Najnowsze notki

KOLEJNE ŚWIĘTA

Kolejne święta sami we dwójke. Najchętniej to bym gdzieś wyjechała z dala od tego pustego domu. W oao najpierw dali nadzieje a potem zabrali......Zobaczymy co dalej.....

i nadszedl ten dzien juz za pare godzin inseminacja jajaeczka pekaja przynasjmniej mam taka nadzieje a potem zobaczymy boje sie myslec ze sie nie uda wiem ze trzeba wierzyc ale czasami tak trudno

...przerwa...

No i nadal jesteśmy bez telefonu i bez netu. Nie umiem pisać z pracy, umyka to co chciał bym naprawdę zapisać.
W pracy zazwyczaj wymyślałem pierwszy kawałek wpisu, i całość wklepywałem w domu. Jakoś nie wiem co miał bym napisać o wczorajszym dniu. Gdy się dział wiedziałem co powinienem zapisać by nie umknęło, ale dziś nie wiem.

2 grudnia 2003, kryzys podecyzyjny :( i głupi sen

Po wczorajszej euforii -dzisiejszy napad lęku giganta. Kryzys podecyzyjny. Zaczaił się na mnie najpierw wieczorem. Jakoś udało mi się go odgonić, ale tylko do momentu, gdy miałam włączoną świadomość. Czekał sobie, az zasnę i hyc na mnie. Śniło mi się, że w jakiejś ogólnie podejrzanej sytuacji (jak to we śnie) przedstawiono mi (a dokładnie przyprowadzono do domu) małego chlopczyka mniej więcej w wieku mojego synka, troche wyglądającego jak dziecko romskie (? -ciemna skóra, czarne włoski ale zupełnie prościutkie -może bardziej peruwiańskie?).

Dziś już weselej!!

Zmieniliśmy zdanie - nie nOvum, ale AM Białystok. Doktorka od razu nam to sugerowała, ale my musieliśmy dojrzeć. Są "przyjaźniejsi" cenowo dla nas.
Teraz jestem w fazie "organizujemy nasz wyjazd" - znów mam jakiś konkretny cel i moje myśli wedrują wokół tego. Nie jest źle, powiedzia łabym że wręcz dobrze.
Gdyby nie ten Bociek to chyba bym zwariowała.

i co będzie dalej???

Zapomnialam...że zaczęłam prowadzic ten dziennik...
W poniedziałek byłam w AM no i jak widać piszę dalej, choc nadal nie wiem co będzie. Dowiedziałam się , że jestem "nietypowa pacjentką". Nie jest to pocieszenie, a wręcz przeciwnie, bo przecież typowe łatwiej leczyć.
Mam zrobić rezonans magnetyczny przysadki mózgowej i test z GnRH. Prawie na bank przyczyna leży w przysadce. Juz choćby moje klopoty z węchem wg lekarza świadczą o tym. A do tej pory myslałam , że ten węch marny to przez moja alergię i wieczny katar

adopcja...

Odbylismy rozmowę na temat rozpoczęcia starań o adopcję...Mąz poprosił żeby poczekać na wyniki rezonansu i GnRH i opinie lekarza. Jeśli szanse są bardzo małe albo żadne to zaczynamy starania od razu.
Ma rację , że jaza bardzo przejęłam się i wszystko chcę robić szybko. No a skoro czekamy tyle let to parę miesuięcy to nie wiczność....Narazie usiluje dostać skierowanie na rezonans no i dostać JAKIŚ termin na jego wykonanie....ech...

..............................

jest mi tak..o ... beznadziejnie ;-(nie ma nawet tu takiej mordki...
nie mam zadnych przyjaciol... wszyscy znajomi maja dzidzi... dzis mam okres w niedziele mam isc na urodziny kuzynki i wejsc pomiedzy trzy szczesliwe malzenstwa...i ich trojkie malenkiego potomstwa... nie chce .. wymysle cos ale nie pojde nie chce tam umrzec...
ide do kota sie przytulic... jutro do terapeutki...tylko za bardzo chyba nie wiem po co... d e s p e r a c k i p e s y m i z m ... dobra wiem nie wolno sie zalamywac... ale jestem wredna i nie potrafie tego nie zrobic... jestem zdołowana do m a x i m u m ...

1 grudnia 2003 i pierwszy krok...

Zrobiliśmy mały, nieśmiały, pierwszy kroczek. Od razu z przygodami...Czy to dobra wróżba? Na pewno :) Byłam tak zachwycona bliską datą pierwszego spotkania w KOAO, że zgodziłam się na piątek na 16. Zaglądam do kalendarza -dramat. Daniel ma jakieś ważne spotkania (czy moze być ważniejsze od TEGO?), zamykanie gazety. Dramat.
Dzwonię znowu, pani próbuje odebrać, telefon się blokuje, ujjj. Ale wreszcie im ten telefon "odpsułam" i umówiłam sie na najbliższy wtorek, na 10.
Jestem przerażona, podniecona i szcześliwa.

1 grudnia 2003

Dzisiaj jest chłodniej - chyba zbliża się zima :) Co prawda nie pada deszcz, ale smutno - liście pospadały z drzew i jakos ludzie się mniej uśmiechają...

Dzisiaj pewnie będzie zwykły dzień - Jasio wieczorem idzie na basen, Małgosia ma zajęcia w szkole muzycznej. Poniedziałek to dzień, który udaje nam się przetrwać tylko dzięki pomocy Niani - cioci Krysi i zaprzyjaźnionych rodziców kolegi Jasia ze szkoły, bo w tym samam czasie dzieci mają zajęcia w różnych częściach Warszawy.

30 listopada 2003

Dzisiaj pojechaliśmy do lasu na spacer, a na obiad zjedliśmy dziczyznę. Co prawda padał deszcz i było już zdecydowanie chłodniej, ale humory nam dopisywały: Małgosia wciąż śpiewała pisenki i wymyślała gry słowne (na niektóre kolory odpowiadamy "bum"), a Jasio zabrał swój krzyżacki strój i miecz drewniany i był...

29 listopada 2003

Dzisiaj sobota. Bardzo lubię weekendy. Wtedy jesteśmy cały dzień razem. Nawet kiedy "siedzimy" w domu - robimy pranie, czy sprzątamy, jak dzisiaj.

W domu jest zawsze coś do zrobienia: dzisiaj po kilku latach mieszkania założyliśmy listwę podłogową w łazience, powiesiliśmy obrazy w sypialni. Szczerze mówiąc już straciłam nadzieję, że to kiedyś zrobimy - przyzwyczaiłam się do tych "niedoróbek" - w jednym pokoju wciąż zamiast żyrandola wisi żarówka...

Gdybyś urodził/a się dzisiaj to byłby to dla nas "poród domowy" :)

28 listopada 2003

Dzisiaj znowu piękna pogoda, bardzo ciepło. Szkoda, że nie możemy iść z Tobą na spacer.

Dzisiaj są Andrzejki :) U Twojego starszego brata Jasia i u starszej siostry Małgosi w szkole były dzisiaj wróżby :) Zabawa w przewidywanie przyszłości.

27 listopada 2003

Dzisiaj jest taki zwyczajny dzień, że gdybym go nie zapisała, to pewnie nie zapamiętałabym... A może właśnie dzisiaj się nam rodzisz? Dlatego warto go pamiętać :)

Dzisiaj cały dzień (z przerwami na pracę) zastanawiałam się "czynnie" nad tym, jak zapewnić Ci i innym dzieciom czekającym na swoich rodziców w ośrodku preadopcyjnym jak najlepszą opiekę. To strasznie smutne, ale w tym pierwszym okresie Twojego życia nie będziemy mogli być razem. Mam nadzieję, że nasze dobre myśli docieraja do Ciebie gdziekolwiek jesteś.

telefon i zęby

No i czekamy aż włączą nam telefon. Podobno mają na to 48 godzin. Czyżby łykend bez?

A Karolinę znowu męczą zęby, wylazła kolejna czwórka, ale było trochę płaczu i niespokojna noc.
Z sukcesów, udało się odzwyczaić Karolinke od jedzenia w nocy, kosztowało trochę nie wyspania, ale teraz przesypia całą noc bez butli. Oczywiście tylko jak nie ząbkuje, bo jak ząbkuje, to nie przesypia całej nocy, ale butli również nie dostaje ;-) .