MalaMi87 - blog

Z pustego i Salomon nie naleje

Zrobiłam rano test. Jedna kreska, jak zawsze. Jutro potwierdzę betą i się upiję.

Czekanie na wyrok

14 dzień po IUI. Wszystko się skomplikowało. :( Miałam siedzieć w pracy i nie myśleć, a zamiast tego się rozchorowałam. Stąd też moje złe samopoczucie. Najgorszy jest ból głowy. Niby lekarka powiedziała, że mogę wziąć paracetamol, ale ja się boję. Do tego mój mąż wyjechał na dwa tygodnie w delegacje i zostałam sama. Kupiłam w aptece dwa testy ciążowe ale boję się zrobić, bo nie wypadam dobrze na testach. Leżę i użalam się nad sobą, rozmyślając jak bardzo nie chcę robić bety w poniedziałek, bo i tak nic nie wyjdzie. Najgorszy jest dla mnie brak diagnozy.

a co jeśli się nie uda?

Coraz częściej paraliżuje mnie lęk, że nigdy nie zostanę matką. Jeśli faktycznie tak będzie, to nie mam pomysłu na moje życie. Nie jestem pasjonatką swojej pracy, pracuję dla pieniędzy. Właściwie to nawet nie lubie mojej firmy. Nie jestem artystką ani pisarką, nie robię w życiu nic wartościowego. Owszem uwielbiam czytać książki, dobrze gotować, teraz zajmę się ogrodem, chodzę na siłownię. Wiem, że trzeba się cieszyć z małych rzeczy, ale w moim życiu brakuje głębszego sensu, pasji.

10 dni po IUI

10 dni po IUI. Czuję się paskudnie. Jestem śpiąca i nieprzytomna. W dzień ucinam sobie drzemki, a wieczorem padam o 21. Do tego boli mnie brzuch, głównie w miejscach zastrzyków z Orvitrellu... dziwaczna sprawa. Mam spuchniety brzuch i obolale piersi. W weekend czułam jakby w moim ciele trwała wojna. Czemu mój organizm tak mocno broni się przed ciążą??? Dzisiaj czuję jakbym miała za chwilę dostać okres, a przecież do okresu jeszcze tydzień! Czy nie dotrwam nawet do przyjemności zrobienia bety hcg?? :( nie wiem czy to moja psychika, duphaston, czy ciąża.

prawda poczęcia

W piatek (tydzień po IUI) wracając z pracy wysłuchałam w radiu wypowiedź pani Kaji Godek na temat aborcji. Zaciekawiona, po powrocie do domu obejrzałam na Youtube Jej wywiad na temat in vitro. Zadziwiające co niektórzy ludzie mają w głowie... Skoro i tak skrzywdziłam moje niepoczęte dziecko bo nie powstanie ono w lozu małżeńskim w pozycji misjonarskiej, tylko w uroczej malej klinice nieplodnosci i skazuje to moje niepoczęte dziecko na wieczne potępienie i nieszczęście, to postanowiłam zaprawić je w boju na przyszłość i przygotować do patologii w której przyjdzie mu żyć.

IUI

W tym miesiącu podchodzimy do IUI. Za pierwszym razem bez stymulacji. Lekarz daje nam 8-10% szans. Może niepotrzebnie się pytałam - tak myślałabym,że uda się albo się nie uda :(

Czego nie dała mi niepłodność?

Niepłodność nie dała mi grona zaufanych przyjaciół, ani szczęśliwego małżeństwa, nie dała mi też zrozumienia wśród znajomych i rodziny. Nie odkryłam dzięki niej głębszego sensu w moim życiu. Nie stałam się też lepszą osobą. No i oczywiście nie dała mi upragnionego dziecka. Co mi w takim razie ofiarowała?

miejsce na ziemi

Niedawno podjelismy decyzje, ze sprzedajemy swoje mieszkanie i przeprowadzamy sie na wies. Jest wiele powodow tej decyzji. Jednym z nich jest moja mama, ktora nie moze juz mieszkac sama. Nasze mieszkanie w bloku kojarzy mi sie przede wszystkim ze wscibskimi sasiadami, ktorzy wprost wypytuja co chwile kiedy bede w ciazy - mlode osiedle stale ktos zachodzi w ciaze. Jestem zmeczona obserwowaniem nas i komentowaniem naszego zycia. Dodatkowo stale sie w tym mieszkaniu klocilismy. Chcemy spokoju i prywatnosci. Dzisiaj ogladalismy piekny domek. Widac, ze wlasciciele wlozyli w niego duzo serca.

co dalej?

Z przeswietlenia kregoslupa wyszlo mi, ze mam zlamane zebro... Jak mozna miec zlamane zebro i o tym nie wiedziec. Przy okazji zrobilam badanie krwi - jestem zdrowa jak kon tylko nieplodna. Z nowa wiara, ze moze jednak ja tez zasluguje na szczescie czekalam na IUI w nastepnym cyklu. Dzisiaj moj M oswiadczyl mi, ze musi jechac na dwa tygodnie w delegacje w czasie mojej owulacji i od tego zalezy jego awans w firmie... Ja wszystko rozumiem, tylko, ze wczesniej nie byl dobry czas na dziecko, bo wyjechal z pracy na dwa lata na drugi koniec Polski, potem jasnie pan sie zgodzil ale sie nie trafilo...

znowu nie zdazylam zostac matka...

Podbudowana optymizmem mojego nowego lekarza (wyniki dobre - duza szansa na ciaze) oraz w mysl jego rady postawienia na ilosc a nie jakosc w staraniach o dziecko (moze panstwo nie trafiaja?), kolejny miesiac koncze okresem... Chcielismy w sierpniu podejsc do inseminacji ale jak zawsze wszystko sie popsulo. Mam silne bole kregoslupa i zeber i bede musiala zrobic przeswietlenie kregoslupa. Odwlekam je juz pare miesiecy, ale bol jest juz nie do zniesienia. Nie wiem ile miesiecy nalezy odczekac zeby nie stanowilo to zagrozenia dla dziecka. Lekarze mowia ze im dluzej tym lepiej.

Subskrybuje zawartość