Miniula - blog

Jeszcze raz o AZW

Jestem mamą przez AZW. To nie tajemnica.
Moje dziecko trafiło do mnie, ponieważ jego MB wybrała mnie na jego mamę. To jest sytuacja z jednej strony bardzo komfortowa - mam legitymizację MB do bycia mamą, nie ma rzewnych historyjek o tym, że dziecko zostało jej zabrane z biedy, wręcz ukradzione bezprawnie. Sytuacja jest bardzo czytelna.
Z drugiej strony, ona zna nasze dane, teoretycznie może w każdej chwili stanąć w progu naszego domu i powiedzieć mojemu dziecku "to ja jestem twoją prawdziwą mamą".
No cóż...

Rzecznik Praw Dziecka... nie adoptowanego

Kochani Moi,
W poprzednim wpisie przytoczyłam sytuacje naruszenia dobra dzieci adoptowanych (oraz ich rodziców) polegające na umieszczaniu ich danych osobowych oraz zdjęć w na portalach społecznościowych.
Ze swojej strony stoczyłam kilka batalii online, skutkiem jest, że na jednej z grup usunięto posty z danymi osób niepełnoletnich.
Rozmawiałam też z kilkunastoma osobami szukającymi wyjaśniając jakie efekty może przynieść ich działalność. To były strasznie trudne rozmowy, po jednej z nich długo nie mogłam zasnąć :( Kilka osób udało mi się przekonać.

Dane dzieci adoptowanych w internecie

Kochani,
Została mi zwrócona uwaga, że w internecie, na portalach społecznościowych, roi się od ogłoszeń, w których poszukiwani są członkowie rodziny biologicznej osób adoptowanych.
I wszystko w porządku jeśli szukają osoby, które były adoptowane.
Ale szukają też RB i biologiczne rodzeństwo.
O ile szukają osób już dorosłych, poza naruszeniem ustawy o ochronie danych osobowych, nic się nie dzieje, dorośli mogą sobie poradzić.
Ale pojawiają się też ogłoszenia, wcale nierzadkie, w których szukane są osoby niepełnoletnie, wręcz kilkuletnie dzieci.

Dobre chęci...

Byłam wczoraj na uroczystości w Domu Dziecka. I mam bardzo mieszane uczucia.
Wypowiadała się pani dyrektor zespołu, w skład którego wchodzą 3 DD w trzech różnych miejscowościach powiatu.
Uderzyły mnie trzy sprawy:

1. Dzieci są między tymi domami przenoszone w te i we wte, np. w lecie żeby wychowawcy mieli możliwość wziąć urlop.
Abstrahując od ich prawa do urlopu - czy naprawdę trzeba DZIECIOM wywracać życie do góry nogami? Nie można jakoś inaczej tego zorganizować?

Zamiastki

Najgorsze w tym wszystkim jest poczucie, że nie ma przy mnie nikogo, kto dzieliłby ze mną to, co się dzieje.
Że jestem sama. Totalnie, zupełnie sama.
Dzieje się w sumie... nic. To, co było do przewidzenia, na co przygotowywałam się przecież.
Miniek zaczął pytać.
Już drugi raz dziecko zaskakuje mnie. Ja się martwię,że coś tam nie idzie "zgodnie z założeniami", szukam rozwiązań, a ono chwilę potem wypala z grubej rury.
Najpierw z rozwojem mowy. Teraz z pytaniami o swoją mamę.
Co we mnie takiego jest, że nie potrafię czuć się ważna?
Że ustępuję pola innym, że odsuwam się w cień?

Urodziny

Pięć lat temu.
Tańczyłam i śpiewałam, dosłownie, kiedy prałam malusieńkie ubranka. Rozwieszałam malusieńkie ubranka. A potem godzinami prasowałam malusieńkie ubranka.
Czekałam.
Wiedziałam, że nic nie jest pewne, przesądzone. Była tylko możliwość. Nadzieja.
W moim sercu było szczęście i strach.
Dostałam szansę, ale byłam całkowicie zależna od decyzji innego człowieka. Wielu innych ludzi.
Dzisiaj to takie odległe. Dzisiaj jestem Mamą. A jutro mój Synek kończy 5 lat.
To już nie jest dzidziuś, ten drobniutki okruszek. To już prawie facet :)

Drzewa i motylki

Moje dziecko uważnie obserwuje przyrodę. Ale wnioski z tych obserwacji są jakby...odmienne od moich ;)
Wczoraj, na ten przykład, idziemy sobie na spacer z psami i Miniek mówi:
- A to jest drzewo-tata.
- Drzewo-tata? - pytam
- Tak, to taki kształt ma, drzewo-tata. I jeszcze jedno tam. (pokazuje łapką w stronę bliżej nieokreślonego drzewa, lasy wokoło, bladego pojęcia nie mam o które drzewo chodzi).
- A drzewo-mama jest? - dopytuję
- Nie. Tylko tata. I jeszcze drzewo-poziomka.
- Yyyy -udaję, że wiem o co chodzi.

Już Cię nie odnajdę, Córeczko :(

Mam doła jak Rów Mariański i jeszcze głębszego.
Mam poczucie, że zmarnowałam swoje życie.
Tak, OBIEKTYWNIE wiem, że nie. Ale dzisiaj jest mi potwornie źle.
Czuję się nic nie warta. Czuję się niespełniona. Czuję się... okropnie.
Potocznie u kobiety nazywa się to "wściek macicy. U mnie nie może to być akurat macicy wściek, więc... nie wiem czego.
Nie jest to kwestia hormonów, ale czegoś w głowie.
Bo ja tak BARDZO BARDZO BARDZO chciałabym mieć jeszcze dziecko! Córeczkę.
I jest mi strasznie ciężko zaakceptować, że już się to nie stanie :(

Gdzie jest Bóg?!

Do tego wpisu natchnęła mnie wymiana wiadomości z jedną z osób na forum.
Nie jest ona pierwszą, która pisze, a zatem myśli, w ten sposób. Wiele razy czytałam, słyszałam i równie wiele razy sama myślałam - skoro Bóg "pozwala" na cierpienie, to znaczy, że Go nie ma. No cóż...
Pamiętam dzień, w którym odwróciłam się od Boga stanowczo i twardo.

Zawsze przed urodzinami...

Jak to jest, że zawsze przed urodzinami zbiera mi się na wspominania, podsumowania.
Tym razem to data graniczna.
Niektóre marzenia trzeba zamknąć w pudełku opisanym "Niezrealizowane".
Trudno.
Życie to walka. Na śmierć... i życie.
Życie to kompletnie nieoczekiwany przyjaciel spotkany za zakrętem.
Albo wróg pojawiający się przed nami, kiedy spokojnie czekamy na przystanku na autobus.
Życie to tysiąc pięćset sto dziewięćset decyzji, które prowadzą nas dziwnie zakręconymi ścieżkami do celu, którego czasem w ogóle przed sobą nie stawialiśmy.

Subskrybuje zawartość