MalaMi87 - blog

Mój świat

Patrzę na swoje koleżanki z pracy i myślę sobie, że pochodzimy z dwóch różnych światów. Słucham ich i próbuję zatopić się, wyobrazić sobie, że też mam takie beztroskie życie usłane słodkimi problemami i radościami życia codziennego. Próbuję nieśmiało pukać do ich świata. Jak mocno nad sobą pracuję, to mogę przyznać, że wybór dobrego tuszu do rzęs jest wyzwaniem. Postaram się nawet wyglądać jak człowiek i przesuwam w kąt swoje ukochane, szare, bezkształtne swetry. Mogę poczuć, że zależy mi tak jak im. Walczę o swoją uwagę w pracy.

a ja czekam i czekam i czekam...

Moje życie głównie polega na czekaniu. Czekam na kolejną wizytę u lekarza, na rozpoczęcie stymulacji, czekam na punkcję i telefon z kliniki, transfer, betę...
Czekam do przyszłego roku kiedy będę mogła sprzedać mieszkanie i zrobię schody i kuchnię w nowym domu. Moje życie nie jest w budowie. Jest w oczekiwaniu na budowę. Ile jeszcze czekania mnie czeka? 5, 10 lat? Zestarzeję się czekając.
Zazdrość wkrada się w moje myśli. Sąsiedzi mają schody, ale dostali dzieci za darmo.

Jak zadowolić się czekaniem kiedy wkoło ludzie żyją, rodzą, wyjeżdżają na wakacje, remontują domy?

Czasu nie odzyskam

Doskonale umiem sobie przypomnieć siebie w wieku 25 i 26 lat. Teraz mam lat 29 i wydaje mi się, że dwóch ostatnich lat w ogóle nie było. Nie mamy z tego okresu żadnych zdjęć i żadnych wspomnień. Te lata spędziliśmy w poczekalniach pod gabinetami lekarzy, wydając ostatnie pieniądze na kolejne próby i badania. Większość wieczorów przepłakałam, a w ciągu dnia marzyłam żeby zapaść się pod ziemię. Dwa lata straconego życia. Już nigdy nie będę dużo przed trzydziestką. Jestem coraz starsza i nie mam już szansy na bycie młodą mamą o czym zawsze marzyłam.

:(

Wystarczy drobne, z pozoru nic nie znaczące zdarzenie, a ja znowu jestem tym małym porzuconym dzieckiem gorszym od innych. Niby wiem, że jest wiele spraw ważniejszych do załatwienia i że mój M rzadko ma dla mnie czas i że ma ku temu powody. Mimo wszystko jak dzisiaj zadzwoniłam żeby spytać czy wróci wcześniej lub normalnie i odmówił, poczułam się odrzucona. Tak jak wtedy kiedy mój ojciec zapominał o świętach i moich urodzinach, a na koniec nas zostawił. Poczułam lekki niepokój, który w drodze do domu przemienił się w lawinę smutku.

A KIEDY WY???

Ostatnio pojawiło się na forum sporo wpisów na temat tego, jak otoczenie potrafi być okrutne dla nas niepłodnych. Opisy niektórych scen są na prawdę wstrząsające i nasuwa się pytanie: "jak one to znoszą?". Ale nie o tym chciałam pisać.

Małe grzechy

W garderobie mam pochowane swoje małe grzeszki. Różową pluszową świnkę, książeczki"Pinokio" i "Alicja w krainie czarów", 4 body w neutralnych kolorach i maluśki żółty dresik.
Wszystkie uczucia budzą się na nowo. Smutek, żal, tęsknota i rosnąca z każdym dniem nadzieja. Zaczyna mnie ogarniać niecierpliwość. Łapię się na tym, że zaczynam odliczać dni do startu. Nie mam już w sobie złości. Nie mam siły się złościć. Niech będzie tak jak ma być. Na dzień dzisiejszy jeszcze nie przegrałam, mam swoją szansę przed sobą.

wyrzuty sumienia

Zaczynają mnie dopadać wyrzuty sumienia. Czy zrobiłam wszystko co jest możliwe i co nie jest teoretycznie możliwe żeby się udało? Chyba nie. Właściwie mój brak wiary w powodzenie sprawił, że nijak nie przygotowałam się fizycznie do kolejnego podejścia. Zarzuciłam moją dietę na endometrioze. Objadam się słodyczami. Ba! Nawet przytyłam. Zero dodatkowego ruchu i suplementów. Jednym słowem NIC.
A teraz nie mogę się doczekać kiedy wreszcie zaczniemy. Zaczynam liczyć dni i czuć podekscytowanie. No właśnie i wyrzuty sumienia bo zrobiłam za mało.

i jak tu być szczęśliwym?

Mój kochany Małżonek był wczoraj zmuszony otworzyć tabletkę z chemią nie mając na sobie rękawiczek. Oczywiście biały proszek osadził się na opuszkach Jego palców. Jak to wpłynie na skuteczność ivf? Nikt nie wie. Lubimy myśleć, że nie wpłynie. Decyzji nie żałujemy, bo dziecka nie było również bez chemii, a dzięki chemii nasz piesek JEST z nami.

Nowy lepszy świat

W moim nowym lepszym świecie nastała wreszcie wyczekiwana wiosna. Można otworzyć drzwi do ogrodu i zrobić grilla, albo zasnąć na leżaku pod domem w trakcie czytania książki. Jestem w domu po pracy o godz. 16:00, a nie 19:00, bez telefonów i laptopa służbowego, który działał do późnych godzin nocnych. W moim nowym świecie mam czas i chęć na poszukanie nowych rzeczy do domu, na pieczenie ciast i śpiewanie w czasie sprzątania. W nowym lepszym świecie nie martwię się, czy będę miała za co zapłacić za gaz. Ba! W mojej szafie zagościło kilka nowych ciuchów!

Jedna mała kawka ciąży nie czyni?

W naszym domu pojawili się nowi mieszkańcy. Mamy dwa tłuste wróbelki, urocze czyżyki i zawzięte kawki. Zawłaszczyły sobie nasz dach i coraz częściej zaglądają do domu! Kilka dni temu okazało się, że w pokoju gościnnym przenocował u nas lewy lokator. Rano stukał dziobem w okno żeby go wypuścić ;) dzisiaj mama znalazła na klombie małą niespodziankę. Pierwsza rozbita skorupka od jaja. Nasz dom jest więc teraz oazą ptasiej płodności. Nie są to bociany ale może przyniosą szczęście?

Subskrybuje zawartość