MalaMi87 - blog

„Niech ktoś zatrzyma w końcu świat, bo wysiadam”

Zawsze się dziwiłam, że po kolejnych moich porażkach Świat kręci się dalej. Tym razem myślałam, że nie dam rady w biurze. Nie chciałam widzieć szczęśliwych kolegów z pracy. Spełniło się moje życzenie, siedzę w domu. Mój ból i żal do całego świata siedzą razem ze mną. Chyba wcale nie jest mi lżej. Trzeba uważać czego się sobie życzy.

Szajba

Dzisiaj mija piąty tydzień mojego zamknięcia. Nie myślałam, że jestem aż tak złym i pustym człowiekiem. Nie wiem już co ze sobą zrobić i mam wrażenie, że wariuję. Zawiodłam się na wszystkich wkoło i skutecznie ich od siebie odepchnęłam. Nic mnie nie cieszy, nic się nie liczy. Już nie mam siły :(

Ten rok będzie lepszy

Zeszły rok to była totalna katastrofa. W sylwestra obiecałam sobie, że 2020 odczaruje całe zło. Zrobiłam listę postanowień, czego normalnie nie robię i nastawiłam się mega pozytywnie. Od tego dnia odbieram cios za ciosem. Nie ma już chyba obszaru w moim życiu, który nie przeżywałby obecnie totalnego doła. Na koniec siedzę w domu i martwię się, że encorton obniżył moją odporność do 0 i umrę na koronawirusa. Co za durna smierć. Umrzeć dla ciąży, której nigdy nie było. Gdybym to wiedziała... ale nie wiedziałam, a moje życie legło w ruinie.

Za tym co było

Dzisiaj w domu od rana wojny. Niby co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. Może ta ostatnia porażka zabiła moje małżeństwo? A może już od dawna byliśmy martwi jak dwoje współlokatorów? Czy to przez niepłodność, czy leczenie, czy może i tak by nic nie wyszło?
Na codzień nie pozwalam sobie na takie myśli, ale dzisiaj marzę, żeby cofnąć czas do dnia mojego powrotu do Polski. Zrobiłabym wszystko inaczej. Moje życie byłoby inne.
Dzisiaj bardzo, ale to bardzo tęsknię za mamą :(

To co pijemy?

-jak się czujesz?
*zrobiłam test, nie udało się ...
- to co pijemy??
Dziękuję Bogu za takie słowa :) i za to jak moja koleżanka w pracy wyściskała mnie dzisiaj i powiedziała „nie poddawaj się, wiem, że to trudne, ale w końcu się uda”. Dziękuję za ludzi, którzy są obok mnie, nawet wtedy kiedy jestem okropna i kiedy cierpię.

Porażka

Miałam transfer naszego własnego zarodka. Nie udało się. Co robię źle? Czuję się winna, że za dużo/ za mało chodziłam, że do niego nie mówiłam, bałam się przyzwyczajać... :(

Góry i doły

Wczoraj byłam wręcz w euforycznym nastroju. Wreszcie czuję, że jesteśmy na właściwej drodze. Po mału zaczynam sobie układać w głowie jak to teraz będzie. Zastanawiam się jak będą wyglądać testy w ośrodku i co będziemy omawiać na szkoleniu. Dużo dalej nie wybiegam, bo wydaje mi się, że łatwiej przejdziemy tą drogę dzieląc ją na etapy. Czasami pozwalam sobie na myśli typu kiedy zaczniemy meblować pokoik, ale szybko przywołuję się do porządku.

Pierwsza wizyta w ośrodku

Wczoraj byliśmy na pierwszej wizycie w ośrodku. Spotkanie odbyło się w miłej atmosferze i ogólnie wrażenia mamy dobre. Nawet mój mąż, który bardzo boi się adopcji i ma wiele wątpliwości był bardzo zadowolony. Podaliśmy podstawowe informacje, dostaliśmy broszurę z wykazem dokumentów, które mamy dostarczyć. W lipcu-sierpniu czekają nas testy psychologiczne i wizyta w domu. Jeśli przejdziemy wszystko pomyślnie, to we wrześniu zaczniemy kurs. Pierwszy zapał i ekscytacja trochę przygasły i zastępuje je po mału bardziej trzeźwe myślenie.

Zmiana planów

Zdecydowaliśmy się podejść jednak do adopcji zarodka. Przy tak nikłych szansach na powodzenie, nie chcemy tracić czasu i pieniędzy na nieudaną próbę. Ja nie jestem w stanie słuchać przez kolejne miesiące, że nie mogę nawet podejść do stymulacji. Zbyt mocno to przeżywam. Nie młodniejemy i mam wrażenie, że to już nasza ostatnia szansa na dziecko. Czasami dopada mnie panika, że już nie zdążę zostać matką. Gorszy od tego jest strach, że kolejne AZ też się nie uda i co wtedy? To był nasz plan B, a planu C nie mamy.

Beznadzieja

Stymulacji nie będzie. Jest jeden dominujący pęcherzyk i tylko on by urósł. Poza tym Doktor ocenia, że w dobrym miesiącu (nie tym) przy stymulacji będę miała 2, max przy dobrych wiatrach 3 pecherzyki, a gdzie mówić o zarodkach...? I skąd on to wie już w 3 dniu cyklu? Myślałam, że normalnie w cyklu jest 1 pęcherzyk, a kolejne tworzą się prze stymulację... czegoś nie ogarniam? Jakie są moje szanse, jeśli przy 7 pobranych komórkach jajowych miałam 5 martwych zarodków za pierwszym razem i 2 trzydniowe zarodki, które się nie przyjęły za drugim razem?

Subskrybuje zawartość