Najnowsze notki

Streptococus agalactiae

HIV też odrzucony, nie było podstaw do zrobienia ale byłam już zdesperowana :(
Brałam amotaks dis, i jeszcze coś kilka razy, nie pomogło, paciorek jest dalej doszła tylko candida języka i pochwy..

Streptococus agalactiae

Badania jakie wykonałam do tej pory :
OB, crp w normie
Morfologia - limfocyty lekko poniżej normy, hemoglobina 10/11,poza tym git
Chlamydia trachomatis-nie stwierdzono
Wr _-nie stwierdzono
Posiew moczu - streptococcus agilarte
Posiew wydzieliny z pochwy - streptococcus agalactiae
D-dimery w normie
Usg brzucha - bez zmian
Usg węzłów chłonnych - odrzucono podejrzenie nowotworu, węzły lekko powiększone
Kal na pasożyty w szpitalu powiedzieli ze mam zyjatka w brzuchu ale nic nie mogłam się dowiedzieć jakie, dostałam phyrantelum 3 na raz

Ból węzłów chłonnych

Witajcie, ja ciągle walczę o zdrowie i brakuje mi już sił.. Byłam 2 dni temu u hematologa powiedział że moje objawy nie wskazują na białaczkę, chlonniaka, stwierdził że to może być infekcja pasozytnicza lub bakteryjna, że streptococcus agalactiae nie jest groźna bakteria i nie może dawać takich objawów.. Brałam już w tym roku kilka razy vermox, phyrantelum i nic nie zauważyłam żadnego zwierza w kale i objawy wcale nie minęły, chematolog mówił że to zbyt słabe leki na pasożyty ale ogólnie radz se sama i że jestem zbyt chuda..

kurs

Odliczamy już dni, niewiele ich jest.
Od testów czas zleciał jak szalony- mieliśmy intensywne lato.
Bardzo mocno zżyliśmy się (zwłaszcza mój mąż) z drugą córką mojego brata- ma już 1,5roku. Pamiętam dzień kiedy moja bratowa zadzwoniła do nas z informacją,że jest z nią w ciąży a my leżeliśmy w sypialni i żegnaliśmy się z naszym kropkiem, rozpoczynałam krwawienie po kolejnym transferze.Dziś ta dziewczynka na widok T biegnie w jego stronę jak szalona i oplata maleńkimi rączkami szyję i całuje w czoło. Mój,mój- tak do niego mówi.

4 lata za nami...

Nie bylo mnie tu 4 lata...duzo sie wydazrylo w ciagu tego czasu. Tak jak pisalam w ostatnim wpisie podjelismy decuzje o adopcji w UK. Proces byl bardzo stresujacy i trwal ok 18 miesiecy. W tym czasie zmarla moja tesciowa. Mielismy 3 miesieczna przerwe po czym R stwierdzil ze jest gotowy do kontynuowania procesu adopcyjnego.

Moje dzieci

Już za chwilę nasz synek skończy roczek. Jest kochanym dzieckiem, dzięki niemu jesteśmy inni, nasze życie jest piękne.
Czas zlecial bardzo szybko. Tymczasem ja jestem czwarty dzień po transferze. Nasz ostatni zarodek. I chociaż jest inaczej bo stres jest mniejszy to na przemian przeplata się nadzieja z myślą o rozczarowaniu. Można by powiedzieć teraz już spokojnie najważniejsze, że mamy synka, jednak wiem ze to nasza ostatnia szansa i tak bardzo pragnę by znowu się udało. Jeszcze ten ostatni raz....

moja historia

Cześć,
To mój pierwszy wpis w blogu.

Rada dla Rzeszowa??

Witam!
Długo mnie tu nie było po stracie mojego synka. Pisałam nawet Wam, że nie wiem, czy powinnam tu być, bo przestałam być staraczką, moje wszystkie podejścia IN Vitro skończyły się ciążą zakończoną w 26 tygodniu i śmiercią maluszka po 18 dniach. Nie czuję się matką i nie chcę być matką adopcyjną. Zresztą uważam, że Bóg nie chce nam dać dzieci i nawet adopcja nie wyjdzie.

do 3 razy sztuka?

Jutro wizyta z kompletem dokumentów i badań w nowej klinice.Wybraliśmy Invictę z odziałem w naszym mieście.Jutro 14.08.2018 będzie to 4 dzień cyklu.Nie wiem czy stymulację zaczniemy już teraz, czy przy kolejnym cyklu.Nie znamy jeszcze kosztów całkowitych, dostaliśmy tylko listę pakietów i jutro na jeden z nich przy pomocy lekarza musimy się zdecydować.Prowadzi mnie profesor Łukaszuk.

Czy któraś z Was miała przyjemność z tą kliniką, bądź z Tym lekarzem? jakieś opinię? czy się udało? za którym razem? i jakie koszta?

Trwamy :)

Witajcie...
Zaglądam tu czasem i zauważyłam, że nie dzieje się tu już tak dużo jak kiedyś...

Najpiękniejszy rok <3

Ostatni wpis rok temu. Duużo przez ten rok przeszliśmy.
Tak w skrócie 3 IVF i żadnego zarodka. Diagnoza moje komórki są do duszy. Załamanie. Straszna hiperstymulacja, szpital. I mój załamany mąż. Powiedział dość. Kończymy starania. Ja mogę nie mieć dzieci ale chcę mieć Ciebie całą i zdrową. I w lutym zakończyliśmy ten etap. I co?

W czerwcu pojawiły się 2 kreski na teście <3 Po 5 latach, 3 IUI i 3 nieudanych IVF.

Dzisiaj jesteśmy w 13tc. Maluszek zdrowo rośnie a my jesteśmy najszczęśliwsi na świecie.

Nie poddawajcie się wierzcie że cuda się zdarzają <3

W czekaniu na zrozumienie

Poroniłam w listopadzie ubiegłego roku, to był koniec 11 tygodnia. Nie planowaliśmy na razie dziecka ale nie uważaliśmy szczególnie. Wychodziliśmy z założenia, że jak będzie, tak będzie dobrze... Przez dwa lata byłam bulimiczką, więc miałam bardzo nieregularne miesiączki. Czasami nawet co trzy miesiące. Zawsze prowadziłam aktywny tryb życia, na dodatek remontujemy dom, więc nie oszczędzałam się. Jednak 7 tygodni po ostatniej miesiączce czułam, że coś jest inaczej niż zawsze. Czułam się zmęczona i miałam mdłości. Zrobiłam test i były dwie wyraźne kreski.

38TC

Dotrwaliśmy do 38tygodnia. Nie obyło się bez szpitala, sterydów i kroplówki w 32tygodniu. Po kilku dniach sytuacja była na tyle stabilna, że mnie wypisali. Skurcze od tamtej pory do teraz mam częste i bolesne, ale to nie zmienia sytuacji. Już po tych 6 tygodniach chodzę i robię wszystko tego czego nie mogłam przez tamten okres.
Będzię chłopiec :)
Pierwsza ciąża w której dotrwałam aż tak daleko. Teraz się modlę aby poród poszedł bez komplikacji i Żeby mały był zdrowy.

7lat pozniej

Czytam swoje wpisy i nie dowierzam..To ja? Mam wrażenie, że minęły lata świetlne od tamtego rozpaczliwego wpisu o tym, że się małżeństwo sypie. No i posypało się.Proponowalam psychologa (byliśmy na 1wizycie)proponowalam terapię, prosiłam, krzyczałam i płakałam... Ale - teraz, z perspektywy czasu myślę, że miałam w sobie taki żal, że nie proponowalam w tym okresie tego, co być może by pomogło-miłości. Nie proponowalam, bo jej w sobie dla męża nie miałam. Byłam głęboko zawiedziona i zraniona jego nie dojrzałym podejściem do dziecka. Naszego wyczekanego dziecka... Wypomina, że jest u mnie na końcu. Nie miał cierpliwości ani chęci na czas z dzieckiem a syna po urodzeniu nawet nie chciał wziąć n A ręce. Tak tak... Druga, zupełnie naturalna i niespodziewana ciąża była cały czas zagrożona. Jako mama dwulatki nie mająca pomocy od nikogo nie leżałam, nie uważałam tyle, ile powinnam. Ale synek urodził się piękny i zdrowy w 34tyg.Trzeciego dnia wyszlismy że szpitala. Synek uratował mi życie. Dzięki niemu, dzięki poczuciu że jestem mamą, znalazłam w sobie siłę do wszystkiego. Rozwiodlam się mając niemowlę i trzylatkę.Nocamibpisalam pisalam przy kompie, wynajmowlaam mieszkanie, byłam szczęśliwa i dumna. Po roku związałam się z dawnym kolegą. Wzięliśmy ślub, przysposobił dzieci. Jest świetnym tatą A mój już siedmiolatek to bomba radości. . Ale wiecie co? Ja nadal zazdroszczę! Gdy widzę brzuszki,niemowlęta-myslę sobie - dlaczego ja nie jestem taka? Dziś mam 35lat,bardzo pragnę mieć kolejne dziecko(albo i dwoje) ale znów los nie sprzyja. Zachorowałam na hashimoto. Nie obniżamy już prolaktyny, bo od bromka nabawilam się torbieli na wątrobie. W tym miesiącu cały szereg dziwnych dolegliwości więc może w końcu odwiedzę gina, chociaż przysięgłam się już nie starać z pomocą medyczna.

Lenka

Kochane dziewczyny udało się. 2 lipca powitalismy na swiecie nasza córeczkę.
Porod byl szybki ale ciezki bardzo. Malutka miala ważyć 2800 a urodzila sie na 3950. Na szczescie wszystko skonczylo sie dobrze. Teraz tylko kiblujemy w szpitalu. Przez mojego dodatniego Gbsa i szybka akcje nie podali mi 2 dawki antybiotyku. Teraz malej ppdaja i robia badania czy jest ok.
Ja czuje sie szczesliwa. Troche obolala i wyczekuje powrotu do domciu. Tesknie za synusiem.w szpitalu juz jestem od srody. Mala urodzila sie po terminie a dr kazal przyjsc do szpitala wczesniej w celu monitorowania malej.