nie tylko.

    P.S.A właściwie dlaczego nie nauczyłeś jej korzystać z komputera?
    (Dodano: 2001-12-06 11:35:54, Autor: bogda psychoterapeut)
  • Bardzo dziękuję wam kochani za odpowiedzi. Przyznam, ze podtrzymują mnie na duchu. Dobrze lub źle,ale piszę szczerze- bogna psychoterapeut proszę o e-mail to bardzo chętnie napiszę do Ciebie .

    BOGNA-1/3 Z TEGO CO NAPISAŁAS TO PRAWDA
    DZIEKUJE CI ZA TĘ WYPOWIEDŹ -ani nie zabolała, ani tez nie zdenerwowała mnie. JESZCZE RAZ PROSZĘ O EMAIL
    (Dodano: 2001-12-06 19:09:38, Autor: Anonimowy)
  • Witaj
    Cieszę się tym, co napisałeś.
    1/3????
    To bardzo dużo:-))) Na tyle nie liczyłam.
    Adres: ( dla wszystkich potrzebujących)

    bogdaterapeutka@poczta.onet.pl

    pozdrawiam
    P.S.Proszę jedynie o cierpliwość
    nie zawsze jestem w stanie szybko odpowiedzieć
    czy ktoś ma patent na czas z gumy? :smile:))
    bogda
    (Dodano: 2001-12-06 20:10:58, Autor: bogda terapeutka)
  • Rozumiem Cie doskonale. U mnie jest podobnie. Lecze sie od 10 lat. Moj maz sie tym zmeczyl. Nie wymagam, zeby wlaczyl komputer i szukal pomocy, nie wymagam, zeby jezdzil ze mna na kolejne wizyty do kliniki. Ale on nawet nie pyta po wizycie, jak bylo!!!! Kiedys wrocilam z Novum zalamana z powodu fatalnych wynikow. Widzial, ze plakalam, ale nie zapytal o nic. Mowie: Nie pytasz, jak bylo w Warszawie? A on: Czy lekarz byl dla Ciebie mily?
    G....go obchodzi moja walka o dziecko. Ja juz walcze tylko dla siebie. I jestem w tej walce osamotniona. Tez mam 35 lat i wiem, ze to ostatni dzwonek.
    Zazdroszcze wszystkim mezow, ktorzy pomagaja w walce, ktorzy chociaz pociesza, zainteresuja sie i takich, ktorzy chociaz kibicuja swoim zonom.
    Pozdrawiam Klara
    (Dodano: 2001-12-30 20:24:57, Autor: Klara)
  • Klaro!
    Nie myśl sobie, że Ty jedna masz taki problem z mężem. Chociaż staramy się krócej niż Wy, mój ślubny też wypisał się z tej "zabawy".
    Zachowuje się na zasadzie: "ja już zrobiłem swoje (chodzi o depozyt nasienia) reszta to twoja sprawa".
    Wstydzi się chodzić ze mną do kliniki, tak jakby miał wypisane na czole, że to za jego przyczyną tam jesteśmy. Nie chce rozmawiać na temat naszego problemu - każdą rozmowę natychmiast ucina. Jedyne co go interesuje to ile będzie potrzeba pieniędzy i na kiedy.
    Ja również jestem osamotniona w tej walce i robię to już tylko dla siebie. Jednocześnie, tak czuję, że jeżeli mąż nie zmieni swojego podejścia to nic z tego nie będzie...
    (Dodano: 2002-01-01 18:37:19, Autor: mini)
  • dziekuję za ten list ,bo już myslałem ,ze nikt mnie tak na prawdę nie rozumie ,albo brak mu wrazliwości na ten temat.
    Nikt chyba nie rozumie ,ze jezeli stawia na forse to dzieci są na dalszym miejscu. Jezeli to dzieci są motywacją do dalszego życia to staje się to bardzo powaznym problemem i jak mozna nie przejmować sie
    DZIEKI KLARO
    (Dodano: 2002-01-03 20:11:22, Autor: Anonimowy)

Zablokowany

Wróć do „Archiwum - dawne forum Bociana”