Najnowsze notki

Walka z wiatrakami

Źle się czuję po łyżeczkowaniu. Nie daję rady wstać z łóżka. Dzwoniłam do kliniki ale mój lekarz prowadzący jest do stycznia na urlopie. Inni lekarze też nie mają już wolnych miejsc przed świętami. Spytałam Panią z recepcji, że w takim razie rozumiem, że mają moją pełną dokumentację i nie przyjmą mnie jak się źle czuję. Tak owszem odmawiają mi pomocy.

Słodka malutka

Jest!!!!
Urodziłam 12.11.2018r. - poród ciężki, z komplikacjami, chwilami było dramatycznie - wydarzyło się prawie wszystko czego się bałam oraz to co nawet do głowy by mi nie przyszło, że mogłoby się wydarzyć, ale nic! Ważne, że wszystko zakończyło się szczęśliwie :))

Trzymali nas też długo w szpitalu. Ale jesteśmy już w domu. Całe, zdrowe i szczęśliwe!

Lata Swietlne..

Długie piec lat minelo odkad po raz pierwszy zawitalam na bociana. Niespokojna o proces adopcyjny zaczelam pisać ten pamietnik jako swoista studnie smutkow. Przygotowywania do adopcji to byl ciezki okres, trudno mi było uwierzyc, ze jestem na tyle dobra matka by dostać dziecko. myślałam o sobie, ze nie nadaje sie do tego. Jednak pozytywnie przeszliśmy szkolenie, otrzymalismy kwalifikacje. Oraz wymarzone dziecko. Malpiszonka. Ci, ktorzy czytali moj pamietnik, wiedza, jak bardzo bylam przejęta rola rodzica adopcyjnego!

Kończymy kurs

Jeszcze chwila i koniec kursu. Czas leci jak z bata strzelił. Dopiero zanosilismy dokumenty A tu już koniec kursu...
W grudniu kwalifikacja. Czy przejdziemy ją pozytywnie?
Co czuję teraz? Strach. Czuję niepokój,że znowu nie ja będę podejmowała decyzję o tym czy zostanę matką tylko zrobi to ktoś za mnie. Ktoś zdecyduje czy jestem gotowa. A ja jestem gotowa. Jestem gotowa jak nigdy,jestem świadoma.

Chciałabym obudzić się już ,któregoś sobotniego poranka,poczuć bliskość tulącego się do mnie dziecka I usłyszeć "mamusiu wstawaj,idziemy...".

Leczenie to słabość mojego życia

Wiosną zapisałam się na kurs niemieckiego. Szło mi bardzo dobrze, aż do dzisiaj. Totalnie zawaliłam test robiąc głupie błędy w prostych rzeczach, które umiałam. Wszystkie poprzednie testy napisałam na 100%. Nie byłam na ostatnich zajęciach i nie skupiałam się na poprzednich dwóch. Byłam rozkojarzona i niespokojna przed histeroskopią. Nie mogłam się na niczym skupić. Zamiast histeroskopii zrobili mi w szpitalu łyżeczkowanie. Nie wiem czy to źle czy dobrze. Nikt z lekarzy o tym ze mną nie rozmawiał. Dowiedziałam się z wypisu i czułam się inaczej. Dużo bardziej bolało.

Niespodzianka

Dwa lata staraliśmy się z żoną o dziecko. Problemem były moje "parametry nasienia". Warto było się starać bo teraz mamy dwójkę cudownych dzieci, bliźniaków - chłopca i dziewczynkę.
To co stało się kilka dni temu było dla nas nieoczekiwane. Okazało się, że żona jest w ciąży, ot tak, naturalnie, bez leczenia. Niesamowite szczęście :) A lekarze dawali 2% szansy na powodzenie.

Pierwszy trymestr ciąży czas zacząć ;) Trzymajcie się ciepło wszyscy walczący z przeciwnościami. Niedługo los i do Was się uśmiechnie.

Telefony komórkowe szkodzą dziecku w brzuchu matki

Promieniowanie elektromagnetycznego emitowane przez telefon komórkowy wpływa na rozwój mózgu płodu. Zbyt częste narażenie płody może powodować po do nadaktywności przypominającej ADHD.
Źródło: http://news.yale.edu/2012/03/15/cell-phone-use-pregnancy-may-cause-behavioral-disorders-offspring
A więc drogie Panie, ostrożnie z dzwonieniem podczas ciąży.

A poza tym to podczas drugiej ciąży stworzyłem kolejną stronę internetową o tematyce ciążowej: Ciąża u kobiety
Jak Wam się podoba?

Odkryto przyczynę niepowodzeń zapłodnienia in vitro

[i]
Naukowcy z University of Manchester odkryli nieznany dotychczas mechanizm, który może utrudniać procedurę zapłodnienia in vitro (IVF). Skuteczność IVF wynosi około 25%, w dużej mierze dlatego, że embrion nie przyczepia się do endometrium. U niektórych kobiet, mimo ponawianych prób, nie dochodzi do zagnieżdżenia się embrionu.

Boję się

Boję się, a nawet więcej, jestem przerażona,że znowu się nie uda.Kiedyś jakoś szybciej wychodziłam z dołków.
Teraz potrzebuję dużo czasu nawet miesiące. Boję się że w końcu tego nie wytrzymam i coś we mnie pęknie.
Jestem na skraju totalnego załamania, zaciskam zęby, mię śpię w nocy.Biorę jakieś tam ziołowe tabletli ale one średnio działają.
Boję że że nie będzie dziecka za to psychotropy będę jeść garściami.
Idą kolejne święta, a ja? A ja mam ochotę o nich nie pamiętać, przespać.
Nie chcę udawać że jest dobrze.
I tsk na codzień udaję przed wszystkimi, jak tylko widzę kogoś to jestem miła i uśmiechnięta, a potem wchodząc do domu wracam prawdziwa ja.
Czyli smutna zmęczona i samotna mimo wszystko osoba. Chowam się z tym moim bólem i łzami.
Nie umiem się poddać, dlatego jestem wilczycą, walczę do końca choć tyle mnie to kosztuje nerwów. Ciągle sobie powtarzam że teraz będzie już dobrze a za chwilę głos z tyłu głowy mi mówi taaaa......jasne czaruj się dalej.

Przemyślenia

Tak sobie myślę czy jest sprawiedliwość na świecie? Nie ma!!!!
Bo gdyby była czy tak długo musiałybyśmy walczyć o pełną rodzinę?
Jak to jest że któraś kobieta z otoczenia zachodzi w ciążę w moment a my tyle lat starań i nic?
Jak z tym żyć?
Mąż mnie pociesza że będziemy próbować do skutku,ale ja boję się porażek no i kosztów. Ehhh ciężko tak żyć na ciągłej trampolinie.Jednego dnia

Czekanie

Czekanie, czekanie.... ale tym razem zupełnie inne. I jakież to zupełnie inne doświadczenie!!!

Teraz czekam na poród. Aż moja córeczka zechce wyjść na ten parszywy świat. Na jej miejscu też bym nie chciała, hihi :)

Wczoraj skończyłyśmy 40 tygodni. Wczoraj minął ten tzw. orientacyjny termin porodu. A malutka siedzi i nie myśli wychodzić. Oczywiście bardzo się boję, za dużo przypadków, że coś się jeszcze złego może wydarzyć. No ale z wiarą czekam. Skierowanie do szpitala mam na 15.11. Może jeszcze do tego czasu sama zdecyduje się wyjść :)

Prośba o rady

Bardzo was proszę o rady odnośnie inseminacji.
Bardzo się stresuje, boję się że stracę swoją szansę z powodu nerwów.
Nie wiem czy lepiej leżeć i nic nie robić i myśleć czy się udało.
A może jednak zaplanować sobie czas np zakupy , sprzątanie (oczywiście bez dźwigania)tak by mniej myśleć i się denerwować.
Co jeszcze mogę zrobić by się udało.
Proszę was o komentarze

Czekanie i nerwy

Zauważyłyście już że ciągle czekacie i się stresujecie? A to by miesiączka nie przyszła, a to w ciele doszukujecie się zmian , albo czekacie na kolejną wizytę w klinice czy badania i wyniki.
Te 2 uczucia towarzyszą nam przez cały czas starań o dziecko.W każde święta czy urodziny te same nadzieje że do następnych się uda.
Najgorsze jest to że się nie spełnia, a ten stes i rozczarowania ciągle w nas siedzą.
Przez to wszystko czujemy się jeszcze gorzej.
Czytałam kiedyś że ludzie tacy jak my te wszystkie rozczarowania przeżywają jak poważną chorobę lub śmierć kogoś bliskiego.Ja zaczęłam teraz brać ziołowe leki na uspokojenie, ale nie bardzo działają. W nocy nie śpię, w dzień nie mogę sobie znaleźć miejsca, na filmach nie mogę się skupić.Jedyne wytchnienie od myśli daje książka, czytam teraz nałogowo by nie myśleć o staraniach,porażkach i bólu. Teraz czekam na wizytę w PARENS w Rzeszowie - chcemy podejść do AID
ps trzymajcie kciuki

Leczenie estrofemem

Od tygodnia czekam na miesiączkę. Większość z Was traktuje miesiączkę jak znak, że znowu się nie udało. Dla mnie jej brak to znak, że nie może się udać. W poprzednią niedzielę skończyłam estrofem. Tego dnia pojawiły się dwie krople krwi. Ucieszyłam się, że to początek miesiączki ale od tego czasu nie stało się nic więcej....czy tak że mną źle, że nawet po lekach nie miesiączkuję? Jak nie ma miesiączki to i owulacji. A jak nie ma owulacji to i szansy na noworoda...płakać mi sìę chce.....

Ignorancia ludzi

Słyszał ktoś z was od znajomych lub bliskich że in vitro lub inseminacja jest czymś złym?
To może powiedzieć tylko ktoś kto tak naprawdę niewiele o tym wie,a do tego nigdy nie musiał stanąć przed taką decyzją i przez to przechodzić.
Dla mnie to była bardzo trudna decyzja, długo do niej dojrzewałam. Wykorzystałam wszystkie mrożaczki.
Nie było to nic przyjemnego,brać zastrzyki z hormonami.Źle się po nich czułam, do tego stres uda się czy nie.
Uważam że dzieci które urodzą się dzięki tym metodom są bardzo kochane i wyczekane.
Nie umniejszam tu innym , bo nie o to chodzi , ale uważam że dziecko z kliniki jest bardzo świadomą decyzją, okupioną bólem, łzami, nadziejami i porażkami.
Nikt nie ma prawa nas osądzać.
Nie przejmujcie się opiniami innych i waczcie o swoje marzenie.