MalaMi87 - blog

podobno Bóg nigdy nie mruga... ale może się uśmiecha?

Śniło mi się, że weszłam do palącego się kościoła i w tym kościele siedziała stara kobieta. Wiedziałam, że ta kobieta jest Bogiem (no tak Bóg jest kobietą - wcale mnie to nie dziwi :P). Wykrzyczałam Jej swoje żale związane z niepłodnością i spytałam kiedy wreszcie będę miała dziecko. Ona uśmiechnęła się tajemniczo i powiedziała, że za miesiąc. Obudziłam się w szoku, a serce waliło mi tak, że o mało nie wyskoczyło mi z piersi. W następnym miesiącu byłam pewna, że się uda. Zrobiłam test ciążowy - pewniaka, a tu nic...

ale to już...?

Został dokładnie miesiąc do kolejnego podejścia. Dzisiaj dopadło mnie to razem z całym bagażem emocji które towarzyszyły poprzedniej porażce.

Bo Ty nie wiesz co to znaczy chorować

Czasami słowa bolą bardziej niż przemoc fizyczna. To z jaką siłą w nas uderzą zależy od tego ko je wypowiada i jak ważna jest dla nas ta osoba.

Mogę a nie muszę

Nie muszę ale MOGĘ:

Mogę leczyć mojego psiaka i walczyć o Jego życie
Mogę zadbać o moje małżeństwo
Mogę spędzać czas z mamą i dawać Jej nadzieję
Mogę wstać rano i jechać do pracy
Mogę jechać na zakupy
Mogę ugotować pyszny obiad za który zbiorę pochwały
Mogę najeść się do nieprzytomności ciasta
Mogę nauczyć się nowego języka obcego
Mogę wypróbować nowy szampon do włosów
Mogę położyć się na trawie i oglądać chmury
Mogę zacząć ćwiczyć dla zdrowia
Mogę czytać książkę do rana
Mogę podziwiać piękno przyrody, jej wszystkie barwy i kolory
Mogę zadbać o swój dom

czy to jeszcze moja bajka??

Patrzę jak doktor wypisuje plan ivf. Kiedy kończę brać tabletki, kiedy wizyta, biopsja endometrium, start stymulacji, przewidywany termin punkcji i transferu.
-To kiedy chce pani żeby zrobić punkcję? Na początku czerwca, w połowie??
-Może jak Panu będzie wygodniej? - Boże jest mi to zupełnie obojętne
-Mi w obu terminach pasuje - odpowiada zniecierpliwiony doktor- to kiedy??
-To może 10.06? Mi się nie spieszy... - mówię i myślę" jeden tydzień wolności od leczenia dłużej" i już żałuję swoich słów widząc karcącą minę doktora.
Nie jestem już taką łatwą pacjentką jak wcześniej. Nie mam w sobie tej wiary i entuzjazmu. Jak widzę poczekalnię u ginekologa to mam ochotę uciekać. Czuję, że moja historia walki o dziecko się skończyła. Nie czuję wspólnoty z ludźmi z poczekalni. Oni są z innej bajki. Z tej w której ludzie jeszcze mają nadzieję i szanse na powodzenia. Ja już do niej nie należę.
Lubię swoje nowe życie. Nową pracę, nasz wspaniały dom. Mam plany odnośnie moich zainteresowań. Nie chcę już się leczyć. Widzę sterty wyników badań i zabiegów i mnie już od tego zwyczajnie odpycha.
Moja mama słysząc to powiedziała żebym zrezygnowała z ivf. A ja nawet nie chcę o tym słyszeć. Ale czemu??? Bo jestem typem wojownika? Bo nie umiem się poddawać?? Sałatka którą zjadłam na kolację wzbudziła we mnie więcej emocji niż plan leczenia. Nie mam wiary w powodzenie i nawet nie wiem czy ja jeszcze chcę tego dziecka. Nie myślę już o dzieciach i zaczynam lubić bezdzietność.

Dlaczego więc chcę podejść jeszcze ten jeden raz? Dla rozgrzeszenia, że zrobiłam co się dało?

Sprzedaliśmy Polskę za 125 EUR

Opowiedziałam na Słowenii o nowych pomysłach naszego chrześcijańskiego rządu, dotyczących Prawa Bożego w V Rzeczpospolitej Katolickiej.
Wyjaśniłam po krótce, że jeśli nie możesz zajść w ciążę, to najlepiej idź się pomódl za grzechy młodości i zmień dietę. Masz endometriozę? Nic prostszego!! Poradź swojemu partnerowi, żeby nosił luźniejszą bieliznę i nie kładł komputera na swym błogosławionym prąciu. Jeśli to nie poskutkuje - przyjmij swoją niepłodność ze spuszczoną głową.

Kochany Mężu

Kochany Mężu,

Chciałabym przeprosić Cię za cały ból i rozpacz które przez ostatnie trzy lata wnosiłam do naszego życia, za wszystkie wykrzyczane pretensje i słowa które Cię zraniły. Za te dni kiedy leżałam płacząc cały dzień i za to że przestałam piec ciasta, śpiewać przy sprzątaniu a co najgorsze za to że przestałam marzyć. Moim błędem jest to, że przestałam widzieć w sobie kobietę i straciłam poczucie własnej wartości. Goniąc za pracą chciałam zdefiniować swoją wartość jako człowieka. Zamiast tego spadałam w coraz głębszy dół.

a może tak in vitro na Słowenii??

To zabawne jak zwykła szczerość może okazać się najlepszym wyjściem kiedy wydaje się, że nikt nie zrozumie Twojego problemu.

Chemię i detoks czas zacząć!

Po rzuceniu pracy został mi brutalnie odebrany telefon i komputer służbowy. Następnego dnia zakwaterowano mnie w przytulnym mieszkanku na Słowenii, SAMĄ, BEZ INTERNETU!!! Jako człowiek wiecznie podłączony do sieci przez dwa telefony/komputer, odbierający telefony z pracy wieczorem, w weekendy, odpisujący na maile 24h na dobę... nagle... cisza...

podobno miłość przychodzi do szczęśliwych ludzi

Zrobiłam rachunek sumienia i doszłam do wniosku, że klęska in vitro byla spotęgowana tym, że musiałam wrócić do pracy. Prawda jest taka, że atmosfera w pracy jest potworna, obowiązków i odpowiedzialności od groma,nerwy non stop, pieniądze zależne od widzimisię prezesa. Wszystko to sprawia, że czuję się nieszczęśliwa. Nie wysyłałam nigdzie CV, bo jak się uda to co wtedy?? Ciąża na okresie próbnym. Brak uprawnień do macierzyńskiego. I tak biedowałam w swojej robocie dzień w dzień czekając na lepsze jutro, kiedy wreszcie powiem JESTEM W CIĄŻY IDĘ NA L4.

Subskrybuje zawartość