Najnowsze notki

klapa

Nawet niewiem już który to raz i znowu nic,jestem rozżalona i zła ,zazdroszcze wszystkim kobietą w ciąży.dlaczego nie ja.Wydaje mi sie że im bardziej prabniemy dzidziusia tym dalej jest do realizacji pragnień.Ale może następnym razem -prawda?

klapa

Nawet niewiem już który to raz i znowu nic,jestem rozżalona i zła ,zazdroszcze wszystkim kobietą w ciąży.dlaczego nie ja.Wydaje mi sie że im bardziej prabniemy dzidziusia tym dalej jest do realizacji pragnień.Ale może następnym razem -prawda?

pierwsze tygodnie

27 stycznia 2004r.
Podjęlismy decyzje o adopcji. Te cztery ostatnie lata pełne były cierpienia i złudnych nadziei. Pragniemy aby 2004r. usmiechnął się do nas. Jesteśmy juz po rozmowie z psychologiem a w połowie lutego najprawdopodobniej zaczna sie warsztaty. Już terez z utesknieniem czekamy na nasze maleństwo. Narazie zrobilismy przerwe w leczeniu. Misiek jest po operacji żylaków, więc nawet gdybysmy chcieli to z kolejnych inseminacji byłyby raczej nici. Na in-vitro jeszcze się nie zdecydowaliśmy, bo chyba bedziemy musieli poszukać bardzo dobrej kliniki.

załamanie

No i już po nadziei na bezpłatne in-vitro. Zadzwoniłam dziś do dr Szamatowicza, pozbawił mnie złudzeń. Moja cholerna 7 cm torbiel endometrialna (usunięta w 2001), to endometrioza III stopnia, więc odpadam z kwalifikacji. Nie jest ważne że od 2001 roku nie stwierdzono ognisk endometriozy. Ważne że kiedyś byłam chora. Nie ukrywam, ze dużo wiary i nadziei pokładałam w ten program. Nie stać nas na płatne in-vitro (zarabia tylko Miś), to była jedyna szansa.

25 stycznia 2004

Dzisiaj niedziela - rano śpiewaliśmy z dziećmi psalmy, tatuś grał na gitarze. Potem grał też stare harcerskie piosenki i było bardzo wesoło :-) Na obiad pojechaliśmy na miasto, bo umówiliśmy się z ciociami i wujkami z ośrodka adopcyjnego - razem z nimi czekamy na nasze "zagubione dzieci", my czekamy na Ciebie, oni na swoich synków albo córeczki. Było bardzo miło i... smacznie :-) Ponieważ zima dopisuje, najprawdopodobniej kolejne spotkanie ośrodkowe zrobimy podczas kuligu. Kulig to taka wycieczka saniami - czasem jedzie kilka par sań - jedne za drugimi.

24 stycznia 2004

Dzisiaj pojechaliśmy kupić nowy wieszak na ubrania do IKEI. Kupiliśmy dwa - tatuś powiesił jeden po prawej stronie (duży, właściwie gościnny, bo pomieści 16 kurtek, a na górze ma półeczki, na których zmieściły się wszystkie czapki, rękawiczki, chustki i szaliki) a drugi - po lewej (ten wisi niżej, bo ma być z założenia "dziecinny" - tak, żeby dosięgały do niego dzieci i nie miały wymówki, że kurtka leży na podłodze, bo wieszak za wysoko :-) ).

23 stycznia 2004

Trudny dzień dzisiaj - rano załatwiałam sprawy w spółdzielni, potem rejestrowałam samochód, potem praca. Po południu Jasio źle się czuł, a kiedy pojechaliśmy odwiedzić dziadka w szpitalu - zwymiotował na korytarzu (a mieliśmy tak niepostrzeżenie wejść i wyjść, bo dzieci w zasadzie na oddział nie wpuszczają - teraz juz domyślam się, dlaczego :-))) )... I od razu poczuł sie lepiej - na szczęście to tylko zatrucie, bo już bałam się, że to jakaś grypa, a przecież za tydzień ferie i zimowisko...

22 stycznia 2004

Dzisiaj po południu zebranie rodziców u Jasia - dzieci poszły z ciocią do kina, a ja dowiaduję się o postępach naszego pierworodnego. Już nie buja się na krześle, nie biega po klasie (postęp!), niestety gada okropnie... No coś musi robić na lekcjach ciekawego :-) Niestety nie lubi się z tabliczką mnożenia i trzeba to poćwiczyć. Na szczęście poza tym ma spory zasób słów, niexle pisze i liczy - jakoś to będzie. Za miesiąc klasa Jasia wybiera się na tydzień w góry, na "Białą szkołę" - jedzie z nimi też Małgosia.

21 stycznia 2004

Dzień Babci - byliśmy dzisiaj zatem popołudniu odwiedzić wszystkie nasze babcie - moją mamę, babcię i ciocię, mamę tatusia. To zupełnie, jak "tłusta środa" :-) u jednej babci - barszczyk czerwony, dwa rodzaje ciast, u drugiej - placki z jabłkami. Każda babcia chciałaby nas zatrzymać na dłużej, a my, jak podczas sztafety - oficjalny program kulturalno-artystyczno-kulinarny (życzenia-laurka-buzi-poczęstunek) i dalej biegiem, żeby zdążyć wrócić przed nocą i czwartkiem (lekcje od 8 rano, brrrrr...) Dzieci zrobiły babciom laurki. Laurkę dla dziadka babcia T.

darmowe in-vitro a historia choroby

Dzwoniłam na komórkę do dr Dormitrza, okazało się, że muszę przywieść historię leczenia endometriozy ze szpitala, więc jutro musimy z małżonkiem (ładne słowo prawda? ) przejechać 140 km do Bydgoszczy po jeden głupi świstek.Trudno, zrobimy wszystko, żeby nas zakwalifikowali do tego programu. Najgorsza jest niestety odległość do Białegostoku, brak pieniędzy (na badania oraz ewentualny pobyt), oraz oczywiscie czas, ale czego nie robi się, żeby w końcu po 4 latach prób i rozczarowań trzymać w ramionach największy skarb na świecie?

20 stycznia 2004

Na szczęście nasz dylemat przestał dzisiaj istnieć - o ile kiedykolwiek urodzi nam się dziecko to raczej będzie od Ciebie młodsze :) A może Twoje młodsze rodzeństwo odnajdziemy tak, jak Ciebie? Czasem chciałabym podejrzeć przyszłość... wiedzieć, co będzie. Wtedy życie nie byłoby takie ciekawe, ale jestem taka niecierpliwa...

19 stycznia 2004

Dzisiaj znowu wróciła piękna zima - pada wielki snieg - ponieważ nie jest zbyt zimno, to wszystkie drzewa mają puchate białe czapy (samochody stojące na parkingu zresztą też). Jest ślicznie - gdy patrzeć na to przez okno - gorzej, gdy trzeba gdzieś dojechać - korki, stłuczki... oczywiście jak zwykle "zima zaskoczyła drogowców"... Za tydzień kolejna szansa na kwalifikację a ja dzisiaj zastanawiałam się, czy przypadkiem Twoja młodsza siostra, albo brat nie zamieszkali wbrew medycznym możliwościom we mnie. Co wtedy byśmy zrobili?

wątpliwości

W związku z programem bezpłatnego ivf, rozgorzały w naszym domu dyskusje. Oboje stwierdziliśmy, że w tym Kriobanku wszystkim piszą, że mają przyjechać na badania wstępne, bo po prostu chodzi im o kasę. Przecież ja mam endo, a On słabą ruchliwość plemniczków - a oni mimo tego- "proszę przyjechać".
Dla nas to duże pieniądze (te1000zł+ transport+ ewentualny pobyt), ja ciągle nie mam pracy......
Tak dużo sobie obiecywaliśmy po Kriobanku, a oni nawet nie wiedzą kogo mogą przyjąć, nie mają jasno sprecyzowanych kryteriów wyboru.

18 stycznia 2004

Rano poszliśmy do kościoła. Poniewaz jest tydzień modlitw o jedność chrześcijan podczas Mszy śpiewał greko-katolicki kwartet z Ukrainy, a w ciągu dnia miał byc jeszcze koncert Ewangelickiej orkiestry dętej. Po Mszy pojechaliśmy do dziadziusia do szpitala - akurat podano obiad - nie wiem, jak można to wytrzymać - śniadanie o 9.00, obiad o 13.00 a kolacja o 17.00... Dziadziuś w każdym razie nie ma apetytu - obiad zjadł, bo go zachęcaliśmy. W szpitalu był też ksiądz. Po obiedzie oglądaliśmy "Na dobre i na złe" - był wątek o adopcji.

17 stycznia 2004

Dziadziuś ciągle w szpitalu na oddziale ratunkowym. Na szczęście humor mu dopisuje, nic go nie boli, lekarze go obserwują. My cały dzień biegaliśmy po mieście - zakupy, załatwianie różnych spraw. Wieczorem byliśmy okropnie zmęczeni. Dzieci malowały dla dziadka laurki, pisały listy. Za oknem szaro-buro, śnieg stopniał i choć w nocy łapie mróz, to zamarza tylko ziemia. Kupiliśmy Ci dzisiaj pieluszki tetrowe i proszek do prania niemowlęcych rzeczy :-)