MalaMi87 - blog

porozmawiajmy o bólu

Temat zazwyczaj pomijany na forum. Jak silny ból fizyczny wiąże się z niepłodnością? Ból przy badaniu hsg, przy scratchingu, ból przy zakładaniu cewnika/wziernika, ból kiedy nas rozciągają i naciągają w czasie usg... Ból głowy, zawroty głowy, uderzenia gorąca i zimna w trakcie stymulacji, bóle jajników przy hiperstymulacji, chodzenie okrakiem po punkcji, tysiące zastrzyków w brzuch i nieustanne pobieranie krwi. Człowiek wygląda jakby sobie dawał w żyłę przy każdej sposobności. Jak tu ubrać krótki rękaw w upale?? Nadprogramowe kilogramy, puchnięcie nóg w kostkach i pole bitwy na twarzy.

to już koniec

Nie mm już siły. Wczoraj pierwszy zastrzyk, a dzisiaj od rana ból gardła. Powtórka z rozrywki? Taka słaba, taka chorowita... Znowu tłumaczenie w aptece, że poproszę coś do kobiet w ciąży chociaż właściwie w ciąży nie jestem. Od trzech lat ta sama gadka. Mam tego dosyć, dosyć, dosyć!!!!!
Powiedziałam mężowi. Z jednego problemu zrobiły się dwa. Bo czemu przez dwa dni nie brałam witaminy C. To ja jestem winna. Tak jak jestem winna naszej bezdzietności.
Klima w pracy mnie zabija.

Francuski radar stymulacyjny

Odwieczne pytanie: Jak pogodzić leczenie z pracą. Tak DROGI Panie Doktorze, musimy zarabiać na leczenie :)

in vitro

Mam mnóstwo planów na wypadek, gdyby się nie udało. Zacznę regularnie chodzić do dentysty (w końcu trzeba czymś zapełnić puste miejsce po wizytach u ginekologa). Miejsce jest tak wielkie, że może jeszcze dorzucę psychologa? Schudnę z kilogramów które przytyłam w trakcie leczenia. Po rocznej przerwie wrócę do zajęć z Zumby. Podszkolę angielski i zacznę się uczyć niemieckiego. Na jesień pojedziemy WRESZCIE na stale odwlekane wakacje. Od nowego roku zaczniemy coś dłubać w domu.

W przypadku gdyby się jednak udało, zamierzam być bezgranicznie szczęśliwa.

Mój świat

Patrzę na swoje koleżanki z pracy i myślę sobie, że pochodzimy z dwóch różnych światów. Słucham ich i próbuję zatopić się, wyobrazić sobie, że też mam takie beztroskie życie usłane słodkimi problemami i radościami życia codziennego. Próbuję nieśmiało pukać do ich świata. Jak mocno nad sobą pracuję, to mogę przyznać, że wybór dobrego tuszu do rzęs jest wyzwaniem. Postaram się nawet wyglądać jak człowiek i przesuwam w kąt swoje ukochane, szare, bezkształtne swetry. Mogę poczuć, że zależy mi tak jak im. Walczę o swoją uwagę w pracy.

a ja czekam i czekam i czekam...

Moje życie głównie polega na czekaniu. Czekam na kolejną wizytę u lekarza, na rozpoczęcie stymulacji, czekam na punkcję i telefon z kliniki, transfer, betę...
Czekam do przyszłego roku kiedy będę mogła sprzedać mieszkanie i zrobię schody i kuchnię w nowym domu. Moje życie nie jest w budowie. Jest w oczekiwaniu na budowę. Ile jeszcze czekania mnie czeka? 5, 10 lat? Zestarzeję się czekając.
Zazdrość wkrada się w moje myśli. Sąsiedzi mają schody, ale dostali dzieci za darmo.

Jak zadowolić się czekaniem kiedy wkoło ludzie żyją, rodzą, wyjeżdżają na wakacje, remontują domy?

Czasu nie odzyskam

Doskonale umiem sobie przypomnieć siebie w wieku 25 i 26 lat. Teraz mam lat 29 i wydaje mi się, że dwóch ostatnich lat w ogóle nie było. Nie mamy z tego okresu żadnych zdjęć i żadnych wspomnień. Te lata spędziliśmy w poczekalniach pod gabinetami lekarzy, wydając ostatnie pieniądze na kolejne próby i badania. Większość wieczorów przepłakałam, a w ciągu dnia marzyłam żeby zapaść się pod ziemię. Dwa lata straconego życia. Już nigdy nie będę dużo przed trzydziestką. Jestem coraz starsza i nie mam już szansy na bycie młodą mamą o czym zawsze marzyłam.

:(

Wystarczy drobne, z pozoru nic nie znaczące zdarzenie, a ja znowu jestem tym małym porzuconym dzieckiem gorszym od innych. Niby wiem, że jest wiele spraw ważniejszych do załatwienia i że mój M rzadko ma dla mnie czas i że ma ku temu powody. Mimo wszystko jak dzisiaj zadzwoniłam żeby spytać czy wróci wcześniej lub normalnie i odmówił, poczułam się odrzucona. Tak jak wtedy kiedy mój ojciec zapominał o świętach i moich urodzinach, a na koniec nas zostawił. Poczułam lekki niepokój, który w drodze do domu przemienił się w lawinę smutku.

A KIEDY WY???

Ostatnio pojawiło się na forum sporo wpisów na temat tego, jak otoczenie potrafi być okrutne dla nas niepłodnych. Opisy niektórych scen są na prawdę wstrząsające i nasuwa się pytanie: "jak one to znoszą?". Ale nie o tym chciałam pisać.

Małe grzechy

W garderobie mam pochowane swoje małe grzeszki. Różową pluszową świnkę, książeczki"Pinokio" i "Alicja w krainie czarów", 4 body w neutralnych kolorach i maluśki żółty dresik.
Wszystkie uczucia budzą się na nowo. Smutek, żal, tęsknota i rosnąca z każdym dniem nadzieja. Zaczyna mnie ogarniać niecierpliwość. Łapię się na tym, że zaczynam odliczać dni do startu. Nie mam już w sobie złości. Nie mam siły się złościć. Niech będzie tak jak ma być. Na dzień dzisiejszy jeszcze nie przegrałam, mam swoją szansę przed sobą.

Subskrybuje zawartość