psychoterapia w leczeniu niepłodności

Pod tym adresem znajdziecie dawne forum Bociana

Moderatorzy: Moderatorzy grupa wdrożeniowa, Moderatorzy

Zablokowany
Krzysiek
Posty: 1541
Rejestracja: 16 sty 2002 01:00

Post autor: Krzysiek »

Dziękuję za zaproszenie do dyskusji. Bardzo chętnie odpowiem na każde pytanie, na które oczywiście potrafię odpowiedzieć. Wiem, że wiele spraw wymaga większej intymności i dlatego podaję adres mailowy. Proszę pisać, postaram się w miarę możliwości odpowiadać jak jak najszybciej. Chciałabym jednak rozpocząć na forum od " włożenie kija w mrowisko" To może bardzo pomóc nam w dalszej współpracy. Otóż chciałabym zapytać Was dlaczego tak mało osób leczących się na tą trudną przecież emocjonalnie chorobę zwraca się o pomoc do psychologa, lub terapeuty. W wielu przypadkach podłoże niepłodności leży w nieuświadomionych konfliktach, a bardzo często stres związany z samym leczeniem znacznie je utrudnia i zmniejsza szanse na poczęcie dziecka. Współpracuję z kilkoma mądrymi lekarzami w Krakowie i kiedy sugerują wizytę u mnie większość kobiet obrusza się, mimo, że mamy bardzo dobre wyniki współpracy,owocujące zdrowymi i donoszonymi ciążami. Jak się jednak okazuje z naszych statystyk na terapię decyduje sie co dziesiąta kobieta. Bardzo proszę o komentarze i własne sugestie skąd te wątpliwości. Pozdrawiam wszystkich uczestników forum bogda
(Dodano: 2001-10-04 23:39:34, Autor: bogda)

Odpowiedzi:

  • Dzięki że jesteś.
    (Dodano: 2001-10-05 08:48:11, Autor: REBAS)
  • Problem jest chyba ten sam jak w przypadku jakiejkolwiek innej przyczyny. Po prostu, wg potocznej opinii, u psychologa lecza sie wariaci. Ja sama jestem na finiszu studiów psychologicznych i chce sie zajac, podobnie jak ty, problemami z nieplodnoscia, mam w tej kwestii troche wlasnych doswiadczen. W trakcie mojego leczenia bylam w terapii, i chyba dobrze mi ona zrobila, ale trafilam na osobe, która sama miala 4! dzieci, wiec pomimo swoich wysokich kwalifikacji, chyba trudno jej bylo ze mna do konca empatyzowac.
    (Dodano: 2001-10-05 09:27:41, Autor: Dorota)
  • W odpowiedzi na zaproszenie do dyskusji przez Bogdę. Małe zainteresowanie pomocą psychologa w naszej chorobie wynika, wg mnie, z (1) nieuświadamiania sobie, zwłaszcza w poczatkowych etapach leczenia, że mamy problemy z psychiką, a nie z „racjonalnymi”, medycznie diagnozowanymi i leczonymi problemami; lekarze – ginekolodzy z reguły nawet nie sugerują, że przyczyną może być blokada psychiczna lub nie informują, z jak dużym napięciem i emocjami wiąże się całe leczenie i oczekiwanie na rezultaty; a nawet jeśli coś takiego zasugerują, wiele osób pewnie i tak zwleka z konsultacjami psychologicznymi, dopóki sami się o tym nie przekonają i/lub zupełnie z tym nie radzą; (2) pokutuje nadal w społeczeństwie pewnego rodzaju przekonanie, że pomoc psychologa (czy psychoterapeuty) to pewien snobizm (na przykładzie krajów zachodnich) i na pewno „ja tego nie potrzebuję i nie stać mnie na to”; ponadto często jest to utożsamiane z poradą psychiatryczną, a swoiste napiętnowanie w naszym społeczeństwie osób psychicznie chorych, traktowanych jednoznacznie jako „wariaci” i „psychole” nie ułatwia przełamania tej bariery w wielu środowiskach; (3) znalezienie dobrego psychologa, który rozumie nasze problemy jest sprawą niezwykle trudną, której nie ułatwiają nam kliniki, w których się leczymy. To tyle, co ja sądzę o obiektywnych głównych przyczynach.
    Ze swojej strony, mogę powiedzieć, że mnie przede wszystkim dotyczyły punkty 1 i 3. Pierwsze trzy lata leczenia to w zasadzie leczenie w izolacji, bez możliwości wymiany doświadczeń z innymi, borykającymi się z tym problemem (szczerze mówiąc nigdy nie pociągały mnie rozmowy w poczekalniach kliniki, bo wszystkie siedzące tam osoby wydawały mi się takie smutne i zrezygnowane, że wolałam zagłebić sie w jakieś lekturze i odciąć od tego wszystkiego). To pewnie wpłynęło m.in. na nie uświadomienie sobie, że może dobrze byłoby skorzystać z pomocy psychologa (tylko jakiego ?). Z drugiej strony, w moim przypadku, mimo wielu co-miesięcznych rozgoryczeń, moje stoickie podejście do życia i spokój męża pozwalały mi przejść przez to wszystko w miarę spokojnie, o tyle o ile jest to w ogóle możliwe. Teraz jestem na etapie coraz większej równowagi, dzięki forom i wymianie opinii oraz długiej już drogi nieskutecznego leczenia, i stopniowego akceptowania sytuacji w jakiej się znajdujemy, że może nigdy nie będziemy mieli własnego dziecka i że dalsze zabiegi nie mają już dla nas takiego znaczenia i sensu, jak na początku, i nie wiadomo, czy je jeszcze będziemy podejmować.
    Przepraszam za długi wywód, ale tak jakoś się rozpisałam. Pozdrawiam wszystkich.
    (Dodano: 2001-10-05 09:55:48, Autor: AGA)
  • Bogda, bo tak na prawdę nie zdajemy sobie z tego sprawę. Mi lekarz zasugerował, że się "zablokowałam", ale uznałam, że pewnie sam nie wie co mi jest i tak stwierdził na odczepne(?!) Mimo tego kilka miesięcy temu zaczęłam poważnie się nad tym zastanawiać i mam kilka wniosków (nie wiem czy słusznych), ale o nich... może na osobności :wink:
    Tak na prawdę nie ma w moim małym mieście psychoterapeuty, do którego mogę się zwrócić:-(
    (Dodano: 2001-10-05 15:53:26, Autor: Ola)
  • A może by tak zorganizować spotkanie - rodzaj wykładu - jak sobie radzić jakie są schematy blokad itp.
    Wiem że novum szuka speca od duszy.
    Bogda co ty na to???
    (Dodano: 2001-10-05 16:26:32, Autor: REBAS)
  • wykład, czy seminarium oczywiście zrobimy
    myślę, że trzeba najpierw zebrać listę tematów najistotniejszych
    ja również spróbuję zaproponować swoje
    co do Novum hmmm... interesująca propozycja wymaga rozważenia, zwłaszcza,że niestety jestem z Krakowa :smile:)
    pozdrawiam, na reszte listów odpowiem po pracy
    (Dodano: 2001-10-05 16:52:29, Autor: bogda)
  • A to tu wszyscy jesteście :smile:
    Ja mam tylko jedno pytanie: Jak znaleźć psychologa w swoim regionie, który zajmuje się właśnie problemem niepłodności?
    (Dodano: 2001-10-05 19:25:03, Autor: Aśka)
  • Strasznie mnie rozbawiłaś:-))))))))))))
    dlatego odpowiadam po przerwie Tobie pierwszej
    Nie wiem gdzie mieszkasz, ale niestety w środowisku psychoterapeutycznym w Polsce nie spotkałam do tej pory NIKOGO kto zajmowałby sie oprócz mnie tą problematyką. Podobno na jakimś sympozjum ktoś z Warszawy głosił coś na ten temat, ale nie znam nazwiska i nie dotarłam do tej osoby.
    O tym, jak znaleźć wogóle profesjonalnego psychoterapeutę napiszę osobno.
    (Dodano: 2001-10-05 21:35:52, Autor: bogda)
  • Hmmm.....psychoterapeutka z czwórką dzieci.....
    rzeczywiście pewnie momentami mogła Ci zazdrościć:-)))
    to oczywiście żart, bo dobry terapeuta potrafi współbrzmieć z pacjentem i nazywa sie to syntonią.
    może byłoby ciekawe, gdybyś spróbowała podzielić się oczywiście nie wchodząc w szczegóły intymne, jak przebiegała Twoja terapia i czego dotyczyła.
    Dlaczego się na nią zgłosiłaś?
    Czy była bezpośrednio związana z leczeniem niepłodności?
    Jakie objawy Ci dokuczały?
    I co tak naprawdę zyskałaś?
    Być może w ten sposób pomożesz tym, którzy wątpią w pomoc terapeuty, albo obawiają się takiej formy leczenia.
    (Dodano: 2001-10-07 20:18:28, Autor: bogda)
  • Wywód długi, ale mądry, więc warto przeczytać.
    Odpowiem w tej chwili tylko, jak znaleźć dobrego terapeutę.
    Takich, którzy zajmują się profesjonalnie niepłodnością nie spotkałam,a działam dość intensywnie w Sekcji Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.
    Są natomiast terapeuci w całej Polsce, którzy posiadają certyfikat psychoterapeutyczny PTP, albo Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.
    Jest ich w Polsce około 350-ciu.
    To osoby, które z pełną odpowiedzialnością wiedzą co robią.
    Są bardzo wysoko wykwalifikowani, przeszli własną terapię, setki godzin pracy pod kontrolą superwizora.
    Muszą mieć solidną wiedzę psychopatologiczną ( czyli wiedzieć jaką postawić diagnozę) i umiejętności terapeutyczne.
    Zeby zdać egzamin ( bardzo trudny) muszą kształcić się wiele lat.
    Niewątpliwie są psycholodzy którzy mają dar bez kwalifikacji, ale pytanie o posiadanie certyfikatu, zanim zdecydujecie się płacić niemałe kwoty, daje większą gwarancję powodzenia.
    Zawsze jednak trzeba się z terapeutą dograć, zupełnie tak samo jak z lekarzem, który Was leczy z powodu niepołodności.Jesli budzi agresję, albo nie budzi zaufania, lepiej go zmienić.
    (Dodano: 2001-10-07 20:35:29, Autor: bogda)
  • Bogda,
    z Aśka jesteśmy z Łodzi.
    Skoro Ty nie znasz NIKOGO kto się tym problemem zajmuje, to jak my mamy kogos takiego znaleźć???? Ha
    (Dodano: 2001-10-08 18:53:25, Autor: Marta)
  • No przecież już znalazłyście :smile:))))
    (Dodano: 2001-10-08 19:15:08, Autor: bogda)
  • W Gdańsku przyjmuje bioenergoterapeuta u którego sama się leczyłam "na głowę" z powodu niepłodności.
    Po 5 seansach (koszt ok. 30zł. za wizytę ) zaszłam w ciążę i mam 20 miesięcznego synka. Polecam wszystkim zdesperowanym, szczególnie tym kobietom, u których nie znaleziono konkretnej przyczyny bezpłodności.
    Trzymajcie się pozdrawiam i życzę powodzenia.
    (Dodano: 2001-10-09 09:00:46, Autor: DORIS)
  • My próbowaliśmy z dwoma magikami. Po 100 zł seans. I co ? i nic.
    Na jednych to działa na innych nie. Wszystkie metody są dobre, jeśli są skuteczne.
    Często tacy biomagicy są dobrymi (choć bez papierów) psychoterapeutami ale równie często są bionaciągaczami – co też jest nie istotne jeśli są skuteczni.
    (Dodano: 2001-10-09 09:08:46, Autor: REBAS)
  • O tym bioenergoterapeucie ja również słyszałam (to chyba ten sam). Niestety żaden bioenergoterapeuta nie pomoże w niepłodności pochodzenia męskiego. I każdy uczciwy o tym powie. My z mężem akurat trafialiśmy na tych uczciwych, którzy nie chcieli nas naciągnąć na kasę.
    (Dodano: 2001-10-09 19:15:35, Autor: marnna)
  • Przede wszystkim chcę powiedzieć, że bardzo się cieszę z tak wysokiej oglądalności tego tematu.
    To dodaje mi sił i wiary, że to co robię ma jakiś sens i może się komuś przydać.
    Spróbuję ustosunkować się do tego co napisaliście.
    Nie znam się na pracy bioenergoterapeutów i nie wiem, co sprawia, że w niektórych przypadkach są skuteczni.
    Zgadzam się ze stwierdzeniem, że nie ma jednej drogi i najlepszego sposobu na wyleczenie.
    Zwłaszcza, że źródła medyczne podają, że od 20-60% niepłodności ma charakter idopatyczny czyli niewyjaśnionego pochodzenia.
    Jednocześnie wiem, że w tej grupie jakiś procent wynika z powodów psychologicznych.
    I nie znaczy to wcale, że ktoś jest chory psychicznie, ba nie musi nawet mieć nerwicy.
    Wystarczy, że w swoim życiu przeżył coś, co najogólniej można nazwać traumatycznymi doświadczeniami związanymi ze wszystkim co dotyczy ciąży, porodu i wychowania dziecka.
    Taka niezabliźniona rana (u każdego inna) może być przez wiele lat głeboko ukryta i nie przeszkadzać w normalnym życiu.
    Ale może pojawić się właśnie w momencie decyzji o posiadaniu dziecka i wtedy gdzieś podświadomie pojawia się wątpliwość, strach, obawa i różne inne emocje, które na przykład hamują owulację, powodują nwykowe poronienia, albo śluz szyjkwoy zaczyna zabijać plemniki.
    Odblokowanie zaległych emocji, uświadomienie sobie wypartych konfliktów dale szansę na to ,że organizm wróci do równowagi.
    Jedna z moich pacjentek przez 15 lat nie miała owulacji.W trakcie terapii uświadomiła sobie,że już w dzieciństwie często napotykała na sytuacje, które utwierdzały ją w przekonaniu, że bycie dziewczynką jest niebezpiecznie, nieatrakcyjne i smutne.
    "Nosiła więc w życiu spodnie" metaforycznie rzecz ujmując.Wybrała męski zawód, nigdy nie nosiła spódnicy, piła i paliła, w domu była szefem i decydowała o wszystkim nie dając mężowi żadnej szansy.
    Przez rok terapii pracowała nad byciem i czuciem się kobietą, chociaż ogromnie się tego bała.
    Owulacja pojawiła się sama bez żadnej stymulacji farmakologicznej.
    (Dodano: 2001-10-11 12:53:32, Autor: bogda)
  • Jak byłam mała miałam skrzywienie kręgosłupa (pewno dlaej mam) i chodziłam na różne koszmarne zajęcia rehabilitacyjne. Mama bardzo się tym przejmowała, bo miała znajomą, która właśnie z tego powodu nie mogła mieć dzieci (rzekomo). Kilka razy powiedziała: "oj, żebyś ty nie miała problemów z zajściem w ciążę". To było bardzo dawno temu, ale jakoś utkwiło. Czy mogłoby to być przyczyną moich problemów?
    Zosia
    (Dodano: 2001-10-11 22:11:14, Autor: Zosia)
  • Zosiu!
    Nie spotykając się z Tobą bezpośrednio i nie znając Twojej historii leczenia i historii życia nie śmiałabym odpowiedzieć jednoznacznie, że to , o czym piszesz ma wpływ na Twoje długie oczekiwanie na dziecko.
    Mogę spróbować odpowiedzieć bardzo ogólnie i teoretycznie.
    Otóż może mieć.
    W Twojej świadomosci zakorzeniło się ( bo piszesz, że pamietasz do tej pory), że kiedy ma się problemy z kregosłupem to i z ciążą.Twój kregosłup dalej szwankuje więc.........
    Co innego wydaje mi się jednak ważniejsze. Te koszmarne ćwiczenia, kórym byłaś poddawana. Co wtedy czułaś?
    Czy coś podobnego, co czujesz teraz, kiedy jesteś poddawana " koszmarnym" procedurom medycznym?
    Być może nastapiło pewne mocne nieuświadomione skojarzenie " żeby mieć zdrowy kręgosłup i być zdolną do bycia matką trzeba przejść koszmar." No i przechodzisz go, zdaje mi się.
    To tylko hipotezy i proszę nie traktuj ich jako pewnik.
    Zeby powiedzieć coś z dużym prawdpopodobieństwem trzeba przeprowadzić naprawdę wnikliwą diagnozę medyczną i psychogenetyczną.
    bogda
    (Dodano: 2001-10-15 16:55:36, Autor: bogda)
  • Witaj Bogna!
    Ja jestem osoba, ktora trafila do psychoterapeutki. O dziecko staramy sie od dwoch lat, od ok. roku wiemy gdzie tkwi problem. Przez te dwa lata nie zlicze wylanych lez, dni, w ktorych nie widzialam nic dobrego. Wiedzialam, ze reaguje nazbyt histerycznie ale czytajac rozne wypowiedzi na forum, nie czulam sie odosobniona w swoim przerazeniu. A potem zaczelam sie zle czuc. Najpierw potworne bole glowy (trwaja od czerwca do dnia dzisiejszego), potem napady leku, zawroty glowy, bole plecow i ... czasami mam wrazenie, ze boli mnie dokladnie wszystko. Rzadko zdarza mi sie dzien, w ktorym czulabym sie w miare dobrze. Odwiedzilam juz chyba wszystkich lekarzy, chodze na akupunkture i oczywiscie staram sie wierzyc, ze psychoterapia mi pomoze(spotkania mam 4 razy w tyg. po 50 min).
    Wszyscy mi mowia - to nerwica, od tego sie nie umiera. Moze i sie nie umiera ale jak z tym zyc?
    Lubie moja Pania psycholog. Jeszcze co prawda, nie daje jej czytac siebie jak ksiazki, ale pewnie to normalne na poczatku.
    Bogna, czy slyszalas o takiej reakcji na stres? Czy ktos tak znerwicowany moze wogole myslec o planowaniu ciazy?
    Przeciez ja nie moge przezyc dnia bez tabletki na uspokojenie.
    A moze powinna udac sie do psychiatry?
    Oczywiscie wszystkimi w/w watpliwosciami dziele sie z moja psychoterapeutka ale caly czas tkwi we mnie jakas nieufnosc i dlatego pytam, czytam.
    Z gory dziekuje za odpowiedz.
    Serdecznie pozdrawiam,
    Malina
    (Dodano: 2001-10-16 11:34:37, Autor: Malina)
  • Malino!
    Piszesz, że " boli Cię wszystko".....
    to prawda, coś Cię bardzo boli, coś czego sobie nie uświadamiasz i ma niewątpliwie związek z leczeniem niepłodności.
    A wyraża się to poprzez objawy bólowe.
    Co to jest ? Pewnie wspólnie z terapeutką to powoli odkryjecie.
    Pytasz, czy takie objawy się zdarzają.
    Tak, bardzo często i nie zawsze jest to nerwica.
    Może to być reakcja nerwicowa, związana z trudną sutyacją, a taką teraz przeżywasz.
    Pewnie nie wiesz, że kobiety przeżywające trudności z zajściem w ciążę i poddawane długotrwałej diagnozie i leczniu miewają bardzo nasilone objawy; depresji,lęku, agresji, poczucia gorszości itd.
    Poziom nasilenia tych objawów jest identyczny jak w ciężkich chorobach kardiologicznych, chorobach nowotworowych czy AIDS.
    Wiele z nich potrzebuje pomocy teraputy, a czasami wsparcia farnakologicznego.
    Prawdą także jest, że objawy o których pisałam dodatkowo utrudniają leczenie niepłodności.
    Dobrze zatem, że zdecydowałaś się na terapię.......tylko dlaczego aż tyle razy w tygodniu?
    pozdrawiam bogda
    (Dodano: 2001-10-16 13:16:57, Autor: bogda)
  • Ojej! jak szybko odpowiedzialas. Dzieki!
    Mnie tez liczba spotkan troche zaniepokoila. Oczywiscie zaraz zadalam pytanie, czy jest ze mna az tak zle, ze wymagam tak czestej "rozmowy". Otrzymalam odpowiedz, ze taki wariant bedzie w moim przypadku najlepszy. Nie znam sie na tym, a biorac pod uwage moje nieznosne bole, godze sie na wszystko, byle tylko nastapila poprawa.
    Ale chyba bardziej od liczby spotkan martwi mnie fakt, ze jezeli np. po polrocznej kuracji moje samopoczucie poprawi sie, to nie spowoduje to zmniejszenia liczby spotkan. Tak mi zapowiedziala moja psycholog (caly czas 4 razy w tyg. i moze to trwac od 1,5 do 2 lat). Dodam, ze jest to osoba polecona mi przez kogos zaufanego i nie podejrzewam jej o to, ze moja chorobe traktuje li tylko, jako wspaniale zrodlo dochodu (jedno spotkanie 70 zł).
    Bogna, czy rzeczywiscie jest tak, ze raz obrany sposob terapii (chodzi mi tu oczywiscie o czestotliwosc) nie moze ulec zmianie jesli pacjent czuje poprawe?
    Troche mnie to martwi i pod wzgledem czasowym i oczywiscie finansowym. A przeciez czaly czas musze robic jakies badania w kierunku ewentualnej ciazy?
    PS. A co do lekow to do tej pory bralam Xanax (czasami 1/2, czasami 1 tab. dziennie a teraz Lexotan - 1 tab. dziennie).
    A co myslisz o wizycie u psychiatry - moze zaproponowana kuracja farmakologiczna bylaby bardziej skuteczna. Wiem, ze jestem bardzo niecierpliwa ale praktycznie od 4 m-cy czusje sie tak, jakbym nie zyla.
    Jeszcze raz dziekuje za pomoc.
    Malina
    (Dodano: 2001-10-16 14:16:55, Autor: Malina)
  • Do Maliny!
    Nie chciałabym w żadnym wypadku wtrącać sie w Twoją terapię, ale myślę sobie, że to terapeuta jest dla Ciebie, a nie odwrotnie.
    Po pierwsze czy zapytał Cię, co sądzisz o pomyśle,na tyle spotkań w tygodniu i czy wytłumaczył Ci dlaczego to proponuje?
    Mam jakieś poczucie, że kontrakt terapeutyczny nie został właściwie zawarty i nie okresliłaś jasno czego od terapii oczekujesz.
    Kilka razy w tygodniu pracuje się w zasadzie w psychoanalizie. Z tego co wiem psychoanalityków z pełnym wykształceniem jest w Polsce bardzo niewielu. Może jednak właśnie do któregoś z nich trafiłaś.Psychoalaniza poza tym służy w zasadzie rozwojowi osobowości, a to że znikają objawy chorobowe jest dla psychoanalityków jakby rzeczą uboczną.
    Jeszcze raz podkreślę, że bardzo ważne w każdej terapii jest jasne określenie celów pacjenta i sposobów jakimi pracuje konkretny terapeuta. Dopiero wtedy pacjent może decydować czy to mu właśnie odpowiada.
    pozdrawiam bogda

    P.S. A leki?
    Jeżeli naprawdę bardzo źle się czujesz, to właśnie po to je wymyślono, żeby doraźnie dały ulgę. Ale to bedzie wyłącznie leczenie objawowe, a nie przyczynowe.
    (Dodano: 2001-10-17 13:55:35, Autor: bogda)
  • Do Bogny,
    Odbylam rozmowe na temat przebiegu terapii.
    Mnie oczywiscie zalezy na tym, aby jak najszybciej odczuc jej dobroczynny wplyw, a to zdaniem pani psycholog mozemy uzyskac wlasnie dzieki czestym spotkaniom. Jak pisalam, nie mam zielonego pojecia o psychoterapii wiec ufam, ze to wlasnie jest dla mnie najlepsze (oby!!!). Oczywiscie przy kazdym kolejnym napadzie bolu i leku zaczynam watpic w skutecznosc jakiejkolwiej terapii ale przeciez mam dopiero 31 lat i chcialabym jakos normalnie zyc.
    Zdaje sobie sprawy, ze leki ktore zazywam nie lecza a tylko chwilowo pomagaja. Moje kolejne pytanie brzmi:czy chodzac do psychoterapeuty mozna korzystac z uslug psychiatry, czy lepiej trzymac sie jednej opcji?
    Chce chodzic do psychoterapeuty bo wiem, ze szwankuje moja psychika ale chcialabym takze dostac jakies "cud" pigulki, ktore przyniosa ulge, zanim terapia zacznie skutkowac.
    Malina
    PS. Bogna! dziekuje Ci, ze poswiecasz swoj cenny czas. Cenie w Tobie to, ze nie starasz sie byc wyrocznia, ktora wszystko najlepiej wie. Jeszcze raz serdecznie dziekuje.
    (Dodano: 2001-10-17 14:48:11, Autor: Malina)
  • Malino!
    Och ten internet!
    Czasami taki dla mnie nieprecyzyjny.
    No i pewnie ja myślę skrótami i posługuje się na dodatek jakimś psychobełkotem, więc proszę wtedy pytać , gdybym się zagalopowała.
    Z tym psychiatrą to jest tak, że ja ściśle współpracuję z jednym, bardzo mądrym, ktoremu ufam,i wiem,że nigdy nie zaszkodzi pacjentowi.
    Kiedy któryś z moich pacjentów czuje się gorzej wspólnie zastanawiamy się czy pomóc na jakiś czas lekami, bo po co męczyć się niepotrzebnie. Czasami jednak w procesie terapii nasilają się obajwy i jest to wyrazem dochodzenia do przyczyn i poczatku zmian.
    Zatem myślę, że powinno się to ustalić z terapeutą, ale też zapytać go, czy nie jest z takiej szkoły, która uczy,że leki są zawsze "be".
    Wtedy chybabym się kłóciła.:smile:))
    Jednak, kiedy powie Ci ( a zakładam, że to wykwalifikowany terapeuta), że Twoje objawy są związane z dobrze toczącym się procesem terapeutycznym ( co sama zreszta powinnaś czuć to pewnie bym mu zaufała.
    (Dodano: 2001-10-17 21:06:33, Autor: bogda)
  • Bogna,
    powiedzialam wczoraj na spotkaniu o swoich watpliwosciach (jak widzisz, nie chce nic ukrywac przed osoba, w ktorej rece sie oddalam) i jakos tak wyszlo, ze nie otrzymalam odpowiedzi. Chyba musze podrazyc temat. Nie wiem czemu ale ostatnio opetala mnie mysl, ze pigulki rozwiaza moj problem. Z drugiej strony mam mnostwo obaw przed ich zazywaniem i oczywiscie drze na mysl (paradoksalnie), ze jak bym zaszla w ciaze, to co wtedy? Jak juz pisalam, nie probuje nawet zaczynac dnia bez pigulki, a przeciez ich zazywanie jest wykluczone w stanie, o ktory tak rozpaczliwe walcze. Moja tesciowa twierdzi, ze "jak bym wreszcie zaszla w te ciaze, to by mi przeszly wszystkie nerwy". Jakie to proste!!!
    I jeszcze jedna mysla chcialabym sie z Toba podzielic. Z chwila gdy dotarlam do tych wszystkich forum (jaka jest od tego liczba mnoga?) na temat nieplodnosci, poczulam sie lepiej, razniej, niemal w euforii, ze tyle jest osob przezywajacych to co ja. A teraz zaczynam sie zastanawiac czy to ciagle zagrzebywanie sie w tym temacie, nie przynosi mi wiecej szkody niz pozytku.
    Po kazdej dawce newsow boli mnie glowa lub "cos" sie ze mna dzieje, ale za nic w swiecie nie potrafie zrezygnowac z sesji przed szklanym monitorem. Czy ja jestem masochistka?
    Koncze, bo nie chce naduzywac Twojej cierpliwosci, ale z pewnoscia beda do Ciebie co jakis czas "pukac".
    Milego dnia, Malina
    (Dodano: 2001-10-18 09:34:31, Autor: Malina)
  • Ja mam podobne wrażenia do Maliny, jeśli chodzi o czytanie forum nt niepłodności. Przez to TEN temat jest ze mną każdego dnia i myślę o tym znacznie częściej niż wynikałoby to z mojej wewnętrznej potrzeby. Podczas wakacji nie miałam komputera i znacznie poprawił się mój nastrój. Na pewno częściowo bylo to spowodowane właśnie wakacjami, ale na pewno też uwolnieniem się od Forum. Niestety nie mogłam się powstrzymać później od zaglądnięcia przynajmniej raz i sprawdzenia co słychać i zaczęło się od nowa...
    Już wiem, że nie jestem sama z tym problemem więc myślę, że gdybym wywaliła komputer, albo przynajmniej odłączyła się od internetu byłoby mi łatwiej. Nie znaczy to wcale, że krytykuję forum, mnie też bardzo pomogło na początku i dalej pomaga, gdy JA mam problem. Natomiast, gdy nie mam chwilowo problemu to przeszkadza.
    Pozdrawiam.
    (Dodano: 2001-10-18 12:18:57, Autor: Zosia)
  • Do Zosi i Maliny
    Długo myślałam, o tym co napisałyście w sprawie Forum; przeszkadza, czy pomaga?
    No i pewnie faktycznie może być różnie.
    Z jednej strony daje poczucie przynależności, sporo informacji, możliwosć zwentylowania uczuć itd. Jeżeli jednak zamienia się w obsesję otwierania strony to chyba bardzo źle.
    Terapia, którą proponuje sie na Uniwersytecie Harwarda, bardzo zresztą efektywna zakłada własnie odwrócenie uwagi od podporządkowywania całego życia leczeniu.
    Ich celem jest pomóc kobiecie żyć normalnie mimo leczenia, a dziecko wtedy łatwiej przychodzi na świat.
    (Dodano: 2001-10-22 13:27:21, Autor: bogda)
  • Cześć Bogda!
    Ja juz doszłam do tego że trzeba się uniezaleznić od ciągłego myślenia o dziecku, o leczeniu. Przestać przeglądać forum gdzie dowiaduję sie o kolejnych ewentualnych mozliwościach - co jeszcze może byc ze mną nie tak. Może nie tylko mała ilośc plemników jest przyczyną braku powodzenia , może jeszcze coś ze mną jest nie w porządku. Może będzie konieczne IVF, a moż adopcja itd.Czasami myslę że sama stwarzam sobie barierę w organizmie - a w końcy dojdzie do tego że będę tak przekonan o koniecznośći IVF że faktycznie będzie to konieczne. Świetnie, już to wiem ale jak to zrobić?!. Jak przestać myśleć ?- kiedy na około dzieci, kiedy wracamy do pustego domu, kiedy przekonujemy wszystkich na około że jeszcze mamy czas na dzieci, kiedy jest wizyta u lekarza, kiedy jest konkretny dzień zabiegu, jak długo da się lawirować środkami żeby na wszytsko starczyło.
    Dzisiaj ,trochę inaczej na wszystko patrzę tylko dlatego że to drugi dzien cyklu i przede mną kolejna szansa. Ale rozczarowania kiedy zaczyna się kolejna miesiączka - jak to przeżyć? Pewnie każdy przeżywa na swój sposób - bardzo ciężko i z tym trzeba uporać się samemu. Ale jak nauczyć się nabierac dystansu do tego wszystkiego , czy to w ogóle jest możliwe?
    ewka
    (Dodano: 2001-10-23 17:55:28, Autor: ewka)
  • Zadałaś mi Ewko jedno z najtrudniejszych pytań.
    A ja nie mam na nie odpowiedzi, łatwej recepty, jakiegoś "gotowca", czy porady.
    Nie mam, bo może wciąż za mało mam wiedzy, a może po prostu nie ma na to łatwej odpowiedzi.
    Czy można się zdystansować tak zupełnie?
    Jestem pewna, że to niemożliwe, tak jak niemożliwe jest, żeby przestać nagle oddychać.
    Bo przecież to pragnienie posiadania dziecka ma właśnie taki wymiar jak jedzenie, picie czy oddychanie.
    Głęboko biologiczny, związany z przedłużeniem życia o kolejne pokolenie.
    Nie da się zatem od tego tak po prostu uciec.
    Co można zatem zrobić ?
    Coś można, ale wymaga to pewnego odwrócenia myślenia.
    Chodzi o przyglądnienięcie się wszystkim ważnym sferom życia (miłosć, związek, seks, praca,awans, kontakty z innymi itp)i temu, jak się zmieniły z powodu leczenia.
    Zrobienie bilansu, na ile rozpacz, z powodu długiego oczekiwania na dziecko zniszczyła coś istotnego w życiu
    i jak można zacząć to odbudowywać.
    Na przykład, czy seks stał się wyłącznie sposobem leczenia i gdzieś po drodze przestał być przyjemnością?
    Co się dzieje z miłością,czy pod spodem nie kryją się wzajemne pretensje?
    Czy praca z powodu leczenia jest spychana na dalszy plan i przestaje dawac satysfakcję itd. itd.
    Nikt nie zdejmie z nas bólu i cierpienia z powodu przewlekłej choroby, z tym każdy z nas musi radzić sobie sam.
    Ale kiedy pacjent chory na raka pogrąża się w obsesji choroby zwykle umiera. Ten który potrafi cieszyć się życiem
    i mimo choroby ma w nim sporo do zrobienia zdrowieje.
    (Dodano: 2001-10-24 23:19:09, Autor: bogda)
  • Bardzo dziękuję Bogda za odpowiedź.
    Myślę sobie jeszcze o tym co napisałaś. Nasuwa mi sie pytanie - jakimi sposobami przywrócic te radość. Na pewno są jakies sposoby, może małymi kroczkami? Niestety wiekszość z tego co napisałaś tyczy się mojej osoby i naszego związku- chociaż wcale nie związku, bo mój mąż ma właśnie te cudowną cechę, że mimo niepowodzeń nadal szczerze wierzy że będzie dobrze tylko może jeszcze na nas nie czas. A do tego potrafi cieszyć się tym co daje każdy dzień. I tak sobie czytam ten "ogród płodności " i może to jest jakis sposób żeby znowu odnaleźć rzeczy które mnie cieszą.
    Acha, chciałam jeszcze napisać o mojej koleżance, która pięć lat temu wygrała z rakiem , a teraz jest w szóstym miesiącu ciąży. Pewnego razu gdy ja kupiłam "Potęge podświadomości" , ona kazała mi ją wyrzucic i zacząć czytac nawet rozmaite romansidła żeby tylko przestać ciągle obracac sie wokół tego samgo tematu. Pomogło - co prawda na trochę - ale to chyba zawsze coś, prawda?
    Ewka
    (Dodano: 2001-10-25 22:27:18, Autor: ewka)
  • Tylko nie wylewajmy dziecka z kapielą!
    Potega podświadomości to ważna rzecz ( no może niekoniecznie to dzieło, o którym piszesz :smile:)))
    ale czy dobrze rozumiem, że jutro kupujesz kredki? :smile:))i wstępujesz do księgarni po R. Pilcher " Wrzesień" ( dobre romansidło) [odpowiedz]
    (Dodano: 2001-10-25 22:38:41, Autor: bogda)
  • Mam nawet farby i tak bardzo zawsze chciałam sobie pomalować.
    "Wrzesień" - wypróbuję.
    najgorsze jest to że nie mam na bieżąco dostepu do internetu, dlatego czasami muszę się mocno streszczać!
    pa, ewka
    (Dodano: 2001-10-26 09:45:40, Autor: ewka)
  • mozesz powiedziec cos blizej o tym bioenergo? - kontkat , nazwisko, cena
    (Dodano: 2001-11-05 00:30:14, Autor: tosca)
  • Bogna,
    Chyba nie dam rady. Napady leku i bole glowy, ktore mi sie zdarzaja, a raczej, ktore stale mam, zupelnie dezorganizuja moje zycie.
    Nic nie pomaga ani akupunktura, ani psychoterapia (tak, wiem, ze na efekty trzeba cierpliwie czekac), ale ja juz najnormalniej w swiecie nie mam sily. Ide do psychiatry, niech mi przepisze jakies leki. Boze! jestem przerazona tym co sie ze mna dzieje. Dlaczego tak strasznie musze cierpiec? Prosze napisz mi cos na pocieszenie, daj jakas rade. Rozpaczliwie potrzebuje pomocy!
    Malina
    (Dodano: 2001-11-09 13:29:02, Autor: Malina)
  • Malino!
    Za mało wiem, co się z Tobą dzieje.
    Czasami nasilenie objawów jest wyrazem dobrej pracy terapeutycznej i lęku, przed tym co może być uświadomione. Człowiek zawsze bardzo się tego boi bo wydaje mu się, że odkryje coś strasznego, z czym sobie nie poradzi. To oczywiście nie jest prawdą i zwykle po tym przychodzi ulga.
    Porozmawiaj o tym co się z Tobą dzieje z terapeutką i wspólnie zdecydujcie o lekach. Może naprawde są potrzebne, wtedy nic się nie stanie jak przez chwilę je będziesz brała.
    pozdrawiam bogda
    (Dodano: 2001-11-09 19:52:36, Autor: bogda)
  • Czesc Bogna,

    Dzisiaj mam pytanie zgola innej natury (tzw. technicze).
    Chodzi mi o to, czy kazdy gabinet psychoterapeutczny praktykuje, branie pieniedzy za spotkania, ktore sie nie odbyly? Na czwartym spotkaniu moja Pani psycholg podala mi warunki min. oplacenie spotkan, na ktorych nie bede mogla byc (mimo np. ponad miesiecznego uprzedzenia o tym). Moj maz jest zbulwersowany tym faktem, mowi, ze to jest zupelenie nieetyczne, i ma wrazenie, ze Pani doktor manipuluje mna.
    Mam zupelny galimatias w glowie, chce wierzyc mojej terapeutce ale z drugiej strony wydaje mi sie, ze maz ma troche racji. Co prawda ja zgodzilam sie na te warunki, bo na poczatku obojetne mi bylo ile bede placic, byleby tylko pomoglo. Nawet nie zadalam pytania: "A co bedzie jak sie powaznie rozchoruje na np. dwa tygodnie". Mam zal do siebie, ze nie umialam logicznie zareagowac na postawione warunki.
    Jak mam sie otworzyc w takich okolicznosciach?
    Pozdrawiam, Malina
    (Dodano: 2001-11-19 13:31:16, Autor: Malina)
  • Nie ma takiej reguły.
    W mojej praktyce wygląda to tak ( i każdy pacjent jest o tym uprzedzany), że, kiedy odwołuje spotkanie najpóźniej dzień wcześniej i nie dzieje się to bez przerwy, ustalamy inny dogodny termin.
    Jeżeli odwołouje spotkanie w dniu terapii płaci za nie tak, jakby się odbyło.
    Kiedy ja odwołuję spotkanie na parę godzin przed,pacjent raz przychodzi za darmo, bo przecież w tym czasie mógł zarabiać pieniądze, a czekał na wizytę.
    Ale to moje zasady i zawsze ustalamy je na pierwszym spotkaniu.
    Co do Twojego obecnego braku zaufania powinnaś natychmiast o tym porozmawiać z terapeutką.
    pozdrawiam bogda
    (Dodano: 2001-11-19 15:09:16, Autor: bogda)
  • Bogna, dzieki.
    juz zrobilam ostatnio wstep do rozmowy, niestety nie otrzymalam zadnej konkretnej odpowiedz.
    Nie wiem czy wlasnie tak powinna wygladac terapia u psychologa. Czesto jest tak, ze zadaje pytanie i nie otrzymuje odpowiedz. Tak np. bylo z pojsciem do psychiatry. Radzilam sie Pani psycholog czy mam isc, czy jednak czekac cierpliwie na rezultaty terapii. Nie otrzymalam zadnej odpwowiedzi, ani tak ani nie. Do psychiatry poszlam i wie o tym moja terapeutka, ale niestety dalej nie wiem co o tym sadzi. Czy to nie dziwne? Myslalam, ze psycholog to bedzie ktos kto mi doradzi, cos podpowie. Malina
    (Dodano: 2001-11-19 16:25:40, Autor: Malina)
  • Malino
    Coraz bardziej jestem przekonan, że trochę słabo sie rozumiesz ze swoją terapeutką. Ty masz oczekiwania, żeby to była porada psychologiczna, a uczestniczysz bezwiednie w psychoterapii i to psychoanalitycznie zorientowanej, czyli stawiajacej na własny rozwój, w przy okazji na usunięcie objawów.
    Myślę, że powinnaś zweryfikować, to, czego naprawdę potrzebujesz i co jesteś w stanie podjać.
    Inaczej możesz zmarnować swój czas i pieniądze.
    pozdrawiam b
    (Dodano: 2001-11-19 20:49:10, Autor: bogda)

Zablokowany

Wróć do „Archiwum - dawne forum Bociana”