Co dalej...

Na Wasze pytania z zakresu psychologicznych aspektów niepłodności odpowiadają członkinie Polskiego Stowarzyszenia Psychologów Niepłodności:
Aleksandra Gozdek-Piekarska - psycholog kliniczny
Dorota Gawlikowska - psycholog kliniczny
Tatiana Ostaszewska-Mosak - psycholog kliniczny
Daria Terlikowska- psycholog o specjalności klinicznej, absolwentka seksuologii klinicznej
PSPN zrzesza psychologów zajmujących się zagadnieniem niepłodności oraz wspieraniem osób doświadczających sytuacji przedłużających się niepowodzeń prokreacyjnych.

Moderator: Osoby zatwierdzające - psycholog2

Zablokowany
Fasolki
Posty: 1
Rejestracja: 21 maja 2012 23:53

Co dalej...

Post autor: Fasolki »

Witam,

Jestesmy malzenstwem od 10 lat . Rok po ślubie wykryto u zony niedrozne jajowody. Przez te 9 lat wszystko skupiało sie na lekarzach , badaniach etc trzy zabiegi in -vitro , 6 transferów i nic. Zona jest w kompletnej rozsypce. Na niczym jej nie zalezy . Nie dba o siebie. Jest tylko praca dom i spanie. Jezeli jest jakas aktywnosc to tylko z musu bo i tak wiem ze mysli ma skierowane w inna strone. O tym ze jest nerwowa i agresywna juz nawet nie chce pisac. Czytajac forum osob w podobnej sytuacje wszedzie wyglada to tak amo. Wiem ze potrzebuje pomocy bo sama nie jest sie w stanie pogodzic z tym ze nie bedziemy mieli dzieci ale jak to powiedział lekarz ona sama musi sie zdecydowac na pomoc . Jestem na pierwszej lini i to mi sie pierwszemu obrywa, ale przez to ze jestem wyrozumialy to odpuszczam w wielu sytuacjach bo wiem ze to nie jej wina ze tak jest. Wiem tez ze sa pewne granice i kiedys trzeba powiedziec pas , bo calego zycia w takim stanie sobie nie wyobrazam.
Chciałbym jej bardzo pomoc, zeby wrocila do zycia. ale nie wiem jak . Czuje ze nasze małzenstwo umiera....

Pozdrawiam

Dorota Gawlikowska
Ekspert Bociana
Posty: 24
Rejestracja: 07 lip 2013 13:42

Co dalej...

Post autor: Dorota Gawlikowska »

Szanowny Panie,

Pański post jest niezwykle poruszający. Wyobrażam sobie, jak trudne było dla Państwa, dla Pana, te dziesięć lat. Dziewięć nieudanych transferów i wszystkie zawiedzione nadzieje, ale i dziewięć lat życia, które umknęło pomiędzy kolejnymi wizytami lekarskimi, badaniami, zabiegami. Jest Pan niezwykle wytrwałym, cierpliwym człowiekiem, który bardzo kocha swoją Żonę i najwyraźniej pragnie pozostać w tym związku niezależnie od tego, co przynosi życie. To prawda, że zachowania Pańskiej Żony nie są jej winą, wynikają najprawdopodobniej z lęku przed bezdzietnością kojarzącą się jej zapewne z czymś przerażającym. Ten lęk zamieniany jest w złość na los, świat, życie, może siebie samą, ale i na Pana, jako osobę bezpieczną, będącą blisko na dobre i na złe. Na takich bezpiecznych ludzi najłatwiej nam się złościć w trudnych sytuacjach, bo czujemy, że są i będą. Nie zmienia to faktu, że zapewne jest Panu ogromnie trudno. Branie na siebie czyjejś złości, znoszenie jego żalu, bólu, lęku, poczucia beznadziejności przez tyle lat to ogromne wyzwanie i nie może pozostać bez śladu. Wyobrażam sobie, jak wiele razy musiał Pan odłożyć na bok swoje emocje, swój ból i żal, żeby zająć się żoną. Czy jest ktoś, kto w tym wszystkim wspiera Pana, troszczy się o Pana uczucia? Czy ma Pan z kim porozmawiać o swoim przeżywaniu tej sytuacji? Czy Pan troszczy się o siebie i dba o to, by wystarczyło Panu sił?

Niestety tak jak powiedział lekarz, Pańska Żona musi sama dojrzeć do decyzji o zaprzestaniu starań albo o ewentualnej adopcji prenatalnej lub społecznej, ale Pana zdanie jest w tym wszystkim tak samo ważne. Nie wiem, jakie jest Pańskie stanowisko w tej sprawie, bo pomija Pan w swoim poście siebie samego. Nie wiem też, czy w ogóle rozmawiali Państwo o innych możliwościach powiększenia rodziny. Nawet jednak gdyby doszli Państwo do porozumienia i zdecydowali się na taką ewentualność, moim zdaniem byłoby dobrze, gdyby skorzystali Państwo najpierw z pomocy psychologicznej i profesjonalnego wsparcia, zarówno indywidualnie, jak i jako para. Ogromna determinacja, z jaką Pańska Żona usiłuje zajść w ciążę jest z jednej strony godna podziwu, ale z drugiej jest również niezwykle wyczerpująca i mówi o lęku przed bezdzietnością. Silny lęk nie jest najlepszą motywacją do tworzenia rodziny i byłoby dobrze, gdyby Pańskiej Żonie udało się najpierw lepiej go zrozumieć, w czym może pomóc terapeuta. Znam również wiele kobiet, które na pewnym etapie starań zdecydowały się z nich zrezygnować i wiem, że nie musi to oznaczać tragedii, porażki czy życia bez sensu i celu. Wymaga to pracy, to prawda. Ale tę pracę można wykonać, na przykład z pomocą psychologa i/lub grupy wsparcia. Pan po tylu latach starań także może potrzebować wsparcia, nie jest też Pan osobą, która powinna w tak trudnej sytuacji brać na siebie obowiązek wyprowadzenia Żony z tego stanu. Jest Pan przy Żonie od dziesięciu lat, wspiera ją Pan swoją wyrozumiałością i zrozumieniem, to zdecydowanie wystarczy, resztą niech zajmie się już ktoś inny. Dlatego zachęcam Pana do zadbania o siebie i skorzystania także dla siebie z profesjonalnej pomocy. Państwa związek w obecnej sytuacji też zapewne potrzebuje wsparcia i być może także nowej formuły, w której oboje Państwo będziecie mogli czuć się dobrze i bezpiecznie, czy to z dzieckiem, czy bez niego. Tu także pomoc psychoterapeuty może być bardzo cenna.

Pozdrawiam serdecznie i bardzo zachęcam Pana raz jeszcze do zadbania o siebie, nawet gdyby Żona nie czuła się jeszcze gotowa do skorzystania z pomocy. Pan to połowa Waszego związku, Waszych sił i samopoczucia, dlatego jest Pan w tym wszystkim bardzo ważny.

Dorota Gawlikowska

Zablokowany

Wróć do „Pytania do psychologa”