Aurelia_85 - blog

8 miesięcy później

Dokładnie 8 miesięcy i 13 dni temu moje życie nabrało barw. Stałam się lepszym, szczęśliwym człowiekiem. Po 5 latach walki, po tylu niepowodzeniach i hektolitrach wylanych łez, po 3 ivf i 5 transferach, po 9 miesiącach drżenia o dziecko które nosiłam pod sercem- wygraliśmy! 8 miesięcy temu przyszła na świat nasza córeczka, nasz cały świat, nasz sens życia. Kochamy ją nad życie!

A co byłoby gdyby...

Czasem nachodzą mnie myśli, co będzie gdyby... na przykład nie powiodła by się kolejna próba ivf. Co będzie jakby okazało się że dziecka wspólnego nie będzie nam dane mieć. To chyba najtrudniejsze pytanie w moim dotychczasowym życiu.

Tęsknota

Bardzo brakuje mi w życiu tego maleństwa. Bez względu na to czy to będzie nasze biologiczne dziecko, czy urodzone sercem. Chciałabym utulić kruszynkę, kochać je całym sercem, oddać mu cały swój czas, oddać całe swoje życie, całe moje serce. Pocałować stópki, ucałować uśmiechniętą buźkę. Wziąść wózeczek i paradować z nim dumna jak paw po mieście. Każdemu pokazywała bym swoją maleńką dziecinę. Tak bardzo chciałabym usłyszeć słowo "mama" .

Kolejna porażka

Beta <0,1. Czy mnie to dziwi? Przecież nigdy nie była wyższa. Tak też póki co to koniec. I naprawdę nie wiem co dalej, słabe zarodki, brak implantacji, czy ja zostanę już na zawsze taka jałowa? Z transferu na transfer staję się coraz bardziej obojętna, a może już mi sił brakuje na płacz, a może to już depresja? Najgorzej że człowiekowi sił brakuje do życia. Budzę się rano i marzę jedynie o tym żeby kolejny dzień skończył się już. Najgorzej że idą święta. Chyba najgorsze jakie do tej pory miałam.

Czekając na betę

I stało się, prawie przetrwałam najdłuższe 2 tygodnie w życiu. Jutro robię betę. A było to nie lada wyzwanie. Najpierw stres związany z pobytem mamy w szpitalu, bezsensowna kłótnia z ojcem, po drodze okazało się że żaden nasz zarodek nie dotrwał do 6 doby, nie było czego zamrażać:-( Na 3 próbę w programie rządowym nie mamy na co liczyć dzięki "uprzejmości" i "dobremu sercu" obecnej ekipy rządzącej...Na plecach cały bagaż dotychczasowych porażek, a w sercu smutek że jak do tej pory nie wychodziło, to czemu akurat teraz los ma być dla nas łaskawy.

Projekt Krzyś

Jestem po transferze ukochanego 6 komórkowego zarodeczka. To pewnie śmieszne, ale kocham całym sercem te sześć komórek które zamieszkały pod moim sercem. Zarodeczek ma już wybrane imię, ma miejsce które czeka żeby zostać jego pokojem, ma rodziców zakochanych w nim po uszy i moje serce w którym bez względu na wszystko zawsze będzie żyć!

Najgorsze są noce

No i stało się. Chyba załapałam doła. I nie wiem jak się z niego wygrzebać. Z uporem maniaka powtarzam sobie że musi być dobrze, że po deszczu wychodzi słońce, ale sama tego kompletnie nie czuje. Głowa przetwarza jedno a serducho i tak cierpi.
Kiedy zamykam oczy to chce krzyczeć, a właściwie wyć z bólu. Czuję strach, że to się może nigdy nie udać. A ja nie wyobrażam sobie swojego życia bez dziecka, życia z dnia na dzień, życia bez celu, dla nikogo. Płaczę w ukryciu, żeby mąż nie widział. Bo gdy ja płaczę, to widzę w jego oczach rozpacz. Nie chcę żeby obwiniał się za nasze porażki.

Pierwsze niepowodzenia

Często jak zabieram się do pisania pamiętnika czy czegoś w stylu pamiętnika, wylewam swoje żale, pretensje, bolączki i inne smuty. Nie dla tego że oczekuję od kogoś pocieszenia typu będzie dobrze, bo nikt z wyjątkiem Boga tego nie wie, albo pouczenia typu zrób to, albo tamto. Czasem samo wysłuchanie przynosi ulgę.

Nigdy nie przypuszczałam że niepłodność może aż tak boleć...

Nazywam się Aurelia właśnie skończyłam 30 rok życia, życia które starałam się perfekcyjnie poukładać i zaplanować. Najpierw skończyłam studia, zdobyłam pracę, skupiłam się na szerokopojętej karierze, spłacam kredyt na przytulne mieszkanko. Na wszystko był czas, wszystko miało być tak jak zaplanowałam. A teraz wydaje mi się jakby życie uciekło mi gdzieś między palcami i rozpadło się na kawałki.

Subskrybuje zawartość