zgoda na ciasteczka

20 rzeczy, których nie mogłam powiedzieć mojemu lekarzowi, kiedy byłam jego pacjentką

Temat: 
Pytania Podstawowe, Przemyślenia, Opinie

Nasze historie"Poczekalnia jest pełnym ciszy i napięcia czyśćcem, gdzie każda minuta wydaje się trwać godzinę"

Poniżej poruszający list od pacjentki do lekarza, który przygotowała i wysłała trzy lata po zakończeniu leczenia. Pisze w nim to, czego nie miała odwagi powiedzieć podczas leczenia. Dzielimy się nim z Wami, bo z pewnością są rzeczy, które i Wy chcielibyście powiedzieć Waszym lekarzom, ale zachowywaliście je dotąd dla siebie. Może więc ten list stanie się dla Was inspiracją? Jeżeli chcielibyście napisać własne listy prosimy, przekażcie je nam, chętnie je opublikujemy.

20 rzeczy, których nie mogłam powiedzieć mojemu lekarzowi, kiedy byłam jego pacjentką w klinice leczenia niepłodności.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szanowny Panie Doktorze,

W tym liście poruszę sprawy, o których chciałabym, aby Pan wiedział, a o których nie wspomniałam, kiedy się poznaliśmy 3 lata temu.

  • Właściwie to nie chcę tutaj być. Brzmi to pewnie dziwnie biorąc pod uwagę, ze właśnie uszczupliłam stan swojego konta o 10 tysięcy złotych.
  • Jakiekolwiek próby zachowania spokoju i roztoczenia uroku osobistego to gra. Ta prawdziwa część mnie jest po prostu zarezerwowana dla mojego męża i anonimowych koleżanek z forum o niepłodności. Cokolwiek Pan powie na temat moich szans na poczęcie zostanie dokładnie i wielokrotnie przeanalizowane.
  • Szanuje Pana i Pańską wiedzę. Ale równocześnie chodzę do akupunkturzysty, hipnotyzera i wróżki.
  • Chociaż poziom mojego FSH to dla Pana jedynie "dane", dla mnie ta wysoka liczba jest jak odpowiednik fatalnego wyniku egzaminów wstępnych na studia, czuje się oceniana i skazana na porażkę. I niezależnie od tego, jak bardzo stara się Pan mi to wytłumaczyć i tak nie rozumiem, dlaczego nie cieszy Pana niższy wynik.
  • Sprawdzam wszystko w internecie. Ciągle.
  • Niepłodność to ból, który wykracza poza niemożność posiadania dziecka. Ma wpływ na moje małżeństwo, moje przyjaźnie i umiejętność wyobrażenia sobie przyszłości. Dotyczy mojego ciała i równocześnie tego, czy wszystko to, w co wierzyłam, że zależy od mojej determinacji i zaangażowania, okaże się prawdą.
  • Każda kolejna miesiączka znaczy dla mnie tyle, co poronienie.
  • Chce się czuć ważna i to pomimo tego, iż wiem, ze jest i będzie Pan uznanym lekarzem bez względu na to, jak zakończą się moje starania.
  • To naprawdę niepojęte, ze muszę przejść badanie palpacyjne piersi już w dziesięć minut po poznaniu Pana, chociaż rozumiem, ze oboje powinniśmy udawać, ze to bułka z masłem. Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, ze ta część mojego ciała będzie miała swój udział w staraniach o dziecko.
  • Jakaś częsc mnie wierzy, ze uda mi się rozwiązać ten problem przy użyciu mieszanki ziołowej o. Sroki.
  • Rozumiem, ze chciałby Pan, abym pamiętała o statystykach, ale nie byłoby mnie tutaj, gdybym nie wierzyła, ze przeznaczenie można oszukać.
  • Wielce prawdopodobne, ze w czasach, kiedy była Pan najlepszym studentem na roku, ja starałam się poznać podstawy literatury. Teraz trochę się Pana boję, chociaż w czasach, gdy literatura wydawała się być o niebo ważniejsza, współczułam, ze musi się Pan babrać w chemii organicznej.
  • Staram się zachować zimną krew w konfrontacji z głowicą do waginalnego badania usg, chociaż jestem przekonana, ze cierpię na zespól stresu pourazowego.
  • Nie rozumiem, dlaczego muszę na Pana czekać bez bielizny. Myślę, ze to nienormalne, kiedy półnaga patrzę na Pana wykrochmalony kitel. No dobrze, rozumiem to, ale i tak tego nienawidzę.
  • Poczekalnia jest pełnym ciszy i napięcia czyśćcem, gdzie każda minuta wydaje się trwać godzinę.
  • To wcale nie zastrzyki są najtrudniejsze. Chętnie robiłabym je sobie w gałkę oczną, byleby móc poznać wynik testu dwa tygodnie wcześniej.
  • Doceniam, ze cytuje Pan wyniki badań, według których poziom stresu związanego z niepłodnością dorównuje stresowi towarzyszącemu chorobie nowotworowej. Nigdy nie miałam raka, ale czasami naprawdę czuję, ze umieram.
  • Chwała Panu za to, ze nie każe mi się Pan zrelaksować.
  • Niezależnie od tego, co napisałam powyżej, powierzyłam Panu moje nadzieje, marzenia, jajniki, nasienie męża a może nawet nasze zarodki, proszę więc niczego nie schrzanić!
  • Dziękuję i zawsze będę wdzięczna za poprowadzenie nas tą wyboistą ścieżką do upragnionego celu.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tekst przetłumaczony przez Monikę Bulmańską Wingett ze strony http://www.huffingtonpost.com/kathryn-kefauver-goldberg/dear-fertility-d...
Dziękujemy za tłumaczenie i dostosowanie do polskich realiów!

4.583335
Twoja ocena: Brak Średnia: 4.6 (12 głosów )

Odpowiedzi

Portret użytkownika Anita01

WOW !!

nic dodać nic ująć

P.S. emocje wracają, ciekawe ile lat mi potrzeba by nie wracały z taką siłą gdy w taki czy inny sposób do tego wracam :)

Portret użytkownika Gingerbread

A do mnie nie przemawia

Konfrontacja z głowicą usg i badanie piersi to chyba norma, zaliczałam przed, w trakcie i po leczeniu niepłodności.
Nikt nie chce mierzyć się z niepłodnością ani żadną inną chorobą.
Ale to chyba od naszej konstrukcji psychicznej wszystko zależy, nigdy nie czułam "że umieram" z powodu niepłodności. Uznałam, że mamy problem, z którym musimy się zmierzyć i sobie poradzić - jak z wieloma innymi w życiu.
Dzięki temu lata, które minęły na diagnostyce i próbach leczenia upłynęły spokojnie, koncentrowaliśmy się na tym co mamy, a nie na tym, co się nam nie udaje.

Portret użytkownika mikimono

Proszę nigdy, NIGDY mi wiecej

Proszę nigdy, NIGDY mi wiecej nie mówić:
- że moja owulacja zapowiada się pięknie. Bo potem, po 14 dniach, gdy przychodzi okres jest tylko gorzej niz zwykle.
- że potrzeba czasu i jestem jeszcze młoda - no po latach starań nie wiem na co czekać, dzięki Panu jestem już po 30 i pewnie nadal byłabym bez dzieci
- że mam nie histeryzować (!) bo okres boli - jeśli boli nadal po 2 czopkach z diclofenacu, ketonalu a na końcu tramalu to chyba coś jest na rzeczy
- że powinnam się cieszyć, że jest tylko endometrioza bo inni mają gorzej. Wiem jestem egoistką, ale w tym momencie mnie to nie obchodzi.
- że in vitro to 'pójście na łatwiznę'
Dziękuję. Nie pozdrawiam.

Z drugiej strony do innego lekarza kieruję słowa:
-dziękuję za cierpliwość.
- za słowa otuchy, wsparcie i zaangazowanie
- Za nie kasowanie mnie dodatkowo za usługe psychoterapii w czasie prowadzenia ciazy po udanym IVF (nie przeprowadzonym u Pana).
- Za te darmowe 5 min wizyty w pierwszym trymestrze co tydzień tylko po to, żeby sprawdzić czy na usg NADAL jest bobas.
- Za szczere i wyczerpujące odpowiedzi na moje pytania.
- I wreszcie za słuchanie i branie pod uwagę tego co mówię i zaufanie intuicji przyszłej Mamy, bo dzięki temu Piotrek jest dziś na świecie. Cały i zdrowy.

Dawniej Mikimo

2011- 2012: amh 2,5, hsg - lewy niedrozny, laparo - endometrioza III st, ale jajowody drozne, 3x IUI nieudane.
Trombofilia
Reszta niby ok.

01.2013 - ICSI w Artemidzie. Udane :)
09.2013 - jest synek

Co dalej? Zobaczymy

Portret użytkownika kropek1

nigdy więcej

Proszę przy następnej wizycie przeczytać moją historię choroby nim zacznie mi Pani proponować, że może mnie Pani doprowadzić do ciąży dając swoją wizytówkę do skorzystania z prywatnej wizyty. Trafiłam do Pani z powodu niedoczynności tarczycy. I tylko przychodzę teraz po receptę na lek, który będę brać pewnie do końca życia. Próby in vitro nieudane jak do tej pory a przyczyna tkwi po stronie męża. Wbija mi Pani nóż w serce.

kropek
t.p 18.01.2016r.
23.01.16r. synek jest na świecie