Najnowsze notki

To adoptowane dziecko

Ptyśka rozwija nam się bardzo dobrze, byliśmy z nią w ITEM i mamy popracować nad traumą i emocjami.
Wczoraj natomiast zalała mnie jasna krew. Nigdy nie ukrywałam faktu,że podchodzę do in vitro,że jestem w procesie adopcyjnym i w końcu,że mam adoptowaną córeczkę.
Wczoraj miałam z H wizytę u nefrologa(ma mieć kontrolne co pół roku). A więc miesiąc temu zarezerwowałam wizytę , osobiście dostarczyłam skierowanie.

Trochę nie o niepłodności

Podniosłam psa na spacerze i ... już się nie wyprostowałam :/ po 8 godzinach spędzonych na SORze zostałam wypisana ze stwierdzeniem braku stwierdzenia :D Nie do wiary, ale lekarze na SORze myśleli, że symuluję, bo nie mam co robić w niedzielę... Następnego dnia pojechałam do lekarza rodzinnego i zdiagnozował atak korzonków. Siedzę już trzeci dzień na kanapie pod kocem i nie mam już żadnej wymówki. Czas spełnić kolejne marzenie. Zakładam bloga, takiego z prawdziwego zdarzenia, tylko mojego. Leniwa jestem jak 100 diabłów więc trzymajcie proszę kciuki :D

Idzie nowe

Wczoraj byliśmy u lekarza. W styczniu zaczynamy stymulację do ivf. Dzisiaj wzięłam pierwszy encorton. Jest we mnie spokój do którego dojrzewałam przez kolejne lata starań, porażek, gór i dołów. Mimo chwil zwątpienia, cały czas wierzę, że po coś to wszystko się dzieje i że moja droga, może wyjątkowo kręta nawet jak na bocianowe historie, prowadzi do celu. Nie czuję niepokoju, strachu i presji czasu, które czułam przecież będąc dużo młodszą kobietą.

nie krzyczcie, że mi źle...

Źle mi. Zawsze piszę jak mi źle. Pewnie jak większość z Was. W zeszłym tygodniu mięliśmy naszą pierwszą inseminację. Czekaliśmy pełni nadziei czy nasionka się będą nadawać. I odetchnęliśmy z ulgą bo wyniki poprawiły się tak, że zabieg mógł się odbyć. Nasza szansa. Jeden pęcherzyk i cienkie endometrium. Postawiliśmy wszystko na głowie żeby pojechać do lekarza, pouzgadniać urlopy...wszystko pozapinane. I mój Kochany taki pełen nadziei, że zyskałam pewność, że zależy mu tak samo jak mnie. I teraz tak bardzo się boję go rozczarować.

Smutne życie

Wchodzę na swoje konto i widzę informację 5 lat i 7 tygodni na „Bocianie”. A przecież nie zaczęłam pisać na bocianie od razu jak zaczęliśmy się starać o dziecko... Los tak się potoczył, że nie mogliśmy podejść do ivf. Kolejny plan jest na styczeń, ale już w to nie wierzę. Na pewno wydarzy się coś co go zatrzyma, albo zwyczajnie się nie uda. Są dni, kiedy moje życie wydaje się znośne, a ja pogodzona ze swoim przeznaczeniem. Są jednak takie dni jak dzisiaj, kiedy siedzę w pracy i planuję najlepszy sposób pożegnania się z tym światem. Nigdy nie wyleczę się z tego żalu i rozpaczy.

czas

Na kursie rok temu było nas 6 par. Z dwiema z nich utrzymujemy kontakt.
Powoli też wprowadzamy rytuał spotkań babsko-dziecięcych.Nasze dzieci nazwane kuzynami a my ciociami. Wczoraj byłyśmy na sali zabaw. Moja H lat 4, P lat 2 i J lat 1.
Dzieciaki szalały jakby ten plac zabaw był niedobytym przez nikogo dotąd światem. My jak szalone razem z tymi dziećmi- tunele, ślizgawki. Potem była kawa, lody. Bardzo przyjemne popołudnie.
Wracałam do domu późnym popołudniem. Stanęłam w korku akurat na wysokości oa.Światło było zapalone- środa, kolejna grupa siedzi na kursie.

Po wizycie 1

Bezposrednio z pracy jechalam na wizyte. Droga minela spokojnie, dalam rade sama do duzego miasta, maz na delegacji bylam zdana na siebie, ale jestem uparta wizyta byla umowiona miesiac wczesniej takze musialam dac rade nie chcialam tego odkladac pomimo strachu.
Kusilo mnie zeby odlozyc te starania, moze za rok jak bardziej sie przygotujemy, ale mowie nie! Jak nie teraz to kiedy.

Wielka niewiadoma, poczarki starania

To moj pierwszy wpis. Dzisiaj rozpoczynamy nasze starania o potomstwo. Dzisiaj pierwsza wizyta u specjalisty. Sama nie wiem czego sie spodziewac. Wiele lat juz lecze sie pod okiem ginekologow/endokrynologow, ale teraz dopiero chcemy zaczac starania. Dziwnie to tak pisac "zaczac starania"? Ze niby nie umiemy dac sobie rady z mezem sami? Z jakiegos powodu chyba nie. Choc w sumie jestesmy dopiero 5 mies po slubie, ale znajac moja historie chce udac sie do specjalisty.

Akt urodzenia czyli jak się zostaje matką

Mogę tylko podejrzewać co czuje matka kiedy tuż po porodzie kładzie się jej dziecko na piersi.
Dziś poszłam rano do USC odebrać akt urodzenia. Pan wypisywał mi akt a mi po prostu zaczęły płynąć łzy. Imie matki Czwojdziak
imię ojca Tomek
Imię córki Hanna Czwojdziakowa.
Przy końcu byłam już cała we łzach. Płynęły potokiem. A ja nie mogłam tego zatrzymać.
wzruszenie udzieliło się Panu urzędnikowi. Wstał i podał mi rękę. Pogratulował.
Jak wyszłam z urzędu i doszłam do auta- nie mam pojęcia.

Mam córkę, mogę to bez końca powtarzać- jestem matką.

Dwie kliniki - dwa drastycznie różne doświadczenia

Nasza historia jest jedną z wielu, ale odmieniła nasze spojrzenie na medycynę i podejście różnych lekarzy do problemu bezpłodności. Nietrafne wybory czasem mogą pozostawić ranę w sercu, która znika gdy człowiek odkrywa, że można inaczej, choć żal pozostaje.

Scratching

Dziewczyny mamy zamrożona 1 blastocyste. 16.10.19 miałam wykonywany screatching endometrium, 25.10 będę miała wizytę u lekarza, ale już wariuje.. podpowiedzcie ile po screatchingu powinnam dostał miesiączkę, kiedy transfer na sztucznym cyklu?

Gdy spada gwiazdka z nieba

Dawno nie pisalam, brak czasu, weny, i chyba jakaś wewnętrzna potrzeba wyciszenia się. Poukładania trudnych emocji, nie ma dnia abym nie myślała o Ostrydze. Czuję się winna, że nie stanęłam na wysokości zadania! Tak mi przykro z tego powodu!
Od tamtego czasu mamy kolejnego synka biologicznego oraz upragnioną córcię!
Tym razem adopcja córeczki przebiegała inaczej wszystko samo się układało, i nasza Gwiazda ma juz 15 miesięcy!
Jest dzieckiem niepełnosprawnym lecz tak bardzo moja, że nie potrafię sobie wyobrazić jak mogłoby Jej nie być!

15.10.2019

Mimo,że mam w ramionach córkę to pamiętam o wszystkich swoich aniołach...

Kiedy, kiedy

Los chciał, żebyśmy znowu przesunęli termin in vitro. Plan jest na styczeń. Czy wypali? Nie wiem. Zastanawiam się, czy nie zlikwidują in vitro przed styczniem. Cały dzień chce mi się płakać. Nikt mnie nie rozumie. Czy będę kiedyś matką???

Żegnaj bocianie, czyli koniec pewnego etapu.

Drogi Boćku, to mój ostatni posta pewnego rodzaju pożegnanie.

Piszę z nowo utworzonego konta, bo mimo wszystko nie mam zaufania do ludzi, a to co napiszę może się wielu z nich nie spodobać.

Nasza historia zaczęła się jakieś 9 lat temu, można by rzec "klasyk" - młode małżeństwo, po ślubie pragnie dziecka, najpierw starania naturalne, potem monitoring cyklu, na koniec badanie partnera i wyrok - azoospermia, pojedyncze plemniki w polu widzenia.
Szybka decyzja o in vitro i już za pierwszym razem sukces - mamy cudownego synka.
Oprócz synka 12 zamrożonych zarodków...