Alicjaaaaa - blog

Kolejny krok do przodu

Mały Miś zaczyna chodzić! I strasznie się tym jara. Dzisiaj na spacerze miał taką zabawę: podciągał się, chwytając się moich nóg, wstawał, szedł, po kilku metrach upadał na pupę, raczkował roześmiany z powrotem do mnie i od nowa to samo. Chyba z 10 razy tak zrobił. Cieszy się jak… dziecko, że już potrafi to samo, co brat. Ja też się cieszę, chociaż od jakiegoś czasu już wiedziałam, że tak będzie. Że w końcu wstanie i pójdzie, jak każde inne dziecko. Wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazywały. Powiem więcej, teraz wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że będzie małym mądralą.

Mój syn chodzi!

Duży Misiek zaczął chodzić! Najpierw przez kilka tygodni stał bez trzymanki przez chwilę, potem robił dwa, trzy niepewne kroczki, ale nie miał odwagi iść dalej. Parę dni temu jej nabrał. I od razu ruszył do przodu jak szalony. Łazi tam i z powrotem, zakręca, wędruje do innych pokoi. Jest wspaniały! Mały Misiek patrzy na niego z zainteresowaniem. Myślę, że wkrótce będzie chciał go naśladować. Tak było z wdrapywaniem się i schodzeniem tyłem z kanapy. Zobaczył, że brat to robi i błyskawicznie sam się nauczył. Mały Miś na razie dużo chodzi przy meblach.

Mała główka a rozwój

Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Synek wrócił z kolejnego zabiegu, powoli wybudzał się z narkozy, ale coś było nie tak. Trząsł się jak galareta, płakał, nie można go było uspokoić, lekarze nie wiedzieli, co się dzieje. Od tamtej pory zaczął mieć problemy z jedzeniem i przybieraniem na wadze (obecnie ma 2 kg mniej od brata, jest bardzo mały i chudy), obniżyło mu się napięcie mięśniowe (już jest lepiej, ale przez długi czas był wiotki jak gałązka) i przestała mu rosnąć główka. Było to widać na siatkach dla wcześniaków. Przed zabiegiem ładnie szło do góry, po zabiegu constans.

Złe i dobre myśli

Miśki niedawno skończyły rok. Nie mam pojęcia, kiedy to zleciało. Pierwsze miesiące wypełnione bieganiem po szpitalach, operacjami i nieustannym strachem dłużyły mi się niemiłosiernie, ale kiedy wreszcie przyszedł spokój, dni zaczęły biec z prędkością światła. Mimo to zdążyłam się poczuć szczęśliwa. To było dobre, długie i ciepłe lato. Pierwszy raz od dawna doceniłam to, że świeci słońce, że szumią drzewa, a ptaki śpiewają. Chodziłam na długie spacery z wózkiem i czułam radość. Bo było tak pięknie, bo zimne, szare i smutne dni powoli zacierały się w mojej pamięci.

Wcześniaki

Ludzie myślą, że wcześniak to taki trochę mniejszy niemowlak. Ot, normalne dziecko, tylko urodzone za wcześnie. Maluch, który musi po prostu poleżeć chwilę w inkubatorze, nabrać ciałka, a potem wychodzi do domu i już wszystko jest dobrze.

10 tygodni za wcześnie

Kiedy po pięciu latach starań w końcu zaszłam w ciążę, myślałam, że to koniec moich problemów. Tymczasem problemy dopiero się zaczęły.
Do pewnego momentu ciąża przebiegała książkowo. A potem… Niewydolność cieśniowo-szyjkowa, tydzień w szpitalu, zastrzyki na rozwój płucek u dzieci, pessar położniczy, dwa tygodnie w łóżku i w końcu skurcze porodowe w nieskończonym 28 tc… Skurcze, których nie dało się powstrzymać. Chłopcy przyszli na świat z wagą ledwo ponad kilogram każdy. Trafili do inkubatorów i tam pozostają do dziś.

Naprawdę jestem w ciąży

Za chwilę rozpocznę 17 tc. Zakładając, że ciąża bliźniacza kończy się często w okolicy 36 tc. to już prawie połowa. Brzuch dopiero niedawno zaczął mi rosnąć. Jest już nie do pomylenia z tłuszczykiem, a będzie tylko gorzej ;-) Zaczyna mi ciążyć, nie mogę zbyt długo leżeć na plecach, bo mnie uwiera. Czasami czuję, jakby wewnątrz siedziały dwa gnomy i pchały od środka. Mam wtedy wrażenie, że zaraz pęknę. Nieźle mnie też ciśnie na pęcherz (zwłaszcza wieczorami), mimo że to już II trymestr i teoretycznie nie powinno. Nie znam jeszcze płci maluchów, bo na ostatniej wizycie zacisnęły nóżki.

USG serduszkowe

Przez ostatnie dwa tygodnie nieustannie myślałam o tym samym: raz miałam głębokie wewnętrzne przekonanie, że „TAK! Naprawdę jestem w ciąży! Czuję to każdą komórką mojego ciała!”, a innym razem popadałam w zwątpienie, bo przecież wszystko jest takie samo jak wcześniej i w ogóle nie czuję się wyjątkowo. Co chwilę dotykałam swoich piersi, żeby sprawdzić, czy naprawdę bolą i zastanawiałam się, czy zmęczenie i senność, którą czuję w ciągu dnia to sprawka luteiny (tak jak ostatnio), czy może jednak…

Beta...

312!!!
312!!!
312!!!

12dpt i 15 od punkcji.

Spytałam, czemu tak dużo, skoro widełki w 3 tc to ok. 9-70, ale od doktora usłyszałam tylko: „Proszę się w to nie zagłębiać, ma pani BARDZO DOBRY wynik i już”. :-) :-) :-)
Więc się nie zagłębiam. Po raz pierwszy od dawna.

Naczytałam się wielu historii, więc z jednej strony boję się cieszyć, a z drugiej nie mogę się powstrzymać. Już snuję plany, mimo że nadal nie mogę w to uwierzyć. Ciąża… to nie wydawało się możliwe. Nadal się nie wydaje.
5 lat… Kosmos. Normalnie kosmos.

Jutro dowiem się, co dalej.

W Dzień Matki...

Dziś oba maluchy trafiły do mojego brzucha. 26 maja, w Dzień Matki.
Może to będzie dobry znak?

Wiem, że każda kobieta przeżywa to wszystko inaczej, ale nie rozumiem tych, które zamiast spokojnie czekać na betę, robią miliony testów ciążowych przed czasem. Po co? Żeby się niepotrzebnie denerwować albo karmić fałszywą nadzieją? Ja aż do 7 czerwca nawet nie tknę testu. Będę żyła nadzieją, że tym razem się udało.

Subskrybuje zawartość