Adopcja

Pod tym adresem znajdziecie dawne forum Bociana

Moderatorzy: Moderatorzy grupa wdrożeniowa, Moderatorzy

Zablokowany
Krzysiek
Posty: 1541
Rejestracja: 16 sty 2002 01:00

Post autor: Krzysiek »

co o tym sądzicie - ja jestem w 100% za
Dodano: 2001-10-03 18:41:37, Autor: REBAS)

Odpowiedzi:
  • Ciekawe dlaczego wszyscy chcą adoptować dziweczynki niemowlaki (wg Sondy na Bocianie) - czy chłopaki sa takie złe - przecież z kimś czeba pobawić się kolejką albo porajdować na "Imoli" .... :-0
    (Dodano: 2001-10-03 21:10:12, Autor: REBAS)
  • Rzeczywiscie w wielu krajach dziewczynki sa chetniej adoptowane niz chlopcy (moze oprocz Chin). Sama sie zastanawiam, z czego to wynika. Moze ludzie mysla, ze z dziewczynka bedzie mniej problemow w okresie dojrzewania. Ale nie bylabym tego taka pewna. Sama nie mam preferencji, chociaz w rodzinie mojego meza od pokolen rodza sie sami chlopcy...

    Pozdrowienia,
    Mira
    (Dodano: 2001-10-04 14:44:26, Autor: Mira)
  • Obawiam się że chodzi tu o coś bardziej "prymitywnego" inaczej odbiera się nowego"samca"w stadzie a inaczej "smiczkę" - nie ma konkurencji.
    Dlatego lepiej dogadują się mężowie z teściowymi niż synowe.
    Tradycyjnie mąż zabiera żonę do swojego domu a nie odwrotnie.
    Może oto chodzi
    (Dodano: 2001-10-04 14:52:41, Autor: REBAS)
  • To jest bardzo meski punkt widzenia. Wiadomo, ze tatusiowie wola coreczki. Ale co z matkami? One czesto wola chlopcow. Dlaczego to ojciec ma decydowac o plci adoptowanego dziecka? :wink:
    (Dodano: 2001-10-04 15:12:47, Autor: Mira)
  • Na stronach Bociana (ADOPCJA) znajduje się sonda na ten temat - wyniki mówią same za siebie a śmiem twierdzić że większość głosujących to przyszłe mamy.
    Ojcowie chcę partnera do piłki nożnej i kolejki lub komputera.
    (Dodano: 2001-10-04 15:17:15, Autor: REBAS)
  • Ja tez jestem w 100% za adopcja. Mysle, ze nieco uogolniajac istnieja dwa sposoby patrzenia na adopcje: adoptuje by "zbawic swiat" lub adoptuje bo pragne zalozyc rodzine. Tutaj we Francji osoba, ktora sklania sie bardziej ku pierwszej interpretacji, moze miec trudnosci z otrzymaniem pozwolenia na adopcje. Tutejsze sluzby socjalne uwazaja, ze adopcja, ktorej cel jest bardziej "egoistyczny" jest zdrowsza i ma wieksze szanse powodzenia, poniewaz jest blizsza naturze. Sama nie wiem, czy nalezy tu uzywac slowa "egoizm", a jesli tak to w tym samym stopniu jak w przypadku zaspokajania glodu czy pragnienia. Moze trzeba to raczej nazwac instynktem przetrwania? Uwaza sie, ze dziecko zaadoptowane dla "zbawienia swiata" lub uratowania go z trudnych warunkow, nosi w przyszlosci ciezar koniecznosci odwdzieczenia sie. A przeciez ono nie prosilo, by je zaadoptowac. W dodatku adopcja czesto koplikuje jego zycie.
    Co o tym myslicie?
    (Dodano: 2001-10-04 15:32:56, Autor: Mira)
  • Rzeczywiscie, wyniki sondy na to wskazuja. Pozostaje nam czekac na opinie innych. Dlaczego glosowaliscie na dziewczynke raczej niz na chlopca?
    (Dodano: 2001-10-04 15:45:03, Autor: Mira)
  • Mira, gdybym mogła adoptować dziecko to tylko z tych najniższych pobódek, o których tu wspomniałaś.
    Popieram Twój pogląd, jest po prostu ... zdrowy :wink:
    (Dodano: 2001-10-04 18:08:10, Autor: Ola)
  • Co ma wpływ na nasze dzieci - GENY czy Wychowanie - to w kwestii Adopcji jest ważnym pytaniem.
    Właśnie dostałem do ręki książkę Judith Rich Harris - "geny czy Wychowanie"
    Czy ktoś to czytał?
    Co o takim podejściu myslicie ?
    Jak wam się wydaje - Geny czy nasza miłość a może coś jeszcze....
    (Dodano: 2001-10-05 11:58:28, Autor: REBAS)
  • NA stronie głównej jest zamieściłem wiersz - Ciekawi mnie wasza opinia o nim. Dlamnie to mówi bardzo wiele.
    (Dodano: 2001-10-08 13:20:06, Autor: REBAS)
  • hej! nie wszyscy chcą dziewczynki my staramy się o malutkiego chłopczyka, ale droga do niego daleka. dopiero zaczeliśmy.
    (Dodano: 2001-10-09 09:54:25, Autor: kujta)
  • Powodzenia,
    Może opiszeć jak to uwas przebiega i co pomogłow wam w podjęciu decyzji.
    (Dodano: 2001-10-09 10:04:06, Autor: REBAS)
  • Rabas pisze: "Co ma wpływ na nasze dzieci - GENY czy Wychowanie - to w kwestii Adopcji jest ważnym pytaniem.
    Właśnie dostałem do ręki książkę Judith Rich Harris - "geny czy Wychowanie"
    Czy ktoś to czytał?
    Co o takim podejściu myslicie ?
    Jak wam się wydaje - Geny czy nasza miłość a może coś jeszcze...."

    Ksiazki nie znam, ale wydaje mi sie, ze geny to tylko nasz potencjal. A co z niego wyjdzie w ciagu zycia, to zalezy od wychowania (nie tylko przez rodzicow, ale przez cale otoczenie). Dlatego nie bojmy sie genow u dzieci adoptowanych. Zreszta sami nie jestesmy tacy "genetycznie czysci" jak nam sie moze wydawac i nasze rodzone dzieci moglyby odziedziczyc po nas wiele nieprzyjemnych tendencji. Dlatego zamiast skupiac sie na genach, myslmy o przyszlosci i o tym, jak chcemy wychowac dziecko. Za to jestesmy odpowiedzialni. Nie za geny. (Dodano: 2001-10-09 16:55:42, Autor: Mira)
  • Wiersz zamieszczony na stronie glownej:
    "Dzieci nie są waszą własnością,
    Są synami i córkami samej mocy Życia.
    Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami,
    I chociaż mieszkają z wami, do was nie należą.
    Możecie dać im swoją miłość, lecz nie wasze idee.
    Ponieważ one mają własne idee.
    Możecie dać dom ich ciałom, ale nie ich duszom,
    Ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,
    Którego wy nie możecie odwiedzić nawet we śnie.
    Możecie się wysilać, by stać się takimi jak one,
    Lecz nie możecie żądać, by one upodobniły się do was.
    Albowiem życie nigdy się nie cofa,
    Ani nie zatrzymuje się na dniu wczorajszym.

    Kahlil Gibran. "


    To prawda, ze dzieci nie sa nasza wlasnoscia - i to zarowno te przez nas urodzone jak i adoptowane. Moi rodzice zawsze mowili, ze dzieci sa tylko goscmi w rodzinie. Przychodza i odchodza, a malzenstwo pozostaje. Takie jest rowniez moje rozumienie rodziny.
    (Dodano: 2001-10-09 17:09:15, Autor: Mira)
  • Według autorki wcale tak nie jest - naprawde bardzo ciekawe podejście do tematu = jak narazie to do mnie przemawia.
    Mozno zmniejsza role rodziców nie zwiększjąc roli genów - ten wiersz z pierwszej strony jest mottwe jej książki
    (Dodano: 2001-10-09 19:37:40, Autor: REBAS)
  • Rebas, czy mozesz wytlumaczyc, co masz na mysli mowiac o tej ksiazce? Przyznaje, ze nie zrozumialam, a bardzo mnie ten temat interesuje.
    (Dodano: 2001-10-11 12:07:16, Autor: Mira)
  • Na razie jestem w trakcie jej czytania. Zamówiłem ją via internet. Proponuje abyś zrobiła to samo. Podejście autorki jest naprawde ciekawe i nie pozbawione sensu - przynajmniej tak mi sie wydaje po przeczytaniu paru rozdziałów.
    (Dodano: 2001-10-11 12:11:59, Autor: REBAS)
  • Sześć lat temu adoptowaliśmy chłopca. Po chłopców nie było kolejki. Po dziewczynkę, z niebieskimi oczkami i bląd włoskami trzeba by czekać wówczas ok 18m-cy. Pawełmiał wtedy 3 lata. To prawda, że nieraz przychodzą chwile zwątpienia, ale są też te dobre chwile, gdy wiem, że zrobiłam dobrze.
    Mówi się, że to DOM ma wpływ na wychowanie dzieci. Jaki dom takie dziecko. A ja jednak coraz częściej myślę, że te pierwsze lata, miesiące życia są dla dziecka tym co daje mu pewien kierunek działania. Oczywiście później DOM może zrobić bardzo dużo. Wiem, że przede mną mnóstwo pracy jednak myślę, że kiedyś osiągnę całkowity sukces.
    (Dodano: 2001-10-11 14:50:32, Autor: Bożena)
  • Czy chodzi o ksiazke Judith Rich Harris, ktora w oryginale ma tytul "Nurture Assumption"? Jesli tak, to znalazlam nastepujace komentarze na jej temat (luzne tlumaczenie wlasne) na http://www.amazon.com:

    Od wydawnictwa: "Zarowno w przypadku zdolnosci muzycznych, sklonnosci kryminalnych, jak i wyczucia mody, chcemy wiedziec, skad je mamy lub nie. Co sprawia, ze jestesmy tacy a nie inni? Moze jest to w naszych genach, moze wynika z wychowania, moze z jednego i drugiego. W kazdej sytuacji to zwykle rodzice zbieraja pochwaly lub oskarzenia. Ale nie tak szybko, mowi pani psycholog rozwoju, Judith Rich Harris. Wykazano juz, ze genetyka tylko w czesci odpowiada za nasze zachowanie. Harris twierdzi, ze rowniez i rodzice odgrywaja niewielka role w rozwoju umyslowym i emocjonalnym. Ksiazka wskazuje na wiele przeslanek swiadczacych o istotnej roli grup rowiesniczych w rozwoju osobowosci. Zamiast stawiac na przeciwnych koncach nature i wychowanie, Harris mowi raczej o rozroznieniu miedzy wychowaniem przez rodzicow i wychowaniem przez grupe rowiesnicza, w ktorym, jej zdaniem, koledzy dziecka zawsze wygrywaja. Ta koncepcja, choc moze trudna do zaakceptowania, poparta jest licznymi pracami cytowanymi w tej orzezwiajacej i pelnej uroku ksiazce. Harris wyraza niezadowolenie, ze czesto wina za zachowanie dzieci obwinia sie rodzicow i wyraza sie raczej negatywnie o tego typu tendencji panujacej w poradniach wychowawczych. Rade autorki strescic mozna w slowach "madrze kieruj wyborem grupy rowiesniczej przez dziecko", ale celem ksiazki nie jest dawanie rad, ale raczej przezwyciezenie spolecznej slepoty. Kontrowersyjne mysli Harris zmuszaja do myslenia i stawiaja wyzwania, sa swieze, wazne i moga wplynac na zmiane zycia. Ksiazka zainteresuje wiec wszystkich, ktorych dotycza kwestie rodzicielstwa."

    Ksiazki nie czytalam, ale z tego co widze, nie jest sprzeczna z codziennym doswiadczeniem i z tym, co powiedzialam poprzednio. Mowiac o wplywie otoczenia, mialam na mysli nie tylko rodzine, ale spoleczenstwo w szerokim tego slowa znaczeniu. Z zalozenia jestem jednak przeciwna wpadaniu w jakakolwiek skrajnosc. Mysle, ze rodzice maja dominujacy wplyw na dziecko mniej wiecej do wieku wczesnoszkolnego, po czym grupa rowiesnicza zaczyna stopniowo zajmowac to miejsce. Jestem jednak przekonana, ze wplyw rodzicow w tym pierwszym okresie nie zostaje wymazany z psychiki dziecka. Inne wplywy zewnetrzne raczej sie na niego nakladaja. A to, co z tego ostatecznie wyjdzie i jak skrystalizuje sie osobowosc dziecka, jest jedna wielka niewiadoma, zarowno dla rodzicow, jak i dla psychologow. Trzeba tez pamietac, ze dojrzaly czlowiek pracujac nad soba, jest w stanie zmienic swe zachowanie i uniezaleznic sie od chocby najmocniejszych wplywow z dziecinstwa i mlodosci. Odnoszac to do adopcji, nadal uwazam, ze jako rodzice mamy ogromna role do odegrania i mozemy probowac ukierunkowac genetyczne sklonnosci dziecka tak, by staly sie zaczynem czegos konstruktywnego, a nie niszczycielskiego. To rodzice rowniez przygotowuja dziecko do kontaktu z rowiesnikami i pomagaja mu rozrozniac dobro od zla. Niebezpieczne wydaje mi sie zwalnianie rodzicow od tej odpowiedzialnosci w okresie dojrzewania i wczesnej mlodosci i opuszczanie rak w obliczu wplywu otoczenia. A ostatecznie, jak mowi wiersz Kahlil Gibran, "dusze dzieci mieszkaja w domu przyszlosci, ktorego nie mozemy (jako rodzice) odwiedzic nawet we snie".
    (Dodano: 2001-10-11 15:27:01, Autor: Mira)
  • Witamy na forum, Bozena. Cieszymy sie bardzo z obecnosci kogos, kto ma juz szescioletnie doswiadczenie adopcji. Liczymy bardzo na Twoj wklad w nasza dyskusje.

    Musze przyznac, ze jestem zbulwersowana wewnetrznie za kazdym razem, gdy widze, ze rodzice adopcyjni moga nie zaakceptowac dziecka z powodu takich szczegolow, jak plec czy kolor oczu. Rozumiem kwestie zdrowotne (sama ostatnio, choc z bolem, musialam odmowic przyjecie zaproponowanego nam dziecka, ktore dotkniete bylo porazeniem mozgowym), bo kazdy ma prawo ocenic swoja gotowosc na przyjecie dziecka, ktore wymaga szczegolnej troski. Zdaje sobie sprawe, ze adopcja nie jest tym samym co urodzenie wlasnego dziecka, kiedy nie ma sie wyboru (bo tu ten wybor jest). Ale z drugiej nie wolno jej traktowac jak wybor towaru w sklepie. Rozumiem, ze kazdy ma swoje powody i preferencje, mysle jednak, ze niektorzy rodzice adopcyjni sa zbyt sztywni i stawiaja wymagania, jakby chodzilo o towar. Na szczescie, mam nadzieje, ze jest to tylko mniejszosc.

    Czy moglabys, Bozena, napisac nam pare slow o tym, co bylo dla ciebie trudne w przyjeciu Pawla. Adopcja dziecka 3-letniego, to nie to samo, co przyjecie niemowlecia. Napisz nam tez o swoich radosciach (potrzebujemy wszyscy zachety). Czy myslisz o drugim dziecku? Czy cos zrobilabys inaczej, lepiej ?
    (Dodano: 2001-10-11 15:48:22, Autor: Mira)
  • Ja też jestem za.Właśnie mija pół roku od złożenia przez nas dokumentów w ośrodku adopcyjnym,do maja przyszłego roku(plus-minus)będziemy mieć dziecko albo dzieci.Właściwie płeć dziecka nie ma dla nas znaczenia(wiek do 3 lat), ale ,nie wiem czemu,umyśliłam sobie ,że będę miała synka(ostatnio kupiliśmy 3 kg klocków i wprawiamy się w ich układaniu).A.
    (Dodano: 2001-10-12 18:29:45, Autor: aniuta)
  • Witam wszystkich.
    We wniosku do Ośrodka adopcyjnego napisaliśmy dziecko lub dzieci w wieku do 7 lat. Temat był przez Panie w Ośrodku bardzo analizowany: a dlaczego, a czemu nie starsze itd. Na wszystkie pytania nie potrafiliśmy odpowiedzieć. To się poprostu wie /czuje/.
    Zaproponowano nam dziecko - chłopczyk 3 lata. Poszliśmy do DMD. Słodycze, owoce, 14 dzieci i My. Dzieciaki od razu na kolana, a jak brakło kolan to chociaż się oprzeć. Nasz chopiec popatrzył na wszyskich wyjął z półki zabawki i zaczął się bawić. Nic go nie obchodziliśmy. Chodziliśmy do DMD dwa razy dziennie. Ja zajmowałam wszystkie dzieciaki, mąż bawił się z Pawłem. Jeżeli tylko któreś dziecko podeszło do nich, Paweł odchodził. Po kilku dniach czas spędzaliśmy razem, we trójkę w osobnym pokoju. Wychodził z nami na spacery, po jednym z nich nie chciał wrócić do DMD, ale cóż przepisy a na te niema rady.
    Później zamieszkał z nami. Było trochę dziwnie, ale szybko się do tego przyzwyczailiśmy. Życie dziecka w DMD jest wyizolowane. Nasze rozmowy polegały na ogromnej ilości pytań co? jak? dlaczego?
    Cieszyły mnie jego postępy w mówieniu, w zabawie, w samodzielności, poznawaniu świata. Kilka spacerów w ciągu dnia. Każdy o kilka kroków dłuższy. Dzieci z DMD nie spacerują po ulicach, znają tylko swoje korytarze ewentualnie plac zabaw. Minął miesiąc i było tak jakby był od zawsze. Paweł został zaakceptowany przez nasze rodziny, znajomych.
    Zdaję sobie sprawę, że Paweł powinien mieć rodzeństwo. A ja dopiero teraz zaczynam się bać, że może się coś nie udać w myśl jakiegoś powiedzenia "nic dwa razy się nie może zdarzyć...", za pierwszym razem poszło wyjątkowo sprawnie.
    Czy zrobiłabym coś inaczej? myślę, że powinnam inaczej rozmawiać w Ośrodku Adopcyjnym, trochę nie powiedziano wcale i inne po trochę, powinnam być bardziej stanowcza. Najbardziej poruszył mnie fakt, że zatajono przed nami sprawę wcześniejszej próby adoptowania Pawła. Był u rodziny przez tydzień i go oddano. Fakt ten nie zmieniłby naszej decyzji ale po co te tajemnice? Niewiem.
    Na razie kończę. Pozdrawiam Bożena
    (Dodano: 2001-10-15 11:08:54, Autor: Bożena)
  • Bożenko, dziękuję Ci, że jesteś z nami. Tyle się dzięki Tobie dowiedziałam. Czy mogłabyś jeszcze napisać jak to było, gdy Pawełek pierwszy raz powiedział do Was "mamo", "tato"? Czy zapisaliście go do przedszkola i jeśli tak, to czy chętnie chodził? Czy wie, że został adoptowany i jeśli tak, to jak mu o tym powiedzieliście?
    (Dodano: 2001-10-21 11:02:23, Autor: Aska)
  • Witam. Cieszę się, że jest wśród was zainteresowanie moimi listami. Mam nadzieję, że może komuś w czymś pomogę.
    Asiu! pytasz mnie kiedy Pawełek pierwszy raz powiedział Mamo, Tato... Otóż Panie Wychowawczynie w DMD nauczyły go tego mówić. On tak się zwracał do nas od drugiego dnia. Pół roku później poszedł do przedszkola. Przez dwa dni było mu troche przykro, póżniej się przyzwyczaił. Panie to były Ciocie. Chodził do przedszkola bardzo chętnie. Nigdy nie zdarzyło się, że on nie chce tam iść.
    Chcieliśmy, aby Paweł wiedział o adopcji. Rozmawialiśmy o tym jak było jak mieszkał z dziećmi. Przechodziliśmy często obok DMD rozmawiając o tym, że tam kiedyś mieszkał. Po roku nie chciał o tym rozmawiać. Kiedyś nam powiedział, że nie chce o tym pamiętać, że kiedyś mieszkał z innymi dziećmi. Więc rozmawialiśmy na ten temat coraz mniej. Od czasu do czasu coś jeszcze wspomniał on lub my i kiedyś to się urwało. Myślę,że nie pamięta już o tym. A ja jestem coraz bardziej przerażona tym co się stało.
    Na razie muszę kończyć. Pozdrawiam Bożena.
    (Dodano: 2001-10-22 12:02:55, Autor: )
  • Bozena, czy jestes przerazona sama adopcja czy faktem, ze Pawelek juz o nia nie pyta? Nie mam jeszcze dziecka (dobra nowina przy okazji: wszystko wskazuje na to, ze na swieta Bozego Narodzenia pojedziemy po mala dziewczynke, ktora ma sie urodzic w styczniu), ale duzo czytam na temat rozmow z dziecmi na ten temat. Wyglada na to, ze niektore dzieci nie chca rozmawiac o adopcji i wola zapomniec, ze kiedys byly gdzie indziej i z kim innym. Moze to wynikac z braku poczucia bezpieczenstwa, ktore to wywoluje. Moglibyscie wracac delikatnie do tego tematu, gdy bedzie pytal skad sie biora dzieci, choc prawdopodobnie bedzie mu smutno, ze nie byl w Twoim brzuchu. Ale smutek to tez czesc zycia (mozecie go dzielic, bo Tobie pewnie tez jest smutno, ze nie znalas go wczesniej) i chyba lepiej jest nie uciekac od tematu. Ale rzeczywiscie sa dzieci, ktore absolutnie chca o tym zapomniec. Jednym z rozwiazan moze byc zrobienie dla Pawelka ksiazeczki o jego zyciu poczawszy od urodzin (a nie odkad Wy go poznaliscie). Wyobrazam sobie, ze nie macie duzo informacji na temat jego rodziny, ale moze cos jednak mozecie napisac o jego historii, o miejscu gdzie sie urodzil, o ludziach, ktorzy sie nim zajmowiali itd. Moze kiedys bedzie chcial do tego sam zrobic ilustracje, jesli nie macie zdjec z tego okresu. Nawet jesli Pawelek nie chce o tym slyszec, ksiazeczka powinna byc latwo dostepna (trzymana w jego pokoju) tak, by mogl do niej zajrzec rowniez bez Waszej wiedzy (dobrze jest trzymac kopie na wypadek, gdyby kiedys przyszlo mu do glowy ja zniszczyc). Ta ksiazeczka, zwana przez specjalistow "Ksiega zycia" bedzie jak kolo ratunkowe dla Waszego synka. Slyszalam opinie wielu ludzi (rowniez doroslych adoptowanych), ktorym taka ksiazeczka bardzo w zyciu pomogla.
    (Dodano: 2001-10-22 13:41:15, Autor: Mira)
  • Wielkie dzięki o "księdze życia". Napewno ją zrobię.
    Ja jestem przerażona , ale nie adopcją tylko tym, że Paweł przestał wiedzieć o adopcji. Tak więc czeka mnie mnóstwo pracy. Bożena
    (Dodano: 2001-10-22 14:08:12, Autor: )
  • Nie jest to mój temat - tzn. jeszcze (lub w ogóle) nie przymierzamy się do adopcji, ale ponieważ rozmowy o adopcji są prowadzone coraz częściej przy okazji długiej niepłodności zajrzałam i tutaj. I jednego czego nie rozumiem (lub raczej z czym się nie zgadzam) - dlaczego na siłę chcecie dziecku ciągle przypominać, że jest "inne" - adoptowane ? Nie jestem za tym, aby ukrywać prawdę przed dzieckiem, ale jeśli z różnych powodów nie chce wracać do korzeni, jak pisała to Bożena, to po co wymyślać nowe patenty, jak to robi Mira, aby dziecku ciągle to uświadamiać ? Nie rozumiem również dlaczego rodzice adopcyjni chcą się trzymać razem i chcą, aby ich dzieci tworzyły wspólne towarzystwo. Moim zdaniem, my jesteśmy odpowiedzialni za stworzenie dzieciom NORMALNEGO życia, a nie skazywanie ich na kontakty z innymi, tylko tymi którzy są tacy sami. Dziecko ma prawo wiedzieć jak się znalazło w tej rodzinie, ale kiedy i jak mu to powiemy oraz co dalej będziemy chcieli zrobić z tą wiedzą, to wg mnie jest sprawa bardzo indywidualna i wymaga dużo rozsądku i delikatności. "Wmawianie" dziecku, że jest adoptowane może głęboko zaciążyć na jego psychice i może poczuć się, że jest rozpoznawalne tylko przez fakt, że jest adoptowane a nie, że jest młodym wartościowym człowiekiem, takim samym jak miliony jego rówieśników. Może czegoś nie zrozumiałam z tej dyskusji, ale taki miałam odbiór tych ostatnich wypowiedzi. Pozdrawiam.
    (Dodano: 2001-10-23 12:12:14, Autor: AGA)
  • Aga, dzieki za wlaczenie sie do dyskusji. Nie jestes odosobniona w swoim punkcie widzenia i zetknelam sie z osobami, ktore mysla podobnie. Ciesze sie, ze poruszylas ten temat, bo rzeczywiscie nie jest to oczywiste. Nie jestem absolutnie za ciaglym przypominaniem dziecku, ze jest inne, bo adoptowane. Zgadzam sie w pelni, ze kazde dziecko reaguje inaczej i trzeba wykazac w tej kwestii duzo taktu i delikatnosci. Tak, dziecko powinno wiesc zycie podobne do swoich rowiesnikow i nie czuc, ze ciagle jest wytykane palcem jako adoptowane. Z drugiej strony jestem za szczeroscia w relacjach rodzinnych i nie chcialabym kryc przed dzieckiem faktow o jego zyciu. Tu sie zgadzamy. Ale oczywiscie nie kryc faktu, nie oznacza nieustannie o nim mowic. Trzeba pamietac, ze nasze dzieci beda na codzien zyc jak kazde inne dziecko w tym wieku, nasza rodzina jest zupelnie normalna rodzina. Jezeli skupiamy sie tu na mowieniu o adopcji, to dlatego, ze taki jest temat naszej dyskusji na forum. Nie mowimy tu o tym, jak dziecko karmic czy ubierac. Pisze to, by pokazac, ze rozmowy o adopcji trzeba umiescic w kontekscie calego zycia, w ktorym zajmuja niewielkie miejsce. Ale w rodzinie, ktora postanowila zyc w szczerosci na temat adopcji (znam rodziny, ktore postanowily ten fakt ukryc, jest to ich wybor), rozmowy na ten temat pojawiaja sie od czasu do czasu (nawet jesli ma to miejsce tylko 2-3 razy w ciagu calego zycia). Zaleta ksiegi zycia, o ktorej wspomnialam poprzednio jest to, ze dziecko moze samo regulowac, kiedy chce do niej zajrzec, a kiedy nie. Byc moze bedzie ona lezala zakurzona przez 20 lat i dopiero w dniu slubu wzbudzi zainteresowanie jego i jego partnera.
    Jesli uwazam, ze dziecko powinno uslyszec od swych rodzicow o tym, ze zostalo zaadoptowane (i to rowniez w wieku swiadomym), to dlatego, ze nie chcialabym, by dowiedzialo sie od kogos innego (kolegow, bo nie jest fizycznie podobne do rodzicow; od dalszej rodziny; od administracji, itd.). Chcialabym, by dziecko mialo do mnie zaufanie i moglo o tym rozmawiac (podkreslam ponownie - gdy ono tego potrzebuje); bym mogla pomoc mu zrozumiec sens adopcji i budowac poczucie wartosci; by wiedzialo, jak reagowac na epitety ze strony "uprzejmych" kolegow, ktore kiedys uslyszy, itd. Jesli jestem za utrzymywaniem kontaktu z innymi rodzinami adopcyjnymi, to tez po to, by dziecko znalo inne dzieci adoptowane i nie czulo, ze jest to jakas nienormalna sytuacja, by kiedys moglo dyskutowac o swoich problemach z tozsamoscia z rowiesnikami, ktorzy maja podobne doswiadczenie i ktorzy beda stanowili jego grupe wsparcia. Ale nie ma mowy o tym, by to bylo jego jedyne lub nawet glowne towarzystwo. Mysle raczej o wspolnych wakacjach co pare lat.
    (Dodano: 2001-10-23 13:17:36, Autor: Mira)
  • Bożenko, a czy mogłabyś napisać coś na temat imienia Twojego synka? Czy zmienialiście je po adopcji? A jeśli tak, to w jaki sposób to przeprowadziliście? (Dodano: 2001-11-05 20:41:33, Autor: Aśka)
  • c.d. do Bożenki
    Oczywiście nie chodzi mi o urzędową procedurę, tylko o podejście do Pawełka. (Dodano: 2001-11-05 20:44:22, Autor: Aśka)
  • Witam.
    Nasz synek miał na imię Damian. Mąż zapytał chcesz mieć inne imię? Paweł odpowiedział - a jakie? Padło kilka propozycji i wspólnie doszliśmy do wniosku,że będzie Paweł. Było to drugiego dnia kiedy był u nas w domu. Nigdy nie wracaliśmy do poprzedniego imienia a Pawełek szybko się przyzwyczaił. Gości w drzwiach informowaliśmy o zmianie. Poszło bardzo gładko.
    W wieku trzech lat zmiany są bardzo szybko akceptowane przez dziecko, które nie pamięta takich szczegółów.
    Tymaczasem muszę kończyć. Bożena. (Dodano: 2001-11-06 13:25:55, Autor: Bożena

Zablokowany

Wróć do „Archiwum - dawne forum Bociana”