MalaMi87 - blog

wyrzuty sumienia

Zaczynają mnie dopadać wyrzuty sumienia. Czy zrobiłam wszystko co jest możliwe i co nie jest teoretycznie możliwe żeby się udało? Chyba nie. Właściwie mój brak wiary w powodzenie sprawił, że nijak nie przygotowałam się fizycznie do kolejnego podejścia. Zarzuciłam moją dietę na endometrioze. Objadam się słodyczami. Ba! Nawet przytyłam. Zero dodatkowego ruchu i suplementów. Jednym słowem NIC.
A teraz nie mogę się doczekać kiedy wreszcie zaczniemy. Zaczynam liczyć dni i czuć podekscytowanie. No właśnie i wyrzuty sumienia bo zrobiłam za mało.

i jak tu być szczęśliwym?

Mój kochany Małżonek był wczoraj zmuszony otworzyć tabletkę z chemią nie mając na sobie rękawiczek. Oczywiście biały proszek osadził się na opuszkach Jego palców. Jak to wpłynie na skuteczność ivf? Nikt nie wie. Lubimy myśleć, że nie wpłynie. Decyzji nie żałujemy, bo dziecka nie było również bez chemii, a dzięki chemii nasz piesek JEST z nami.

Nowy lepszy świat

W moim nowym lepszym świecie nastała wreszcie wyczekiwana wiosna. Można otworzyć drzwi do ogrodu i zrobić grilla, albo zasnąć na leżaku pod domem w trakcie czytania książki. Jestem w domu po pracy o godz. 16:00, a nie 19:00, bez telefonów i laptopa służbowego, który działał do późnych godzin nocnych. W moim nowym świecie mam czas i chęć na poszukanie nowych rzeczy do domu, na pieczenie ciast i śpiewanie w czasie sprzątania. W nowym lepszym świecie nie martwię się, czy będę miała za co zapłacić za gaz. Ba! W mojej szafie zagościło kilka nowych ciuchów!

Jedna mała kawka ciąży nie czyni?

W naszym domu pojawili się nowi mieszkańcy. Mamy dwa tłuste wróbelki, urocze czyżyki i zawzięte kawki. Zawłaszczyły sobie nasz dach i coraz częściej zaglądają do domu! Kilka dni temu okazało się, że w pokoju gościnnym przenocował u nas lewy lokator. Rano stukał dziobem w okno żeby go wypuścić ;) dzisiaj mama znalazła na klombie małą niespodziankę. Pierwsza rozbita skorupka od jaja. Nasz dom jest więc teraz oazą ptasiej płodności. Nie są to bociany ale może przyniosą szczęście?

podobno Bóg nigdy nie mruga... ale może się uśmiecha?

Śniło mi się, że weszłam do palącego się kościoła i w tym kościele siedziała stara kobieta. Wiedziałam, że ta kobieta jest Bogiem (no tak Bóg jest kobietą - wcale mnie to nie dziwi :P). Wykrzyczałam Jej swoje żale związane z niepłodnością i spytałam kiedy wreszcie będę miała dziecko. Ona uśmiechnęła się tajemniczo i powiedziała, że za miesiąc. Obudziłam się w szoku, a serce waliło mi tak, że o mało nie wyskoczyło mi z piersi. W następnym miesiącu byłam pewna, że się uda. Zrobiłam test ciążowy - pewniaka, a tu nic...

ale to już...?

Został dokładnie miesiąc do kolejnego podejścia. Dzisiaj dopadło mnie to razem z całym bagażem emocji które towarzyszyły poprzedniej porażce.

Bo Ty nie wiesz co to znaczy chorować

Czasami słowa bolą bardziej niż przemoc fizyczna. To z jaką siłą w nas uderzą zależy od tego ko je wypowiada i jak ważna jest dla nas ta osoba.

Mogę a nie muszę

Nie muszę ale MOGĘ:

Mogę leczyć mojego psiaka i walczyć o Jego życie
Mogę zadbać o moje małżeństwo
Mogę spędzać czas z mamą i dawać Jej nadzieję
Mogę wstać rano i jechać do pracy
Mogę jechać na zakupy
Mogę ugotować pyszny obiad za który zbiorę pochwały
Mogę najeść się do nieprzytomności ciasta
Mogę nauczyć się nowego języka obcego
Mogę wypróbować nowy szampon do włosów
Mogę położyć się na trawie i oglądać chmury
Mogę zacząć ćwiczyć dla zdrowia
Mogę czytać książkę do rana
Mogę podziwiać piękno przyrody, jej wszystkie barwy i kolory
Mogę zadbać o swój dom

czy to jeszcze moja bajka??

Patrzę jak doktor wypisuje plan ivf. Kiedy kończę brać tabletki, kiedy wizyta, biopsja endometrium, start stymulacji, przewidywany termin punkcji i transferu.
-To kiedy chce pani żeby zrobić punkcję? Na początku czerwca, w połowie??
-Może jak Panu będzie wygodniej? - Boże jest mi to zupełnie obojętne
-Mi w obu terminach pasuje - odpowiada zniecierpliwiony doktor- to kiedy??
-To może 10.06? Mi się nie spieszy... - mówię i myślę" jeden tydzień wolności od leczenia dłużej" i już żałuję swoich słów widząc karcącą minę doktora.
Nie jestem już taką łatwą pacjentką jak wcześniej. Nie mam w sobie tej wiary i entuzjazmu. Jak widzę poczekalnię u ginekologa to mam ochotę uciekać. Czuję, że moja historia walki o dziecko się skończyła. Nie czuję wspólnoty z ludźmi z poczekalni. Oni są z innej bajki. Z tej w której ludzie jeszcze mają nadzieję i szanse na powodzenia. Ja już do niej nie należę.
Lubię swoje nowe życie. Nową pracę, nasz wspaniały dom. Mam plany odnośnie moich zainteresowań. Nie chcę już się leczyć. Widzę sterty wyników badań i zabiegów i mnie już od tego zwyczajnie odpycha.
Moja mama słysząc to powiedziała żebym zrezygnowała z ivf. A ja nawet nie chcę o tym słyszeć. Ale czemu??? Bo jestem typem wojownika? Bo nie umiem się poddawać?? Sałatka którą zjadłam na kolację wzbudziła we mnie więcej emocji niż plan leczenia. Nie mam wiary w powodzenie i nawet nie wiem czy ja jeszcze chcę tego dziecka. Nie myślę już o dzieciach i zaczynam lubić bezdzietność.

Dlaczego więc chcę podejść jeszcze ten jeden raz? Dla rozgrzeszenia, że zrobiłam co się dało?

Sprzedaliśmy Polskę za 125 EUR

Opowiedziałam na Słowenii o nowych pomysłach naszego chrześcijańskiego rządu, dotyczących Prawa Bożego w V Rzeczpospolitej Katolickiej.
Wyjaśniłam po krótce, że jeśli nie możesz zajść w ciążę, to najlepiej idź się pomódl za grzechy młodości i zmień dietę. Masz endometriozę? Nic prostszego!! Poradź swojemu partnerowi, żeby nosił luźniejszą bieliznę i nie kładł komputera na swym błogosławionym prąciu. Jeśli to nie poskutkuje - przyjmij swoją niepłodność ze spuszczoną głową.

Subskrybuje zawartość