czwojdziak - blog

pesemiści są wszędzie

Wczoraj miałam punkcję, nastawiona pozytywnie przetrwałam bez narkozy na znieczuleniu (narkotycznym jak to określił anestezjolog)uśmiałam się bardzo.
Po punkcji podczas wypoczynku poznałam dziewczynę. Miała ona pobrane tylko dwie komórki- zaczęłyśmy rozmawiać. Ona też była bardzo radosna, bo dwie komórki to nie brak a dwie-AŻ DWIE. Nastawione pozytywnie, uśmiechnięte popijałyśmy herbatę aż nagle z kanapy obok odezwała się od czapki dziewczyna, że to nic nie znaczy,że ja mam pobranych 15 a moja nowa koleżanka nie powinna się cieszyć z dwóch, bo to tyle co nic...

...

Jesteśmy o krok. Jutro czyli w pn punkcja. Nawet nie wiem kiedy ten czas mi zleciał. Może dlatego,że zdecydowałam się codziennie pokonywać dystans 400 km w jedną stronę na usg...
Tym lepiej, bo nie było czasu na to,żeby specjalnie się rozwodzić i rozczytywać w internecie poszukując co rusz "nowin", które nakręcały by mnie tylko bardziej. Samopoczucie cudowne, nic nie boli nic się nie dzieję.
Pęcherzyków jest 15 z czego jeden przerósł. Wszystkie ładne i duże, rosły w miarę równo.

...

Jutro 6 dzień stymulacji. Jadę na usg. Dowiemy się co i jak się dzieje.
Pełna nadziei i strachu i optymizmu bez czarnowidztwa...

...

Właśnie zaczęliśmy 4 dzień stymulacji. Stres odszedł, tzn ten największy.
Zle to nazwałam.
Kamień z serca, zaczęliśmy i już jest kawałek drogi za nami. Najgorsze w tym wszystkim chyba jednak jest oczekiwanie. Nie ważne na co- ważne,żeby coś się działo. Teraz kiedy już to "coś" się dzieję zaszła we mnie pewna zmiana- mam w sobie taki spokój,mam w sobie więcej optymizmu.
I jeszcze jedna sprawa... cały czas myślałam o tym,żeby być w ciąży i mieć dzidziusia a zapomniałam o porodzie i to teraz on mnie trochę przeraza...

czas start

Zaczynamy, tzn zaczniemy jutro rano. Czekałam i się doczekałam, wyruszam w swoją najważniejszą podróż dziś w nocy. Na rano będę w klinice.
Taką mam sobie tylko nadzieję,że wszystko dobrze się poukłada i jutro wracać będę do domu już z lekami i nadzieją(bez czarnowidztwa) na powodzenie całej akcji.
Mój mąż,żeby nie myśleć przekłada tablice na ścianach z miejsca na miejsce i chociaż udaje,że wszystko gra to ja wiem,że cały w środku się trzęsie.

Od początku

Trzeba zacząć od początku, albo przynajmniej tak mi się wydaje.
W 2003 byłam bardzo szczęśliwą 21-latką. Dopiero wchodziłam w życie.Miałam wspaniałą rodzinę, kochanego brata, mamę i miłość swojego życia. Pod koniec listopada zaczęłam się się czuć dziwnie- przeszłam zabieg usunięcia polipa. Dziwnie ale nie bolało mnie nic- tylko brzuch rósł szybko i robił się twardy. Dzwoniłam do lekarza i usłyszałam,że mam paniki nie robić. Dnia 6 grudnia nie byłam wstanie sama podnieść się z łóżka, bolały mnie plecy- nie brzuch. Moja mama zaprowadziła mnie do ośrodka zdrowia...

czekamy

Czekamy jeszcze tylko kilka dni i już zaczniemy. Długo to trwało, bo zawsze coś stawało na drodze. A teraz już jesteśmy tak blisko. Wracaliśmy z Warszawy pełni nadziei tzn przynajmniej ja wracałam, bo Tomek milczał- ale on zawsze milczy. Nigdy nie uzewnętrznia swoich uczuć i emocji. I nawet nie wiem czy mi to przeszkadza czy cieszy. Wiem, że pragnie dzidziusia tak samo mocno i tylko tego pokazuje.
Mam tylko jedno zmartwienie, czy czasem nie jest za pózno w tym sensie,że mam już 32 lata i czy będę miała w sobie wystarczająco dużo cierpliwości.

Subskrybuje zawartość