czwojdziak - blog

Punkty widzenia zalezne od punktu siedzenia

Wybraliśmy się wczoraj na niedzielny obiadek do mamy. Nie bardzo wiem co myśleć o tym wszystkim co wczoraj usłyszałam.
Moja mama była bardzo zainteresowana tego co i jak i kiedy i...
Na co odezwał się nagle głos mojej bratowej, która syknęła,że może już dość.
Że jak ona była w ciąży (2 razy) to się tak nie niańczyła ze sobą tylko heja do roboty.
Może i racja,że się trochę ze sobą pieszczę ale ...

Nowy etap

Jesteśmy pierwszy dzień po transferze. Dziś rano rozmawialiśmy o tym wszystkim. Tak naprawdę pierwszy raz rozmawialiśmy o wszystkim: wątpliwościach, radości, strachu. To co pokazała nam Pani dr tuz przed transferem czyli obraz naszych maleństw od momentu poczęcia dosłownie, dla mnie to jakbym widziała moment stworzenia świata.
Jest to już inny etap niż ten,w którym trwaliśmy do wczoraj.
Nadal jest to oczekiwanie, nadal jest to ogromny strach i nadal wielka nadzieja ale po pierwsze już razem a po drugie... sama nie wiem po prostu jest inaczej.

godzina zero

Od trzech godzin mam w sobie moją iskierkę. Do konca bałam się, że moje maluszki nie będą gotowe ale one były. I tak oto zaczyna się dla nas czas jeszcze większego oczekiwania. Moj mąż rozkleił się jak zobaczył malenstwa na ekranie i potem przy transferze. Wybaczam mu więc oficjalnie to, że przez ostatnie dni nie był ideałem(łagodnie to ujmując). I jest też trochę tak, że cieszę się jak z ziemi w kosmos, że moja perełka wraca z nami do domu. Oby z nami została...:)

idziemy

Jutro transfer. Dzwoniłam dziś po raz kolejny do lab i pytałam jak się mają moje maluszki. Leniwe są. Nie są to supermeny ale tez tragedii nie ma.
Więc czekam. Nie poszłam dziś do pracy, siedzę w domu troszkę sprzątam, chodzę po ogrodzie i czekam. Przecież już jutro do tego domu wrócę z jednym z moich maleństw. Mam nadzieję i modlę się bardzo.

...

Byłam u mojej mamy na herbacie. Powiedziałam jej o tym,że ruszył piąty zarodek i...
moja mamusia powiedział tylko "kochane maleństwa", płakała ona i płakałam ja, może wydać się to głupie ale ja je już bardzo kocham. I kocham moją mamę za to,że tę moją miłość rozumie.

...

Dzwoniłam, słuchałam ale nic nie rozumiałam tzn zrozumiałam,że jednak ruszył też piąty zarodek. Dwie są dominujące a reszta słabsza ale ich nie należy dyskwalifikować.
Jednym słowem moje dzieciaczki walczą,żeby się ze mną spotkać :)

...

Dziś już nie wytrzymałam i przyjechałam do pracy. W zasadzie Pani dr kazała odpoczywać ale ile można leżeć na leżaku. Konsekwentnie nie robiłam nic w ogrodzie ani szklarni czyli snułam się po podwórzu jak cień i nawet pranie zrobiła mi mama i je powiesiła. Ale ile można robić... nic?
Jestem w pracy a że praca lekka bo biurowa i mój pracodawca to mój prywatny mąż a mama mieszka 200 metrów od naszej hurtowni to pomyślałam,że jak mi będzie coś nie tak to po prostu pójdę do mamy i pozwolę się rozpieszczać.

...

Wczoraj był telefon, zapłodniło się cztery... Trochę runęłam. Ale cztery to nie zero. Zdecydowaliśmy się na zwykłe in vitro tzn bez mikroiniekcji.
Mój mąż od telefonu nie rozmawia ze mną. Cisza. Zamknął się w swojej skorupce i milczy. Taka chyba obronna metoda... a może ma żal albo myśli,że gdyby była mikroiniekcja to było by więcej- tylko czy tak naprawdę chcieliśmy zostawić wszystko w rękach lekarza?
Czekamy dalej razem choć osobno na telefon jutro...

pesemiści są wszędzie

Wczoraj miałam punkcję, nastawiona pozytywnie przetrwałam bez narkozy na znieczuleniu (narkotycznym jak to określił anestezjolog)uśmiałam się bardzo.
Po punkcji podczas wypoczynku poznałam dziewczynę. Miała ona pobrane tylko dwie komórki- zaczęłyśmy rozmawiać. Ona też była bardzo radosna, bo dwie komórki to nie brak a dwie-AŻ DWIE. Nastawione pozytywnie, uśmiechnięte popijałyśmy herbatę aż nagle z kanapy obok odezwała się od czapki dziewczyna, że to nic nie znaczy,że ja mam pobranych 15 a moja nowa koleżanka nie powinna się cieszyć z dwóch, bo to tyle co nic...

...

Jesteśmy o krok. Jutro czyli w pn punkcja. Nawet nie wiem kiedy ten czas mi zleciał. Może dlatego,że zdecydowałam się codziennie pokonywać dystans 400 km w jedną stronę na usg...
Tym lepiej, bo nie było czasu na to,żeby specjalnie się rozwodzić i rozczytywać w internecie poszukując co rusz "nowin", które nakręcały by mnie tylko bardziej. Samopoczucie cudowne, nic nie boli nic się nie dzieję.
Pęcherzyków jest 15 z czego jeden przerósł. Wszystkie ładne i duże, rosły w miarę równo.

Subskrybuje zawartość