nynyny - blog

DRUGA CIĄŻA?

Od tygodnia jestem tak jakby w ciąży. Tak jakby, bo na razie potwierdzona tylko prawidłowo przyrastającą bHCG, bo jest bardzo wcześnie, bo jeszcze to do mnie nie dociera.

Co się zmieniło?
Z dnia na dzień odrzuciło mnie od kawy i słodyczy, nawet mi się to podoba, mogłoby się utrzymać do końca ciąży, a nawet i dłużej ;-)
Sny - znowu śnią mi się intensywnie i realistycznie: dziś mi się śniło, że będą bliźniaki jednojajowe.. ;-)

6 DPT

Pan doktor nakazał zmierzyć poziom progesteronu, a ja oczywiście przy okazji poprosiłam o bHCG.. pół dnia czekałam, co 10 minut odświeżałam stronę z wynikami. Miały być przed 15:00, a były dopiero o 17:00..

Ale były:
bHCG - 20,
progesteron - 35.

Cieszę się, choć wiem, że różnie może być.
Ale może będzie dobrze?

OBJAWY

To jest szaleństwo.

Po pierwszym i jedynym udanym transferze pamiętam w 3dpt wieczorne zimne dreszcze, potem dużą senność, a dwa dni później minimalnie dodatnią bHCG.

Teraz marzę o tym by się udało. I co wyczynia mój organizm? Od transferu dreszcze miałam już ze trzy razy, a senność ogarnęła mnie zaraz po powrocie do domu.

Wiem, że to mój organizm płata mi figle. Żartowniś jeden.

Ale mi wcale nie jest do śmiechu..

ODLICZANIE

Zaczęliśmy odliczanie.. po kwietniowym falstarcie (przygotowania do crio przerwane w ostatniej chwili), tym razem na pewno się uda. Uda się zabrać maleństwo, ale czy ono zostanie z nami?

Nie myślę o przygotowaniach, nie czekam na transfer, robię to automatycznie, bezemocjonalnie, wplatam między codzienne obowiązki.

To na co czekam, to wynik bHCG.Jeszcze trochę tego czekania zostało, prawie 3 tygodnie. Ale już czekam.

I znowu się boję.

NIE MA NUDY

Ledwo co podjęliśmy decyzję o powrocie po jednego z naszych mrożaczków, myśląc o tym, że może gdzieś w okolicach Wielkanocy.. a wydarzenia szybko nabrały tempa.

WRACAMY DO WALKI

Klamka zapadła, badania zrobione, przed nami criotransfer. Chcemy mieć więcej dzieci, więc nie można tego odkładać. Czekają na nas trzy mrożaczki - mam nadzieję, że któryś z nich zdecyduje się z nami zostać. A może więcej niż jeden?..

A więc wracamy...
Hej, przygodo!

NASZ CZAS

Nie przestaje być pięknie.

Wokół wszyscy udzielają dobrych rad, że za dużo nosimy, tulimy, że za bardzo rozpieszczamy.. nie wiedzą.

A my łapiemy każdą chwilę, każdy uśmiech. Nasze życie jest tu i teraz. Na to czekaliśmy, o to walczyliśmy i nie oddamy z naszego szczęścia ani minuty, ani sekundy!

Nasza Kruszynka pięknie się rozwija, jest wesoła, energiczna, może trochę mniejsza niż rówieśnicy, ale nasza, najukochańsza.

Czas mija, a mój M. wciąż śpiewa naszej córeczce na dobranoc "kocham cię najbardziej na świecie", a ja nieustająco wzruszam się, gdy to słyszę.

Dzień Dziecka

Dziś Dzień Dziecka, Dzień MOJEGO Dziecka.

Już się przyzwyczaiłam, że jest.
Że to takie oczywiste.
Że się uśmiecha do mnie, gaworzy..

Ten dzisiejszy dzień, niby taki zwykły "dzień jak codzień", a taki radosny. Znów spałyśmy do 10:00, potem trochę przytulania, harców i całusów, potem krótka drzemka, wizyta w przychodni i kolejne szczepienie, potem mama na kawce ze znajomymi, tata na spacerze, potem kąpiel, kolacja i od 19:30 słodko śpi.
Taki letni, prawie wakacyjny luz..
A ona w tym wszystkim taka radosna, uśmiecha się do wszystkich, z zaciekawieniem ogląda i poznaje świat.

Pierwszy Dzień Matki

Rok temu, pamiętam, zastrzyki z gonapeptylu, właśnie rozpoczynała się miesiączka, lada dzień startowała trzecia stymulacja.. był smutek, zmęczenie, rutyna. Pamiętam jak bezemocjonalnie robiłam sobie zastrzyki, od niechcenia, z zamkniętymi oczami. Nie wierzyłam, czekałam na telefon z OA.
Dziś tulę w ramionach nasz cud, który ma prawie 4 miesiące, który kocham bezgranicznie.
Spałyśmy razem do godz. 9:00, obudziłam się, a ona już nie spała. Uśmiechała się i gaworzyła wesoło.
Teraz leży na mnie i ucina sobie popołudniową drzemkę. A ja nie chcę jej odkładać, tak słodko śpi.

NAGRODA

Takie emocje, których nie doświadczają zwykli rodzice.. podczas starań straszne i skrajne, a teraz? Intensywnie piękne..

Dziś rozpłakałam się ze wzruszenia podczas przewijania.. ona się tak cudnie do mnie uśmiecha, a ja stoję nad nią i kolejny raz uświadamiam sobie, że ona tu jest.
To już 11 cudownych tygodni, a mi wciąż ciężko w to wszystko uwierzyć..
:-)

Subskrybuje zawartość