Alicjaaaaa - blog

Strach

Jestem po punkcji. Pobrano 2 komórki jajowe.

Tylko tyle było. 5 pęcherzyków, 2 komórki. W dodatku tylko w jednym jajniku. Drugi zdechł. Albo nie wiem, co się z nim stało. Lekarze też nie wiedzą. To był ten jajnik, do którego ostatnio nie mogli się dostać. Wtedy znajdowały się w nim pęcherzyki, tylko ich nie pobrali. Teraz nie było nic. NIC. Mimo dawek Menopuru - 450 jednostek każdego dnia. A przecież właśnie po to robili drugą laparo, żeby uwolnić ten jajnik. Żeby było lepiej. Zamiast tego jest gorzej.

Zastrzyki

Znów przyjmuję zastrzyki. Trzy już za mną. Dziwne, ale tym razem mam wrażenie, że bardziej boli. A przecież powinno być odwrotnie, w końcu mąż już zaprawiony w bojach. Nie cierpię tego zapachu. Takie skondensowane siuśki… Nawet jak się nie dotyka płynu bezpośrednio, tylko np. przykłada wacik do miejsca ukłucia, to i tak potem palce śmierdzą przez kilkanaście minut i nie pomaga woda z mydłem.

Drugie podejście

Dzisiaj dostałam zastrzyk w tyłek rozpoczynający protokół długi stymulacji do IMSI.
W lodówce już czekają 2 opakowania Menopuru, ale poczekają jeszcze 18 długich dni do rozpoczęcia właściwej stymulacji. Przez ten czas nie będzie żadnych zastrzyków.

Przedtem miałam protokół krótki, więc nie bardzo wiem, czego się spodziewać. Gin twierdzi, że przy endometriozie lepiej sprawdza się długi.

- Czy któraś z Was miała prot. długi? Jak wrażenia?

Wrażenia po...

Po drugiej laparoskopii mam dużo pozytywniejsze odczucia niż po pierwszej.

Jestem wściekła!

Widziałam się wczoraj z dzieciatą koleżanką. Jej synek ma niecałe pół roku i jest słodkim bobasem. Ona wciąż karmi go piersią. Co powiedziała koleżanka?
„Jak ja ci zazdroszczę! Możesz jeść, co chcesz! Pić, co chcesz! Masz tyle wolnego czasu!”.
Ot, standardowy tekst na wkurzenie niepłodnych. Nigdy bym nie pomyślała, że tak mnie dotknie. Tymczasem siedziałam tam i czułam się, jakbym dostała w ryj.

Przedoperacyjnie

Termin laparoskopii zbliża się wielkimi krokami, a ja coraz częściej drżę ze strachu. Może przez to 2 dni temu, ni stąd, ni zowąd, zaczęłam plamić. O kilkanaście dni za wcześnie… Pierwszego dnia wmawiałam sobie, że to plamienie implantacyjne. Jasne, że to naiwne. Po prawie 5 latach bezskutecznych starań, jednym nieudanym in vitro i tuż przed planowaną operacją to byłby istny cud, gdyby coś zaskoczyło. No, ale nadal tli się we mnie iskierka nadziei i jeśli to plamienie nie przerodzi się w normalny okres, to pewnie zrobię test.

Będzie ciężko...

Mogłam się tego spodziewać… Jedynym sposobem na dostanie się do zablokowanego jajnika i odblokowanie go jest kolejna laparoskopia.

Wiedziałam, że prędzej czy później mnie to czeka, ale prawdę mówiąc, myślałam, że będę ją już robić jako szczęśliwa mamusia na zasadzie „a zrobię sobie laparo, bo w sumie to po co mi te pięć torbieli?”, a nie na zasadzie „muszą mi znowu grzebać w brzuchu, bo to o 15-30% zwiększa szanse na udane in vitro”.

I tak oto po 5 latach spokoju po raz kolejny przeżyję najgorsze medyczne doświadczenie w moim życiu. Czemu najgorsze?

Znam już wynik

Nie udało się.

Nie wiadomo dlaczego. Może z powodu moich wadliwych komórek, które tylko wyglądały na zdrowe, może z powodu wadliwych plemników mojego męża ( w końcu oceniają je wzrokowo), może lekarz popełnił błąd albo embriolog, a może moja macica jest jakaś toksyczna i nigdy nie utrzyma się w niej żaden zarodek.
Albo tak miało być.

Po transferze

Po transferze chyba wszystko dobrze, poza tym, że luteina dopochwowa piecze jak diabli (skutki uboczne), mam nieustanny ból brzucha (zapewne jeszcze po stymulacji i punkcji) i ciężko mi się robi siusiu (czyżby zapalenie pęcherza?).

We mnie żyją sobie dwa zarodeczki (podane w 3 dobie). W internetach znalazłam takie oto coś:

1dpt ( 1 dzień po transferze)... Embrion sie dzieli
2dpt... Embrion staje sie blastocystą
3dpt... Blastocysta wychodzi z otoczki
4dpt... Blastocysta zaczyna wczepiać sie w ściany endometrium

Dwie dobre wiadomości, jedna zła

Bilans po dzisiejszej punkcji wygląda następująco:

Dobra wiadomość nr 1 – udało się pobrać prawidłowe komórki jajowe.
Dobra wiadomość nr 2 – udało się znaleźć dobrze zbudowane plemniki.
Zła wiadomość – mamy tylko trzy zarodki.

I wcale nie dlatego, że mam niską rezerwę. Po prostu gin nie mógł się dostać do niektórych pęcherzyków, bo lewy jajnik schował się za macicą i nie dało się nic zrobić bez uszkodzenia jej. Zatem pobrane zostały tylko 3 komórki. Ale skoro wszystkie się nadawały, mimo mojego wysokiego FSH - 17,48 U/I, to może nie jest ze mną tak źle…?

Subskrybuje zawartość