MalaMi87 - blog

prawda poczęcia

W piatek (tydzień po IUI) wracając z pracy wysłuchałam w radiu wypowiedź pani Kaji Godek na temat aborcji. Zaciekawiona, po powrocie do domu obejrzałam na Youtube Jej wywiad na temat in vitro. Zadziwiające co niektórzy ludzie mają w głowie... Skoro i tak skrzywdziłam moje niepoczęte dziecko bo nie powstanie ono w lozu małżeńskim w pozycji misjonarskiej, tylko w uroczej malej klinice nieplodnosci i skazuje to moje niepoczęte dziecko na wieczne potępienie i nieszczęście, to postanowiłam zaprawić je w boju na przyszłość i przygotować do patologii w której przyjdzie mu żyć.

IUI

W tym miesiącu podchodzimy do IUI. Za pierwszym razem bez stymulacji. Lekarz daje nam 8-10% szans. Może niepotrzebnie się pytałam - tak myślałabym,że uda się albo się nie uda :(

Czego nie dała mi niepłodność?

Niepłodność nie dała mi grona zaufanych przyjaciół, ani szczęśliwego małżeństwa, nie dała mi też zrozumienia wśród znajomych i rodziny. Nie odkryłam dzięki niej głębszego sensu w moim życiu. Nie stałam się też lepszą osobą. No i oczywiście nie dała mi upragnionego dziecka. Co mi w takim razie ofiarowała?

miejsce na ziemi

Niedawno podjelismy decyzje, ze sprzedajemy swoje mieszkanie i przeprowadzamy sie na wies. Jest wiele powodow tej decyzji. Jednym z nich jest moja mama, ktora nie moze juz mieszkac sama. Nasze mieszkanie w bloku kojarzy mi sie przede wszystkim ze wscibskimi sasiadami, ktorzy wprost wypytuja co chwile kiedy bede w ciazy - mlode osiedle stale ktos zachodzi w ciaze. Jestem zmeczona obserwowaniem nas i komentowaniem naszego zycia. Dodatkowo stale sie w tym mieszkaniu klocilismy. Chcemy spokoju i prywatnosci. Dzisiaj ogladalismy piekny domek. Widac, ze wlasciciele wlozyli w niego duzo serca.

co dalej?

Z przeswietlenia kregoslupa wyszlo mi, ze mam zlamane zebro... Jak mozna miec zlamane zebro i o tym nie wiedziec. Przy okazji zrobilam badanie krwi - jestem zdrowa jak kon tylko nieplodna. Z nowa wiara, ze moze jednak ja tez zasluguje na szczescie czekalam na IUI w nastepnym cyklu. Dzisiaj moj M oswiadczyl mi, ze musi jechac na dwa tygodnie w delegacje w czasie mojej owulacji i od tego zalezy jego awans w firmie... Ja wszystko rozumiem, tylko, ze wczesniej nie byl dobry czas na dziecko, bo wyjechal z pracy na dwa lata na drugi koniec Polski, potem jasnie pan sie zgodzil ale sie nie trafilo...

znowu nie zdazylam zostac matka...

Podbudowana optymizmem mojego nowego lekarza (wyniki dobre - duza szansa na ciaze) oraz w mysl jego rady postawienia na ilosc a nie jakosc w staraniach o dziecko (moze panstwo nie trafiaja?), kolejny miesiac koncze okresem... Chcielismy w sierpniu podejsc do inseminacji ale jak zawsze wszystko sie popsulo. Mam silne bole kregoslupa i zeber i bede musiala zrobic przeswietlenie kregoslupa. Odwlekam je juz pare miesiecy, ale bol jest juz nie do zniesienia. Nie wiem ile miesiecy nalezy odczekac zeby nie stanowilo to zagrozenia dla dziecka. Lekarze mowia ze im dluzej tym lepiej.

czym zajmują się wasi mężowie w poczekalni?

Atmosfera w poczekalni kliniki leczenia niepłodności jest lekko mówiąc "przytlaczajaca". Jak Wasi mężowie sobie z tym radzą?? Mój szuka zawsze ofert wakacyjnych. Dlatego jak słyszę o wakacjach to od razu dostaję nerwa i chcę uciekać :)

"A żeby Ci tak córka z czarnym!!!"

Co jakiś czas pozwalam sobie na czytanie komentarzy pod artykułami informującymi o kolejnych etapach zatwierdzania ustawy o In vitro. Niestety fala nienawiści i pogardy wobec osób zmagających się z problemem niepłodności jest ogromna. Utwierdza mnie to w przekonaniu, żeby się ze swoim problemem nie ujawniać (ale to już temat na inny post). Dzisiaj chciałabym napisać o jednym komentarzu, który wyjątkowo mocno mnie dotknął.

Jestem zmeczona

Jestem zmeczona kolejnymi ciazami w moim otoczeniu, blogami o dzieciecych ciekawostkach i matkami, ktore uwazaja sie za wzor cnot i cierpliwosci. Nie chce juz slyszec o Dniu Dziecka i Dniu Matki. Wszyscy ida do przodu i sa szczesliwi. Ja krece sie tylko w kolko i juz czuje zawroty glowy. Nigdy nie bede miec dziecka, a moj maz nie zgodzi sie na adopcje :(

Witamy w Nowej Polsce

Obudziłam się dzisiaj w Nowej Polsce. Czy będzie tu dla mnie miejsce?

Razem z mężem pracujemy po 10 godzin dziennie i uczciwie odprowadzamy podatki. Na dziecko zdecydowaliśmy się dopiero wtedy, kiedy było nas stać na jego utrzymanie. Co miesiąc zostawiamy ogromne sumy w klinice leczenia niepłodności. Nie uskarżam się, nie chcę nic od Państwa, nie mam żalu, że muszę się leczyć prywatnie. Czasami złoszczę się jak szef nie chce mnie puścić wcześniej z pracy i mam problem jak zdążyć na wizytę u ginekologa. Marzę o dziecku...

Subskrybuje zawartość