czwojdziak - blog

podejście nr 5

Już mieliśmy odpuścić, cykl długi- nie zapowiadało się na @. W czwartek byłam u dr i powiedział,że jeszcze bite 2 tygodnie do @.
W sobotę poszłam do koleżanki na wieczór panieński- tak, pierwszy raz od 2 lat dałam się namówić na wypicie alkoholu. Zrobiono mi drnka nr 1.
Poczułam się błogo, śmiałam się i wyluzowałam. Przy drinku nr 2 miałam już helikopter. Nie myślałam o ivf, o cyklu o Tomku- myslałam o tym jak mi dobrze między młodymi ludzi i rozmowach luznych niezwiązanych z miesiączką, jajnikami. Ot taka luzna rozmowa o niczym- śmiech.

krótka książka na 4 rozdziały

Wczoraj zakończyło się nasze 4 podejście. Zakończyło się szybko. Odstawione leki i czekamy na @.
Pytam samą siebie jak to możliwe,że po 4 podejściach nie jestem odporna na to,żeby przyjąć wiadomość,że to już koniec na chłodno.

Rozdział pt: 1 ivf
Miało być szybko sprawnie- zarodek do brzucha i w grudniu miało się wykluć nasze pierwsze dziecko.

Rozdział pt: 2 ivf
Było szybko i sprawnie, nie było transferu

Rozdział pt: 3 ivf
Niby byliśmy przygotowani na klęskę, zarodek najsłabszy z możliwych dał nam na krótko radość oczekiwania.

Rozdział pt: 4 ivf

albo w prawo albo...

W poniedziałek miałam punkcje. Po długich 14 dniach kłucia pobrali 12 szt...
Radość trwała krótko. Dojrzałe były dwie...
Tak więc na wczoraj mieliśmy dwa zarodki.
I znów co dwa to nie zero, ale jakoś tak ciężko pogodzić mi się,że co próbo to wydaje sie być coraz gorzej.
Oczywiście wierze w moje Kluseczki, ale strach zaczyna mnie paraliżować i wpadam znów w panikę.

Podejście nr 4

od pierwszego minęło 2 lata, teraz jest podejście nr 4...
znoszę je najgorzej pod względem fizycznym jak i psychicznym.
Jestem trochę jak robot- wstać- zastrzyk- praca- zastrzyk...
Zastrzyki wykonuje mechanicznie- nie rozczulam się nad sinym brzuchem. Czasem pozwolę robić to mężowi- on całuje a potem delikatnie wbija igłę i sobie gadamy. Zastrzyk trwa długo i jest bezbolesny...
Wczoraj wizyta, 8 ds i co? Ano to,że chociaż dawki większe to pęcherzyki tylko 4 malutkie(za malutkie jak na ten dzień). Dawka w górę i heja.

czerwone szpilki

Wczoraj były urodziny mojej mamy,
wczoraj była rocznica naszego ślubu. Mąż mój kupił mi w prezencie piękną kurtkę na wiosnę i zabrał na kolację (zamiar extra ale nie sprawdził czy będzie czynne i pojechaliśmy 40 km na darmo, bo akurat inwentaryzacja...).
Niemniej jednak bardzo mi było przyjemnie z tą jego inicjatywą i tym dodatkami i czułością i taka troską kiedy wieczorem powiedział,że wyglądam na bardzo zmęczoną.

Wielki tydzień

Na okoliczność wielkiego tygodnia- zwłaszcza Wielkiego Piątku naszło mnie takie coś dziwne,że całe moje życie to jest jeden wielki Wielki Piątek...
Chciałabym już,żeby zaczęła się dla nas sobota a potem Niedziela świąteczna...

a my się znamy

Dzień dobry ja w sprawie pracy nazywam się pani x.

dzień dobry, nazywam się czwojdziak.

a my się znamy przecież...pani córka sypała kwiaty z moja córką i teraz chodzą razem do 1 klasy a przecież wcześniej chodziły razem do przedszkola w wiosce xyz...

to pani jest z wioski xyz? a z jakiej ulicy?

z ulicy s...

ja też...

i to było by przyjemne gdyby nie fakt,ze moja córka to córka mojego brata, która wychowałam od 2 tygodnia życia do 5 lat... Mieszkała z nami. Potem już do 0 poszła w mieście i przeniosła się do rodziców.

wiosenne porządki

Jakis czas temu mój brat oświadczył mi,że jego małżonka jest w ciąży ale o tym cicho sza, żyby nikt nie wiedział- dlaczego miała to być tajemnica nie wiedziałam.
Dzis chyba juz wiem.
Ciąża ta od początku wydawała mi się dziwna. Ani termin ostatniej @ nie zgadzał się nijak z

Dzień 25

Zaczęliśmy rozmawiać- komunikować się w piątek.
Przyjechał do mnie do pracy i myślałam,że krew mnie zaleje, bo zamiast usiąść i porozmawiać to wymieniał mi świetlówkę w lodówce. Jak już wymienił to kazałam mu usiąść. Zamknęłam sklep i kazałam iść na zaplecze.
Chciałam już wiedzieć w którą stronę to idzie, bo mam dość życia w takim zawieszeniu. Jak ma się skończyć to niech się kończy a jak ma trwać to trzeba dokonać zmian.

Nie było wtedy deklaracji.

dzień dwunasty

Wczoraj rozmawialiśmy.
Usiedliśmy do stołu, inicjatywa była moja- porozmawiajmy w którą stronę to idzie.
Pierwsze kilka zdań było " kulawych", zaczęło się od:"bo Ty powiedziałaś..." a potem ja:" bo Ty powiedziałeś...".
Mój mąż się zagubił.
Spytałam czy chce rozwieść się ze mną a on mi odpowiedział,że jego czaszka jest za mała na mózg i że ona sobie wcale nie radzi.
Było poruszonych jeszcze kilka kwestii i stanęło na tym,że narazie zostanie jak jest. Ja zostanę u mamy a on w domu. Dajemy sobie czas, nie ruszamy rozwodu, dziecka ani nic.
Po prostu czekamy.

Subskrybuje zawartość