MalaMi87 - blog

Dziewczyna z pociągu

Przespałam cały miesiąc. Wlokłam się tylko do pracy i z powrotem do łóżka. Otoczyłam się stertą książek i zamknęłam w swoim świecie. Zanurzyłam całkowicie w rozpaczy i bezradności. Aż wpadła mi w ręce książka"Dziewczyna z pociągu" Pauli Hawkins. Recenzja na okładce była nijaka. Jedna z książek w stylu Erici Spindler czy Alex Kavy. Jakie było moje zaskoczenie kiedy po przeczytaniu kilku stron okazało się, że główna bohaterka jest bezpłodna. Bardzo, bardzo rzadko jest poruszany ten temat zarówno w książkach jak i w filmach. Spłakałam się jak bóbr!

kiedy myślisz że gorzej być nie może

Dzisiaj rano świat przez chwilę nie wydawał się czarny, tylko ciemno szary. Plan był piękny. Weźmiemy kolejny kredyt na leczrnie nasze i piesa. Skonsolidujemy go z pozostałymi i damy radę. Na chwilę kamień spadł mi z serca. A tu BACH! mail od profesora ze Słowenii. W związku z tym, że naszej piesce nie polepsza się po sterydach - zaprasza na radioterapie na co najmniej trzy tygodnie... bardzo się cieszę, że mamy taką możliwość ale rozmawialiśmy o tygodniu-dwóch. Kto dostanie wolne na trzy tygodnie?? Jak pójdę na wizytę do lekarza w kwietniu?

samotność

Mimo tego, że staram się zachować pogodę ducha, to cały czas nie mogę się otrząsnąć po nieudanym podejściu do ivf. W najczarniejszym scenariuszu nie myślałam, że nawet nie podejdziemy do transferu. Próbuję żyć normalnie i nie myśleć. Jednak to jest silniejsze ode mnie. Czuję smutek i przeżywam żałobę niezrozumiałą dla mojego otoczenia. Dochodzi do tego strach przed kolejną porażką. Jeśli scenariusz się powtórzy, to będzie dowód, że do niczego się nie nadaję.

Zrobi nam Pan ivf, tak po sąsiedzku???

Tak się składa, że nasz Doktor mieszka z nami po sąsiedzku. No w zasadzie mieszka w wiosce obok, ale pojęcie odległości zmienia się wraz z przeprowadzką na wieś.
Po długich rozmowach zdecydowaliśmy się podejść do ivf jeszcze raz. Tym razem na spokojnie u doktora który prowadzi nas od poczatku i najlepiej zna mój organizm. Chciałabym zrobić sobie parę miesięcy przerwy, żeby wylizać rany ale ogranicza nas koniec refundacji leków. Umówiliśmy się więc na czerwiec. Jeśli się nie uda, to robimy sobie rok-dwa lata przerwy.

Czas zacząć nosić skarpety

- "siku, siku, siku!!!
-spacerek?? Czekaj tylko założę skarpety!!!
-"siku już teraz w ciągu dwóch sekund!!"
-niee
-"uff!!!" - poszło na parkiet
Od dwóch dni jesteśmy z piesełem na sterydach - częstotliwość spacerów to średnio dwie godziny.

You are crazy

Po 24h drodze profesor przywital nas w progu kliniki tymi właśnie słowami. Jesteśmy już po tomokomputerze. Guz jest ale mniejszy niż za pierwszym razem. Narazie zastosujemy tylko sterydy. Być może trzeba będzie zaplanować dodatkową radioterapię ale już krótszą i na spokojnie. A może będzie nawet szansa na operację. Nie ma zagrożenia życia. Ufff!!! Wracamy jutro do domu w trójkę:D

cóż za opatrzność losu!

Jaki to wspaniały zbieg okoliczności ta moja angina. Gdyby jej nie było, szykowałabym się jutro na transfer. A tak jestem na zwolnieniu lekarskim i nie muszę prosić szefa o urlop na wyjazd za granicę...

pani z in vitro?... a to nie leczymy

Sytuacja z anginą i punkcją dała mi do myślenia. Byłam przeziębiona od poniedziałku. Czemu nie poszłam do lekarza rodzinnego, żeby mi coś przepisał?
Zaalarmowałam jedynie ginekologa, który stwierdził, że mogę wziąć każdy lek poza aspiryną.

Punkcja w chorobie

"czemu pani tak szybko bije serce"? Spytała mnie położna po założeniu ekg w trakcie przygotowań do zabiegu
"bo doktor jest na mnie zły, że się rozchorowałam na punkcję" w myśl znowu wszystkich zawiodłam lecą mi po policzkach łzy.
"przecież to nie pani wina. Chyba nie rozchorowała się pani specjalnie. Każdemu może się przytrafić. No chyba że się pani źle prowadziła?" :>

25.02 godz. 23:30

Doktorki poszły na kompromis. Jeden chciał zakończyć stymulację w środę, drugi w piątek. Po subtelnej sugestii jednej ze stron ostatni zastrzyk padł pośrodku - w czwartek 25.02 o godz. 23:30.

Jutro jedziemy do Krakowa. Co będzie dalej? Nie mam pojęcia :)

Subskrybuje zawartość