nynyny - blog

WIATR W OCZY

Termin criotransferu wyznaczony, a tu przyplątało się choróbsko.. Już nie liczę ile dni tego roku spędziłam w łóżku: najpierw bolesna stymulacja, potem lekka hiperka, a teraz, 4 dni przed terminem crio grypa żołądkowa..

No tak, lepiej teraz niż za tydzień - ale jak mój wycieńczony organizm zareaguje na podanie zarodka?
Czy może przesunąć termin ET?

Tyle myśli, tyle wątpliwości, a ja nawet nie mam siły wstać i wziąć leków..

MOŻE TERAZ..

Po lekkiej hiperstymualcji pozostały powiększone jajniki, lekko podniesiony progesteron, ale generalnie lekarka oceniła, że wygląda to obiecująco.

Od dziś estrofen i szykujemy się na przyjęcie kropeczki. Za tydzień kontrola i jeśli będzie ok to za dwa tygodnie transfer.. Nareszcie..

Jeszcze nie czuję emocji, jakoś to do mnie nie dociera. Kończy się koszmarny styczeń - który zaczął się stymulacją, potem punkcja, lekka hiperka, dopiero od kilku dni wróciłam do zdrowia. Ale już zapomniałam o tym.

JESZCZE WIĘCEJ CIERPLIWOŚCI

Była punkcja, dużo komórek jajowych, hodowanie zarodków, zamrożenie zarodków.
I złe samopoczucie, od tygodnia bolesny i wzdęty brzuch, wizyty w klinice, badania, kroplówki, hektolitry wypitej wody i czekanie..

Teraz czekanie na poniedziałek, kiedy dowiem się, czy jest szansa na criotransfer w lutym..

Tak bym chciała, tak marzę już o tym, by przygarnąć moją kruszynkę, by zabrać ją do domu. Już wiem, która to będzie, wiem, że jest bardzo ładna..

Wydobywam z siebie kolejne pokłady cierpliwości.. Sama sobie się dziwię, skąd ona się we mnie bierze..

CIERPLIWOŚĆ

Dzieje się. Jutro punkcja wyhodowanych ok. 16 pęcherzyków, ponoć bardzo ładnych. Ale transferu w tym cyklu nie będzie - estradiol poszybował w górę i najwcześniej za miesiąc będziemy gościć w brzuchu kropeczkę.

A ja ćwiczę cierpliwość. Od początku długiego protokołu żyłam tym, że "do końca stycznia będzie wiadomo". Wczoraj, po odebraniu wyniku estradiolu (wiele godzin przed wizytą) już wiedziałam, że będzie inaczej. Cierpliwości musi wystarczyć na jeszcze trochę..

REFLEKSJE O IVF

W oczekiwaniu na punkcję i transfer staram się myśleć pozytywnie i zająć czymś głowę. Jest to bardzo trudne, bo myśli uparcie wracają do tego, co czeka mnie w najbliższych dniach.

NOWY ROK - NOWE SIŁY

Teraz jesteśmy na fali wznoszącej.. Po fatalnych rodzinnych świętach wśród dzieci i ciężarnych, dochodziliśmy do siebie na przyjemnym Sylwestrze wśród bezdzietnych znajomych (rówieśników i starszych), co pozwoliło odpocząć i zdystansować się trochę.

Świętowanie Nowego Roku zakończyliśmy piątkową wizytą w klinice i pierwszym zastrzykiem menopuru. Idziemy zgodnie z planem, punkcja prawdopodobnie 12 stycznia.

NIECH TEN ROK JUŻ SIĘ SKOŃCZY

Rok temu po prostu staraliśmy się od kilku miesięcy o dziecko. Byłam już po wakacyjnej wizycie u ginekologa, który powiedział "wyluzujcie", napijcie się wina, a jak się nie uda do nowego roku, to proszę przyjść i będziemy szukać przyczyny.

No więc poszłam po nowym roku i wszystko potoczyło się błyskawicznie. Jakieś drobne infekcje, mnóstwo badań, naciski ginekologa: "proszę przynieść badania nasienia męża" - bez tego nie będę dalej badał, bo u Pani wszytko wygląda ok.

DRUGI POCZĄTEK

Z dna ciemnej otchłani, w której spędziłam weekend, zebrałam się w sobie, w poniedziałek potwierdziłam ostatecznie, że nie jestem w ciąży, we wtorek odwiedziłam mojego "starego" ginekologa, pobrałam dokumentację i w piątek ruszamy z kolejną stymulacją, tym razem w programie rządowym.

Swoje przepłakałam, ale jeśli będę łkać skulona w kącie problemy nie znikną. Jeśli ktoś mnie zapyta - o co ja pytałam na początku drogi - skąd masz na to siłę?
Odpowiedziałabym: nie wiem skąd.

KOLEJNY KONIEC

Nic z tego. Beta w 6dpt uparcie stoi na poziomie <0,1.

Podano blastocystę, zrobiono AH, miałam histeroskopię, piękne endometrium, hormony w normie, dla pewności badałam jeszcze tarczycę. I nic. Nie udało się.

Na razie jest rozpacz i strach przed zbliżającymi się Świętami.
Strach przed wigilijnym stołem przy którym spotkam dwie ciężarne rówieśnice.
Strach przed znaczącymi spojrzeniami.

Ale najgorszy jest strach, że nigdy się nie uda.

Dlatego w przyszłym tygodniu, po ostatecznym potwierdzeniu porażki, idziemy do OA.

JEDYNE CRIO

Jestem już po, crio było w sobotę. Jedyne, zamrożone w 6 dobie maleństwo jest już z nami. Mrożone jako cherlaczek, po rozmrożeniu (w opinii pani embriolog) rokuje dobrze, rozwija się, a po zastosowaniu AH zaczęła wypełzać z otoczki. Widziałam na ekranie, bardzo była ładna :)

Sam transfer - ekspresowo. Wykonywał Profesor - co na mnie działało kojąco, dla tego człowieka taki transfer to rutyna, nawet z takimi trudnymi przypadkami jak mój (nietypowa budowa szyjki macicy) miał już do czynienia.

Subskrybuje zawartość