Najnowsze notki

1 stycznia 2004

Nowy Rok - nowe nadzieje :-) Nowych sił jakoś nie mam - dłuuuugo śpię... Na szczęście "na pełen gwizdek" ruszamy dopiero 5 stycznia, kiedy zaczyna się szkoła, zajęcia i cała ta lokomotywa... Myślę sobie, jaki będzie ten rok - że lepszy - to wiem. To w tym ubiegłym podejmowaliśmy decyzje targani sprzecznymi uczuciami, wcześniej rozczarowania po kolejnym leczeniu i rozważania, czy wogóle mamy mieć kolejne dziecko... No a potem, kiedy poczuliśmy, że gdzieś tam jesteś, może jeszcze w charakterze ziarenka w czyimś brzuszku to już zaczęło być "z górki".

w końcu słońce

Zaświeciło dziś słońce, pięknieje świat, gdy świeci. Jutro jedziemy do dobrego kina na Władcę Pierścieni. Musimy odreagować, szczególnie ja. Muszę przestać myśleć tylko i wyłacznie o powiększeniu naszej rodziny, bo zupełnie zeświruję. Szczególnie teraz, gdy zostałam bez pracy, dalsze studia zawieszone- a ja ciągle sama w domu (no z kotkiem i myszami- ale to nie to samo).

Nowy Rok

Miałam napisać wczoraj parę słów ale nie miałam nastroju. Pawełek chory, mnie też coś bierze, jakoś bez optymizmu żegnałam ten stary rok. Cieszę sie, że mam go już za sobą. Oczywiście wiel dobrego było w 2003 ale dla równowagi - dużo złych rzeczy.
Może ten nowy bedzie inny, wyjatkowy. Bardzo chciałabym żeby trochę się chociaż uspokoiło na świecie :( Eeeeeeee co to za smęty - to będzie super rok.

31 grudnia 2003

Sylwestra - ponieważ niedługo będziesz zajmować większość naszego czasu - czekają nas inne atrakcje - wybraliśmy się na bal. Pojechaliśmy z ciocią Dorotą i wujkiem Piotrkiem aż do Białobrzegów. Wytańczyliśmy się, najedliśmy i naśmialiśmy :-) Zakończyliśmy rok i mamy nadzieję, że ten kolejny będzie lepszy. Szczęśliwszy i szczególny będzie na pewno - dołączysz do naszej rodziny :-)

30 grudnia 2003

Dzisiaj też dzieci są u dziadków, więc miałam nadzieję, że wieczorem spędzimy sobie przedsylwestrowy wieczór "romantycznie". Nic z tego :-( Tatuś siedział w pracy do późnego wieczora, wrócił zmęczony i zły. Za to w ciągu dnia przyszedł na obiad i porozmawialiśmy troche o Tobie - jak będziemy do Ciebie jeździć - czy samochodem, czy pociągiem do Otwocka (chyba, że będziesz gdzie indziej niż w Otwocku?). Kiedy przestanę pracować zupełnie - jak sobie poradzimy z pieniędzmi? No i przyjemniejsze tematy - gdzie pojedziemy na wakacje :-)...

wstyd

Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja odczuwam coś w rodzaju (dziwnie pojmowanego) wstydu i zażenowania, ze nie możemy mieć z mężem dzieci. Najgorzej jest w poczekalni gabinetów ginekologicznych. Kobiety z wielkimi brzuchami i ja (bez brzucha) -z mężem . (wydaje się niektórym ludziom, że monopol na zabieranie męża do gabinetu lekarskiego mają tylko ciężarne). Czasami marzę o takiej poczekalni, gdzie nie będę musiała gapić się na te kobiety z ogromnymi brzuchami. Po prostu o tym marzę.
Coraz częściej myslę o in-vitro.

2 stycznia 2004

Przyszedł Nowy Rok.
Kolejny, ale jakże inny. Rok, tym razem mam nadzieję, że spełnionych oczekiwań.
Rok radości spokoju, miłości i szczęścia.
Jak dobrze, że 2002 i 2003 za nami.
Wciąż czekamy na maluszka, ale tym razem to nie jest oczekiwanie pełne niepeności, strachu, oczekiwanie związane z kolenymi, niezbyt przyjemnymi badaniami.
Ten Rok należy do NAS.
Nareszcie możemy skupić się na normalnym życiu, nie na rozpaczy.
Dobrze jest powiedzieć sobie: Jak dobrze, że jesteśmy...
i nie czekać beznadziejnie...

Poronienia

Jestem tu nowa . Czytam was od kilku tygodni i w koncu postanowiłam wam opisać moją sytuację wręcz tragiczną . Otóż miałam już 3 poronienia . 1- w 5 tyg. 2-w 6 ty, te dwa były samoistne , a 3 było w 9 tyg. już przez łyżeczkow. Po 1 poronieniu lekarz powiedział zbym wogóle się nie przejmowała że tak może być , po2 zrobiłam badani cytomeg.,toxkopl.poseiw z kanału szyjki przeciw chlamychydii i itp, hormony tarczycy , progesteron i męża nasienia na bakterię i ogóle. Wszystko było ok oprócz cytomegali wyszła mi + .

Nowy........czy lepszy?

Nowy Rok...nowe nadzieje. Mam nadzieję, że uda nam się wziąść udział w bezpłatnym in-vitro w Kriobanku. Trzeba tylko zaryzykować 1000 zł za badania w cyklu kwalifikacji. Czymże jednak są te marne pieniądze
( choć musimy je pożyczyć), w porownaniu z perspektywą posiadania tego kochanego własnego dzieciaczka.
Wczoraj postanowiliśmy, że tylko ten jeden rok bedziemy leczyć się, później zostawiamy tą sprawę naturze. Szczerze, więcej już nie zniosę, te hormony, po których wszystko boli, a co najtrudniejsze- ciągłe rozczarowania. Jest dla mnie granica rozczarowań.

Moze tym razem

Znów kolejny cykl,już 10 po poronieniu.Ostatni raz biorę clo.I tak myślę,ze się nie uda.Coraz bardziej winie Daniela.Mam nadzieje,ze nie mam racji.Nawet już nie szprycuję go salfazinem.Bo po co?I taak nigdy nie zajdę.Obym sie myliła.Od następnego cyklu biorę Diane 35.Dzidzi ze starań się udalo to może i mi się uda.Boże pomóż!Zyczenie na nowy rok- MALENSTWO!!!!!!!

ZOSTAWIĆ ZA SOBĄ 2003 ROK

NO TO KONIEC TEGO KOSZMARNEGO ROKU.
CHOĆ PRZY SAMYM KOŃCU OKAZAŁ SIĘ ŁASKAWY- KUPNO MIESZKANIA, PRACA SŁAWKA, REMONT, MEBLOWANIE...
NIE CZUJĘ SIĘ SZCZĘŚLIWA. KASA -OWSZEM POTRZEBNA ALE DLA MNIE JEST TO MAŁO ISTOTNE... NAJWAŻNIEJSZE ŻEBY RODZINA SIĘ POWIĘKSZYŁA.... DO TEGO TEN DYLEMAT:

PODDAĆ SIĘ OPERACJI CZY NIE ???? SPRÓBOWAĆ JESZCZE RAZ HORMONAMI ????
MUSZE IŚĆ NA KONSULTACJE DO INNEJ PROFESORKI?

ostatni dzień

Nienawidzę Sylwestra. Kończy się rok, ucieka bezpowrotnie i nie można nic juz zmienić.Myślałam, że wczoraj wypłaczę sobie oczy- tak mnie wzięło. On był przerażony. Zapytał o rozwód!!!!!!!!!!! Wiedziałam, ze brak dziecka spowoduje kiedyś rozpad naszego związku. Po prostu nie jesteśmy już szczęśliwi. Pytanie- czy będziemy szczęśliwsi bez siebie? Tyle lat razem, romantyczne pierwsze spotkanie w liceum, chodzenie ze sobą, zaręczyny, ślub- uzbiera się tego 9 lat. Właściwie, to nie umiałabym poskładać sobie życia bez Niego.

znowu okres....

I od nowa...Znowu dostałam ten cholerny okres!!!!!!!!! Mogłabym gryźć. Tyle nadziei miałam, jak nigdy chyba. Cały miesiąc znosiłam te diabelne „pompowanie” moich biednych umęczonych jajników. Czułam się tak przestymulowana, że myślałam, że pęknę. Mój mózg przetwarzał wszystkie moje fizyczne odczucia, jak odczucia ciążowe. Tak, tak...beznadziejne, ja to wiem, ale co robić. W wyobraźni obnosiłam się po mieście z moich wielkim brzuchem (zawierającym co najmniej bliźniaki ;-))
Czuję się źle. Jest mi źle. Może to ja jestem zła. Pieprzę od rzeczy.

29 grudnia 2003

Dzisiaj wracając z pracy wstąpiłam do sklepu z uzywanymi ciuchami. Kupiłam Ci sporo rzeczy - to sama przyjemność: jeden pajacyk granatowo-żółty w kaczuszki, dzinsowe ogrodniczki (pasują i dla chłopca i dla dziewczynki), body z misiami... Bardzo lubię kupować Ci ubranka - mam nadzieję, że już niedługo będę mogła Ci je założyć. Rano dzwoniłam do ośrodka, żeby powiedzieć, że chętnie spotkamy się z Tobą już wtedy, kiedy jeszcze będą się toczyły "jakieś wazne procedury sądowe".

Ciało

Już, już był taki moment kiedy akceptowałam swoje ciało... 10 kilogramów temu, a więc pół roku temu. A tu we wrześniu - miesiączka stop i waga w górę, a brzuch do przodu. Jak tak stanę bokiem przed lustrem i trochę się przygarbię, to taki 6 miesiąc, jak nic. Nie mogę dać sobie rady z włosami. Rosną tam, gdzie ich nigdy nie było - po wewnętrznej stronie ud. Odrastają już rano, po wieczornym goleniu - makabra. Chemiczne depilatory są za słabe. Woskiem nie mogę.