MalaMi87 - blog

Góry i doły

Wczoraj byłam wręcz w euforycznym nastroju. Wreszcie czuję, że jesteśmy na właściwej drodze. Po mału zaczynam sobie układać w głowie jak to teraz będzie. Zastanawiam się jak będą wyglądać testy w ośrodku i co będziemy omawiać na szkoleniu. Dużo dalej nie wybiegam, bo wydaje mi się, że łatwiej przejdziemy tą drogę dzieląc ją na etapy. Czasami pozwalam sobie na myśli typu kiedy zaczniemy meblować pokoik, ale szybko przywołuję się do porządku.

Pierwsza wizyta w ośrodku

Wczoraj byliśmy na pierwszej wizycie w ośrodku. Spotkanie odbyło się w miłej atmosferze i ogólnie wrażenia mamy dobre. Nawet mój mąż, który bardzo boi się adopcji i ma wiele wątpliwości był bardzo zadowolony. Podaliśmy podstawowe informacje, dostaliśmy broszurę z wykazem dokumentów, które mamy dostarczyć. W lipcu-sierpniu czekają nas testy psychologiczne i wizyta w domu. Jeśli przejdziemy wszystko pomyślnie, to we wrześniu zaczniemy kurs. Pierwszy zapał i ekscytacja trochę przygasły i zastępuje je po mału bardziej trzeźwe myślenie.

Zmiana planów

Zdecydowaliśmy się podejść jednak do adopcji zarodka. Przy tak nikłych szansach na powodzenie, nie chcemy tracić czasu i pieniędzy na nieudaną próbę. Ja nie jestem w stanie słuchać przez kolejne miesiące, że nie mogę nawet podejść do stymulacji. Zbyt mocno to przeżywam. Nie młodniejemy i mam wrażenie, że to już nasza ostatnia szansa na dziecko. Czasami dopada mnie panika, że już nie zdążę zostać matką. Gorszy od tego jest strach, że kolejne AZ też się nie uda i co wtedy? To był nasz plan B, a planu C nie mamy.

Beznadzieja

Stymulacji nie będzie. Jest jeden dominujący pęcherzyk i tylko on by urósł. Poza tym Doktor ocenia, że w dobrym miesiącu (nie tym) przy stymulacji będę miała 2, max przy dobrych wiatrach 3 pecherzyki, a gdzie mówić o zarodkach...? I skąd on to wie już w 3 dniu cyklu? Myślałam, że normalnie w cyklu jest 1 pęcherzyk, a kolejne tworzą się prze stymulację... czegoś nie ogarniam? Jakie są moje szanse, jeśli przy 7 pobranych komórkach jajowych miałam 5 martwych zarodków za pierwszym razem i 2 trzydniowe zarodki, które się nie przyjęły za drugim razem?

Czekając na in vitro

Ten rok, mimo pozytywnego nastawienia, nie był przychylny dla mojej rodziny. Oby przyszły był lepszy. Dla nas wszystkich. Czuję, że tym razem się uda :D

No wreszcie przytyłaś

Przy świątecznym stole usłyszałam od teściów, że pięknie przytyłam :D widać, że Encorton działa. Coraz bardziej chcę i wierzę. W końcu kiedyś musi się udać. Mam nadzieję, że w przyszłe święta będziemy w piątkę ja, M, nasze psy i dziecko :) a narazie znajduję sobie zajęcia, żeby czas szybciej minął...

Odliczam dni

Dzisiaj obudziłam się o 3 w nocy totalnie podekscytowana tym, że za ok 25 dni ruszamy ze stymulacją. Nie mogę się już doczekać!! Chyba zwariowałam :D

Wcale nie jest dobrze

Nie jest wcale dobrze, chociaż staram się sobie to wmawiać. Prawda jest taka, że jestem zupełnie pusta w środku i nigdy nie zajdę w ciążę niezależnie co zrobię. Taka jest prawda. Po takim czasie, nieudanych próbach. Nawet AZ się nie udało, gdzie lekarze dawali 80% szans. Jak w wakacje uwierzyłam i zebrałam całą odwagę żeby podejść do programu, to stało się najgorsze. W jednym miesiącu straciłam pracę i zmarła moja mama. Przerwaliśmy procedurę. Lekarz powiedział, że mam wrócić jak się ogarnę.

Trochę nie o niepłodności

Podniosłam psa na spacerze i ... już się nie wyprostowałam :/ po 8 godzinach spędzonych na SORze zostałam wypisana ze stwierdzeniem braku stwierdzenia :D Nie do wiary, ale lekarze na SORze myśleli, że symuluję, bo nie mam co robić w niedzielę... Następnego dnia pojechałam do lekarza rodzinnego i zdiagnozował atak korzonków. Siedzę już trzeci dzień na kanapie pod kocem i nie mam już żadnej wymówki. Czas spełnić kolejne marzenie. Zakładam bloga, takiego z prawdziwego zdarzenia, tylko mojego. Leniwa jestem jak 100 diabłów więc trzymajcie proszę kciuki :D

Idzie nowe

Wczoraj byliśmy u lekarza. W styczniu zaczynamy stymulację do ivf. Dzisiaj wzięłam pierwszy encorton. Jest we mnie spokój do którego dojrzewałam przez kolejne lata starań, porażek, gór i dołów. Mimo chwil zwątpienia, cały czas wierzę, że po coś to wszystko się dzieje i że moja droga, może wyjątkowo kręta nawet jak na bocianowe historie, prowadzi do celu. Nie czuję niepokoju, strachu i presji czasu, które czułam przecież będąc dużo młodszą kobietą.

Subskrybuje zawartość