czwojdziak - blog

o tym co czuję

Do końca kursu zostały dwa spotkania+ rozmowa z psychologiem.
W grudniu kwalifikacja.
Idę wraz z małżonem tą drogą od lutego, każde z tych spotkań mnożny przde mną miliony pytań, staram się zadawać je na tych spotkaniach ale nie uzyskuję odpowiedzi.
Odnoszę wrażenie,że wiem coraz mniej.
Jak bardzo chciałabym przejść to wszystko z pozytywnym wynikiem... jak bardzo mocno chciałabym móc już poznać swoje dzieci.
Czuję w sercu olbrzymią tęsknotę. Widzę u Tomka takie wielkie pragnienie tego,żeby to się już dokonało.

Kończymy kurs

Jeszcze chwila i koniec kursu. Czas leci jak z bata strzelił. Dopiero zanosilismy dokumenty A tu już koniec kursu...
W grudniu kwalifikacja. Czy przejdziemy ją pozytywnie?
Co czuję teraz? Strach. Czuję niepokój,że znowu nie ja będę podejmowała decyzję o tym czy zostanę matką tylko zrobi to ktoś za mnie. Ktoś zdecyduje czy jestem gotowa. A ja jestem gotowa. Jestem gotowa jak nigdy,jestem świadoma.

Chciałabym obudzić się już ,któregoś sobotniego poranka,poczuć bliskość tulącego się do mnie dziecka I usłyszeć "mamusiu wstawaj,idziemy...".

...

Jesteśmy w trakcie kursu, wczoraj miałam ciężką noc . Nie mogłam spać, dawno mi się to już nie zdarzyło. Przewracałam się z boku na bok i miałam w głowie to co działo się na bloku.
Próbowałam postawić się na miejscu tych dzieci, wyobrazić sobie co czują kiedy nagle ich cały świat wywraca się do góry nogami a one nie są wstanie jeszcze tego ogarnąć, Jak bardzo są przerażone tym,że grunt(jaki by nie był) nagle usuwa się spod nóg...
Nie mogę przestać myśleć o tym.
Myślałam ,że przeżyłam w życiu już wszystkie możliwe emocje- tak myślałam do wczoraj.

Dla Ady

Wiesz dlaczego napiszę to tu?
Bo tu się wszystko zaczęło, bo wracam tu zawsze,żeby się doładować i "wyprostować" sobie kręgosłup. Bo tu są kobiety, które rozumieją i to ten pamiętnik pokażę moim dzieciom kiedyś, kiedy będą pytały (może już jako dorosłe) skąd decyzje o in vitro i adopcji.
To tu wracam kiedy chcę, muszę sobie przypomnieć to co ważne.

Na początku traktowałam bociana jako anonimowe miejsce w wirtualnym świecie, dziś ludzie, których poznałam dzięki bocianowi są dla mnie tak realni jak powietrze, drzewa...

pierwszy z dwunastu

Krok pierwszy z dwunastu, trochę tak mi to w głowie zabrzmiało jak (chyba) 7 kroków do wyjścia z nałogu.
Spotkanie odbiegło dosłownie wszystkim od tego co sobie wyobrażałam, było tak... sama nie wiem swojsko. Naturalnie. Małżon w drodze powiedział mi,że czuje się we właściwym miejscu, czuje się bardziej tu niż na korytarzu kliniki.

Tak więc rozpoczęliśmy kolejny etap. Im więcej widzę i wiem, tym więcej mam pytań i mniej wątpliwości.
I tak jakoś myślę sobie,że i ja tu się czuję lepiej, nie spięta.

kurs

Odliczamy już dni, niewiele ich jest.
Od testów czas zleciał jak szalony- mieliśmy intensywne lato.
Bardzo mocno zżyliśmy się (zwłaszcza mój mąż) z drugą córką mojego brata- ma już 1,5roku. Pamiętam dzień kiedy moja bratowa zadzwoniła do nas z informacją,że jest z nią w ciąży a my leżeliśmy w sypialni i żegnaliśmy się z naszym kropkiem, rozpoczynałam krwawienie po kolejnym transferze.Dziś ta dziewczynka na widok T biegnie w jego stronę jak szalona i oplata maleńkimi rączkami szyję i całuje w czoło. Mój,mój- tak do niego mówi.

:)

Jesteśmy po drugich i ostatnich testach, czekamy na kurs :)

Krok do przodu

Jesteśmy po testach. Nie taki diabeł straszny.
Po wszystkim siedzieliśmy z pracownikami ośrodka I rozmawialiśmy tak na luzie o wszystkim.
Dosiadł się nawet kierownik I było miło i wesoło.
Mam nadzieję, że to dobry znak.
Wracając do domu nad nami krążyły bociany :)

wizyta

Właśnie kilka minut temu wyszła Pani z OA.
Wizyta trwała prawie 2 godziny, sporo było tych pytań, rozmów, odpowiedzi.
Oglądania i ... wszystkiego.
Czekamy na telefon po długim weekendzie- badania psycho.

Usg chałupy

Jutro mamy wizytę domową, T łazi jak nakręcony i przygotowuje się co będzie i jak będzie. Co pokaże i jak będzie przerabiał dom jak będzie dziecko-dzieci...

Jesteśmy bardzo zestresowani jutrzejszym dniem.

Od jakiegoś czasu mam w głowie takie wizualizacje: chłopiec 3-4 latka siedzący na kolanach u T lub jak idą sobie na podwórku za ręce i opowiadają sobie jakieś głupoty.
Twarzy chłopca nie widzę, tylko jasne włoski i takie chudziutkie rączki i nóżki.
Opowiedziałam mężowi o tych "filmach" a ona popatrzył na mnie i oczy mu się szkliły- ma tak samo.

Subskrybuje zawartość