Najnowsze notki

Cd mojej rozpaczy

Przeprowadziliśmy się.
Myśleliśmy że nareszcie jakoś się ułoży. Powoli się uspokajałam.
Poznaliśmy parę, często u nas bywali.
Któregoś dnia mój mąż im wszystko powiedział. Wystraszyli się że u nich będzie to samo i za 3 miesiące ona była w ciąży.
Wszystko wróciło, wyłam z żalu. Zerwałam znajomość mówiąc że nie dam rady udować.
Wyprowadzili się bardzo szybko, by być bliżej rodziny.
A ja zaczęłam odzyskiwać na chwilę spokój.
Cdn

2 transfer in vitro

Za drugim razem też było źle.
Mąż choć obiecywał że nie będzie się wtrącał wywierał na mnie presję że mam leżeć. Sam pracował od rana do wieczora, było mu źle bo byłam samotna.Nie było nikogo kto by ze mną posiedział i odwrócił moją uwagę.
Wybrałam się na spacer to mąż miał do mnie pretensje że nie leżę. A przecież można żyć normalnie tylko bez wysiłku.
Po tych lekach puszczały mi nerwy.
Czepiałam się o wszystko nawet o ustawienie meblii kazałam przestawiać.Głupie wiem ale wtedy już świrowałam z tego wszystkiego.
Oczywiście znowu się nie udało.

Cd mojej historii

Pozbieraliśmy się jakoś (to też na pewno znacie).Postanowiliśmy walczyć dalej.Ta sama klinika gdzie robiliśmy badania.Nie było mowy o inseminacji bo mąż miał straszne wyniki przecież i od razu podeszliśmy do in vitro.
Na początku było ok ,ja reagowałam jak maszynka do produkowania jajeczek. Cieszyliśmy się bardzo.
Mieliśmy zapłodnionych na 3 próby.
Mój warunek był taki że wykorzystamy wszystkie bo wszystkie są nasze.
1 transfer koszmar , mąż pracował a ja byłam w domu. On mi kazał się relaksować i leżeć w łóżku.
Zabraniał mi wychodzić nawet na balkon byłam jak w klatce. Nerwy też pewnie zrobiły swoje i się nie udało.
Nie mogłam się pozbierać przez miesiąc. Ryczałam i pytałam Boga dlaczego. Nie odpowiedział....

Diagnoza

Moje początki dawno temu
Posted czw., 18/10/2018 - 18:54 by Biała wilczyca
Postanowiłam pisać bo już sobie nie radzę, taka forma terapi dla mnie i dla was byście wiedzieli że są też inni którzy walczą o upragnione dziecko.
Podjęliśmy decyzję o dziecku 15 lat temu.Przez pierwszy rok jakoś było bez stresu(u was na pewno też tak było ).
Pod koniec 2 roku już

się nieciepliwiliśmy.Kolejne lata były jeszcze gorsze.Znacie to nie?l

×××××××××××××
Ból- tak bym nazwała kolejne lata.

Moje początki dawno temu

Postanowiłam pisać bo już sobie nie radzę, taka forma terapi dla mnie i dla was byście wiedzieli że są też inni którzy walczą o upragnione dziecko.
Podjęliśmy decyzję o dziecku 15 lat temu.Przez pierwszy rok jakoś było bez stresu(u was na pewno też tak było ).
Pod koniec 2 roku już

się nieciepliwiliśmy.Kolejne lata były jeszcze gorsze.Znacie to nie?l

...

Jesteśmy w trakcie kursu, wczoraj miałam ciężką noc . Nie mogłam spać, dawno mi się to już nie zdarzyło. Przewracałam się z boku na bok i miałam w głowie to co działo się na bloku.
Próbowałam postawić się na miejscu tych dzieci, wyobrazić sobie co czują kiedy nagle ich cały świat wywraca się do góry nogami a one nie są wstanie jeszcze tego ogarnąć, Jak bardzo są przerażone tym,że grunt(jaki by nie był) nagle usuwa się spod nóg...
Nie mogę przestać myśleć o tym.
Myślałam ,że przeżyłam w życiu już wszystkie możliwe emocje- tak myślałam do wczoraj.

Odblokowany jajowód za pomocą mikroprowadnikow

Witam,
Piszę tego posta dla Was, bo ja też szukałam pomocy w internecie i znalazłam. Moja historia:
2014r: ciąża pozamaciczna-w wyniku czego został usunięty lewy jajowód
Po czym wykonałam sono hsg jedynego prawego jajowodu i okazało się, że prawy jajowód jest zablokowany. Lekarze proponowali invitro, ale nie zgodziłam się szukając innego sposobu na udrożnienie jajowodu.
2015r,2016 i 2017r: bezskuteczne starania bez efektów

Pod górkę

Gdyby istniał taki przycisk po ktòrego wciśnięciu przestałabym pragnąć dzieci dziś świadomie bym go wcisnęła. Czuję jakby pękało mi serce...Nie mogę przestać płakać, łzy same się cisną do oczu, nie mogę spać -mam koszmary. Żyję ale żyję tak jakbym zmuszała się żeby oddychać. Z jednej strony myślę że szaleję a z drugiej przecież wiem że to normalne, przechodzę przez żałobę. Czuję jakby moje życie toczyło się wkoło żałoby i nie jestem w stanie tego zmienić. Chcę przestać pragnąć dzieci...Boże może grzeszę ale już nie daję rady. Ta strata jest tak ciężka że boję się że naprawdę oszaleję.

Szpital na polnej

Właśnie opuszczam "spa" na Polnej w Poznaniu. Nie było lekko, miło i przyjemnie, dlatego daruję sobie opis jak było.

szpital na polnej

Zostały mi jeszcze dwa dni przed wyjazdem do "Spa" na Polną. Mam nadzieję, ze badania przy udziale kilku lekarzy i grup studentów to zamierzchłe historie. Jutro zabieram się za czytanie praw pacjenta.

Dla Ady

Wiesz dlaczego napiszę to tu?
Bo tu się wszystko zaczęło, bo wracam tu zawsze,żeby się doładować i "wyprostować" sobie kręgosłup. Bo tu są kobiety, które rozumieją i to ten pamiętnik pokażę moim dzieciom kiedyś, kiedy będą pytały (może już jako dorosłe) skąd decyzje o in vitro i adopcji.
To tu wracam kiedy chcę, muszę sobie przypomnieć to co ważne.

Na początku traktowałam bociana jako anonimowe miejsce w wirtualnym świecie, dziś ludzie, których poznałam dzięki bocianowi są dla mnie tak realni jak powietrze, drzewa...

Chcemy być rodzicami

Jako że żaden z lekarzy nie ma co do nas pomysłu na dalsze leczenie, zdecydowaliśmy się podejść do adopcji zarodka. Czeka na nas piękna blastka gotowa do transferu, a tu zonk, w mojej macicy zagościł nawracający polip, który uniemożliwia zagnieżdżenie zarodka. W listopadzie mam termin na kolejną histeroskopię. Boję się, że polip będzie nadal nawracał i nigdy do transferu nie dojdzie. Mam wrażenie jakby cały wszechświat skupił swoje moce na tym, żebyśmy nie mieli dziecka. Może tak jest? Może nie powinniśmy być rodzicami?

łzy nad niczym

Potrzebuję łez. Nie mam komu wypłakać się na ramieniu. Mój partner pragnie mojego szczęścia. Nie ma musu na dziecko. Oczywiście zależy mu, ale nie tak jak mnie, to jasne. A ja nie mogę nauczyć się żyć z czekaniem. Jakoś trzeba normalnie egzystować, pracować, czytać książki, żyć. Troszczyć się o związek. Ze mną dziej się coś strasznego. Śnią mi się dzieci, szukam ich podświadomie na ulicy po to żeby się zdołować.Tak, właśnie tego chcę...płakać. Tego potrzebuję, wyrzucić z siebie żal do siebie samej. Bo to moja wina. Chodzę po sklepach z ubrankami dla niemowląt. Ostatnio znowu zaczęłam rysować.

i znów to samo

W sobotę był pick-up, dziś telefon z kliniki że transferu nie będzie, 3 komórki nadawały się do zapłodnienia, dziś przestały się dzielić.

Nie mam sił.

Poradnia na polnej

I dziś przyszedł ten dzień kiedy poznałam datę zsyłki na endokrynologię na Polnej. Jeszcze dziesięć dni i będzie koniec czekania. Nie wiem jak ja przeżyję najbliższy tydzień. Nie mam pojęcia na co się przygotować.... Czeka mnie tam trzy dni a nigdy jeszcze tak naprawdę nie byłam w szpitalu. Dobrze że mój partner będzie w Poznaniu nocować. Pal sześć jak już tam trafię to poleci, ale to czekanie mnie zabije. Czeka mnie test z GnRH i scyntygrafia kości. Pytanie co jeszcze? Przeżyję wszystko byle doczekać naszego maleństwa.