k_anilorak - blog

Jestem mamą

Równo rok temu poznałam mojego synka. Maleńkiego, niespełna 8-mio miesięcznego szkraba w okropnym błękitnym dresie z weluru. Nie poczułam miłości od razu. Przez pierwsze dni ciągle chciało mi się z nerwów wymiotować. Miałam w sobie tyle lęków i tyle obaw.
Pamiętam dokładnie jak zalała mnie fala miłości. Patrzyłam na niego i to stało się nagle. Ryczałam, tuliłam go, całowałam i mówiłam jak bardzo, bardzo go kocham. Jak kochałam go już dawno. Zanim go poznałam. Kochałam każdego dnia, w którym na niego czekałam.

Kto by pomyślał?

Za kilka dni minie rok. Rok. 365 dni. Rok bez łez. Bez zamartwiania się. Bez zadawania sobie pytania "dlaczego"? Rok, w którym otwierałam oczy z uśmiechem. Rok, w którym w sypialni stoi dziecięce łóżeczko a mój syn wita mnie zawsze, absolutnie zawsze uśmiechem. I woła: mama!
Rok temu zostałam mamą siedmiomiesięcznego słodziaka. Tak z dnia na dzień. Czekałam na to latami. Wiedziałam, że to się stanie ale gdy się stało, to było to tak nieoczekiwane, że aż paraliżowało.

10 miesięcy

Równo dziesięć miesięcy temu dowiedziałam się, że zostałam mamą. Niby spodziewałam się tego i oczekiwałam jak niczego innego ale i tak byłam zaskoczona i przerażona jednocześnie.
Ten mały kurdupelek dziś jest chodzącym chłopczykiem, który jeszcze się czasem o własne nogi potyka. Ma czarujący uśmiech. Wypowiada całkiem świadomie swoje pierwsze słowa. Zanosi zużyte pieluchy i znalezione papierki do śmieci. W skupieniu wybiera książkę i przynosi, żeby mu poczytać. Pije przez słomkę, wdrapuje się na wszystko i z każdym dniem rozumie coraz więcej.

Czy miłość ma koniec?

Mam syna. Jestem mamą. Miłość się rodziła powoli. Mówiłam mu, że go kocham ale nie czułam, że to jest szczere. Potem kochałam całą sobą ale byłam pewna, że kocham go za mało. Że powinnam go kochać bardziej. Że on zasługuje na więcej miłości. Tyle na niego czekaliśmy, on tyle czekał na nas a ja nie daję mu tyle miłości ile powinnam, ile on potrzebuje. Szukałam tej miłości w sobie. Całując stopy, poliki, cmokając go w plecy i robiąc pierdzioszki na brzuchu.

Kiedy spełniają się sny.

Mój syn zaraz skończy rok. Znamy się niedługo, a on jest jakby był od zawsze. Jakby nie było życia przed nim. Wdarł się z impetem i uśmiechem w nasze serca. Skradł sympatię wszystkich dookoła. Mówi mama i tata ale póki co bez łączenia tych słów z nami. Czekałam na te słowa jedenaście lat. Długich lat. Bardzo gorzkich lat. Pełnych bólu, smutku, żalu.

Niepamięć

Jak ten czas leci. Nie odróżniam za bardzo dni tygodnia. Nie jestem w stanie zliczyć kilometrów, które przeszłam z wózkiem i z psem (psu się akurat bardzo przyda, może schudnie). Patrzę na mojego syna i łapię się na tym, że zastanawiam się jak wyglądało moje życie przed nim. I nie pamiętam już.

Punkt widzenia

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia mówią. Syty głodnego nie zrozumie ...
Jak bardzo zmieniła się moja codzienność, moja rzeczywistość. Czy zmienił się mój punkt widzenia?

Codzienność - czyli mieszka z nami syn.

Wczoraj zamieszkał z nami nasz syn!
I tak jak zawsze palce same mi się układają na klawiaturze, tak teraz nie mam słów.
On jest.
Po prostu.
Zwyczajnie.
Wyczekany.
Równo 7 tygodni od pierwszego spotkania sądzina powiedziała: proszę złożyć podpis i możecie państwo jechać zabrać dziecko do domu.
Nie będzie trzeba go odwozić. Każdego ranka będzie się uśmiechał ze swojego łóżeczka. Jego skarpety, tak jak nasze będą się gubiły w praniu. Nie ominie nas żaden moment.

40 dni

Odliczam dni. Znowu. Ale teraz w drugą stronę. Nie liczę dni od ukończenia kursu i oczekiwania na telefon. Teraz liczę dni od momentu poznania mojego syna.
Minęło ich 40. Sześć weekendów, jak mało. Zaledwie sześć. A mam wrażenie, że znamy się tak długo.
Zużytych pieluch nie liczyłam :) Odliczam dni do rozprawy sądowej. Na szczęście tych zostało niewiele - jednocyfrowa liczba!
Zapisuje w notesie wspomnienia. Małe sukcesy, liczbę zębów, nasze emocje. To są tak ulotne momenty, że ja sama już ich nie pamiętam.

Adopcja - reakcja otoczenia

Sąsiedzi ... dalsi znajomi ... jak śmieszne są reakcje otoczenia. Jak ludzie są skrępowani tym, że my mamy adoptowane dziecko. Nas to nie krępuje, nas to nie zawstydza, nie "robi" nam to. A innym i owszem. Ludzie nie wiedzą jak się zachować, są skrępowani, zażenowani, zawszydzeni, odbiera im rozum i logiczne myślenie. A nas to śmieszy. Niezmiennie.
Sąsiadom bez skrępowania przedstawiamy naszego syna mówiąc najprościej na świecie: że to nasz syn, M.

A co słyszymy...
Pani z za ściany:
- ale jak to? jak to tak bez chodzenia w ciąży?!
- noooo, normalnie, adoptowaliśmy go.

Subskrybuje zawartość