BANK INFORMACJI WSZELAKICH

Pod tym adresem znajdziecie dawne forum Bociana

Moderatorzy: Moderatorzy grupa wdrożeniowa, Moderatorzy

Zablokowany
Krzysiek
Posty: 1541
Rejestracja: 16 sty 2002 01:00

Post autor: Krzysiek »

Proponuje pisać tutaj wszelkie informacjie na temat IVF
(Dodano: 2001-11-08 09:11:11, Autor: REBAS)

Odpowiedzi:
  • Długo się zastanawiałam czy opisać Wam moją „przygodę” z IVF. Ale doszłam do wniosku, że jestem Wam winna informację na ten temat. W końcu na ostatnim zebraniu Stowarzyszenia uzgadniałyśmy, że jeśli mi się uda następny sabat będzie u mnie :smile:.
    Brałam leki od 3 d.c., w 7 dniu miałam pierwsze USG, w 10 następne (tylko 7 pęcherzyków), w 12 dniu już ich było 11, potem 12. Czułam się fatalnie (za mało miejsca w brzuchu) i bardzo współczułam dziewczynom, które miały 20 i więcej. W 17 d.c. miałam punkcję, 20 pęcherzyków (?!) – 18 oocytów, podobno piękne, „książkowe”. Mąż zrobił co do niego należało i mieliśmy pojawić się za 2 dni. Pojawiliśmy się… I to wszystko, bo transferu nie było, nie wytworzyły się zarodki. Ponieważ nasienie też było bez zarzutu pozostawiono jeszcze hodowlę. Po dwóch następnych dniach (mój 21 d.c.) podjęliśmy decyzję o likwidacji hodowli. Wiem co to oznacza – to znaczy, że znaleźliśmy przyczynę naszej niepłodności. Problem prawdopodobnie tkwi na poziomie „mikro” (komórki) – jest jakaś jej wada, której niestety nie można „przeskoczyć” . Oczywiście lekarz przekonywał nas, że powinniśmy spróbować choćby jeszcze raz z mikromanipulacją, ale nie był w stanie zapewnić, że wynik będzie inny od tego. Po następnych dwóch dniach dostałam telefon od mojego lekarza, że wytworzył się jeden zarodek (23 d.c.) i żebyśmy jak najszybciej przyjechali na transfer. Wyobrażacie sobie moją radość?! A prawie się pogodziłam z bezpłodnością… W rozmowie z lekarzem między wierszami wynikło, że to taka cecha naszych zarodków, że jeśli się rozwijają to dzieje się to tak późno i że obecnie nie da się tego poprawić w żaden sposób. Po transferze pojechałam do domu z nadzieją, że taki cud nie wydarzył się na marne. Przez tydzień (bo tyle zostało do okresu) żyłam z rosnącą nadzieją i wyobraźcie sobie moją rozpacz i żal gdy dzień przed miesiączką nie zobaczyłam różowej krechy. Moja historia nie kończy się happy end`em. I już nie mam nadziei i nawet jej nie chcę. Chcę spokoju, który da mi zapomnienie. Mam dosyć tej nieustającej od ponad 4 lat walki i upokorzenia.
    Mimo tego jeśli tylko zechcecie zorganizuję sabacisko u mnie, serdecznie zapraszam!
    (Dodano: 2001-11-14 13:57:18, Autor: Ola)
  • Witaj Olu, cieszę się, że się odezwałaś. Długi okres milczenia z twojej strony to na zmianę trzymanie kciuków (pewnie się udało !) i martwienie się jak twoje samopoczucie (a jak się nie udało ?). Nie będę pisała jak mi przykro, bo to raczej oczywiste. Przykro mi natomiast, że z tego co pisałaś problem jest znacznie poważniejszy. Mimo wszystko myślę, że zawsze trzeba mieć nadzieję i wierzyć - jedne cuda się zdarzają, inne nie - choć z pewnością obecnie trudno ci mysleć pozytywnie. Ale to minie, tylko tyle mogę ci powiedzieć na pocieszenie. Mam nadzieję do szybkiego zobaczenia.

    PS. Obawiam się, że "zaśmieciłam" ten wątek informacjami mało-medycznymi, ale chyba ważnymi.
    (Dodano: 2001-11-14 17:34:06, Autor: AGA)
  • Dzięki Aguś za dobre słowo:-)
    (Dodano: 2001-11-14 17:47:30, Autor: Ola)
  • Ola..
    Dzięki, że się odezwałaś. Nie będę ukrywać: miałam ogromną nadzieję, że nie pojawisz się już na forum (no może tylko żeby dodać mi/nam otuchy).
    Jest jak jest i cieszę się że stoisz na nogach.. Jak nie to trzymaj się mocno i nie daj się. Ja wierzę w cuda i wierzyć będę mimo orzeczeń lekarskich. Moja dobra znajoma chora na przewlekłą, nieuleczalną chorobą nie poddawała się. Lekarze osłupieli - badania robione jej ostatnio wykazały, że choroba neurologiczna cofnęła się.. po 10 latach... Niewiarygodne a jednak... Ja wierzę, że co ma być to będzie. Trzeba tylko umieć z tym żyć i iść dalej. Olu może nie potrzebujesz tych moich słów.. ale chciałam dać Ci tylko znak, że myślę o Tobie i że nie jesteś sama.
    Trzymaj się.
    Isia
    (Dodano: 2001-11-15 12:26:26, Autor: Isia)
  • Dziękuję Isiu.
    Ale szczerze mówiąc nie chcę liczyć na cud, bo wówczas całe moje życie zamieni się w oczekiwanie cudu...
    Myślę poważnie o adopcji, mój mąż też o tym myśli - jednak pewnie nie prędzej niż za 3 lata.
    Rebasku, wybacz, że w tym wątku mowa o mnie a nie kompendium wiedzy o IVF, ale nie wiedziałam gdzie napisać, sorry! :wink:
    (Dodano: 2001-11-15 14:35:34, Autor: Ola)
  • Ojej Olu, nie spodziewałam się takiego obrotu rzeczy :sad:(((. Myślałam, że komu jak komu, ale Tobie NA PEWNO się uda.
    Wiem, że jesteś w podłym nastroju. I chociaż przeszłam przez to samo, wcale nie jest mi łatwo zdobyć się na słowa otuchy. Mogę Cię zapewnić, że rzeczywiście czas leczy rany a poza tym takie przeżycie wpływa na dojrzalsze podejście do życia. A z takich bardziej przyziemnych rad? Zapisałam się na stepa i sporą część złego samopoczucia po prostu "wyskakałam" :smile:
    Życzę Ci szybkiego powrotu do dobrego humoru.
    Aśka
    (Dodano: 2001-11-15 21:15:55, Autor: Aśka)
  • Olu,
    usmiechnij się maleństwo.Małgosia
    (Dodano: 2001-11-18 22:08:51, Autor: malgosik)
  • Dziękuję dziewczyny. Lepiej mi na duszy, kiedy wiem, że mój los obchodzi nie tylko mnie. Dziękuję, że się do mnie odezwałyście i dziękuję, że żadna z Was nie napisała: "nie martw się, następnym razem się uda" :wink:
    (Dodano: 2001-11-19 08:30:19, Autor: Ola)
  • Olu
    Bardzo proszę, napisz do mnie na adres bogdateraputka@poczta.onet.pl
    to bardzo ważne,proszę mam dla ciebie pewną sugestię.
    pozdrawiam bogda
    (Dodano: 2001-11-19 20:56:15, Autor: bogda)
  • Boli mnie to co piszesz. Po prostu mi smutno i nie wiem co powiedzieć, napisać. Chciałabym powiedzieć, będzie dobrze, próbój dalej, ale z tego co piszesz to Wy już sił nie macie. I to potrafię zrozumieć.
    Ja niestety, a może stety jestem naiwna jak dziecko. Trzy tygodnie cyklu pełna nadziei i potem 5 dni totalna dezorientacja no i potem tuż przed okresem rozpacz w czystej formie.
    Jestem przed INV i przygotowywuję się do niej psychicznie.
    Psychicznie bo już sama inseminaja była dla mnie niezłym orzechem do zgryzienia. Jedno co mogę powiedzieć to to że nastawiam się na pięć prób INV. Nie wiem czy to dobrze, czy też źle.
    (Dodano: 2001-12-05 14:10:53, Autor: DorotaM)
  • Ty się nastawiasz na 5 iVF, ja na 3. Być może to nie ostateczna decyzja ale nie wiem skąd ludzie biorą tyle sił by walczyć do 40 roku życia.Być może ja też mam tyle sił tylko jeszcze nie sprawdziłam na sobie. Natomiast nieźle się przeraziłam czytając w Zwierciadle, że nakłuwanie macicy i jajników do IVF może prowadzić do nowotworu macicy...Dokładając do tego skłonność (chyba już dziedziczną w mojej rodzinie) do nowotworów zastanawiam się czy w ogóle powinnam ryzykować.Jest tyle dzieci potrzebujących rodziców...Ale wiem, że te 3 razy to spróbuję na pewno. Toja.
    (Dodano: 2001-12-05 22:51:24, Autor: toja)

Zablokowany

Wróć do „Archiwum - dawne forum Bociana”