MalaMi87 - blog

Jeszcze się taki nie urodził co by obojgu dogodził!

Dopadło mnie przeziębienie. Cały rok byłam zdrowa więc w sam raz żeby rozchorować się na stymulację. Normalnie poszlabym do pracy ale boję się, że będę chora na punkcje albo transfer. Chcąc nie chcąc, otoczona lekami dla kobiet w ciąży i zastrzykami dla kobiet które nie mogą zajść w ciążę, zaczynam swoją odsiadke na L4. Nie wiem czy wrócę, kiedy wrócę, a jak wrócę to sama czy we dwoje?? Na szczęście wszyscy w pracy przyjeli to dobrze i zadbali o to, żebym się nie nudziła L4= praca w domu.

Dwoje to już tłok

Mam dwóch Aniołów Stróżów na dwóch końcach Polski. Są od siebie całkowicie różni i prawie nigdy się nie zgadzają:)

tour de Kraków

Siedzę w hotelu w Krakowie i czekam na pierwszą wizytę monitorującą moją stymulację. W poniedziałek byłam podejrzeć co się we mnie dzieje u mojego doktorka. No cóż... Menopur wywołuje u mnie szereg skutków ubocznych typu bóle i zawroty głowy oraz mdłości. Jednak nie stymuluje mnie odpowiednio. Pęcherzyków jest mało i są malutkie :( zobaczymy co powie doktor w Krakowie. Pewnie zwiększy mi dawkę. Tylko jak ja się wtedy dowlokę do pracy?

Normalnie już było

Uderzenia gorąca, bóle brzucha, bóle głowy, zawroty głowy, omdlenia a może utrata wzroku??? Nieopatrznie dałam mamie książkę o in vitro. Teraz cały czas się pyta, czy mam już skutki uboczne leków... Śniło Jej się, że szła z dwuletnią wnuczką na spacer i musiała uważać, bo wnuczka biła inne dzieci. Małżonek ocenił, że to sen proroczy, bo ewidentnie dziecko było podobne do matki... Boże spraw, żeby tak było!!!

pierwszy zastrzyk komisyjny

Dziś jest ten dzień kiedy wszystko się zaczyna. Pierwszy zastrzyk z gonapeptylu za nami. Poprzedzony został intensywną rozmową czy odkażać, czy nie odkażać, czy mam stać, leżeć czy siedzieć. Potem zebrała się wokół mnie cała gromadka: spanikowany mąż który miał czynić honory, pouczająca mama i psina wystraszona, że zastrzyk jest dla niej. Potem małe ukłucie i po sprawie. Czuję się trochę rozczarowana, bo myślałam, że trudniej będzie u mnie znaleźć fałdkę na brzuchu do wkłucia... Ran wojennych na razie nie widać.

w drodze między Trojmiastem a Krakowem

(ja)czyli nie dość,że mam endometrioze i w moim brzuchu jest pobojowisko jak po 2 Wojnie Światowej, to jeszcze mam podwyższone fsh i moje komórki mają wady genetyczne... Może lepiej adoptować komórkę jajową/ dziecko niż ryzykować i świadomie skazywać dziecko na chorobę...

(m) a skąd wiesz, że dawczyni lub matka dziecka adoptowanego nie będzie miała podwyższonego fsh? Doktor powiedzial, że jest większe ryzyko ale nie wiedzą jakie...

(ja) przeze mnie nie możesz mieć dzieci

(m) to nasza wspólna choroba, bo nie chcę mieć dzieci z kimś innym. Nie ma, że ja czy ty tylko my.

wszystko ma swoje priorytety, niestety... wszystko ma swoje wady, zalety

-Jak to pani nie pojedzie do Francji? (dyrektor)
-no wie pan, nie mam z kim mamy zostawić, mąż jedzie w delegacje... (ja)
-pracuje pani nad tym projektem tyle czasu, 2mln euro, 3 lata zamówień! (wkurzony prezes)
W końcu wypchnęłam dyrektora. Szybko zaklepałam mu lot i hotel uff... Udalo się go udobruchać.

Następnego dnia telefon. Francuzi chcą się ze mną widzieć. Przyjeżdżają w czasie mojej stymulacji/punkcji/transferu kto to wie. W każdym razie będę wtedy w Krakowie.

Czy macie koło ratunkowe?

Jako że zdecydowaną większość informacji o świecie uzyskałam z książek, postanowiłam iść dobrze utartą ścieżką i nabyć kilka lektur obowiązkowych na wiadomy temat. W pierwszej kolejności kupiłam "Nie przeproszę, że urodziłam" Karoliny Domagalskiej oraz "In vitro ważne rozmowy na trudny temat". Pierwszą z książek zwinęła mi mama. Codziennie streszcza mi przeczytane rozdziały i cieszy się, że to wszystko takie normalne i dla ludzi, a nie jak to pokazują w tv.
Ja wzięłam się więc za "In vitro...". Co ciekawsze kawałki staram się czytać mężowi - ciężko z tym, oj ciężko...

dzień sądu

Jutro będzie dla mnie najtrudniejszym dniem w całej procedurze. Idę na usg piersi. Stale dźwięczą mi w głowie słowa lekarza: "jeśli coś wyjdzie to będziemy postępowali inaczej..." Tak najpierw biopsja, potem operacja i chemia. O dziecku można zapomnieć. :(
Zgłosiłam się do specjalisty od spraw rakowych - mamy. W końcu hodowała swojego latami. Wg Niej nic nie ma.
Dzwoniłam do siostry:
"nie masz piersi to gdzie miałby być ten guz?? Co innego ja. Znalazłam sobie guza więc nie idę na badania".
I mój mąż: "najwyżej Cię zoperują i wstawią implanty. Będziesz miała większe piersi...:)"

skąd ten dołek?

Od tygodnia nie mam na nic siły. Praca mnie dołuje i denerwuje. Na moim biurku rośnie kupka z dokumentami od niepozalatwianych spraw. W domu stada prania zaczynają żyć własnym życiem, a rodzina chodzi głodna. Jestem ciągle smutna i zmęczona. Mogłabym stale spać. Kładę się o 20 i nie mogę wstać o mojej normalnej porze. Do tego zaczęłam brać anty, po których stale boli mnie głowa.

Subskrybuje zawartość